|
Podczas
czytania prac Burckhardta i Symondsa o włoskim renesansie
przychodziła mi do głowy myśl, jak przedstawiłby się
nasz okres Młodej Polski, gdybyśmy wobec niego zajęli tak
rozległe, historyczne, opisowe stanowisko. Zginęłoby mnóstwo
złudzeń subiektywnych, ale na ogół mielibyśmy więcej
szans dla sformułowania obiektywnego, sprawiedliwego sądu. Gdy
się wżyjemy w warunki dziejowe, wśród których powstawało i
rozwijało się włoskie odrodzenie, czuje się wprost w sobie
tę moc fatalną, która ciążyła tu na duszach,
kształtowała je, tworzyła ich charakter i tragizm. Ginie osobista
wina lub zasługa, giną nawet sympatie i antypatie: wydaje się,
że cała epoka była jedną wielką duszą, a momenty
jej życia, oddzielne jego kierunki, ukazują się nam jako
Savonarola, Machiavelli, Juliusz II, Michał Anioł, Botticelli,
Ariost. Z samych urządzeń i stosunków wydobywa się pewna logika,
która wołać zdaje się o taką lub inną ludzką
postać; i ukazują się nam w tragicznym świetle Włoch,
ginących wśród szamotania się z zamierzchłej
przeszłości w przyszłość do dziś dnia nierozwikłaną
rwących się sił - protagoniści dziejowego dramatu. I
dziś wydaje mi się, że i u nas Kasprowicz, Przybyszewski,
Wyspiański, Żeromski, Staff, Irzykowski są tak
zrośnięci z logiką samego życia naszego
społeczeństwa, że daliby się z niej wprost
wydedukować. Jest to niewątpliwie złudzenie, ale
częściowo tylko: nie tłumaczy ono samo przez się nic, ale
opiera się na wyczuciu rzeczywistego istotnego związku pomiędzy
elementami naszego poznania. Nadaremnie jednak kusilibyśmy się o
zajęcie czysto historycznego stanowiska. Logikę ogólną
życia aktualnego tworzy nasz względem niego stosunek; jest to
nieuniknione, i dość gdy zdajemy sobie z tego sprawę.
Gdy
zadajemy sobie pytanie, kto był właściwym twórcą ruchu
młodopolskiego, jego protagonistą, jaki typ społeczny
doszedł w nim do swego wyrazu, - odpowiedź nasza musi być
całkiem jasna. Typem tym była osamotniona jednostka, nie
znajdująca dla siebie w ramach istniejącego społeczeństwa
zadania ani stanowiska, pochodząca z warstw posiadających lub
psychicznie od nich zależna. Odrywanie się jednostki tej od społecznego
podłoża, jej dojrzewanie do samotności, usiłowanie
przełamania tej samotności, stworzenia naokoło siebie nowej
rzeczywistości, próby uzasadnienia swego stosunku do świata, oparcia
na tym stosunku jakiejś akcji, jakiegoś dziejowego czy choćby
tylko indywidualnego planu - oto są zasadnicze momenty przejść
psychicznych, których wyrazem była i jest twórczość Młodej
Polski. Dla jednostek, biorących w tym ruchu udział, proces ten
trwa do dziś dnia, wciąga coraz to nowe osoby i grupy, usiłuje
dziś, nie zmieniając swej natury, wejść jako moment w
życie tego samego społeczeństwa, od którego,
wyodrębniając się, rozpoczął się i powstał.
Właściwe wypadki 1904-1906 roku zmieniły tak dalece
atmosferę umysłową u nas, z taką plastycznością
zarysowały stosunki, zachodzące pomiędzy oddzielnymi warstwami,
iż moment Młodej Polski takiej, jaką ona była przed
wielkim wstrząśnieniem, przeminął. Niewinność
została utracona. Zachować swój status quo ante ruch może
tylko kostniejąc,
wchodząc
w świadomie albo bezwiednie kompromisy, wsiąkając w rodzime
bagienko. Dotyczy to Młodej Polski, jako formacji umysłowej,
kierunku; oddzielne jednostki, oddzielni twórcy zbyt są zaabsorbowani
przez dzieło swoje, przez jego z fatalną siłą
rozwijającą się logikę wewnętrzną, aby
istniała dla nich możliwość bezpośredniego reagowania
na przeistoczenia życiowe. Kogo lata 1904-1906 zastały panem swego
duchowego świata, tym nie zdołały one wstrząsnąć
zbyt silnie: być może przyspieszyły tylko krystalizację.
