|
Byłoby
rzeczą ciekawą i pożyteczną zdać sobie sprawę,
jakiego rodzaju pojęcia i wyobrażenia kojarzą się dziś
w umyśle przeciętnego Europejczyka z wyrazem "kultura",
"kultura nowoczesna". Sam wyraz nie schodzi z ust i mimowoli nasuwa
się reminiscencja z Carlyle'a, iż wszelkie sprawy życia
rozstrzygają się w ciszy, że hałaśliwa uwaga oznacza
najczęściej zanik jakiejś funkcji, niezdolność
całkowitą do wypełniania czynności i prac, o których
się mówi. Kiedy rozważa się styl, strukturę
myślową dzieł i pisarzów, do których określenie
"kulturalny" stosowane jest dziś najczęściej, nabiera
się dość dziwnego wyobrażenia o tym, jakiego rodzaju
pojęcia mają nasi współcześni o warunkach i naturze
wielkich procesów historycznych. W samej rzeczy, typem "kulturalnego"
w nowoczesnym stylu umysłu są ludzie w rodzaju Remy de Gourmonta,
Anatola France'a, Oskara Wilde'a, Patera, Jerzego Simmla i t p. Cechuje ich
wszystkich jedna, wspólna właściwość: oto wykorzystanie
wielkich doświadczeń i dorobków dziejowych dla celów indywidualnych;
cechuje ich taki stosunek do całego zasobu myśli, uczuć,
wartości wytworzonych przez ludzkość, jak gdyby całe
zadanie historii redukowało się do tego, by wytworzyć w
umyśle danej jednostki obraz świata harmonijny, piękny lub
zaciekawiający.
Kulturą
nazywa się dzisiaj przetwarzanie pracy dziejowej ludzkości i jej
dorobku na czyniące zadość aspiracjom indywidualnym subiektywne
sny o życiu umysłów giętkich i wyrafinowanych.
Zadajmy sobie
trud przeanalizowania dokładnie i szczerze procesów psychologicznych,
oznaczanych przez nas jako nabywanie kultury, a przekonamy się, że
mają one na ogól charakter ucieczki intelektualnej, oddalenia się od
tego, co stanowi treść naszego nowoczesnego życia. Wydaje
się rzeczą niezaprzeczalną, że potrzeby życia czynnego,
w którym bierzemy udział, odgrywają bardzo małą i
przeważnie negatywną rolę w tym procesie. Nikt nie zechce
twierdzić, że nowoczesna literatura i sztuka powstają pod
naciskiem impulsów bezpośrednich, dążeń mających za
zadanie zabezpieczyć istnienie i trwanie danej grupy ludzkiej.
Niewątpliwą zaś jest rzeczą, że wszystko, co
wartość kultury przez nas odziedziczonej stanowi, w ten
właśnie zostało wytworzone sposób. Swój intelekt, swoją
wrażliwość zdobył człowiek, walcząc o swe
istnienie: są to dorobki społecznej walki o byt. Dziś nabywamy
je, oddalając się od tego zasadniczego stanowiska życiowego,
które je wytworzyło. Przyswajanie sobie wyników działalności,
pracy, walki dziejowej, olbrzymiego twórczego życiowego procesu historii
nie jest związane ze zdolnościami i dążeniami czynnymi, lub
też pozostaje w całkowitej z nimi sprzeczności. Stąd wynika
paradoksalne ukształtowanie nowoczesnej psychiki kulturalnej: opanowujemy
wyniki pracy dziejowej, stając się niezdolnymi do brania w niej
udziału, przyswajamy sobie wartości kulturalne, zatracając te
właściwości życiowe i psychiczne, które są konieczne
do ich wytwarzania. Dlatego też nowoczesny kulturalny umysł - to w
tej lub innej formie rezultat dziejowej pracy, zamieniony w
bezwyjściową przygodę indywidualną.
