Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Lukasz Górnicki
Dworzanin Polski

IntraText CT - Text

Previous - Next

Click here to hide the links to concordance

KSIĘGA TRZECIA DWORZANINA.

Mamy to w księgach, Pithagoras subtylnym dowcipem tego doszedł, jako Herkules (który był siła lat przed nim umarł) był na wysz wielki, a to tym sposobem wymacał. Ody Herkules dawno kiedyś zwyciężył był Augiasa, któła Eliskiego i wyczyścił one stajnia, zatym hnet na cześć i chwałę Jowiszowi bogu tamże w tym kraju gry, abo ćwiczenia Olimpijskie postanowił, aby ich co pięć lat młódź ze wszytkiej Grecyej używała, i wymierzył na to placu sześć set dwadzieścia i pięć stop swoich własnych, jako też potym w Grecyej wiele placów ku rozmaitemu ćwiczeniu na sześć set dwadzieścia i pięć stop było wymierzono. Ale te potomne place już były nieco mniejsze niż on plac, który Herkules wymierzył, Pithagoras stąd patrząc na proporcyą obaczył łatwie, czym mogła być więtsza stopa Herkulesowa niż drugich ludzi, a gdy wynalazł prawą a istotną długość stopy, s tej dopiero stosując, jako sie który członek; s którym rymować mógł, doszedł miary wszytkiego ciała, tak był wyszszy Herkules, niż ini ludzie podług proporcyej do ludzi, jako on plac jego wymierzenia był więtszy podług proporcyej do placów.

Tym też kształtem każdy mądry obaczyć s tej trochy słów może, co to był za człowiek Macicjowski, którym sie tak wielcy ludzie bawili, bo jeśli ci bez rozmyślił, a jako za dar w rozmowie krotochwilnej tak mówić mogli, cóż kiedy do rozmyślił a statecznych rzeczy przyszło. Wiem pewnie, że mi ich godność i osobne przymioty wielka część Polski przyzna, I tego mi też żaden za złe mieć nie będzie, tym, którym śmierć słusznie przepuścić miała, nieśmiertelnej sławy pragnę, a ile mogę, światu a przyszłemu potomstwu one oznajmuję, aby tak w pamięci ludzkiej zawdy żyli. A snadż sie potym ci najdą, którzy naszemu wieku dank dając, zaźrzeć nam takowych ludzi będą, bo tak pospolicie potomni ludzie czynią, więcej coś o przeszłego wieku ludziach rozumieją i formują je sobie w wyszszych cnotach i dostojeństwie, niż w księgach o nich stoi. I teraz każdy z nas czytając historye stare niechaj uczynki one spodziwne, naschwał dobrze wypisane będą, jednak za oną dumą niewierzy temu człowiek, aby nie było coś jeszcze w tych tam ludziach więtszego, czego ten, kto pisał, wyrazić niemógł. Ale niechaj to zapewne wie ten każdy, kto te książki (będąli tej łaski godne, aby je poczciwi ludzie w ręce brali) czytać będzie, ksiądz Maciejowski, i ci, które tu spominam, daleko osobniejszy byli, niżem ja tu z gruba wymalować one mógł; a kiedy bym ja tak wiele wymowy miał, jako oni godności w sobie, niepotrzeba by mi inych świadków, gołym moim słowom musiał by ten każdy wierzyć, kto onych nie znał.

Kiedy do trzeciej namienionej rozmowy przyszło, ksiądz Biskup po obiedzie, chcąc sie troszkę przespać, odszedł na pokój, poruczywszy władzą swą tako jak przed tym, J. M. panu Lubelskiemu, a roskazawszy, aby rozmowy zaczęte dokonane były.

Po odeściu Księdza Biskupiem czekał każdy, komuby mówić kazano, jeśli panu Myszkowskiemu, aby rzecz o dworzaninie konał, czy panu Kostce, aby dworną panią formował.

W tym powiedział pan Lubelski: Nuże panie Kostka, radby tu każdy widział panią w. m. dobrze ubraną, a jeśli jej w. m. tak nie pokażesz, aby wszytki jej cudności i czym sie ozdobić może, znaczne a widome były, będzie tak każdy z nas rozumiał, że jej nam w. m. zaźrzysz, a onej nie wierzysz.

Rzekł tak pan Kostka: Bym ja, miłościwy panie, miał u siebie za piękną, ukazał bym tu bez wszelakiego ubioru, tak jako Paris chciał widzieć one trzy boginie, ale jeśli mi jej jakie poczciwe białegłowy, których tu teraz nie widzę, ubrać nic pomogą, wiem pewnie, że sie tu nikomu podobać nie będzie. A przeto, poki wdy jest o niej to mnimanie, iżby miała być cudną, lepiej jej podobno nie ukazować, a dosłuchać tego, co pan Myszkowski o Dworzaninie powiedzieć jeszcze ma, bom tego pewien, że tam będzie coś osobniejszego, niż to, cobym ja powiedzieć mógł.

Pan Myszkowski tak na to powiedział: To czegom ja dołożyć jeszcze miał, nie jest to tak potrzebne, żeby bez tego dworzanin być nie mógł. I owszem jest jakoby coś od rzeczy tej, o której sie mówi; abowiem tom chciał powiedzieć, co to było pirwej w Polszcze Rycerz pasowany, dla czego był postanowion, a jako to była zacna rzecz, i za co pasowano, i czemu temu samemu złota na palec, na szyję, a pirwej jeszcze, poki złoto nie było tak tanie, mosiądzu do rzędu na koń, do ostrog, do strzemion używać dopuszczano. Chciałem też był spomnieć pogańskie dwory, jako Cesarza Tureckiego, Zofiego, co tam za ćwiczenie, co za zwyczaje na dworzech; jeśli też nam w czym podobni, abo w czymeśmy my od nich różni. Ale mi sie widzi, niejest tego czas teraz, będzie tu każdy wolał słuchać pana Kostki, niż mojej mało potrzebnej rosprawy.

Rzekł zatym pan Bojanowski: I owszem, panie Myszkowski, oto to, coś w m. powiedzieć chciał, i co inego, daleko potrzebniejsze jest, niźli ta dworna pani, zwłaszcza, gdy toż wszytko, co sie dworzaninowi naznaczyło, onej sie też dobrze zgodzi, bo takież ma mieć oko na czas, na miejsce, takież ma w każdej rzeczy zachować miarę i przystojeństwo, jako i dworzanin. A przeto lepiej, abyś nam w. m. co zwłasnego około służby pańskiej powiedział, to jest, którym kształtem, a jako dworzanin panu swemu, gdyby mu co około osoby swej zlecił, usłużyć ma, niż, aby sie miała mieszać jedna rzecz z drugą, a nie dokonawszy dworzanina, żeby sie o dwornej paniej gadka zacząć miała.

Tu powiedział J. M. pan Lubelski: Widzi mi sie, każdy pan wypuści s potocznej służby tak osobnego dworzanina. A coś w. m. powiedział, nie mieszać jednej rzeczy z drugą, tak ja powiedam, jako dwór żaden, choć najwiętszego pana, nie może być prawym dworem, to jest, świetnym, ozdobnym, ubranym, ochędożnym, wesołym, gdzie białychgłów nie masz, tak też rozmowa o dworzaninie niemoże być doskonałą, jeśli sie o białychgłowach rzecz nie wtoczy, a jedno sie z drugim nie pomiesza. Abowiem ta płeć godność dworzaninową ozdobniejszą i więtszą czyni, ta budzi serca w ludziach, każdy, kto zamiłował, ochotszy jest ku wszytkiemu, śmielszy, żywszy niż ten, kogo miłość nie dotknęła.

Rzekł tu pan Wapowski: Ktoby chciał troszkę tego napoju, od którego ludzie szaleją, oto gi ma.

Zasię pan Lubelski rzekł: Panie Kostka, nie daj sie w. m. trzeci kroć upominać, ale pocznij w. m. zaraz rzecz swoje.

Zatym pan Kostka: Wiem pewnie, Miłościwy panie, że temu trudno sprostać mam, snadź by mi łatwiej przyszło uczynić wizerunek wielkiej księżny, któraby wszytkiemu światu godna była rozkazować, niż stanowić, jaka ma być ze wszytkim dworna pani, gdyż dwornej paniej, co by sie wszytkim wobec bez Ale podobała, a s którejby kształt sie brać mógł wszytkich cnót i obyczajów s pięknością złączonych niemasz, ani było nigdy na świecie. A wielkich pań Książęcego i Królewskiego stanu, i było dosyć i jest jeszcze nieco tego wieku, s których wziąć by sie wzraz mógł, ku wymalowaniu w tej mierze doskonałości. A wszakoż, kiedy inaczej być nie może, powiem, jaka ta dworna pani podług mojego pomysłu być by miała, a kiedy już taką stanie, jaka sie mnie podoba, jeśli osobniejszej naleść w swej głowie nie będę mógł, niechajże ta zostanie przy mnie, jako sie została przy Pygmalionie ona jego s kości słoniowej.

Naprzód tedy, co tu pan Bojanowski powiedział, jakoby toż wszytko, co sie dworzaninowi naznaczyło, białejgłowie też zyść sie miało, jam jest w tym roznego mnimania; abowiem niektóre rzeczy jednako potrzebne obiema, niektóre zasię barziej przystoją białejgłowie, niż mężczyźnie, a też drugie, które mężczyźnie przystoją, a biała głowa owszeki sie ich wystrzegać musi. Ale nad wszytko w postawie, w słowiech, w postępkach prawie ma być białagłowa od mężczyzny rozna; bo jako mężczyzna ma to w każdej sprawie swej pokazować, jest jako dąb, tak zasię w białejgłowie ma być coś pieszczonego w miarę, przystojnego żeńskiej niedużości, aby w staniu, w chodzie, w mowie, i cokolwiek pocznie nie było znać w niej nic mężczyńskiego. Co kiedy dworna pani zachowa, dopiro te rzeczy dworzaninowi naznaczone (wszakoż nie wszytki) służyć jej mogą, jako to: ślachcianką sie urodzić, strzedz sie wydwarzania, mieć wdzięczność w tym wszytkim, co pocznie, mieć dobre obyczaje, umieć niemało rzeczy, mieć dowcip wielki, dobre baczenie, nie być hardą, zawisną, plotką, butliwą, swarliwą, kłamliwą, sprośną, ni o kim źle nie mówić, umieć sobie pozyskać łaskę, nie jedno tej księźny abo królowej, na której dworze z małżonkiem swym będzie, ale też i wszytkich inych tamecznych ludzi. Owa wiele przymiotów inych, które dworzaninowi należą, zgodzą sie też i dwornej paniej. Ale zasię piękności, kształtownych członków barziej białejgłowie potrzeba, niż mężczyźnie, abowiem wiele tej niedostaje, która sie niegładką urodzi. Ktemu też ma być ostrożniejszą, doglądając tego bystrym okiem, aby o niej źle nic mówiono, zgoła tak ma postępować, aby nie telko w czym nieprzystojnym nie była doznana, ale też, iżby w podeźrzeniu najmniejszym być nie mogła. Abowiem białejgłowy nie jest s to tak, jako mężczyzny, aby sie odgryzła a ludzkie pohamowała fałszywe języki.

też jeszcze ine cnoty, które tak w dworzaninie, jako i w dwornej paniej najdować sie mają, jako jest mądrość, wspaniałe serce, strzymawałość i niektóre drugie. Nad to ma też wiele rzeczy spolnych dworna pani z inemi poczciwemi białemigłowami, bo wszytkim wobec poczciwym, trzeba cnoty małżeńskiej, trzeba wstydu, dobroci, baczenia, porządku, umiejętności, jako dom swój rzędzić, jako dziateczki, jeśli je Pan Bóg da, wieść ku dobremu, jako zebranie małżonka swego zachować, i okrom tego wiele jeszcze jest, czego wszytkiego wyliczyć trudno. Ale dworna pani nad to wszytko ma mieć coś swego własnego, a jako pan Kryski dworzaninowi profesyą naznaczył rycerskie rzemięsło, tak ja dwornej paniej to naprzód zlecam, aby była ludzką a przyjemną w rozmowie, a iżby tym umiała uczciwie, a z wdzięcznością podług czasu i miejsca zabawić każdego tego, kto sie s nią w rzecz wda kiedy, uważając osobę każdego, i wiedząc co s kim mówić. Lecz do tego trzeba pięknych zwyczajów, skromności przystojeństwa (od którego sie w żadnym postępku odstrzelać nie ma) i rozumu ostrego, aby to każdy znał, tak wiele jest krotochwilną, trefną i ludzką, jako też mądrą, wstydliwą i stateczną. A przeto musi ani s tej, ani z owej strony nie przeładować, ale ugadzać w jakiś pośrzodek miedy dwiema rzeczami przeciwnemi, namniej pewnego kresu nie przestępując. Owa, kiedy sie jej trefi być przy jakiej rozmowie nie barzo statecznej, nie hnet sie porwać, a wstać od niej ma, chcąc sie nader stateczną, a surowego żywota białogłową pokazać, abowiem mógł by sobie drugi pomyślić, to dla tego czyni, aby pokryła co takowego, co snadź mnima, na nie ludzie czują; ktemu takowe obyczaje dzikie niemogą sie nikomu podobać. Takież też chcąc sie popisać bespieczną, a kunsztowną, niechaj sprośnie a niewstydliwie nie mówi, bo s takiego bezmiernego bezpieczeństwa, a które wędzidła niema, radzi sie wiec ludzie źle domyślają, chocia czasem białagłowa winną nie będzie. Ale kiedyby kto przy jej bytności takowe rozmowy zaczął, niechaj ich słucha ze wstydem i z zapłonieniem.