Gdy teraz
charakteryzuję w rysach ogólnych psycho-społeczną genezę
ruchu, czynię to bez bezpośrednio polemicznych celów. Pragnę nie
tyle przeciwstawiać się oddzielnym myślom i ludziom, ile raczej
określić ogólną atmosferę i wpłynąć, o ile
to możliwe, na jej dalsze przeistoczenie.
Przede
wszystkim chciałbym zaznaczyć swoje stanowisko względem pewnego
zestawienia, które nasuwa się samo przez się. Déracinés
Barresa są mi dobrze znani. Wiem, że niejednemu z czytelników nawinie
się to przypomnienie, gdy czytać będzie o wspomnianej samotnej
jednostce. Nie będę walczył przeciwko samemu terminowi. Tak jest,
ruch Młodej Polski był usiłowaniem znalezienia gruntu pod
nogami, wrośnięcia w żywą sprawę, zlania się z
nią, zapuszczenia korzeni w istotny czarnoziem. Dzisiejsi francuscy
krytycy romantyzmu Piotr Lasserre przede wszystkim, którym zajmowano
się i u nas, powinni by zastanowić się nad jedną
rzeczą. Cała niemal wartościowa literatura, produkowana przez
społeczeństwa dzisiejsze, jest romantyczna; - otóż, czy nie jest
utopizmem ze strony krytyków przypuszczać, że
społeczeństwo, nie zmieniając swojej natury, nagle zacznie
produkować inną literaturę, tj. zacznie wytwarzać inne
procesy psychiczne jedynie dzięki wdaniu się krytyki. Czy istotnie
tak już całkiem pozbawieni woli byli Flaubert, Taine, Carlyle, Renan
- zaliczeni przez Seilliere'a do czwartej generacji romantycznej, czy jedynie
fałszywej dyscyplinie umysłowej i moralnej przypisać można
charakter twórczości Chateaubrianda, dajmy na to Micheleta, Stendhala albo
Baudelaire'a, czy nie wchodzi tu w grę coś innego? Czy kierunek nie
był tu wytwarzany przez samą "materię
psychiczną", produkowaną przez życie
społeczno-dziejowe?
Osobiście
jestem tego zdania. Wydaje mi się, że istnieje tu tylko wybór formy,
postaci, kierunku romantyzmu, ale że sam romantyzm jest
koniecznością, ugruntowaną w samej naturze procesu,
dokonywującego się w naszych społeczeństwach, w samej ich
budowie wewnętrznej. Czy istotnie tak całkowicie wyzbył się
romantyzmu, przezwyciężył go, uleczył się z niego Maurycy
Barres, którego wpływ na styl i poglądy Lasserre'a jest tak
widoczny. Czy nie należałoby sobie przypomnieć tej subtelnej
ironii, z jaką się zwraca w Appel au Soldat babka de
Saint-Phlina do swego wnuka: to dziwne - mówi - twoi przodkowie mieszkali
tu i nie troszczyli się tak bardzo o dialekt, ty zaś robisz z
mówienia gwarą jakąś uroczystość. Czy pamiętacie
powrót do domu Zielonego Henryka Gottfrieda Kellera, tej epopei
kapitulującego romantyzmu? Marnotrawny syn wkłada tajemniczy sens w
czynności, jakie porzucił; dekadent odkrywa nagle rodzinę,
subordynację wojskową, jakikolwiek plan życia, którego mu brak,
i idealizuje to swoje odkrycie. Ileż to już razy idealizował i
apoteozował nawrócony romantyk porzucony ład domowy i porzuciwszy
buntownicze sztandary, zatykał na okopach swego ducha ścierkę,
serwetkę, albo fartuszek! Cały romantyzm pełen jest tego rodzaju
rewelacji. Ileż to jeszcze odkryć tego rodzaju dokona u nas tak
łatwo się rozczulający Adolf Nowaczyński. Z wielu idylli i
utopii romantycznych sielanka prawnego ładu na tle mieszczańskiego
społeczeństwa jest najbardziej zdyskredytowana. Gdy romantyzm upada,
gdy przestaje szukać naokoło siebie rzeczywistości,
wytrzymującej miarę jego krytyki, poprzestaje on zazwyczaj na byle
jakiej rzeczywistości.