Utożsamiając
ten typ nowoczesnego kulturalnego człowieka z twórcą kultury, nasz
proces nabywania kultury z procesem jej wytwarzania, wykrzywiamy w sposób
niezmiernie skomplikowany i charakterystyczny wszystkie pojęcia o naturze życia
i pracy dziejowej, tracimy zdolność pojmowania samej istoty tego
procesu, który wytworzył wyniki cenione przez nas i przyswajane. Jerzy
Sorel wykazuje, że na tym zasadza się wewnętrzna
sprzeczność Renana jako historyka: nie umie on zdać sobie
sprawy, co skłoniło ludzkość, poszczególne
społeczeństwa i jednostki do wytwarzania kosztem ofiar dorobku
kulturalnego, który ujęty jako całość nie prowadzi nigdzie.
Nowoczesny człowiek kulturalny - to jednostka przystosowująca do
swoich intelektualnych i emocjonalnych potrzeb wyniki dziejowej pracy, która
była nieustannym podporządkowywaniem jednostek celom, często nam
dziś dopiero widocznym, a samym pracownikom nie znanym. Stąd
sprzeczność. Każda kultura powstała jako metoda
przeobrażenia duszy jednostek w ten sposób, by stały się one
zdolne do wykonywania pewnych danych przez naturę procesu społecznego
czynności. Każda kultura to system narzędzi samozachowania,
którego wynikiem miało być takie albo inne uzdolnienie czynne.
Życie czynne, rzeczywisty proces społeczny to punkt wyjścia:
podporządkowując się jego wymaganiom, przygotowując
się do nich, biorąc w nich udział, jednostki i pokolenia
wytwarzały pewne systemy wartości. Oderwane od tego procesu,
pojęte jako coś niezależnego, zmieniają wartości te
swój charakter: stają się fermentem rozkładającym nasze
zdolności czynne. Renesans, reformacja, filozofia XVIII. wieku - to
były wyniki olbrzymich procesów dziejowych: walki i prace wydobywały
z siebie to historyczne powietrze, którym my dzisiaj uczymy się oddychać,
gdy chcemy rozumieć "style", "duchy czasów". To, co
było charakterem, staje się dla nas sztucznym temperamentem,
modyfikacją naszej wrażliwości.
Żyjemy i
chcemy żyć w środowisku umysłowym i moralnym, stworzonym
kosztem olbrzymiej pracy i utrzymywanym jedynie dzięki niezmiernym a nieprzerwanym
wysiłkom, jak w żywiole, stanowiącym własność
przyrodzoną człowieka. Traktujemy kulturę, wynik niezmiernie
złożonego procesu społeczno-biologicznego, rezultat olbrzymiej
pracy człowieka, - jako stan wrażliwości, coś zastanego,
coś, co jest samo przez się. Zaszczepiamy w duszy swej roślinność,
która żyć może tylko na glebie posiadającej te
właśnie pierwiastki, jakich się pozbywamy. Kultura utrzymuje
się przez te właśnie procesy, od udziału w których uchylamy
się, zwracając się ku niej. Świat historyczny, w którym
żyjemy, świat pracy i walki stworzył wszystko, co istnieje
dzisiaj jako kultura; my chcemy brać udział w rezultatach i wyzbywamy
się warunków, z którymi ściśle rezultaty te są
złączone. Jules Gaultier, jeden z najciekawszych
współczesnych pisarzów francuskich, - określa romantyzm jako
nieporozumienie, polegające na tym, że wytworom psychiczno-dziejowym,
związanym ściśle z pewnymi warunkami i postawami
dziejowo-życiowymi - nadaje się znaczenie bezwzględne.
Powiedziałbym więcej. Proces, który doprowadza nowoczesnych ludzi do
nabycia kultury, tj. do przyswojenia sobie wyników pracy dziejowej, jest
ściśle związany z procesem psychologicznym,
rozkładającym w nich wszystkie zdolności do czynnego
udziału w tej pracy. To sprawia, że kulturą nazywa się
dzisiaj w Europie pewien gatunek intoksykacji
psychologiczno-historycznej, bowaryzm - jak nazywa to Gaultier, rozszczepienie
ideologiczne - jak mówi Sorel.
Powiedzą mi
jednak: utrzymanie wątku kulturalnego, ciągłości
kulturalnej, niemożliwym jest przecież bez przyswojenia sobie przez
każde nowe pokolenie dorobku kulturalnego dotychczasowej historii.