Jest też ten obyczaj u drugich pań, barzo rady i samy mówią i słuchają s chęcią, kiedy kto źle przed nimi mówi o inych białychgłowach, więc nakoniec i same podwodzą mężczyzny ku mowie, wywiadując sie miłostki cudzej, a gdy na co takowego napadną, a dowiedzą sie czego troszkę, to będą szyrzyć one rzecz, będą wołać, aby wszytek świat wiedział; będą wypowiadać z osobna każdą rzecz z dziwną radością i śmiechem: będą podarki, jeśli tam ta które wzięła, drożyć, sie tak widzi, jakoby onego zaźrzały, a zatym mężczyzna baczny, chocia pokazuje, jakoby tego rad słuchał, pocznie o takowych źle rozumieć i lekce je ważyć sobie. I słusznie, bo więc za takową rozmową przychodzą do pewnego kresu te panie, nielza jedno o nich mieć złe mnimanie; a widzi sie drugiemu, że go tym napomykają, aby sie wdał w co dalej, za czym wielka im ohyzda i zelżywość roście.

A przeto dworna pani niechaj nie będzie tego obyczaju, ale kiedy co takiego o drugiej białejgłowie usłyszy, niechaj sie radniej zasmęci niż rośmieje, niewierząc onej powieści, abowiem ile takich białychgłów jest, które to sobie mają za jedno cudo, żeby białagowa która na świecie rospustnie żyć miała, o każdej człowiek dobrze rozumieć musi, bo sobie każdy z nas tak myśli, kiedyć ta ma ten występ za rzecz tak srogą a niesłychaną, rzecz pewna, nigdy zgrzeszyć nie pomyśli. Za tym to idzie, białagłowa taka w wielkiej czci n wszech ludzi być musi, abowiem ona jej mądra powaga z dobrocią złączona jest jako mocną tarczą przeciwko niewstydliwym wszetecznikom, i więcej sobie każdy człowiek jedno słówko skłonne, jeden najmniejszy znak ludzkości takowej białejgłowy waży, niż najwiętsze zalecanki, naznaczniejszy pokaz łaski drugiej, która tego z małym używa wstydem.

A chocia ta będzie cnotliwą, jednak rospustnym śmiechem zbytnie bespieczną a świegotliwą mową przyprawi sie o nietrefną sławę. Ale każdemu temu człowiekowi, który chce, żeby mu słów dostawało, iżby ledaczego nie drwił, trzeba tego, aby miał pirwej niemało rzeczy w swojej głowie, przeto też dworna pani mimo swoje przyrodzone baczenie, którym sie we wszytkim sprawować ma, musi wiela dobrych rzeczy wiadomość mieć, iżby, chcąc uczciwie zabawić, umiała obrać co s którą osobą (jakom wyszej powiedział) mówić przystoi, a iżby niechcąc nie wypuściła jakiego słowa, któreby onego obrazić mogło. Ktemu niechaj sie strzeże, aby sie w czym niebacznie niepochwaliła, abo iżby tak długo rzeczy swej nieprowadziła, do uprzykrzenia. Wielkich rzeczy a poważnych niechaj w krotochwilną rozmowę nie wtacza, ani w poważną rozmowę żartów. Ćwiczenia też białejgłowie przystojnego niechaj nie zaniechywa, a jeśli czego nie będze umieć, niechaj niepokazuje, aby umiała, ale skromnie niechaj tego ze czcią swą używa, w czym swoje godność baczy, nie wydwarzając sie (tak jako sie dawno powiedziało) z żadną wiedzą, A kiedy taką będzie, tedy ludzie przypatrzywając sie uczciwym jej obyczajom, rozmowie z ucieszeniem mądrej, przystojności, wdzięczności w tym co pocznie, muszą s podziwieniem chwalić wszystko ine, a snadź drugi równą uczyni temu tam wielkiemu dworzaninowi, którego ci panowie model nam pokazali.

Kiedy to powiedział pan Kostka, zamilkł, tak, jakoby już dokonawszy więcej mówić niemiał. W tym rzekł tak pan Bojanowski:

Na powietrzu, panie Kostka, pokazałeś nam w. m. coś, czego nic widzi jedno samego w. m. oko, a podobno i to nie do końca, ale tak mnima, iżby widziało, aboś też w. m. niechciał, abyśmy do końca rozumieli, bo ja jeden nie pojąłem w. m. Każesz w. m. tej paniej wielu rzeczy wiadomość mieć; tu ja nie wiem co to mają być za rzeczy, trzebaby je okrzcić; ktemu wspomniałeś w. m. jakieś ćwiczenie białejgłowie przystojne, i tego ja nie znam. Nad to powiedziałeś w. m., potrzeba, aby te cnoty w niej były: mądrość, wspaniałe serce, powściągliwość; tu nierozumiem, do czego tych cnót ta pani używać ma, jeśli do porządku swego domowego, do wychowania dziatek swych, do zachowania w dobrej mierze nabycia a majętności małżonka swego, czyli do tej profesyi, którąś jej w. m. własną naznaczył, to jest, aby ludzką, a przyjemną rozmową umiała każdego zabawić. A przeto, przypatrz sie w. m. dobrze, wielkieć to cnoty: mądrość, wspaniałe serce, powściągliwość; strzeżże tego w. m., abyś ich do ledajakiej przysługi nie obrócił, iżby sie potym wstydzić nie musiały.

Owa w. m panie Bojanowski (rzekł zasię pan Kostka) niemożesz jedno polem wszytko z białemi głowami. Mnie sie tak widzi, żem dosyć już powiedział, zwłaszcza w. m. mądrym uszom, bo to tu każdy baczy, białejgłowie nie przydzie w turnieju być, ani przystoi koniem toczyć, szermować, zapasy chodzić, bo to mężczyńskie ćwiczenia.

Powiedział tu pan Derśniak: U Greków za dawnych czasów był ten obyczaj, białegłowy nago z mężczyznami chodziły zapasy, ale ten dobry zwyczaj pospołu z drugiemi już zginął. Wszakoż znalem ja białegłowy i jeszcze żywe drugie, które z mieczem, z oszczepem tak dobrze umieją, jako mężczyna który; ktemu na koń ochotnie wsieść, dobrze nim toczyć, nic naprzód żadnemu jeźdźcowi nie dadzą. Myśliwych nie spominam, bo tych w Polszcze pełno.

Odpowiedział pan Kostka: Wszak ja panią ubieram sobie kwoli, a dla tego nietelko niechcę, aby sie w to mężczyńskie ćwiczenie, które potrzebuje siły, wdawała, ale też i w taniec kiedy pójdzie (które jest jedno przystojne białejgłowie ćwiczenie) nic zda mi sie, aby ochotę zbytnią, żarkiem skokiem, pochutnywaniem sobą pokazować miała, ale niechaj tak tańcuje, iżby znać było niedużość jej i jakąś przyrodzoną pieszczotę, tej płci barzo przystojną. Ktemu też tego chcę, aby każdy postępek jej był s pokorą, a ze wstydem złączony, bo te dwie cnocie białągłowę zbytnie zdobią. A do tego niechaj będzie przystojny ubiór, aby pierzchliwości żadnej w nim znać nie było. A tego białymgłowam dopuszczono, aby sie starały o cudność, i o to, jako jej przystojnie pomoc, potzeba dwornej paniej, aby siebie sama dobrze znała, czym sie zdobić, czy oszpacić może, bo jeśli wesołej twarzy, cudności żywej będzie, musi już stosować sie ktemu, i wesołej, świetnej maści używać. Jako druga, która poważna jest s przyrodzenia, wiele przysporzy sobie onej powagi ubiorem i obyczaj mi do tego sposobnemi. Takież też będzieli abo przytłustszym troszkę, abo przychudszym, zasię białą, bladą, abo śmiadą, iżby na to nalazła oblik, nie farbą, nie wódkami, ale ubiorem, ochędostwem aby sobie pomogła, lecz tak skrycie, tak nieznacznie, iżby sie tak zdało, że niedba namniej o ochędostwo. A pan Bojanowski pyta, co to za rzeczy, których dworna pani wiadomość ma mieć, ktemu też chce wiedzieć jeśli onych cnot: mądrości, wspaniałego serca, wstrzymawałości i inych, do zabaw dwornych, czy ku porządkowi domowemu używać ma, tak ja na to odpowiedam, dwornej paniej ku przyrodzonemu baczeniu nabytcgo s ksiąg rozumu potrzeba. A przeto ma czytać, ma jaką muzykę przystojną jej płci umieć dla uczciwej zabawy, nakoniec radbych to widział, żeby sie niemal na tym wszytkim rozumiała, co ci panowie dworzaninowi umieć naznaczyli, nie prze to, aby tego używała (acz i zatrefnować czasem uczciwie barzo jej będzie przystało), ale iżby rozeznać mogła miedzy wielem osób, kto w czym godniejszy, i pochwalić, poganić wedle potrzeby umiała. A chociaż te wysokie cnoty: mądrość, wspaniałe serce, powściągliwość i ine widzą sie być mało użyteczne ku dwornej a krotochwilnej zabawie, jednak ja chcę, iżby sie dworna pani jemi ozdobiła, nie tak dalece dla zabawy, (acz i do tego zyść sie niejako mogą) jako dla zupełnej jej doskonałości, iżby mając wszytki osobne cnoty w sobie, doszła onego błogo sławieństwa, które na samym poczciwym życiu przestaje.

Dziwno mi (rzekł tu pan Bojanowski ze śmiechem), W. M. białymgłowam nie każesz na sjem być posełkinami, więc sądzić, hetmanić, a mężczyznam prząść kądziel, ponieważ tak wielkie a główne cnoty w nich sie najdować, tak wiele czytać i rozumieć sie na rzeczach mają.

Odpowiedział pan Kostka: A czemu? i toćby podobno nie było barzo źle. Plato wielki Philozoph, a s pisma jego znać, że niebarzo był łaskaw na białegłowy, a wdy im samem zleca obronę a straż miasta, a mężczyznam ine wszytki sprawy wojenne. I mninaasz w. m. żeby sie też miedzy niemi takie nie nalazły, któreby hetmanić mogły? Alem ja tego im nie poruczył, bo dworną panią teraz formuję, nie królową. Lecz to podobno w, m. załawiasz na zwadę, aby sie wczorajsze wspomniało, w czym sie białymgłowam okrutna krzywda dzieje; abowiem powiedziałeś w. m. wczora, białagłowa jest najnicdoskonalszc żwirze miedzy źwirzęty, dostojności abo małej, abo żadnej przeciwko dostojności mężczyńskiej, ktemu, jakoby ich nie miało s to być, żeby s siebie samy dobrze czyniły. A za prawdę, kto tak rozumie, jest w wielkim błędzie.