Sprawa wymaga zastanowienia. Na czym polega
romantyzm? Na tym, że człowiek usiłuje stworzyć świat,
w którym jego ja nie byłoby bezsilnym widzem, chce stworzyć
świat posłuszny naszej woli, odpowiadający naszej myśli,
psychice. Obiera za punkt wyjścia psychikę taką, jaką
ukształtowało w nim społeczeństwo, wytworzoną w nim
przez nie - gdy usiłuje żyć na zasadzie tej psychiki, nie
kłamiąc przed samym sobą, spostrzega, że jest to
niemożliwe, że otaczająca go rzeczywistość nie
odpowiada temu postulatowi. Psychika musi kapitulować, zrzec się
samej siebie, podporządkować się nieuznawanemu przez nią ładowi
rzeczy, brać udział w życiu społecznym, nie
zważając, że nie czuje się z nim aż do dna
solidarną, - albo też musi ona wstąpić na drogę buntu.
Bunt psychiki przeciwko społeczeństwu, które ją wytworzyło
- oto jest romantyzm. Romantyzm - o ile psychika, walcząc przeciwko
społeczeństwu, przyjmuje samą siebie za podstawę tej walki,
gdyż ona sama jest właśnie cząstką tego
społeczeństwa, jego kwiatem. Romantyzm to bunt kwiatu przeciwko swym
korzeniom. Flaubert przeklina burżuazyjne społeczeństwo,
ale wzdryga się na myśl, że jego siostrzenica Karolina
mogłaby wyjść za mąż za człowieka, nie
posiadającego majątku. Oto jest brzydkie słowo. Romantyk
pragnie, aby jego piękne ja mogło dzięki swoim
właściwościom psychicznym istnieć w
społeczeństwie, jak w stanie natury, tj. żyć na tle
potężnego organizmu cudzej pracy, nie biorąc w niej
udziału, pojmując życie jedynie jako rozwijanie, wyrażanie,
potęgowanie swych psychicznych właściwości. Czy cała
ta psychika nadaje się w czymkolwiek do tej pracy, czy jest jej potrzebna?
Tego pytania nie zadaje sobie romantyk. Nie zadaje sobie pytania, czy jego
psychika, zwolniona od biologiczno-ekonomicznych konieczności,
uchodzić może za miarę życia. Kwiatowi wydaje się,
że żyć to znaczy pachnąć. Nie zdaje sobie sprawy,
zapomina romantyk, że w dzisiejszym społeczeństwie iść
za głosem swojej psychiki może człowiek niezależny od
konieczności pracy, czyli żyjący na fundamencie cudzej pracy. Na
fundamencie cudzej pracy została wytworzona cała
świadomość kulturalna: Warunki istnienia tej świadomości
zależą od tego, czy zdoła się ona na tym fundamencie
utrzymać. Raz jeszcze stwierdzają się słowa Hegla:
"świadomość panująca zależy od
świadomości służebnej". Świadomość
kulturalna musi zachowywać się tak, aby fundament cudzej pracy
istniał i rozwijał się nieustannie; nadaje ona sobie pozory
samodzielności, lecz zależna jest od warunków od niej
niezależnych, od konieczności procesu produkcji. Proces ten daje
miejsce tym lub innym określonym formom kulturalnej psychiki: szlachcie
lub duchowieństwu na przykład, psychika zaś śni o poddanym
swojej władzy świecie. Ale obraca się ciężkie
koło losu. Proces ekonomiczny innych wywyższa niewolników,
uważających się za wodzów: poprzednia psychika zawisa w
powietrzu, usiłuje walczyć ze światem; jutro nową czeka ten
sam los.