Należy być niezmiernie ostrożnym przy posługiwaniu się
tymi pojęciami ciągłości, rozwoju kulturalnego, postępu
etc. Zawierają one w sobie mnóstwo sprzeczności i w tej formie
w jakiej przeciętnie są używane, nie wytrzymują krytyki;
nie wytrzymuje jej zasadniczy dla nowoczesnych frazesów o postępie moment automatyzmu.
Mówimy o procesie kulturalnym, rozwoju itp., jako o czymś, co trwa samo
przez się, samo przez się się utrzymuje. Otóż
oczywiście to "samo przez się" jest złudzeniem.
Rzekomy automatyzm jest działalnością ludzką,
działalnością wymagającą dla swego trwania i rozrostu
pewnych warunków psychologicznych i dziejowych. Jerzy Sorel wielokrotnie
wykazał, że pojęcie automatyzmu, poczucie automatycznie
dokonywającego się postępu, związane są jak
najściślej z pomyślnym rozwojem ekonomicznym danego kraju,
społeczeństwa, danej epoki. Ideologowie przypisują sile
własnych wytworów te powodzenia związane z rozrostem i utrzymaniem
się danej ekonomicznej kultury. Hegel wypowiedział tu
decydujące słowo: prawdą świadomości panującej
jest świadomość służebna. Stosunek prawdziwy danej
grupy ludzkiej do przyrody i do całokształtu życia określony
jest przez jej rozwój ekonomiczny, lecz w świadomości kulturalnej
stosunek ten odbija się zupełnie inaczej.
Warstwy
kulturalne uważają swoje perypetie w nabywaniu kultury, swoje
przejścia ideologiczne, stany dusz, za właściwy rdzeń
dziejów.
Psychologia warstw kulturalnych jest zawsze bardzo skomplikowanym wynikiem
zmian, zachodzących w strukturze społeczeństwa: ale warstwy te
sądzą, iż psychologia ta rozwija się z samej siebie,
samą siebie wytwarza i przekształca. Historycy literatury i krytycy
ulegają nieustannie temu błędowi, nieustannie tworzą
całkiem fikcyjne połączenia, ustalają prawdziwie
mitologiczne związki genealogiczne. Nie piszemy tu jednak krytyki fikcji,
jakimi historia literatury żyje. Konsekwencje dotyczące tego
przedmiotu nasuwają się same przez się, gdy się zanalizuje
założenia, z których rodzą się tego rodzaju fikcyjne
stanowiska i metody. Fikcje te i złudzenia są tylko poszczególną
postacią, poszczególnym wynikiem złudzeń bardziej ogólnych i
zasadniczych, które nazwać by można złudzeniami kulturalnej
świadomości. Świadomość uważana jest za
coś wystarczającego samej sobie: czyż może być
coś pierwotniejszego niż to, co jest punktem wyjścia wszystkich
naszych dzieł, czynów - nasza psychika, nasze ja - myślą ludzie
nowocześni. Człowiek nowoczesny łudzi się niezmiernie.
Wszystko, co w naszym ja ma kształt określony, co się da
ująć - jest wynikiem, rezultatem procesu dokonywającego się
poza naszymi plecami, jak mówił Hegel w swej Fenomenologii,
książce, która, mówiąc nawiasem, powinna być studiowana
przez każdego, kto pragnie w myśli swej być niezależnym od
wszystkich tych samowmówień, omamień mitologicznych, fetyszystycznych
przesądów, w jakie gardząca Heglem myśl nowoczesnych
kulturalnych ludzi wpada nieustannie. Ja nasze jest zawsze wynikiem, produktem:
wytwarza się ono poza naszymi plecami, wytworzone zostało w
przeważnej części przed naszym na świat przyjściem.