Odpowiedział pan Bojanowski: Ja tego powtarzać nie chcę, co sie wczora mówiło, acz wiem, żeś mie już w. m. do niektórych pań przeniósł, wszakoż mam nadzieję o ich stateczności, będą woleć przy prawdzie przestać, chociaż im nieco w brew bije, niż to przyjmować, co im w. m. (chcąc sie przylubić) chytrze dajesz. Boć to wdy niemoże być inaczej, jedno żeś sie w. m. uniósł w tej mierze. Dosyć było powiedzieć, dworna pani ma być piękną, uczciwą, stateczną, baczną, skłonną, ludzką; ma umieć zabawić, a nie wniść do nikogo we złe mnimanie, i co ktemu jeszcze takowego. Ale w. m. takeś wysadził, takoweś jej cnoty i nauki przypisał, i Socrates i Cato i ini wszytcy Philozophowie za nic stoją u w. m. Nakoniec, gdyś w. m. tak wiele wyliczał, co w mężczyznach i onego pirwszego wieku rzadko sie kiedy najdowało, ledwe tego człowiek słuchać mógł, nierzkąc, żeby tego w. m. pozwolić miał. Ja jako powiedam spominać tego niechcę, co sie wczora mówiło, lecz to powiedam, com od uczonych ludzi słychał, Natura, któraby zawdy rada rzeczy doskonałe tworzyła, by mogła, puszczałaby zawdy mężczyzny na świat, i kiedy sie białagłowa urodzi, tedy sie to omyłką, abo prze jaki niedostatek, a nad wolą przyrodzenia dzieje, jako sie więc owo drugi ślepo, chromo, garbato urodzi, i drzewo wypuści czasem s siebie taki owoc, który nigdy nie uźrzeje, także też możemy powiedzieć o białychgłowach, sie rodzą na świat przygodnie a s trefunku. A iżby to była prawda, patrz w. m. na sprawy niewieście a na męskie, s tych poznasz, kto ma co nad kogo. A wszakoż, gdyż białegłowy nic w tej swej niedoskonałości niewinny, nie mamy sie hydzić niemi, albo nieczynić im tej poczciwości, która im należy. Ale też zasię sadzać je wyszszej, niż one wniść mogą, zda mi sie to wielkie błazeństwo.

Czekał pan Kostka, iżby dalej mówił pan Bojanowski, a gdy widział, już milczał, tak powiedział: Niewiem, panie Bojanowski, w czym w. m. niedoskonałość białychgłów baczysz, bo jeśli w tym, nie tej siły, tej czerstwości, której mężczyźni, nic już tym niedoskonałe, bo kiedyby siła a dużość sama płaciła, byłby zawdy żołnierz, który sie bije, w więtszej wadze, niż hetman, który ludzie przywodzi. Co inaczej być widzimy. Jeśli też w. m. do rozumu pójdziesz, ja tak powiedam, białagłowa wszytko to umieć może, co mężczyzna, ani jest jej dowcip kęs jeden naszego podlejszy, i owszem tak nas uczy Philozophia, kto ciała subtylniejszego, ten i rozumu bystrszego być musi. A to, gdyż sie w białychgłowach najduje, nielza jedno tak rozumieć o nich, one sposobniejsze ku pojęciu nauk subtylnych, niźli mężczyźni. Ale pódźmy dalej. Kazałeś mi w. m. przypatrzyć sie sprawam niewieścim, a męskim, a s tych miałem uznawać, kto ma co nad kogo. Ja też zasię tegożbym chciał po w. m., abyś pilnym okiem weźrzał na sprawy Natury, matki nas wszytkich, ku któremu końcu ona co czyni, a kiedy sie dobrze przypatrzysz, inaczej nie najdziesz, jedno, potrzebnie, a naschwał nie przygodnie, ani s trefunku takowe, jakie , białegłowy, ona na świat daje. Abowiem to, co jest w nich inakszego, niźli w mężczyźnie, wszytko sie to ku dobremu naszemu ściąga. Dała białymgłowam Natura, niemają tej siły, tej surowości w sobie, którą mężczyźni, więc czując to do siebie, muszą być bojaźliwsze, ostrożniejsze, dozorniejsze, niż my. A dla. tego one dziatki małe chowają, a podrosło ojcowie ćwiczą. A to, co mężczyzna silą, a dzielnością swoją majętności przybawi, to białagłowa gospodarstem, a pilnością w dobrej mierze zachowa, za co nie mniejszej pochwały godna, niż ten, kto tego umie dobrze nabyć. Nad to, gdy w. m. weźrzysz w historye dawnego i niedawnego wieku (chociaż mężczyźni sławne uczynki białychgłów skąpie zawdy chwalili) doczciesz sie w. m. tego, do poczciwych spraw były po wszelki czas białegłowy tak chętne, jako mężczyźni. Bywały te, które podnaszały wojny i otrzymywały wielkie zwycięstwa, rządziły królestwa, i czyniły to wszytko, co mężczyźni kiedy, i pod ich mądrym regimentem nikt na swej sprawiedliwości nie chramał, ani od nieprzyjaciela był złnpiou, ani od sąsiada uciśnion. Jeśli sie też w. m. do nauk obrócisz, tedy i o tym kronikarze piszą, i wyliczają ich wiele, które Philozophią umiały, drugie, które wirsz dziwnie dobrze pisały, nakoniec spominają i te, które instygowały u prawa abo sie zyjmowały za czyje niewinność i ze złej toniej ludzie wielką wymową swą wywadzały. Gdyż tedy mężczyzna w istności swej nie jest doskonalszy niż białagłowa, (bo jako kamień może byó więtszy, gładszy abo chropawszy jeden niż drugi, ale przedsię nie będzie barziej kamieniem, ani drewno barziej drewno jedno niż drugie, tak też mężczyzna niejest barziej człowiekiem, niż białagłowa) co sie też przymiotów dotycze, i wtym białagłowa nic jemu naprzód nie da, jako sie to już pokazało, niewiem, czemu go w. m. tak barzo raczysz, a nad białagłową przekładasz. A to, co w. m. powiedasz, Natura, która zawdy ku doskonałości mierzy, by mogła, puszczałaby zawdy mężczyzny na świat, i kiedy sie białagłowa urodzi, omyłką sie to, abo prze jaki niedostatek, a nad wolą przyrodzenia dzieje; nie pozwalam ja tego w. m., bo niewiem, czemu niema chcieć Natura tworzyć białychgłów, gdyż bez nich naród ludzki zginąć by musiał, a Natura ni o czym więtszej pieczy nie ma, jako iżby każdą rzecz w istności swej zachowała. I dla tego ona przez to dwoje złączenie mężczyzny z białągłową wypuszcza dziatki na świat, które oddają dobrodziejstwa wzięte w dzieciństwie rodzicom swoim starym, bo im służą i niedostatku cirpieć im nie dopuszczą, i potym jakoby odnawiają, wzbudzając ich nasienie i puszczając też dziatki swe na świat, od których w starości onegoż sie wzajem nadziewają, co sami rodzicom swym czynili. I tak Natura a tym sposobem to koło tocząc, daje i użycza nam śmiertelnym nieśmiertelności. A ku temu jest tak potrzebna białagłowa jako mężczyzna, nie mogę ja naleść tej przyczyny, czerniłby jedno s tych naschwał, a drugie przygodnie rodzić sie miało. Prawda jest, Natura zawdy ku doskonałości zmierza i dla tego człowieka tworzy, ale nie chciwiej mężczyznę niż białągłowę, i owszem, kiedyby sie wszytko mężczyźni rodzili, już by sie nie ku doskonałości Natura miała, abowiem jako ze dwojga tych rzeczy, s ciała a z dusze, wynika jedno ślachetniejsze niż co s tego dwojga to jest człowiek, tak też s tego złączenia dwojga osób, mężczyzny z białagłową rodzi sie to, co niedopuszcza zniszczeć narodowi ludzkiemu. Bo, gdzie by było inaczej, zginąćby pewnie musiał. A dla tego s przyrodzenia parami to chodzi, ani może jedno być bez drugiego. Nakoniec ani to prawy mężczyzna, który samice nie ma, ani to prawa białagłowa, która bez męża żywie. Co widząc teologowie pogańscy starzy, że jedna sama płeć doskonałości w sobie mieć nie może, przywłaszczają oboje płeć bogu; przeto Orpheus powiedział, Jovem być masculum et feminam. I w piśmie świętym czytamy, gdzie mówi Mojżesz, a jeszcze był Bóg Jewy nie stworzył: Ad imaginem Dei creavit illum, masculum et feminam creavit eos. I Poetowie mówiąc o bogach, wielekroć jednę płeć miasto drugiej kładą, i mieszają wszytko pospołu.

Na to pan Bojanowski tak powiedział: Niechcę ja z w. m. w głębokie gadki zachodzić, a też, bym dobrze chciał, tedy nie umiem, Lecz to mi sie widzi być istotny znak męskiej doskonałości, białagłowa s przyrodzenia każda rada by była mężczyzną, a tego by iście nie pragnęła, by nie widziała we wszytkim być lepszego mężczyznę niż siebie.

Odpowiedział pan Kostka: Nic w nas, panie Bojanowski, białegłowy lepszego nie baczą, ale niebożątka radyby mężczyznami były dla swobody, chcąc ujść surowej naszej zwierzchności, którąśmy sobie sami nad nimi przywłaszczyli, i zniewoliliśmy niebogi nad przystojeństwo.

Zaś pan Bojanowski powiedział: Wdyć tego niemoże inaczej, jedno nikczemnością nazwać, sie one pospolicie leda czego boja, a w mężczyźnie tej tak sprośnej bojaźni niemasz.

To co w. m. nikczemnością zowiesz (odpowiedział pan Kostka), rodzi sie z rzeczy dobrej, to jest, s prędkiego a bystrego rozumu, abowiem rychlej pospolicie białagłowa obaczy niebespieczeństwo, niż mężczyzna. Siła tych mężczyzn najdzie, którzy sie nie boją ani mąk żadnych, ani śmierci, a przedsię niemamy ich za mężne, za przeważne, bo to czynią oślep, a bez rozumu, nieznając ani bacząc prze gnuśnośc swą niebespieczeństwa. Wtąż też i szalonego człowieka, żaden go niema za śmiałego, t»o to, co czyni, zapamiętale czyni. Ale prawdziwe męstwo pochodzi s statecznego namyśla, gdy człowiek więcej sobie poczciwość waży, niż wszytki niebespieczeństwa na świecie, a chociaż śmierć przed sobą widzi, jednak tak stale a mocnie trwa sercem i umysłem ugruntowanym w swym przedsięwzięciu, mu ono niebespieczeństwo do tego, aby niemiał czynić co jemu należy, nigdy w niczym nie przekazi. Takowych ludzi na świecie, jako historye świadczą, była niemała liczba, miedzy ktoremi nie mniejszy poczet białychgłów był, które w męstwie i w dziejach inych sławnych nic naprzód mężczyznam nie dały. Nakoniec i tego naszego wieku mogłoby sie ich niemało wyliczyć.

Tu powiedział pan Bojanowski: Toć sie te sławne dzieje w ten czas poczęły, kiedy pirwsza białagłowa sama zgrzeszywszy przywiodła na to ojca naszego Adama, też zgrzeszyć musiał, a za tym przyszła jako dziedzicznym prawem na nas śmierć, boleść, nędze, prace, mizerye i wszytki niewczasy tego świata.

Kiedyż się w. m. chce do zakrystyej - rzekł pan Kostka - i tamci ja z w. m. pójdę. A zaź w. m. niewiesz, ten szwank a obłąd białagłowa zasię naprawiła, i nierówno nam więcej ta dobrego sprawiła, niż Jewa złego, tak ich święty to był grzech, który tak zacnemi zasługami jest oczyścion. Ale ja teraz niechcę tego spominać, jako panna Marya przed wszytkimi ludźmi na świecie świętą jest i błogosławioną, bo to święte imię w te ledacyjakie gadki mieszać nie przystoi; ani tych chcę wyliczać, które dla imienia Krystusowego umęczyć sie dały. I tych zaniecham, które mądrością swoją przegadały bałwochwalców wiele, acz wiem, że mi w. m. na to powiesz, to w nich Duch święty sprawował; prawda jest, ale ja zaś tak powiedam, to najwiętsza i najchwalebniejsza cnota, o której pan Bóg duchem swym świadectwo daje, bo we złe serce duch Boży nie wchodzi. Inych też było wiele świętych białychgłów, które nie tak barzo wsławione. Wspomina święty Hieronim s podziwieniem niektóre swego wieku i daje im taki dank w świętobliwości, najświętszego mężczyzny barziej by chwalić nie mógł. Nuż zasię co tych było, o których abo pismo zginęło, abo niebył ten, kto by był osobne ich cnoty pisać umiał, a drudzy prze zazdrość, jakom pirwej powiedział, pisać a chwalić niechcieli. Ale to niechaj ma swe osobne miejsce, tegom ja pewien, mi w. m., panie Bojanowski, nie ukażesz mężczyzny jednego z osobnemi przymioty, abym ja hnet w. m. żony, dziewki, siostry, abo powinowatej jakiej jego, jemu równej, abo jeszcze osobniejszej niż on nie ukazał; nad to wiele było białychgłów przyczyna dobrego, nie jedno mężom swym, ale wszem wobec swego narodu ludziom, niekiedy i obłędy ich naprawić, a ku dobremu nakierować umiały. A przeto, gdyż białegłowy mogą tym wszytkim cnotam zdołać, którym mężczyźni, jako sie to dało wielekroć wiedzieć, niewiem, czemu to w. m. obchodzić ma, iżem ja dwornej paniej tak wiele przypisał i umieć kazał, abowiem ile mężczyzn mogło być na świecie, abo i teraz jest podobnych temu dworzaninowi, którego ci panowie formowali, tyle zawdy było i jest białychgłów od tej dwornej paniej, którąmja wymalował, mało roznych.