Psychika kulturalna, zależna od
dokonywającego się poza nią w sposób niedostępny dla. jej
woli procesu ekonomicznego, - musi nieustannie zawisać w powietrzu,
walczyć ze zdradziecką rzeczywistością. Romantyzm jest jej
losem i oto mamy nową formę romantyzmu: teoretyków literatury, którzy
pragnęliby, aby los i kierunek życia, zawisły od procesu
ekonomicznego, stał się zależnym od nich. Romantyzmu generacja
szósta należy tutaj: Piotr Lasserre, Ernest Seilliere, Lemaître - ich
polscy naśladowcy. Pragną ci panowie rzeczy ani odrobinę nie
łatwiejszej do osiągnięcia niż te cele, jakie stawiali
sobie romantycy; pragną oni, aby społeczeństwo, rozwijające
się w drodze automatycznie powstających przekształceń,
obciążone tradycjami społecznymi należącymi do innych
zgoła struktur, nie wywoływało, wyrzucając całe
warstwy poza dotychczasowe ich warunki bytu, rozterek wewnętrznych. Kto
chce, aby w nowoczesnym społeczeństwie
kapitalistyczno-przemysłowym, uwikłanym w cały
wszechświatowy organizm ekonomiczny, psychika społeczna
powstawała i kształtowała się w myśl praw,
dających się pomyśleć w jakimś
społeczeństwie hierarchicznie feodalnym, ten podstawia swoją
utopię, swoją fantazję społeczną, na miejsce
rzeczywistości, ten postępuje w myśl metod, które się tak
surowo wytyka biednemu Janowi Jakubowi Rousseau. Kto przypuszcza dalej, że
stosunki pomiędzy procesami życiowymi, zachodzącymi w
społeczeństwie, dają się pomyśleć na wzór
retoryczno-logicznej kompozycji, ten pisze romans utopijny (forma literacka tak
umiłowana przez wszystkich "humanistów"). I w samej rzeczy
romanse krytyczne na temat tradycjonalizmu lub stoickiego anarchizmu, gdy
są pisane przez ludzi tak wykształconych i rozumnych jak Seilliere i
Lasserre stanowią lekturę przyjemną i pouczającą.
Romantyzm jednak innych jeszcze posiadał i posiada wrogów. Jeżeli
Lasserre zarzuca mu to, że jest buntem, to istnieją ludzie, którzy
mają mu za złe, iż ten bunt pozostaje wyłącznie
romantycznym tj. rozgrywa się w dziedzinie psychiki i wyobraźni. Enfoncéz
les romantiques! zawołał stawiając z łoskotem na
posadzkę literackiego salonu swą strzelbę 29 czerwca 1830 roku
Ludwik August Blanqui. Istnieją książki, w których
"feminizm romantyczny", "romantyka ekonomiczna
Saint-Simonistów", "romantyka polityczna" Lamartine'a i Mazziniego,
Lamennais'go zostały poddane surowej krytyce, która do dziś dnia
zachowała całą swą wartość. Pisał je Proudhon,
mistrz, którego pora by już z zapomnienia wydobyć. Istnieją
książki, w których złudzenia "romantyczne" demokracji
nowoczesnej przeanalizowane są głębiej niż u Barresa i
Lasserre'a. Wyszły one spod pióra Sorela, a bez znajomości
pism jego nie można dzisiaj z pożytkiem pracować w żadnej
dziedzinie nauk o kulturze. Seilliere i Lasserre, pomimo głębokich
różnic, jakie zachodzą skądinąd pomiędzy nimi,
zgadzają się w zasadniczym określeniu romantyzmu. Romantyzm jest
to dla nich podporządkowanie umysłu uczuciom; jest to odwrócenie
hierarchii czynności i zdolności psychicznych. Formuła ta oddaje
usługi przy analizie utworów literackich, gdy jednak usiłujemy
ją przemyśleć, napotykamy dość rychło
zagadnienia, które czynią bardzo problematycznym zwycięstwo
Lasserre'a nad romantyzmem. Podporządkowanie intelektu postulatom
uczuciowym - czy jest to bezwzględnie rzecz zdrożna? W czym może
człowiek znaleźć w ogóle cel i sens życia, jeżeli
wyeliminować stronę uczuciową? Jules Gaultier ma
zupełną słuszność, gdy mówi, że istnieje w
romantyzmie element niezaprzeczalnej, wyższej prawdy: że
zasada, iż psychika ludzka, jej wymagania, są ostatecznym
sprawdzianem życia, nie jest tak całkowicie pozbawiona sensu.