Gdy teraz usiłujemy na gruncie tego naszego ja pracować tak, jak
gdyby stwarzało ono aktami swojej woli samo siebie z nicości, gdy
usiłujemy żyć, opierając się na nim, jak na opanowanej
przez nas podstawie, wpadamy w cały szereg sprzeczności i
powikłań. Rozpatrujemy naszą psychikę, jako świat,
podległy własnym swoim prawom, w sobie zamknięty. Psychika ta, o
ile jest ujęta w jakieś kształty względnie określone,
zależna jest od wszystkich tych zakresów życia, z których
pochodzą składające się na nią elementy. Gdybyśmy
nawet zdołali przeprowadzić zasadę całkowitego
uniezależnienia się od otoczenia, to i wtedy jeszcze wszelkie
perypetie wewnętrzne naszej psychiki byłyby tylko momentem z
wielkiego dramatu nowoczesnej europejskiej historii, gdyż nie ma w
psychice tej i nie może być nic, co by nie zostało wytworzone
jako przeżycie grup ludzkich, walczących o istnienie w warunkach,
których przekształcenia tworzą właśnie tkankę europejskich
dziejów. Historia wytworzyła nas: - marzyć o uniezależnieniu
się od historii jest to marzyć o, samounicestwieniu, o
rozpłynięciu się w eterze feerii i baśni. Jest
naszą istotą właśnie to, że jesteśmy
europejczykami, żyjącymi w tym a nie innym momencie. Nasze ja -
to nie jest coś stojącego na zewnątrz historii, lecz ona sama;
nie ma możności wyzwolenia się od niej, gdyż nie ma w nas
włókna, które by do niej należało. Gdy więc łudzimy
się, że w naszym wnętrzu jesteśmy samotni i
niezależni, wyrywamy z właściwego związku to, co tylko w
związku tym pojmowane być może. Gdy usiłujemy
odgadnąć tajemnicę człowieka za pomocą introspekcji,
refleksji filozoficznej - dokonywamy zawsze tylko próby systemizacji wytworów
historii. Nasza metafizyka jest zawsze mitologią społeczną,
przypisuje bowiem samoistne znaczenie momentom społecznego istnienia. Od
czasów Vica powinno było stać się to przekonanie o
wszechobecności historii, o jej zasadniczym metafizycznym znaczeniu,
podstawowym założeniem wszelkiej filozoficznej myśli. Nic
paradoksalniejszego nad złudzenie metafizyków, mistyków, którzy z
lekceważeniem mówią o historii, zagadnieniach dziejowych i
usiłują ponad nią, niezależnie od niej zrozumieć byt,
wieczną tajemnicę itp.; nie są oni w stanie znaleźć
nigdzie ani okrucha gruntu pozahistorycznego: każda myśl, każda
wartość jest wytworem historii: poza wszelką psychiką i jej
formami jest to, co ją tworzy: walka zbiorowa ludzkości o
życie swe i utrzymanie. Dzieje ludzkości są dla nas
niezaprzeczalną i ostateczną rzeczywistością konkretną:
w nich to człowiek styka się z tym, co jest pozaludzkie i swoje
przeznaczenie stwarza. Gdy usiłujemy przeznaczenie to zrozumieć
niezależnie od historii, hipostazujemy tylko momenty tej ostatniej i
zamieniamy je w istności niezawisłe. Gdy usiłujemy
wyzwolić się od historii, padamy ofiarą historii
niezrozumianej. I historią niezrozumianą, mitologią
dziejową, jest zawsze każda metafizyka. Wszelka ponad czy
pozahistoryczna koncepcja życia. Na to już nie na rady: - "notre
moi le magnifique" tak jest wplątane w pasmo dziejów, że nie uda
się nam go z tej tkaniny wyplątać. Podoba się nam to, czy
też nie: jesteśmy tym, czym jesteśmy - tj. wytworami pewnej
historii. Nie uda nam się wyjść poza nią. Możemy
zmieniać tylko maski, formy, nie zmienimy samej zasadniczej treści.
Rzeczywistość nasza określona jest całkowicie przez
historię, jest tą historią. Łudząc się, że
tak nie jest, tracimy własne życie, bo kto myśli, że od
historii uciekł, ten już padł jej ofiarą, tego ona wlecze
już, urabia, kształtuje, a on te wyciskane przez nią stygmaty -
tłumaczy, jako runy swej poza czasem przebywającej duszy. Tam dopiero
zaczyna się możność swobodnego spojrzenia, gdzie są
okopy ludzkiego obozowiska: trzeba całą historię
objąć, wziąć w pierś własną, by w jej imieniu
móc samemu sobie, światu - rzucić groźne i istotne: po co?