Pan Bojanowski powiedział na to; Kiedybym ja teraz w. m. panie Kostka, spytał, co to były za tak sławne białegłowy, które, będąc krwią wielkim ludziom powinne, i cnotami miały by być im równe, abo które to były przyczyną dobrego i obłąd mężczyński naprawić umiały, pewnieby je w. m. wyliczać nie było sporo.

Prawdę w. m. mówisz, iżby mi nie było sporo (odpowiedział pan Kostka), bo kiedybym wszytki wyliczać miał, trzeba by mi na to długiego czasu, a imbych głębiej w historye wchodził, tym by sie tego więcej mnożyło. Pięknie historya mówi o żenie Markantoniego, a siostrze Augustowej Oktawiej, więc o Porcyej dziewce Katonowej a żenie Brutego, nuż o Cajej Cecyliej, żenie Tarquiniusewej, zasię o Kornelie) dziewce Scipionowej, a takich liczba była niezliczona w Rzymie. Podźmyż do inych narodów. Alexandra, żona Alexandrowa króla żydowskiego co uczyniła; ta po śmierci męża swego widząc wyruszenie pospolite mądrością swoją w to trefiła, ludzie oni, którzy mszcząc sie okrucieństwa AIexandrowego, dzieci jego pobić a zamordować chcieli, zaniechali sprawiedliwego gniewu, a ubłagacie dopuścili. Owa, ile Alexander przez długi czas przeciwko sobie i potomkom swym rozlicznemi krzywdami ludzi pojątrzył, tyle ich ona za jedne godzinę synom swym przejednała.

Rzekł tu pan Lubelski: Powiedz w. m. jako to było.

Powiedział pan Kostka: Tak prosto. Gdy widziała Alexandra być w tak wielkim niebespieczeństwie dzieci swoje, kazała porzucić w pół rynku ciało Alexandra króla, potym zezwawszy do siebie mieszczan tak powiedziała: Wiem ja - prawi - macie słuszna przyczynę gniewu, na męża mego, bo to zadziałał okrutnemi a nieznośnemi krzywdami, któremi was trapił. A przeto, abyście to znali, żem mu ja nigdy powodem do tego nie była, i owszem, ila mogła odwodziłam go od takowego okrucieństwa, kazałam go wyrzucić na rynek, aby umarły był skaran, ponieważ żywego ani ja ani wy karać-eście mogli, a tak co chcecie to s nim czyńcie, chcecieli go dać psom zjeść, chcecieli też okrucieństwa inego nad nim użyć, jako on nad wami umiał, to wam niechaj wszytko wolno będzie, tylko o niewinne dziatki proszę, abyście nad nimi litość mieli, te nie telko w niczym niewinne, ale ani wiedzieć mogły łotrostwa ojcowskiego. Tak wielką moc miały te królowej słowa, ona sierdzitość w ludziach zapalonych wszytka ugasła, tak, nietelko one dzieci zgodnie obrali sobie za pany, ale i ciału Alexandrowemu uczynili zacny pogrzeb. Wielkie baczenie było tej białejgłowy, tak wszytkiemu zabieżeć umiała. A co sie śmiałości a wielkiego serca dotycze, i w tym drugie białegłowy nie mężczyzn podlejsze; mamy w księgach o żenie i o siostrach Mitrydatowych, które mniej sie śmierci bały, niż sam król Mitrydates. Takież też żona Azdrubałowa mniej sie bała, niż Azdrubal sam. Nuż Harmonia, dziewka Hierona, która nie chciała żywa zostać, kiedy sprzysięgli buntownicy przeciwko ojcu jej i wszytkiemu domowi, Syrakuzy miasto posiadszy, okrucieństwa swego nad nim używali.

Zatym to powiedział pan Dersniak: Bywać też to więc czasem z uporu, jako ona dobra pani, która, tonąc ukazowała ręką, jako strzygą, przed wodą "strzyżono" wymówić nie mogła.

Upór taki - rzekł pan Kostka - który sie ku rzeczy dobrej ściąga, mamy zwać stałością, jaki był upór Epicharis, prostego stanu białejgłowy; abowiem ta była tak stałą, wiedząc o wielkim buncie na śmierć Neronowę, chociaż wymyślonemi a okrutnemi mękami nad miarę dręczono, jednak na nikogo nie powiedziała; a drudzy zacni ludzie z bojaźni powiedali na bracią, na powinowate i na najwiętsze swe przyjacioły na świecie. A co sie w. m. widzi, nie była też ono stała, której Atenianie ( Leoną zwano) lwicę bez języka ulać z mosiądzu dawszy na wieczną pamiątkę postawili; a dla tego bez języka, aby to każdy wiedział, tajemnicę chować umiała. Abowiem, wiedząc też ona te, którzy sie sprzysięgli byli wybić tyrany w Atenach, nic sie nie ulękła, gdy dwu wielkich a zacnych ludzi jej przyjaciół stracono; a chocia spodziwnemi mękami była trapiona, jednak nic na nikogo nie wyznała.

Rzekł tu pan Lubelski: Niewadziłoby, panie Kostka, nie tak wskok te sławne historye odprawować. Radci to podobno widzi pan Bojanowski s panem Dersniakiem, ale w. m. więtszą dziękę od białychgłów odzierżysz, kiedy radniej co przydasz, niż ujmiesz tym tak zacnym cnotam wymową swoją. A jeśli nic przydać nie trzeba, tedy acz nic w. m. dostatecznie każdą rzecz wypowiedz.

Odpowiedział pan Kostka: Tak uczynię, kiedy w. ni. każesz, powiem o jednej białejgłowie, a musi mi to pan Bojanowski przyznać, to, co ona uczyniła, rzadki mężczyzna na sobie przewiedzie.

W mieście Massyliej był ten obyczaj (który był podobno od Greków przyszedł), chowano na ratuszu truciznę dla tego, aby mógł każdy ten wziąć, ktoby pokazał to urzędowi i wywiódł, że ma przyczynę słuszną zyść s tego świata, to jest, mając na sie abo zbytnie wielkie nieszczęście, w którymby na świecie trwać niechciał, abo też zasię będąc w wielkim szczęściu, pókiby nieszczęście me przyszło, aby w tym szczęściu umrzeć mu było wolno. Trefiło sie to, gdy w tym mieście był Sextus Pompejus.

Tu przerwał pan Bojanowski mówiąc: A bajkę to w. m. poczynasz, panie Kostka, wierzę, że będzie długa.

Zatym pan Kostka rzekł do pana Lubelskiego: Widzi w. m. miłościwy panie, mi pan Bojanowski niechce dopuścić mówić. Chciałem był powiedzieć, jako jedna białagłowa, przy czym był Sextus Pompejus, pokazawszy to urzędowi, słuszną przyczynę umrzeć miała, wzięła truciznę s takim sercem, s tak wesołą twa rżą, i Pompejus i ini wszyscy, którzy na to patrzali, widząc w białejgłowie przy ostatnim punkcie straszliwej śmierci one myśl stałą, bespieczną, a nie strapioną, słysząc też mądre napominanie, które do swych uczyniła, zdumieć sie musieli, a co ona nie płakała, to oni za nie płakali.

Rzekł tu pan Dersniak: Pomnię i ja, żem czytał jedne oracyą, gdzie ubogi mąż prosi urzędu, aby mu dopuścił umrzeć i pokazuje w tej oracyej swej przyczyny słuszne, jako miał żonę tak złą, tak przemierzłych obyczajów, wolał truciznę wziąć (o której w. m. powiedasz, chowano na pałacu), niż przykrych jej słów ustawicznie słuchać.

Rzekł pan Kostka: Cóż tych białychgłów jest, które chudzinki miały by wielką przyczynę prosić, aby im umrzeć dopuszczono, już nie dla przykrych słów mężowych (bo by to była łatwiejsza ścirpieć je), ale dla nieznośnych doległości, jako ja ich kilka znam, które mają piekło na tym świecie.

Rzekł tu pan Bojanowski: A mnima w. m. aby niebyło tak wiele mężów, co pragną ustawicznie śmierci, nie mogąc wycirpieć tego, co im czynią żony?

Powiedział pan Kostka: A co tak złego białegłowy uczynić mężom swym mogą, aby na to wnet lekarstwo niebyło; by tak łatwie pogodzić sobie żony mogły, jako mężowie mogą, dobrze by sie s niemi działo; ale one niebogi niemogą sobie ni czym pomoc, już jeśli nie z miłości, tedy z bojaźni muszą powolne być, muszą ulatać małżonkom swoim.

Odpowiedział pan Bojanowski: Ba, to prawda, jeśli białegłowy kęs co dobrego czynią, że im to nie z dobroci, ale z bojażni pochodzi. Bo rzadko taką naleść, któraby w sercu niemiała jakiego skrytego zakału przeciwko swemu mężowi.

I owszem, rzekł pan Kostka, ile czytamy historyej, mało nie zawdy tak bywało, żony barziej męże miłowały, niż mężowie żony swe. Co kiedy takowego pokazał małżonek przeciwko żenie swej, jako Kamma pokazała miłości przeciwko swemu mężowi?

Rzekł pan Bojanowski: Jam o tej Kammie nie słychał, i co za miłość pokazała, niewiem.

Powiedział pan Kostka: Słuchaj w. m. Była ta Kamma żoną Sinata, człowieka zacnego w Galacie, a była nie jedno naschwał piękna, ale i ine przymioty i obyczaje osobne miała w sobie, a ktemu nader barzo miłowała męża. Trefiło sie tak, sie jej rozmiłował Sinorix niejaki, człowiek w tam tym mieście wielkiego zawołania i władzej, a gdy żadną miarą przyść ktemu nie mógł, aby w miłości znał przeciwko sobie skłonną, rozumiejąc tak, niebyła ina przyczyna jej srogości, jedno ta, męża miłowała prawdziwie, kazał tego Sinata zabić; co kiedy sie sstało, dopiero tym więcej usiłować począł, nielitując pracej, starania, kosztu, aby sobie uczynił przychylną, a gdy mu ani to nie szło, przypędziła go miłość do tego, nakoniec umyślił (acz stanem równa mu nie była) wziąć za żonę. I posłał do jej przyjaciół, opowiedając im chęć swoje. Przyjaciele widząc wielkiego pana, a rozumiejąc, im to dosyć dobrego przynieść miało, jęli namawiać Kammę, aby w tym ciężka, a uporną nie była, opowiedając to nakoniec, jako ich nie było s to, aby przeciwko mocy i gwałtowi Sinorixowemu onej bronić mogli. Białagłowa chowając nieznośny żal w sercu swym po mężu, a ni o czym więcej nie myśląc, jedno, jakoby sie śmierci niewinnej jego sławnie pomścić mogła, dawszy sie pirwej długo prosić, nakoniec przyzwoliła. I kazała to Sinorixowi powiedzieć, który z wielką radością począł sie hnet starać, aby ta rzecz rychły skutek swój wzięła. Owa krótko powiedając przyszedł czas ślubu, szli pospołu do kościoła bogini Diany, a tam Kamma wziąwszy czarkę z napojem, który przed tym przyprawiła, wypiła połowicę, a drugą Sinorixowi (jako ten obyczaj był przy ślubie) podała, który ochotnie wszytko wypił.