Spróbujmy przemyśleć tylko zasadę wręcz przeciwną, a
otrzymamy życie jako proces dokonywający się niezależnie od
człowieka, nie liczący się z nim, jako pewien rodzaj
porywającego go i wciągającego w swe tryby fatalizmu. Gdy mamy
fakt rozdwojenia, rozszczepienia pomiędzy psychiką ludzką a
życiem, w jakie jest ona pogrążona, nie należy
przypuszczać, że słuszność absolutna leży po
jednej tylko stronie. Prawdziwe położenie może być
tragiczniejsze: ani psychika nie jest w stanie stworzyć dla siebie
rzeczywistego, odpowiadającego jej wymaganiom życia, ani
otaczające ją, potępione przez nią życie, nie jest godne,
aby świadomie, odpowiedzialnie było przez myślącego
człowieka przeżyte. Kto widzi w zrzeczeniu się odpowiedzialności
za nie wytrzymujące miary myśli życie społeczne bunt
przeciwko życiu społecznemu w ogóle, ten przyjmuje jako dogmat,
że społeczeństwo musi być niezależnym od
człowieka, żywiołowo i niezależnie od jego woli
dokonywującym się procesem. W krytyce, która jest obroną
porządku społecznego przeciwko romantycznej świadomości,
samo pojęcie prawa jest całkowicie nieobecne. Już to samo
jest charakterystyczne: społeczeństwo nie jest dziedziną
odpowiedzialności ludzkiej, jest faktem, który trzeba przyjąć.
"Przyjęcie determinizmu" określa swoje stanowisko
filozoficzne Barres. Charakterystyczne i pouczające jest także to,
że cała rozprawa zamknięta jest w ciasnych literacko-szkolnych
ramach. Idzie tylko o pedagogiczną reformę, o poprawę
błędu, za który odpowiedzialność spada na J. J. Rousseau.
Można by pomyśleć, gdy czyta się Lasserre'a, że gdyby
nie ten jeden człowiek, nie istniałby cały romantyzm. O procesie
dziejowym, ponad którym i z którego wykrystalizował się romantyzm,
ani słowa. To mogłoby zaprowadzić autora zbyt daleko.
Zagadnienie kultury nowoczesnej nie na tym polega, aby warstwy kulturalne
przystosowywały swą psychikę do dokonywającego się
żywiołowego procesu, lecz aby stworzyć prawo, tj. stan
rzeczy, w którym kierując się swoją świadomością,
jej wymaganiami, człowiek przez to samo spełniałby swą
rolę w wielkiej zbiorowej walce ludzkości przeciwko
żywiołom. Nieobecność prawa, tak można by
scharakteryzować stan rzeczy, którego poszczególnym wyrazem tylko jest
świadomość romantyczna. Świadomość romantyczna
jest tylko pewną poszczególną postacią bardziej ogólnego faktu,
jest jednym z wyników oddarcia, oddzielenia procesu powstawania
świadomości od procesu życia i walki o jego zachowanie.
Człowiek myślący nie był nigdy człowiekiem
stykającym się bezpośrednio z przyrodą. Uważał
się zawsze zaś za takiego, uważał swoje oddane od pracy i
utrzymywane przez cały skomplikowany zbiorowy wysiłek życie za
typ ludzkiego istnienia, uważał więc swoje stosunki do tego
świata cudzych wysiłków za stosunki do świata pozaludzkiego,
swoją utrzymującą się na powierzchni wielkiego, zbiorowego
dziejowego procesu - psychikę za siłę, utrzymującą
się o własnej mocy. Walki i przejścia wewnętrzne psychiki
stały się dla niej typem pracy, typem działalności,
utrzymującej ludzkie istnienie na powierzchni bytu. Procesy logiczne i
etyczne, czyli czysto wewnętrzne sprawy ludzkiego psychicznego życia
nabierały znaczenia zwycięstw bytowych, poznania swego bytu,
opanowania go. Gdy Hegel dostrzega w logicznym procesie istotę bytu,
zamyka on tylko i reasumuje cały wielki okres myśli ludzkiej; jest on
istotnie jedynym konsekwentnym filozofem. Jest rzeczą niezmiernie
trudną zrozumieć w całej pełni rozpatrywaną tu
sprawę. Idzie tu o znacznie głębiej sięgającą
przebudowę świadomości niż ta, jaką usiłują
przeprowadzić współcześni krytycy romantyzmu. Świadomość
ma właściwie znaczenie tylko dla biologicznego procesu, w
obrębie którego powstaje, tylko dla życia, które ją
wyłoniło. Nadając jej absolutne pozażyciowe znaczenie,
widząc w jej wytworach określenie niezależnego od nas bytu,
zapoznajemy całą jej życiową naturę, całą
istotę ludzkiego życia. Gdy napotykamy jakąś formę
świadomości, zapytać powinniśmy się, w jaki sposób
utrzymuje się na powierzchni chaosu to życie, które ją
stworzyło. Myśl nasza zapoznaje to zagadnienie, nie dostrzega go:
sądzi ona, że ustalając ład wewnętrzny w swej
psychice, systematyzując w sposób stały i jednostajny swoje
wartości i pojęcia, zapewnia ona samej sobie podstawy trwania we wszechświecie.