Dopóki tylko w sobie, w ukształtowaniu przypadkowym własnej
świadomości szukamy absolutnego sensu, nie wychodzimy poza granice
tego odłamu dziejów, który wysnuł, wyprządł całą
naszą psychikę. Wszystkie błędy i złudzenia
nowoczesnej myśli są różnymi formami i konsekwencjami tego
zasadniczego błędu: - nadawania pozahistorycznego znaczenia momentom
historii, uznawania za klucz bytu tego, co jest tylko momentem i wynikiem
dziejów ludzkości.
Ewolucjonizm a
la Spencer i Haeckel, idealizm abstrakcyjny, indywidualizm, materializm,
iluzjonizm, estetyzm a la Wilde - wszelkie postacie romantyzmu -
wszystko to są tylko różne wzory, wysnute na tkance nowoczesnej
świadomości przez proces dokonywający się poza jej plecami:
- nowoczesne dzieje Europy.
I rzecz
oczywista, sprawa komplikuje się tylko, gdy ta tak wytworzona i
zmistyfikowana świadomość z kolei zwraca się do tych
dziejów i usiłuje je wysnuć z siebie. Te Münchhauseniady historyczne
czynią dla nas raz na zawsze nieczytelnymi wszelkie publikacje epigonów
naszego romantyzmu na temat historii, polityki, życia społecznego.
Gdy bowiem zwracamy się ku ponadindywidualnym formom działania, i
myśli, niedogodności zamistyfikowanej świadomości
kulturalnej występują szczególniej dobitnie. Znika
możliwość względnej chociażby, chociażby czysto
hipotetycznej izolacji psychicznej: podstawa naszej działalności -
psychika - nie tylko jest wynikiem dokonanego poza nami procesu, lecz przekształca
się nieustannie, zależnie od głęboko poza nią i pod
nią działających przyczyn. Dalej. Rezultaty naszego, opartego na
tak chwiejnym gruncie działania wnikają w świat jeszcze bardziej
od nas niezależny. Mitologia wprowadzona w czyn kończy się
niepowodzeniem, ale zamistyfikowana świadomość przekształca
samo to niepowodzenie, stwarza sobie widmo wroga, w walce z którym niby to
ulega, dalej walkę tę w myśli swej prowadzi *. W
biografii każdego typowego idealisty europejskiego XIX stulecia możemy
z łatwością odnaleźć scharakteryzowane tutaj momenty.
Niepowodzenia same stają się więc potwierdzeniami z punktu
widzenia zamistyfikowanej świadomości: złudzenie tylko staje
się szczelniejszym. Dorobek kulturalny XIX stulecia został w znacznej
mierze uwarunkowany przez tego rodzaju właśnie perypetie. Nie
należy ani na chwilę zapominać o tym.
Idzie
wciąż o to, aby zrozumieć, że zapanować nad
życiem, stać się swobodnymi, możemy jedynie przez
zrozumienie i opanowanie tych sił, które stworzyły naszą
psychikę. Idzie o całkowite przeniknięcie się tą
myślą, że historia nie jest czymś, co stoi na zewnątrz
nas, względem czego możemy zajmować dowolne stanowiska.
Psychika
związana jest z bytem jedynie i wyłącznie przez ten proces
życiowy, który ją wytworzył: gdy uważa samą siebie za
istnienie niezawisłe od tego procesu, traci możność
zapanowania nad nim. Sen o swobodzie staje się istotną niewolą.
Gdy dumnie zamykamy się w granicach naszego ja, poddajemy się
ślepo tym siłom, które je stworzyły i przekształcają.
Ja nasze - to wytwór, związany mniej lub więcej ściśle z
całym rozwojem kultury nowoczesnej. Gdy najbardziej nawet zacieśniamy
własne życie, nie zmieniamy tego faktu, że jest ono uwarunkowane
przez pewną fazę, pewien moment ogólnej historii europejskiej. Żadna
z tych faz nie jest zamknięta w sobie: każda pozostaje w związku
z całością i przez całość tę jedynie
zrozumiana i wytłumaczona być może. Ja nasze pełne jest
czarów i zaklęć: to, co uważamy za naszą własność,
jest darem potęg przekształcających nasze istnienie. Rzeka
historii europejskiej przecieka przez nasze wnętrze. Nie uda się nam
zrozumieć samych siebie, wyzwolić samych siebie, jeżeli nie
sięgniemy aż do dna tego procesu. Kto chce istotnie być panem
swoich losów, świadomie przeżyć i tworzyć swoje życie,
musi sięgnąć aż do tych głębin, w których
rodzą się siły, określające bieg i kierunek wielkiej
dziejowej rzeki.