Kamma to widząc i radując sie, dowiodła, nacz sie była nasadziła (bo ten napój s trucizną pomieszan był) przed obrazem Diany klęcząc, tak jęła mówić: Święta bogini, która widzisz serce i myśli moje, ciebie same biorę na świadectwo, prze żadną przyczynę iną nie zostałam na tym nędznym świecie po mężu po swym tak długo, jedno, iżbym sie krwie niewinnej jego pomściła; ta nadzieja sama utrzymała moję ręke, dawno nad tym nikczemnym ciałem okrucieństwa nie użyła. Ale gdyżem już doczekała tego pożądanego dnia, którego zły a bezecny człowiek wziął swą zapłatę, z wielką radością idę s tego świata, abym nalazła one świętą duszę małżonka mego, którego ja miłując więcej niż sama siebie, żywego i umarłego nigdy miłować nie przestanę. A ty nieślachetniku, coś sie nadziewał być małżonkiem moim, miasto małżeńskiego łoża mary, a miasto wesela pogrzeb roskaż, abyć przyjaciele twoi gotowali. Sinorix, gdy to usłyszał, a już też i trucizna morzyć go poczęła, wpadszy na wóz, kazał rospuścić, nadziewając sie, iżby za onym trzęsieniem trucizna s niego wyniść miała; ale ani to, ani ine lekarstwa pomogły. Miała Kamma to szczęście, Sinorix dać garło jeszcze pierwej niż ona musiał. Co kiedy jej powiedziano, z wesołą myślą położywszy sie na łożu, rzekła te ostatnie słowa: Sinacie, Sinacie, mój najmilszy mężu, gdyżem już niejedno opłakała twoje śmierć, alem sie i pomściła nad spólnym nieprzyjacielem, niewiem, czegoby jeszcze inego prze cię uczynić nie dostawało, chyba tego, abym sie pospieszyła na on świat za tobą; a przeto żegnam ten bezecny świat, i ten żywot, który mnie jako barzo s tobą był słodki, tak zasię bez ciebie był gorzski a przykry. Już tedy, panie moj, przyjmi do siebie duszę z radością, jako ona do ciebie pędem a s chęcią bieży. To mówiąc z rospostrzonemi rękoma, jakoby tedyż męża obłapić miała, umarła. Co sie zda w. m. panie Bojanowski, godnali ta białagłowa dobrego wspominania?

Odpowiedział pan Bojanowski: Widzi mi sie, iżeś tu w. m. chciał kogo rozkwilić, ale niemasz tu żadnej białejgłowy, ani mężczyzny, niewieście podobnego. A chociaby sie też to tak sstało, jako w. m. powiedasz, tedy już takowych białychgłów na świecie teraz nie masz.

Powiedział pan Kostka: Pokażę ja to w. m., i tych czasów najdują sie takie.

Niedawno temu, kiedym ja był we Włoszech, był ślachcic jeden w Pizie, niepomnię zaprawdę której familiej, ale Tomazo imię jego było. Ten jadąc jednego czasu do Sycyliej wyspu, w maluczkiej bacie pojman był od Murzynow, którzy tak prędko przypadli, owi na bacie ani uciec, ani ratunku żadnego dać sobie mogli, bo chociaż sie bronili mężnie (w której bitwie ten Tomazo zabił brata rodzonego jednemu z onych murzyńskich rotmistrzów), wszakoż gwałt a wielkość ludzi była, a tych było na bacie barzo mało, przegrać musieli.

Owa kto zabity, kto ranny, kto zdrowy, wszytcy i z batą przyszli w nieprzyjacielskie ręce. Miedzy któremi Tomazo przysądzon był za więźnia onemu rotmistrzowi, czyjego brata zabił. A ten, Jako człowiek za żalem swym rozgniewany pastwił sie jako najbarziej mógł nad nieborakiem przez wszytkę drogę, a przypłynąwszy do Barbaryej umyślił go trzymać w srogim, a okrutnym więzieniu do śmierci. Gdy ta wieść przyszła do Pizy, każdy sie tak długo starał o przyjaciela, o powinowatego, o brata swego, o z więzienia wyprawił. Sam telko Tomazo był tak niefortunny, ani na okup, ani na odmianę żadną puścić go nie chciano. A ktokolwiek s tej niewolej do domu sie swego wracał, nie umiał sie o ciężkim jego więzieniu a nędzy wypowiedzieć, a to najwiętsza ciężkość była, nadzieje nie było, aby kiedy miał być wolen. Na koniec gdy też już i sam ani sie o sie starać więcej, ani żenie swej, której Argentina imię było, trudności zadawać umyślił, wzbudził pan Bóg jednego syna jego, i dał mu ten umysł, sie ważył do Barbaryej jechać s tym sercem, abo tam zginąć, abo ojca wyswobodzić. Tenże pan Bóg, który mu dał to serce, dał i dowcip, i szczęście takie, ojca swego pirwej przyprowadził do Libornu, od Pizy niedaleko, niż w Barbaryej obaczono, uciekł więzień. Tam stąd potym Tomazo pisał do żony, jako mu pan Bóg dał wyniść z niewolej, a nazajutrz miał sie z nią widzieć. Białagłowa cnotliwa z wielkiej a niespodziewanej radości, tak prędko za cnotą a dzielnością synowską miała małżonka widzieć, którego nader barzo miłując już była opłakała; przeczedszy list jedno weźrzała w niebo a zawołała imieniem męża, padła tuż i umarła. Bezecne nieszczęście, które sie do każdego szczęścia musi przymieszać. I mógł by sie człowiek świętą białągłową karać, a miarkując chęci swoje nigdy zbytniego wesela nie pragnąć.

Rzekł tu pan Wapowski śmiejąc sie: A co wiedzieć, jeśli też ta nie umarła z wielkiego frasunku, widząc, mąż, który jej był omierzł, do domu wrócić sie miał.

Odpowiedział pan Kostka: Pewnie nie s frasunku, bo poczciwe jej życie i miłość przeciwko małżonkowi wszytkim ludziom była wiadoma, ale ta rychlej przyczyna jest jej śmierci, sie jej długi czas zdał czekać do jutra, a przeto niemogąc wycirpieć tej odwłoki, gdzie ciałem nie mogła, tam duszą dojść chciała, aby co najprędzej serce jej palić sie przestało.

Rzekł pan Bojanowski: Ba i temu ja wierzę, jej to ze zbytniej miłości przyszło, bo to jest białychgłów obyczaj, a inaczej nie umieją, jedno, abo nader miłować, abo nader mieć w nienawiści, ano ten "nader" nie jest dobry. I widzisz w. m. na co jej to wyszło, sama sobie źle uczyniła, mężowi i dzieciom, bo ona ich radość, którą z wyswobodzenia mieli, w smętek a w żółć sie wszytka obróciła. A też białągłową nie podeprzesz w. m. tego, coś pirwej powiedział, to jest, aby białegłowy miały bywać przyczyną ludzkiego wiela dobrego.

Powiedział pan Kostka: Jam białągłowę na przykład przywiódł, abyś to w. m. widział na oko, że na świecie te białegłowy które męże swe miłują. A co sie tych dotyczę, które na świat wiele dobrego przyniosły, będęli je chciał liczyć, liczby mi nie stanie, zwłaszcza pocznęli dawniejszego wieku prowadzić historye, które sie zdadzą teraz jakoby baśni. Nuż pójdę li do tych, które za wynalezieniem nauk i rzemięsł dziwnych przyszły w cenę do ludzi, je za boginie mieli, jako Pallas, Ceres; zasię Sybille, przez których usta pan Bóg ludziom wiele przyszłych rzeczy objawił. Były i te, ktore uczyły wielkie w nauce ludzi, jako Aspazya i Dyotima, a ta ofiarami swemi odwlokła czas powietrza w Atenach do dziesiąci lat. Pindara wielkiego poetę, uczyła białągłową; Nicostrata wieszczka, matka Ewandrowa Łacinnikom litery pokazała; Corynna, Sapho jako nader dobrze wirsz pisały, nikomu to tajno nie jest. Ale nie wspominając tych tak dalekich rzeczy, rzymska Rzeczpospolita, była tak wielka, niemniej sie do tego białegłowy przyczyniły, niż mężczyźni. Powiedział tu pan Bojanowski: Ba, tobym rad słyszał, jakoby to być miało.

Słuchaj w. m. - odpowiedział pan Kostka. Po zburzeniu Trojej Trojanie jedni tam, drudzy sam roznie sie jako w takim nieszczęściu rosproszyłi, miedzy którą zgrają jedna część ludzi żeglując długo po morzu, a wielkich niewczasów i niebespieczeństwa używszy przyszła na to miejsce, gdzie Tybr rzeka w morze wpada, i wysiadszy na brzeg włoskiej ziemie, poczęli sie zdobywać na żywność. W tym czesie ich białegłowy, które były w okręciech zostały, weszły w radę, wdy kiedy uczynić koniec żeglowaniu temu, a iżby Trojanie obrali pewny kąt ku mieszkaniu, ponieważ własną ich ziemię posiadł nieprzyjaciel : owa po krótkiej namowie na to sie zgodziły, miały spalić wszytki okręty, rozumiejąc, to miało być tak onem samem, jako i małżonkom ich ku dobremu. I hnet, skoro miedzy niemi jedna, której imię było Rhoma, zapaliła, drugie wszytki toż uczyniły. Trojanie widząc z daleka ogień, każdy, jako najprędzej mógł, ku ratunku bieżał, a białegłowy też bojąc sie ich gniewu wyszły przeciwko nim, a jedne męże swe, drugie ojce, bracia, powinowate obłapiając, całując ujęły ich gniew, i popędliwość one ubłagały. I stąd to urosło, w Rzymie za starodawnego wieku był ten obyczaj, że białegłowy na podkaniu całowały swoje powinowate. Także Trojanie, częścią s potrzeby, częścią też widząc chęć przeciwko sobie Łacinników, którzy w onym kraju zdawna mieszkali, przyjęli ono wdzięcznie, co białegłowy zrobiły, i pobratawszy sie z nimi, mieszkali społem na tym miejscu, gdzie potym Rzym zbudowano. Patrzże w. m. jako te Trojanki powodem były do tego, sie Rzym zaczął. Pójdźmyż dalej, kiedy sie jął krzewić a szyrzyć, jako sabińskie białegłowy wiele mu pomogły. Romulus król, był na sie wzburzył wszytki w okolicy sąsiady za pobraniem gwałtem białychgłów sabińskich, miał co czynić s sobą oganiając a odgryzając sie zewsząd nieprzyjacielem, a wszakoż, był i mężnym i dzielnym, odjął sie barzo prędko i otrzymał zwycięstwo nad wszytkimi, telko nad Sabiny nic, a s tymi była najwiętsza walka, abowiem król ich T. Tatius, który był dobrym hetmanem i wielkim mężem, przywiódł rzecz ktemu, było z obu stron wiele krwie rozlania, nakoniec, kiedy sie jeszcze znowu sroga bitwa zacząć miała, gdzie już każdy z dobytym mieczem był gotów na nieprzyjaciela, wpadły one białegłowy sabińskie w pośrzodek miedzy ojce swe a męże, s płaczem prosząc, aby mieli litość nad własną krwią swoją, aby sie użalił zięć ojca swego, a ojciec zięcia, dokładając tego, , jeśliżby takim spowinowaceniem gardzili, a umysłu swego za popędliwośaią odmienić niechcieli, aby radniej nad nimi stępili miecze swoje, bo tak - prawi - lepiej, niżbyśmy wdowami, abo bez ojców, bez braciej, bez powinowatych na świecie żywiąc, miały wspominać sobie, dzieci nasze s tych sie porodziły, którzy pobili nasze ojce; abo to, iżechmy sie my nieszczęsne porodziły s tych ojców, którzy pomordowali nasze męźe, nakouicc niektóre s nich trzymając dziatki na ręku ukazowały ojcom swym mówiąc: jeśli sie wam tak barzo chce swej własnej krwie, oto macie, nasyćcie sie jej, pobiwszy te niewinne dusze. Za takim płaczem, za takim narzekaniem obaczyli sie wdy ludzie, a białegłowy mądrością swoją tego dowiodły, nietelko oni dwa królowie, Romulus s Tatiusem s sobą sie wieczną przyjaźnią złączyli i sprzysięgli, ale (co więtszego) Sabinowie do Ezymu sie przenieśli, i tak ze dwu narodów jeden uczynili. Za którą zgodą siła możności a władzej Rzymowi przybyło, i za to Romulus na pamiątkę tego sławnego tych białychgłów uczynku, kiedy Rzymiany na trzydzieści rot dzielił, przezwał te roty imiony białychgłów sabińskich.