Usunąć zagadnienie, rozwiązać je, czyli zaprowadzić w
swym życiu stan taki, w którym nie ma sprzeczności pomiędzy
oddzielnymi dążeniami i myślami: tak przedstawiają się
świadomości jej zagadnienia bytowe.
Nie wychodząc ze swego wnętrza,
łudzi się ona, że świat obiegła: świat bowiem
przecież to właściwie treść naszej psychiki.
Problemy bytowe są w istocie rzeczy naszymi indywidualnymi problemami. Nie
jest się w stanie zrozumieć perypetii, poprzez które prowadzi
"świadomość romantyczna", "świadomość
współczesna" - w ogóle, jeżeli się nie zrozumie, że
wewnętrzne przeżycia nasze ukazują się myśli w formie
zmian zachodzących w obiektywnym, na zewnątrz istniejącym
świecie. Przekształcenia w indywidualnej psychice ukazują
się jako utrata przez świat wartości, jej pozyskanie, jako
odnalezienie ducha w świecie, przekonanie się, że świat
jest materią; te stany duszy ciążą nad nami, jak
rzeczywistości, jako wynik pewnego poznania, coś bytowego.
Człowiek znajdujący się w pewnym specyficznym stanie psychicznym
nie rozumie, że ten świat, który on przecież dostrzega, widzi,
zastaje, który jest niewątpliwy, jedyny - nie istnieje w tej formie dla
innych ludzi: że pozornie tylko oznaczają oni za pomocą jednych
i tych samych wyrazów - jedne i te same rzeczy, że w istocie rzeczy mamy
do czynienia nie z różnymi wynikami poznania, lecz z różnymi
uwarunkowaniami społeczno-psychicznych wartości. Toteż dopóki
krytyka zostaje zamknięta w dziedzinie "kulturalnej"
świadomości - wszystkie jej punkty widzenia są zazwyczaj jałowe.
Dają się one najczęściej sprowadzić do dwóch
zasadniczych typów: logiczno-poznawczego i etycznego. Albo się
przeciwstawia danemu widzeniu i pojęciu świata inne, i w taki sposób
rozpatruje się jako błąd logiczno-poznawczy to, co jest
różnicą w samym stosunku do życia i traktuje się jako
pomyłkę, zboczenie, to właśnie, co jest najistotniejsze, indywidualność
dążącą do zrozumienia swego stanowiska w życiu; albo
też przeciwstawia się ścierającym się w duszy
zagadnieniom, jakąś postać dobrej woli - miłość
bliźniego, samozaparcie, zbyteczność dla celów ogólnych
wyrafinowania umysłowego. Poczyniliśmy takie postępy na drodze
tego etycznego wyparowywania problematów, iż sumienie intelektualne,
uczciwość wobec własnych zagadnień, są w nowoczesnej
Polsce rzeczą niemal nieznaną. Niczego tak chętnie nie
składa Polak na ołtarzu Ojczyzny - jak pracy swej wewnętrznej.
Gdy chodzi o wykazanie pogardy i lekceważenia dla najgłębszych
problematów myślowych - "sumienie obywatelskie" przemawia w nas
niezwykle głośno. Wobec zagadnień myśli i wymagań
szczerości umysłowej każdy przeciętny Polak ma już nie
tylko odwagę, ale wprost czelność cywilną. Bij go w
łeb - mawiał Szczepanowski. Pokutuje w całej
szlachecko-romantycznej psychice przekonanie, iż da się ona
utrzymać wbrew wymaganiom myśli. Intelektualna
wierność samemu sobie jest niezbędnym warunkiem umysłowego
życia: kto nie jest odpowiedzialnym sprawcą swych myśli, kto
bez wewnętrznego uzasadnienia jedną dla drugiej porzuca - w kim
sprzeczności myślowe nie wzbudzają piekącej potrzeby
usunięcia ich, ten jako ja myślące nie istnieje, w tym w
ogóle unicestwiona została najbardziej zasadnicza wartość
ludzka. Gdy się rozważa, z jaką łatwością i z
jaką naiwną beztroskliwością posługują się u
nas ludzie nie dającymi się pogodzić założeniami, dla
jak błahych powodów poświęcają swą prawość
umysłową, doznaje się wrażenia, że nie istnieje ona u
nas wcale, że zatracony został sam zmysł prawdy. Brak tej
konsekwentnej i wytrwałej woli w myśleniu jest fatalny wobec tej
bytowej formy, jaką przybierają nasze wewnętrzne zagadnienia.