Pociąga to
niezmiernie ważne konsekwencje.
Psychika nasza,
świadomość nasza, są wytworem nowoczesnej europejskiej
historii: tym są w istocie swojej, czym czyni je bieg tej historii,
ich udział w niej. Stąd więc wtedy tylko swobodnymi być
byśmy mogli, gdybyśmy w samej rzeczy władali tymi siłami,
które nasze ja określają. Nasze ja, jego treść, wskazuje
nam jedną tylko możliwą drogę do swobody, drogę, która
prowadzi poprzez zapanowanie nad procesem stanowiącym istotę
nowoczesnej europejskiej historii. W tej tylko głębinie chwytamy i
ujmujemy nagą wolność naszą: nasze ja właściwe
przebywa aż na dnie pod nurtem historii; na każdej innej powierzchni
ujmujemy samych siebie poprzez kształty wytworzone przez bieg
zdarzeń, utożsamiamy się z nimi, stajemy się
bałwochwalcami. Zapanować nad samym sobą, siebie samego
tworzyć, być artystą i twórcą własnego przeznaczenia,
siebie samego znać i posiadać w ten tylko sposób może nowoczesny
Europejczyk: taką jest siła fatalna, tkwiąca w naszym pozornie
osobistym, izolowanym, prywatnym ja. I taką jest klątwa czy
błogosławieństwo nowoczesnej europejskiej kultury, że nie
może już ona ustalić się na żadnym innym poziomie,
że logika wewnętrzna ciągnie ją ku tym głębinom,
w których wykuć i ująć siebie musi prawdziwa, panująca nad
losem własnym, nad duszą swą i jej drogami samowładza
ludzka. Ciężar gatunkowy europejskiej psychiki nie pozwoli jej
ustalić się na żadnym innym poziomie: jeżeli tego nie
rozumiemy, padamy ofiarą zapoznanych, niezrozumianych praw dziejowego
ciążenia.
Nie zastanawiamy
się nad zagadnieniami najistotniejszymi, które dlatego właśnie,
że tak istotne, - nieustannie nam towarzyszą; zapominamy jak
straszliwe wprost znaczenie tkwi w samym pojęciu naszego ja, w ja,
jako formie. Oto pewna ukształtowana w pewien specjalny sposób psychika
przyjmuje samą siebie za podstawę działania. Działa i gdy
jej czyny wracają do niej, przełamawszy się w pryzmacie
całego otaczającego ją życia, musi uznać je za swoje.
Co to znaczy? Oto ani mniej, ani więcej, jak to, że każde ja
zostaje uznane za pana całego przyczynowego splotu życia. Świat
cały, mówi francuski filozof Le-Roy, jest naszym ciałem. Ja
z tego punktu widzenia jest zadaniem: psychika ma się stać odpowiedzialnym
i niezależnym władcą świata, kształtować ma
życie jak swą własność. W działaniu swoim na niej
się opieramy, działanie to zaś przeistacza się
zależnie od tego, co zeń świat uczyni i to przeistoczone
działanie wraca ku nam, jako dzieło, nasza odpowiedzialność.
Rysem znamiennym nowoczesnej europejskiej kultury jest to, że opiera
się ona na tak pojętej indywidualności, że przyjmuje ona
cały bezmiar tkwiący w samym pojęciu ja, że
usiłuje to ja zrealizować.
To wyznacza
zasadniczy, podstawowy kierunek europejskiej historii. Ja tu jest nie
złudzeniem, lecz czymś istotnym. Kultura europejska - to
usiłowanie zmierzające ku utożsamieniu pojęcia jaźni
i człowieka, to podniesienie człowieka do godności
swobodnego, rzeczywistego sprawcy swoich losów.