Nuże, panie Bojanowski, nie zda sie to w. m. aby białegłowy w tej mierze były mężczyznam przyczyną dobrego? abo nie widzi sie to w. m., żeby one pomogły do tego, państwa rzymskie ku onej sławie, mocy a wielkości przyszło?

Odpowiedział pan Bojanowski: Poprawdzie jest co chwalić postępek białychgłów tych, ale kiedybyś w. m. tak rad obłędy a przestępki ich powiedał, jako w. m. rad wyliczasz uczynki sławne, pewnie byś był w. m. tego nic ominął, jako w tenże czas białagłowa zdradziła, ukazawszy nieprzyjacielom drogę ku wzięciu zamku rzymskiego, tak o maluczki włos Rzymianie wszytcy nie zginęli.

Rzekł pan Kostka: To mi w. m. jedno jedne białągłowę złą wspominasz, a ja niezliczoną liczbę dobrych w. m. ukazuję; a mimo te, którem przypomniał, tysiącmi te białegłowy liczyć mogę, przez które Rzym wiele wziął dobrego, bo i one kościoły boginiam w Rzymie nie prze co inego wielkim kosztem zbudowane były, jedno prze uczynki białychgłów sławne; takież i ono święto, które niewolnice w Rzymie święciły, pamiątką tego było, niewolnice wyrwały były Rzym z wielkiego (które ze zdrady nieprzyjacielskiej przyść miało) niebespieczeństwa. Ale to wszytko opuszczając, za ono niebyła rzecz wielka, którą białagłowa sprawiła, bunt a sprzysiężenie Katiliny, s czego sie tak często Cicero chłubi, wydała a nakoniec mogłoby sie to onej samej przypisać, co sobie pan Cicero wspominając posługi swoje przeciwko Rzeczypospolitej wszytko przywłaszcza. Com też pirwej powiedział, białegłowy siła kroć obłędy mężczyznskie naprawowały, i rzeczy zawiedzione złej toniej wyciągały, i to pokazaćby nie trudno, ale tak mnimam sie moja długa mowa w. miłościam nadprzykrzyła, a panu Bojanowskiemu podobno s panem Dersniakiem najbarziej. Ktemu gdyżem ja już roskazaniu w. m., Miłościwy panie Lubelski, uczynił (ilem mógł) dosyć, przystoi mi to, abym ustąpił temu, kto rzeczy osobniejsze niż ja powiedzieć będzie umiał.

W tym powiedział pan Lubelski: Możeć pan Bojanowski s panem Dersniakiem, ba i pan Wapowski podobno słuchać w. m. nierad, ale nas tu więcej jest, ktorzy w. m. słuchamy s chęcią. A tak nie ustawaj w. m. w pół drogi, abowiem kiedy w. m. nie zaźrząc sławy nikomu, ani ujmując tego, co jest czyje własne, a w czym pochwały godzien, powiesz i wysłowisz białychgłów uczynki a sprawy sławne, wiele sie ich tym poprawi.

Rzekł na to pan Kostka: Kiedyż inaczej być niemoże, powiem o niektórych króciuchno, a dla tego sie s tym (chociabych mógł) szyrzyć nie będę, abym sobie pana Bojanowskiego barziej nie zwaśnił.

Mieszczanie chijscy jednego czasu z żonami i z dziećmi prze pewny występ, a za roskazaniem bożków swoich wyniść z miasta, a patryą swoje pożegnać musieli; potym tułając sie po świecie, teh był poczet niemały, Leukonią miasto wzięli i posiedli, które ichże pirwej było, ale je na ten czas Koronianie za pomocą Erytrejanów trzymali. Także niedługo potym, wziąwszy za sie Koronianie niemałe wojsko ludzi na ratunk od Erytrejanów tak długo przeciwko Chijom walczyli, nakoniec nielza było inaczej Chijom, jedno za pewną ugodą miasto Leukonią podać, i podali tym sposobem, aby im telko w jednej sukience, a w żupicy, żadnej rzeczy z sobą nie biorąc, z miasta wyciągnąć było wolno. Czego gdy sie białegłowy dowiedziały, poczęły narzekać na męże na swe, tak ganiebną a sromotną ugodę uczynili, powiedając, jako dobrej krwie mężom to nieprzystoi, żeby miedzy zbrojne nieprzyjaciele bez broniej, jako owce miedzy wilki przyść mieli, a gdy sie oni przysięgą wymawiali, której już odmienić sie niegodziło, pokazały one drogę, i zdrowie swe opatrzyć i przysięgi tym złamać oni niemieli. A to tak. Powiedzcie - prawi - nieprzyjacielom, u ludzi mężnych oszczep jest miasto żupice, a paweza miasto sukniej. Hnet mężowie pochwaliwszy onę białychgłów swych radę, kiedy czas przyszedł wyścia z miasta, zbrojno sie pokazali, a nieprzyjaciele widząc ich śmiałość, i sprawą dobrą i opatrzeniem ciał swych na wszytko gotowi byli, nie upominali sie słowa, ale cicho każdy Boga prosił, aby już jako tako jedno rychło z miasta wyszli. I tak mężczyzna za radą i upomnieniem białychgłów śmiałość wziąwszy, zdrowie swe wcale, a sławę w nie najgorszym punkcie zachowali. Tychże Chijów żony jednego czasu też wielkiej rzeczy dowiodły.

Philip król, syn Demetriusow, gdy obiegł był ich miasto, chcąc, aby mniej ludzi ku obronie w nim było, kazał wywołać, którybykolwiek niewolnik z miasta do niego uciekł, i wolen być miał, i mieć za żonę panią, którąby sobie po wzięciu miasta obrał, mając, za to pewnie, każdy niewolnik chciwie miał pragnąć żony pana swego. Co kiedy usłyszały białegłowy, s tak zelżywego edyktu gniewem zapalone przybiegły wszytki pospołu s sługami i z niewolniki (bo i ci tym obruszeni byli) do muru, a s taką ochotą pomagały obrony mężom swym, nieprzyjaciel ze sromotą i ze szkodą przegrawszy niemało szturmów odciągnąć musiał, a tego mężczyzna sami przez długi czas dowieść niemogli. I to sie też trefiło raz, gdy Cyrus, król perski przeciwko Medom walcząc bitwy stracił, a Persowie wielkim pędem do miasta uciekali, białegłowy przeciwko nim z miasta wyszły, i poczęły tak z gniewem do nich mówić: A gdzie bieżycie, nikczemni ludzie! Cóż ? abo sie w nas zasię skryć chcecie, s którycheście raz wyszli. Persowie słysząc te słowa, a wstydząc sie za swój uczynek, obrócili sie ku nieprzyjacielowi znowu, a mężnie sie potkawszy zwycięstwo otrzymali.

Kiedy do tąd pan Kostka dopowiedział, rzekł ku J. M. panu Lubelskiemu: Wszak mnie już, Miłościwy panie, przestać będzie wolno.

Powiedział pan Bojanowski: Musisz w. m. przestać, chociabyś też niechciał, bo więcej rzeczy w. m. nie staje.

Odpowiedział pan Kostka: Jedno mię w. m. drażnisz, a chcesz wywołać wilka z lasa, bo jako sie imę, musisz W. M. cały ten dzień chwał białychgłów słuchać, przypomnię tu wnet, jako Spartanki kochały sie w tym, kiedy synowie ich sławnie ginęli, a w którym kiedy zajęcze serce matka widziała, abo sie nie znała kniemu, abo go ręką swą własną zabiła. Nie zaniechałbym też i tego powiedzieć, jako sie w Saguncie przeciwko mocy Annibałowej białegłowy popisały. Nuż one Niemkinie, których był męże Marius poraził, gdy nie mogły tego odzierżeć, iżby na swobodzie pannom zakonu Vestae służyły, samy sie i z dziatkami małemi pozabijały. Jest tego w historyach tak wiele, ile na mej głowie włosów.

Rzekł tu pan Bojanowski: A wie to Bóg, panie Kostka, takli też to było, jako w historyach stoi, bo tam ten wiek tak jest daleki od naszego, nam oni mogą bajać to, co chcą, a niemasz tego człowieka któryby kronikarza w nieprawdzie wytknął, a inaczej niż on pisze, rzecz pokazał.

Powiedział pan Kostka: Którykolwiek czas w. m. przed sie weźmiesz, a będziesz chciał białychgłów zacnych sprawy z męskiemi sztychować, inaczej nie najdziesz, jedno, one w cnotach ani były nigdy, ani mężczyzn podlejsze. A gdziebym miał s to czasu wyliczyć wszytki te, które były i dziś jeszcze w Polszcze, wielkich cnót i silnej sprawy, osobnego baczenia, i dowcipu panie, nie wspominając onych dawnych, od Wandy sławnej Polki począwszy, pokazał bych to, co powiedam w. m., na oko. Ale jako powiedam, czasu niemasz po temu, bo ledwe bym ich kilka wymienił, bych za skróceniem czasu, ku krzywdzie drugim, przestać musiał. Wszakoż puszczę to na w. m. samego, abyś sobie te osobne białegłowy, które znasz, na pamięć przywiódł, co kiedy uczynisz, wiem pewnie, że nietelko te najdziesz, które ojcom swym, abo braciej, abo mężom w cnotach a w godności równe, ale też i te, za których sprawą siła dobrego mężczyznam przyszło. A jeśli sie tych czasów nie rodzą one wielkie królowe, któreby piramidy sławne, miasta główne nieznośnym budowały kosztem, a królestwa dalekie, narody dziwne podbijały pod moc swą, jako była Tomiris, carowa tatarska, Artemisia, Zenobia, Semiramis i Cleopatra; tedy też zasię ani słychać teraz onych Cesarow, Alexandrow, Scipionow, Lucullow i inych sławnych Hetmanow.

Rzekł tu pan Dersniak: Tego w. m. nie powiedaj, abowiem, jeśli kiedy, tedy teraz najdują sie białegłowy takie równie, jaka Semiramis abo Cleopatra była, bo chocia państw, królestw, bohactw, a możności tyle, ile ony miały, te niemają, jednak chęci do swej wolej jest w nich tak wiele.

Możcć to być - odpowiedział pan Kostka - sie też wdy która Cleopatrze podobną trefi, ale Sardanapalów teraz liczba jest niezliczona, co daleko gorzej.

Powiedział pan Bojanowski: Tego ja w. m. nie pozwolę, aby rospustniejszy być mieli mężczyzna niż białegłowy, a gdzieby też dobrze i tak było, jednak nie było by (jako w. m. powiedasz) światu gorzej, abowiem z rospustności białychgłów siła sie złego rodzi, gdzie mężczyznska niepowścięgliwość nigdy tak światu szkodzić nie może. A przeto, jako sie wczora powiedziało, mądrze to uczynili ludzie, dozwolili białymgłowam nie umieć, nie wiedzieć, nie dowieść, nie doźrzeć, zabaczyć, i inej wszelakiej nikczemności, a to dla tego, aby te) telko jednej rzeczy, poczciwości pilnując, wstyd a srom w cale zachować mogły, bo inaczej nie był by nikt pewien swoich dzieci, i on węzeł, który wszytek świat ściąga, to jest krew, powinowactwo, a miłość wrodzona, którą ma każdy człowiek ku dziecięciu własnemu, rozwięzaćby sie musiał. A tak białejgłowie rospustnie żyć barzo nieprzystoi, a mężczyźnie już nie tak, bo ten dziwięć miesięcy brzemienia nie nosi.

Odpowiedział na to pan Kostka: Ba to czysta, mężczyznam niechaj będzie wszytko czynić wolno, a wy białegłowy święcicami bądźcie. Sprawiedliwe prawo zaprawdę, dziw, że go w bibliej nie napisano. Ale miły panie, powiedz mi to w. m., czemuż też tak tego postanowić nie miano, iżby w mężczyźnie tak była szkarada wszeteczeństwo jako i w białejgłowie, a zwłaszcza, jeśli mężczyzna (jako w. m. powiedasz) sposobniejszy ku cnocie, niż białegłowy. Abowiem, kiedy by tak było, tedy by oni łatwiej sie od wszytkiego powściągnęli, a za tym każdy ojciec takby był pewien potomstwa, że jest jego własne, jako kiedy za powścięgliwością białychgłów, bo już białegłowy, chociażby grzech spłodzić chciały, niemogły by, gdzieby mężczyzna nie zezwalali na ich pustotę. Patrzże w. m. w tej mierze zły jest dowód w. m. Ale ja w. m. powiem, co to w tym jest; wzięliśmy sobie owa swowolnie my mężczyzna jako zwierzchność nad białemigłowami, tak też i bezmierną swobodę, chcemy, aby jedneż grzechy nam były powszednie, i czasem ku chłubie, a kiedy też grzechy białegłowy popełnią, mamy je za tak śmiertelne, jakoby doskonałej zapłaty za nie na świecie nie było. I tak nieboźątko białagłowa abo śmiercią haniebną zapłacić to musi, abo wieczną sromotą. A prze to, gdyż już tego zwyczaju trudno wykorzenić, chciałbych ja, aby był srodze karan ten każdy, kto nieprawdziwą powieścią swą poczciwej białejgłowy sławę maże; na koniec, ponieważ każdy rycerski człowiek winien o prawdę ręką czynić, ma sie zawdy wziąć za rzecz taką, a nie dopuścić, aby cna białagłowa niewinnie pohańbioną została.