Nasze przekształcenia duchowe ukazują się nam, jako zmiany w istocie
świata; gdy przestajemy czuć swój choćby tylko poznawczy
związek z tymi obrazami bytu, życie nasze myślowe staje się
jakimś kalejdoskopem a my sami igraszką mirażów,
błąkających się bez celu i związku po powierzchni
życia. Istnieją już w literaturze przykłady
całkowitego opanowania duszy przez zmienną grę dorywczych,
przypadkowych wahań. Na tym właśnie zasadza się znaczenie
zmysłu prawdy, że reprezentuje on wolę, pierwiastek czynny,
że w nim ujawnia się prawdziwa etyczna, czynna natura naszego
duchownego życia. Psychika nasza, świadomość nasza,
przywiązuje wagę do rezultatów, zatrzymuje się ona na
poznawczych obrazach świata, na etycznym samopoczuciu; wszystko to są
już wyniki: cała świadomość nasza jest wynikiem
procesu życiowego, w którym bierzemy udział. Poprzez walki poznania,
rozterki wewnętrzne, do tego właściwie dążymy; do
zrozumienia, czym jesteśmy jako cząstka życia, co czynimy
w życiu. Świadomość nasza i ukazująca się nam
jako dany gotowy świat, jej zawartość, to wynik biologicznego
historycznego procesu: samo poznanie właściwie polega nie na tym, by
zrozumieć w jaką harmonijną całość da się
zawrzeć nasza świadomość, lecz czym jesteśmy jako
żywi ludzie wobec zbiorowego życia ludzkości.
Świadomość kulturalna rozważa zawsze jako dany świat
swoją własną, wytworzoną przez biologiczno-dziejowy proces
zawartość. Żyje jak w stanie natury w świecie stworzonym
przez olbrzymi wysiłek; pragnie stąpać jako po trwałym
gruncie, po tym co jest wynikiem olbrzymiego, nie znanego jej, skomplikowanego
życia. Gdy gmach ten chwieje się na skutek zmian, jakie w tym
potężnym procesie zachodzą, świadomość rozpada
się i rozwiera. Romantyzm jest koniecznym wynikiem tego stanu rzeczy i
wyjście z niego prowadzi jedynie poprzez krytykę rzeczywistą
świadomości, poprzez zrozumienie, że jedynym gruntem naszym jest
udział nasz w zbiorowej walce człowieka z otaczającym go,
pozaludzkim światem i żywiołowymi siłami,
śpiącymi w ludzkiej piersi, odziedziczonymi przez człowieka z
czasów jego przedhistorycznego, zwierzęcego istnienia.
Zrozumieć potrzeba, że
świadomość ma tyle tylko znaczenia, ile ma go ten życiowy
proces, który ją wytworzył i nią się posługuje. O tyle
tylko posiadamy pewny grunt, o ile życie nasze jest momentem w zbiorowej
walce człowieka z żywiołami: kto jest niczym w tej walce, kto
nie jest momentem walki o utrzymanie i rozszerzanie biologicznych i
technicznych zdobyczy człowieka, ten wisi w powietrzu i nie wrośnie w
ziemię, mimo wszelkie kombinacje myślowe. Tylko tworząc
narzędzia dla walki człowieka z żywiołem, rozszerzając
zakres jego środków porozumienia międzypsychicznego, zachowania
się biologicznego: słowem, tylko wzmagając potęgę, zdolność
i chęć życia człowieka, jesteśmy czymś
rzeczywistym: w przeciwnym razie życie nasze jest fałszem, a nasza
myśl próbą przedstawienia tego fałszu za prawdę. Fałsz
zaś woła o to, dopomina się o to, aby go zniweczono, starto z
oblicza ziemi, mówi Carlyle. Nie |