Ja każdego z
nas wplecione jest w proces, który obejmuje całokształt europejskiej
kultury i historii: nie będziemy wolni, nie będziemy sobą,
jeżeli całej kultury tej nie opanujemy w jej korzeniach, jeżeli
władać się nią nie nauczymy, jak posłusznym nam
dziełem. To, co Hegel uważał za podstawę, jest celem i
zadaniem. Człowiek musi zawładnąć tak życiem, aby
nie było w nim, w jego własnej duszy nic prócz tego, co on sam
świadomie zamierzył i stworzył. Hoene-Wroński
sformułował istotnie w terminach teologicznych rys najbardziej
zasadniczy, wyróżniający Europę Zachodnią od wszelkich
innych kultur: człowiek dąży tu do tego, by stać się
własnym, świadomym stwórcą, by samego siebie swobodnie i
świadomie tworzyć.
Psychika
samą siebie swobodnie utrzymująca i rozwijająca - oto niewątpliwie
określenie pojęcia ja, jego istota. Lecz w jaki sposób psychika
utrzymuje się, narzuca światu poza nią istniejącemu swoje
prawa? Tu przechodzi linia graniczna pomiędzy nowoczesną
filozofią a filozofią Hegla. Dla Hegla świat był zasadniczo
tej samej co i psychika natury. Psychika ujmowała jego istotę,
poznając. Opanowanie świata było procesem logicznym. Dla nas
inaczej stoją te sprawy. Utrzymanie się psychiki wobec świata
ukazuje się w zasadzie jako rezultat walki. Psychika związana jest
ściśle z życiem. Zwycięska psychika ukazuje się nam
jako wynik nie logicznego lecz biologicznego procesu. Racjonalizm
posługuje się irracjonalizmem, jako narzędziem. Stworzyć
formy życia, w których ja było by swobodne, stworzyć
formy życia zdolne utrzymywać się wobec naporu wrogiego
świata z całkowitą samowiedzą i samowładzą
ostawać się wobec niego i ponad jego skłębienie siebie
wydźwigać - tak oto przedstawia się sprawa. Pomiędzy
myślą a światem nie ma przedustawnej harmonii. Człowiek
musi sam stworzyć sobie swój posłuszny świat. Praca ukazuje
się jako jedyny fundament myśli. Myśl żyje w
świecie, o ile utrzymywana jest na jego powierzchni przez wysiłek
życia. Sama przez się nie ma żadnej władzy. Tu
występuje nieubłagana surowość nowoczesnego stanowiska.
Samo przez się nasze ja, jako forma psychiki, jest bezsilne.
Istnieje, o ile jest utrzymywane na gruncie pracy. Jeżeli z pracą
tą nie jest związane bezpośrednio, zależnym jest od niej,
od jej przypadkowych wymagań i konstelacji. Ja jest swobodne
jedynie jako psychika człowieka, swobodnie stwarzającego swoje
podstawy bytu wobec wszechświata. Jedynie jako ja, swobodnie
rządzące swoją pracą, realizuje ono swoją
swobodę, staje się niezależnym od warunków stwarzanych przez
przypadkowe konstelacje procesu ekonomiczno-dziejowego, w takich tylko
warunkach ja stwarza i utrzymuje samo siebie, nie zaś jest
wytwarzane w głębiach nieopanowanej historii, poza własnymi
plecami. Psychika - to podstawa samoistnych czynów i odpowiedzialności; by
mogła ona wytrzymać ten ciężar, musi istotnie sama sobie
wystarczać wobec wszechświata, musi być formą życia,
zdolną utrzymywać samą siebie. Jeżeli psychika jest tylko
wynikiem przypadkowego ukształtowania życia historycznego, poprzedzającego
ją i współczesnego jej, jeżeli wpleciona jest w proces niezawisły
od niej i przekształcający ją - jest rzeczą jasną,
że wpadać ona będzie w kolizję, gdy zechce samą siebie
uznawać za podstawę działania.
Każda
psychika zawiera w samej sobie logikę swych postępków, gdy logika ta
nie jest w stanie wytrzymać nacisku świata, psychika wytwarza sobie
obrazy świata sztuczne, mające za zadanie uzasadnić ją we
własnych jej oczach. Współczesna literatura przynosi niezmiernie
charakterystyczne przykłady prawdziwych zdziczeń duchowych,
powstających stąd, że psychika wytworzona przez |