Rzekł na to pan Bojanowski: A ja zasię nie telko to rozumiem być powinność ślachecką, co w. m. powiedasz, ale jeszcze tego dokładam, każdy człowiek ten, kto przestępek białejgłowy, (któregoby sie ona za nieszczęściem swym, abo zbytnią miłością dopuściła kiedy) pokrywa, godzien jest nietelko pochwały od ludzi, ale i wielkiej odpłaty od Boga. A stąd w. m. możesz znać, ja barziej trzymam białychgłów stronę, gdzie nie jest co przeciw rozumowi, niż w. m. Więc ani ja tego prze, aby mężczyzna nie mieli sobie coś troszkę wziąć wolności, ale to dla tego jest, że wiedzą, to rospustne ich życie, za zezwoleniem wszech ludzi na jedno, nie niesie im tak osławy, jako białymgłowam, które prze krewkość płci swej daleko łakomsze na uczynienie dosyć chciwości swej, niż kiedy mężczyzna. A jeśli sie kiedy strzyma białagłowa od tego, czego sie jej chce, pewnie to z namysłu nie przydzie, ale ze wstydu bo ich wola zawdy do roskoszy gotowa. A dlatego mężczyźni widząc ich gorącą chciwość, położyli to za najwietsza im hańbę, żyć rospustme; i bojaźnią osławy jako dużym munsztukiem trzymać je gwałtem w poczciwym życiu muszą. Jakoż poprawdzie bez tego mc było by je przecz ważyć sobie, gdyż świat niema z nich inego pożytku, jedno ten, dzieci rodzą, a męźczyzni wdy zgodzą sie na co inego, bo rządzą narody, hetmanią, obmyślają pożytki ludzkie, i ine potrzebne rzeczy sprawują, czego wszytkiego białegłowy (bo niechęć teraz o tym dysputowac, jakoby temu one podług powieści w. m. zdołały) nie czynią. Co sie też tycze strzymawałości, ilekroć mężczyznam pokazać sie w niej przyszło, zawdy jako w inych cnotach, tak i w tym przed białemigłowami miewali przodek, nie będę ja w. m. tak wiele historyi ani baśni wyliczał, jako w. m. mnie; dwu telko przypomnię mężczyzn, obu młodych, obu wielkich panów, a ktemu czasu zwycięstwa, kiedy człowiek pospolicie i najpodlejszy w pychę a w swowoleństwo sie podniesie.

Alexander wielki wiesz w. m. jako w cale zachował poczciwość białychgłów Dariusowych, nieprzyjaciela swego, jeszcze porażonego natenczas; a co najwiętsza, nader piękne były; to jeden. A Scipio drugi, młodzieniec we dwudziestu leciech i we czterzech, przed którego, kiedy po wzięciu przez moc jednego miasta w Hiszpaniej przywiedziona była piękna, młoda i zacna białagłowa, skoro sie dowiedział, była ślubną w tamtejże ziemi jednemu panu, nietelko sie strzymał od wszelakiej nieuczciwości, ale cało i z wielkiemi dary a upominki własnemu mężowi wrócił. Mógł bych jeszcze i co ku temu więcej powiedzieć, ale gdyżem telko dwu spomnieć obiecał, rozumiem, że mi w. m. dalej mówić nie dopuścisz.

Rzekł na to pan Kostka: Nie jestem ja tak zawisny, panie Bojanowski, mężczyznam, jako w. m. białymgłowam; tyle, ile o tym mówić chcesz, wolno w. m. niechaj będzie.

Powiedział pan Bojanowski: Powścięgliwość Xenokratowa iza nie była wielka? Phryne, białagłowa piękna, położyła sie podle niego, używając dziwnych przysmaków (jako w tym była dobra misterkini), aby sie mógł ku miłości zapalić, a wżdy żadna miara dowieść tego nie mogła, aby jaki najmniejszy znak Xenokrates pokazał nieuczciwości, chocia Phryne całą jedne noc na tym strawiła.

Nuż Pericles, który i słuchać tego niemógł, kiedy Sophocles, towarzysz jego na urzędzie, chwalił z wielka nader chęcią przed nim piękność dzieweczki jednej, ale go hnet sfukał mówiąc: Temu - prawi - kto jest na urzędzie, nie telko ręce od brania podarków, ale i oczy od weźrzenia bestwliwego, trzeba mieć powściegliwe. luych było na świecie barzo wiele, którzy z umysłu, a z dobrej wolej chciwość w sobie tłumili, nie z musu, ani przed sromem, jako białegłowy, bo co jest tych hamownych białychgłów na świecie, mało nie wszytkie bojaźń abo wstyd na wodzy trzyma, a, wszakoż i za to godne wielkiej pochwały i ktokolwiek fałesznie targa sie na ich poczciwość, opakując onych powściągliwe życic, godzien (jakoś w. m. powiedział) wielkiego karania.

Na ten czas pan Myszkowski tak rzekł: Patrzcie w. m. jako to okrutnym nieprzyjacielem jest pan Bojanowski białymgłowam, gdyż i to w nich gani, co jest chwały wielkiej godno. Ale by mnie chciał pan Kostka pozwolić tego, żebych kilka słów przeciwko tej rzeczy pana Bojanowskiego odpowiedział, uczyniłby dobrze i mnie i sobie, abowiem odpoczynął by sam nieco tym czasem, iżby zasię ochotniej konać mógł rzecz swą około dwornej paniej, a ja miał bych to sobie za wielką rzecz, gdy by mi było wolno za pogodą ślacheckiej powinności dosyć czynić, to jest przy prawdzie stać, a białychgłów sławy bronić.

I owszem (rzekł pan Kostka) barzo o to w. m. proszę, bo sie mnie tak widzi, iżem już tyle, iłem mógł, roskazanie J. M. pana Lubelskiego wypełnił, i to, co teraz było na placu, odstrzeliło sie od rzeczy mojej.

W tym począł pan Myszkowski: Niechcę o tym mówić, jako wielki z białychgłów pożytek nad ten, rodzą, świat ma, abowiem dosyć sie to już pokazało, nietelko one potrzebne ku naszej na świat bytności, ale też i ku dobremu, a zbożnemu życiu, lecz to powiedam, panie Bojanowski, , jeśli białegłowy pochopniejsze i skłonniejsze ku grzechowi (jako W. M. mówisz) niż mężczyźni, a przedsię mimo to wszytko więcej sie strzymywają od złego (czegoś w. m. sam pozwolił) niż mężczyźni, tedy też bez wątpienia godniejsze onych upominków, które za cnotą płyną, niż mężczyźni, i tym więtszy dank tego mieć mają, im jest słabsze ich przyrodzenie ku sprzeciwieniu sie cielesnym namiętnościam, jako ten rycerz więtszą sławę odnosi, który sztukę tylko korda w ręku mając, ranny i namdlony przez wojsko sie przebije, niżli ów, który dobrze opatrzywszy ciało swe zbroją, i broniami, zdrowy a świeży, kilka ich na harcu s konia zbodzie. A to, co w. m. powiedasz, wstyd a srom trzyma białegłowy na wodzy, to miasto jednej cnoty dwie im w. m. dajesz, bo je czynisz i wstydliwe i niewystępne. Abowiem jeśli niemi więcej srom włada, niż chciwość, i dla wstydu strzymywają sie od złego (a wstyd nic inego nie jest, jedno, jako stoikowie wykładają, bojaźń złej sławy; widzę ja, ten srom jest oną przednią cnotą, która jest wszytkich cnót strożem, a której sie miedzy mężczyznami niewiele zawadza. Mógłbych tu siła męskich niewstydliwości wyliczyć, ale niechcę obrazić uczciwych uszu. Dosyć mam na tym, czego w. m. pozwalasz, to jest, białegłowy powściągliwiej żywą, niż mężczyźni; ale pewna rzecz jest, że ich ine wędzidło nie trzyma, jedno to, które same sobie włożyły, a izby to była prawda, przypatrz sie temu każdy, jako tam, gdzie najściślej białegłowy chowają, gdzie matka dziewce, mąż żenie niewierzy, a surowie do bicia s nią sie obchodzi, najwięcej sie i tego, i owego zawadza. A tam już nie tak, gdzie jest jaka swoboda. Owa miłość cnoty, toć ta jest najtwardszy munsztuk białymgłowam. Siła takich jest, które wolałyby garło dać, niż namniej uaszczyrbić poczciwości. Czego doświadczyli wielokroć mężczyźni. I tu miedzy nami nalazłoby sie ich kilka, którzy mając młodość, urodę, gładkość, obyczaje, męstwo, dzielność, zacność, dostatek i nieopuszczając nic na stronę s tych rzeczy, których do miłości trzeba, jako pilności, starania, darów, prośb, płaczu, a wdy siła czasu ku niczemu nie pr/yszedszy próżno strawili. A kiedybych tego nie baczył, niemasz nic we mnie godnego miłości, wspomniałbych i siebie w tej mierze, bo dla jednej białejgłowy i jej nie odmiennej a nader surowej stateczności byłem raz bliziuchno śmierci.

Powiedział tu pan Bojanowski: Niedziwuj sie w. m. temu, bo to jest białycbgłów przyrodzenie, nie czynić kiedy ich kto o co prosi, a zasię, kto zaniedba, a nic prosi, to one wnet same napomkną, a czasem i proszą.

Powiedział pan Myszkowski; Nieznałem ja nikogo takiego, kogoby białegłowy kiedy prosić miały. Takich wieni wiele, którzy strawiwszy głupie czas, a nie mogąc tego dowieść, nacz sie byli nasadzili, mszczą sie złym językiem, i chłubią sie z mięsa, ano i połówki nie widzieli. Nakoniec ma to sobie drugi za wielkie dworstwo, zmyślić co takiego podobnego ku prawdzie, czymby poczciwą białągłowę we złe mniemanie przywiódł. Ale ktokolwiek sie s tego buci, prawdziwieli abo nieprawdziwie, zwłaszcza, jeśli jeszcze z zacnej białcjgłowy srogie karanie zasłużył, i bywać to więc pod czas, ze takowi nie uchodzą z tych razów, ale cóż po tym, nie może być nigdy tak wielkie karanie, jakiego by za ten ganiebny występ potrzeba, wszakoż jednak ten, czyja to ręka sprawi, godzien za to wszelakiego na świecie poszczęścienia. Abowiem, jeśli to nieprawda, s czego sie drugi chlubi, a co może być ganiebniejszego, jako kłamliwą gębą złupić poczciwą białągłowę z dobrej sławy, a wziąć jej to, co sobie ona mało mniej niż zbawienie duszne waży, jeszcze za jaką przyczyną, za , która by jej tym więtszą jeszcze cześć a pochwałę od ludzi przynieść miała, to jest, sie cnotliwe jej serce na złą drogę nawieść nie dało. Jeśli też zasię drugi nie fałsz, ale prawdę powieda, jaka może być wymyślona męka, której takowy za swą niecnotę nie godzien, bo jeśliż to tak ma być, jako powiedają ludzie, i nieprzyjaciela swego zdradzać nie przystoi, cóż, kiedy kto zdradzi tego, który go nad wszytko na świecie umiłował; wierzę, że takowe serce jadowitsze jest, niż która na świecie trucizna, abowiem ten zapomniawszy swej wiary, łotrostwem a niewdzięcznością dobrotliwą chęć i miłość płaci onej chudzinki, która dawszy sie zwyciężyć fałesznemu łasieniu, łzom nieprawdziwym ustawicznej prośbie, lamentom, chytrości, zdradzie, przysięgam, i przypuściwszy gorącą miłość do serca, została nieobacznie więźniem gorszego człowieka, niż który s tych jest, co w piekle mieszkają. A to, coś w. m. o tej tam niesłychanej powścięgliwości Alexandra wielkiego i Scipiona powiedział: prawda jest, w tej mierze jest je przecz chwalić, a wszakoż najdę ja nad to coś jeszcze więtszego, a nie będę spominał dziejów starych, bo te w. m. baśniami zowiesz, ale powiem rzecz świeżą o jednej jeszcze niskiego stanu białejgłowie, którąm dobrze znał; nakoniec mianował bych , ale siła takich jest prostaków, którzy, skoro to słyszą, kiedy jaka białagłowa miłowała, hnet o niej źle rozumieją. Tak to było: Miłował białągłowę, jako i piękną nader i młodą niesprosny młodzieniec jeden czas niemały, za którą miłością i ona nakoniec serce swe i myśl wszytkę kniemu obróciła, czego nietelko ja byłem świadom, przed którym sie uboga dziewka jako przed najwierniejszą rodzoną ni z czym nie kryła, ale i każdy łatwie to znać mógł, kto je kiedy na biesiedzie pospołu widział. Także będąc w takowej, jaka na świecie być może, płomienistej miłości, całe dwie lecie strzymała sie jednak od tego, żadnym znakiem chęci onej wielkiej dobremu panu nie pokazała, chyba jeśli co takiego było, czego pokryć niemogła, ale ani rozmowy s nim żadnej mieć chciała, ani od niego przyjmować listów ani darów, chocia nie był ten dzień jeden, kiedy by tego w dom do niej nie noszono; nakoniec jako tego pragnęła, to ja wiem dobrze, bo czasem, kiedy której jego rzeczy skrycie dostać mogła, nie umiała sie jej namiłować do woli. Owa młodzieniec niemógł jej dalej wyciągnąć, chyba jeśli mu sie czasem z okna widzieć dała, abo na weselu szła s nim, jako i s kim drugim, w taniec. A mało, abo nic miał jeden przed drugim w stanie, oboje tego pragnęło, aby takowa miłość szczęśliwy koniec wzięła, to jest, aby s sobą w małżeństwo przyszli; tegoż im też wszytcy w onym mieście ludzie życzyli, okrom jej ojca, który dziewkę swą komuś bogatszemu (za złym a przeklętym zwyczajem, który z łakomstwa urósł) dać wolał. W czym uboga dziewka okrutnemu ojcu sprzeciwić sie nie śmiała, ale z ustawicznego a s ciężkiego płaczu mógł znać jej niechęć do tego. Krótko powiedając doszło to tam nieszczęsne małżeństwo, s którego wszytcy ludzie wobec żałosni byli, i ona zamiłowana para o swym błogosławieństwie zwątpiła. Ale miłość, której sie sprzeciwić trudno, tak sie była dobrze w sercach ich rozkrzewiła, ten wielki a gwałtowny stos od nieszczęścia wywrócić a wykorzenić jej żadną miarą nie mógł. Trwała przedsię trzy lata jeszcze po ślubie onym, chocia białagłowa mądrze to pokrywając, niechciała dać znać nic po sobie, i tym umysłem ugruntowanym, aby nigdy przeciwko poczciwości nie wykroczyła, starała sie wszelakim sposobem o to, aby odcięła chciwość, której wypełnić nie było już żadnej nadzieje. I zaraz widząc, tego, kogo nad zdroswe miłowała, poczciwie mieć nie mogła, umyśliła dać wszytkim o ziemię, a jako i pirwej nie przyjmować ani listów, ani darów, ani żadnego poselstwa słuchać, ani w stronę, gdzie on był, patrzać. Także w tym przedsięwzięciu, a ślachetnym uporze będąc, gdy przez ustawiczne trapienie siła i zdrowie ginąć musiało, na końcu trzeciego roku za mąż szedszy umarła.

Wolała ona białagłowa wzgardzić tym wszytkim, czego tak barzo sama pragnęła; wolała nakoniec gardło dać, niźli namniej poruszyć poczciwości, mając do tego siła dróg, jako bez osławy żadnej tajemnie na chęci na swej cieszyć sie mogła, jeszcze za wielkim usiłowaniem onego człowieka, którego najwięcej na świecie sobie ważąc, we wszytkim by mu sie była zachować chciała. Tu już nie bojaźń, nie przestroga, nie która ina przyczyna czyniła tak powścięgliwą, ale to telko samo, cnotę miłowała.

Cóż kiedybych jeszcze w. m. jedne spomniał, która pół roka cale na każdy niemal wieczór s swym miłym pospołu na osobne), a tajemnej rozmowie bywając (gdzie z jednej strony przyrodzona a wielka chciwość, z drugiej prośba, łzy tego, kogo Jako duszę swą miłowała) strzymała sie jednak nieskosztowac w pięknym a obfitym sadu nader pożądanego owocu, a będąc związaną mocnym łańcuchem, to jest temi rękama, nad które nic milszego u niej niebyłe, nie poddała sie przedsię, ale poczciwość swą zachowała w cale. Co sie w. m. widzi, nie więtsza to powściągliwość była, niż Alexandrowa? abowiem Alexander wielki, zapaliwszy sie nie miłością białychgłów Dariusewych, ale wielką myślą a oną sławą, która go podwędziła ku wycirpieniu wszytkich niewczasów i niebespieczeństwa, s czego miał przyść ku nieśmiertelności, nierzkąc czego inego, ale własnego żywota nic sobie nie ważył, o tym telko myślił, jakoby we wszytkich swych postępkach miał nad wszytki ludzie. Więc sie my dziwujemy, s dumą strzymał sie od takiej rzeczy, której nie barzo pragnął, bo niewidząc jako żyw pirwej onych białychgłów Dariusewych, nie jest to rzecz podobna, żeby sie ich za pirwszym weźrzeniem rozmiłować miał; i owszem rychlej sie snadź hydził nimi dla Dariusa, nieprzyjaciela swego, a też jeśliby był co takiego w tej mierze począł, niebyła by to była miłość, ale krzywda; a przeto niemasz sie czemu dziwować, Alasander, który niemniej wspaniałą myślą, niż mężnym wojskiem świat zwyciężył, strzymał się, nie uczynił białymgłowam krzywdy. Takież też i strzymawałość Scipionowa godna jest wielkiej chwały, ale jednak, kto sie dobrze przypatrzy, niema co czynić s powścięgliwością tych dwu białychgłów; bo też i Scipio strzymał sie od tej rzeczy, której niepożądał; ktemu będąc w nieprzyjacielskiej ziemi nowym hetmanem na początku swego szczęścia, gdzie Rzymianom o wszytko szło, a do skończenia wojny i zupełnego zwycięstwa wiele jeszcze nie dostawało; nad to oglądał sie tak na mniemanie i nadzieję, która w Rzymie o nim wielka była, jako też i na to, miał ze wszytkich spraw swych liczbę czynić onym surowym sędziom, którzy najmniejsze przestępki srodze karali, a wiedział, miedzy nimi miał nieprzyjacioły; więc gdzieby też był inaczej uczynił, będąc ta białągłową zacną i wielkiemu panu poślubioną, widział jako w źwierciedle takowe przeciwko sobie nieprzyjacielskie wzruszenie, nietelko zatrudnić sobie tym rzeczy, ale stracić wszytki swe mógł ludzie. A przeto dla tak wiele, a głównych przyczyn chciał w tej lekkiej rzeczy sprzeciwić sie swej chciwości, a niepokusić tego igrzyska, które mu miało barzo szkodzić, pokazując swą powścięgliwość, hojne serce i czyste sumienie, czym hnet wszytki one ludzi jako drugim wojskiem zwyciężył i zhołdował. Owa, czego by snadź był mocą a gwałtem nigdy nie sprawił, tego jedną ona rzeczą (jako piszą) dowiódł i dokonał. A tak ten uczynek Scipionow przystojniejby nazwać fortylem chytrego hetmana, niż szczyrą powścięgliwością. Jeszcze co ktemu nie zgadzają sie w tej rzeczy historykowie, bo drudzy powiedają, a nie leda ludzie, Scipio zażył był nieco tej białejgłowy. Ale w tym, com ja w. m. powiedział, wątpienia żadnego niemasz.

Powiedział tu pan Dersniak: Alboś to w. m. w Bibliej czytał?

Odpowiedział pan Myszkowski: Samem to widział, a przeto dobrzem tego pewniejszy, niż w. m. onego, co pisze Plato in convivio de amore o powścięgliwości Socratowej. Xenocrates też, panie Bojanowski, mógł teraz być czyście na stronie, abowiem jego przykład mało strzymawałości męskiej podeprze. Co to za dziw, człowiek uczony, ksiąg a nauki patrząc, regułą swą, to jest, Philozophią, która nie na słowiech, ale na przystojnym życiu zawisła, zhołdowany, stary, zeszły, strzymał sie nie dotknąć wielkiej wszetecznice, a snadź tym samym mogła mu omierznąć. Jeszcze bym był więcej trzymał o jego powścięgliwości, by był jaki znak pokazał chcenia, a potym, żeby był zaniechał wszytkiego, abo, iżby sie był strzymał od wina, którego starzy barziej pragną, niż łożnej pustoty. Ale to jeszcze jakoby ku więtszej chłubie jego piszą, że na ten czas; gdy była Pliryne przy nim, był pijany, gdzie stary człowiek, który jest taki, daleko odpadł od strzymawałości. A jeśli to cześć jest, powściągnąć sie od miłostki szedziwemu a oziębłemu ciału, cóż krwi młodej a wrzącej, jaka w tych dwu białychgłowach była, którem tu wspomniał; abowiem jedna s tych trzymając pod srogą zwirzchnością wszytki swe namiętności, nietelko oczom broniła pożądanej światłości, to jest, niedopuszczała im patrząc na to, nacz im było patrząc miło, ale i myśli swe o miłym zatracić chciała, aby serce, które przez długi czas tym sie żywiło, nie miało inej odelgi jedno sie spadać od żalu. Druga zasię w okrutnej miłości będąc i pokładając tylekroć białą swą szyję na miłej ręce, a walcząc sama s sobą i przeciw temu, kogo więcej niż duszę swą miłowała, jednak sie obroniła onemu ogniewi, który wiele mądrych ludzi popalił. Sromać by sie miał za swe pióro, kto Xenocrata w tej mierze spomina jako hamownego, bo ja śmiałbym sie założyć do tego, ktoby to mógł pewnie wiedzieć, że w ten czas, kiedy to Xenoeratcs spał nie sam, był tak barzo pijany, nietelko na ono białejgłowy lektanie nie ocknął by był, ale by go był snadź i palił świecami. Tak dobrze wino uśpić umie, kto je sporą czaszą pije. A coś w. m. Pericla spomniał, i w tym tam było coś inego, niż szczyra powścięgliwość, jako i w onym drugim (a dziwuje się, iźeś go tu w. m. na przykład nie przywiódł), który, gdy mu dobra jakaś pani barzo drogo poduszkę swe zaceniła, tak powiedział: niechce - prawi - tak wielką summą tego kupić, abych żałował. Odpuść mi w. m., panie Bojanowski, prawda musi mieć swe miejsce; teć to zawołane powścięgliwosci, o których mężczyźni ku swej chlubie piszą, wołając na wielką rospustę białychgłów, a tego nie baczą, co w nich samych s tysiąca razów raz sie trefi, jeszcze wie to Bóg jako, to białychgłowach ustawicznie sie najduje, abowiem, kto w to dobrze weźrzeć chce, niemasz tak mocnego na świecie zamku, który, gdzie by jedną cząstką małą tych fortylow, jakich tysiącmi ku przełamaniu wstydu poczciwej białejgłowy mężczyźni używają, dobywano, podać sie zaraz niemusiał. Przypatrz sie temu w. m. jeśli tak statecznie bronią mężczyźni zamków, miast cnocie ich zwierzonych, jako wiele białychgłów swej poczciwości. Ale kto zdradził? mężczyzna; kto zabił s pieniędzy? mężczyzna; kto szpoci statut, wykręca prawo? mężczyzna; kto kłamliwie świadczy? mężczyzna; kto krzywo przysięga? mężczyzna; kto fałszuje zapisy? mężczyzna! Nad to, czy mało tych jest, którzy bojąc sie śmierci, czynią to, co uieprzystoi. Pełno tego miedzy nami, gdzie białagłowa częstokroć, którą młodość i krewkość unieść by miała, zastawi sie i obroni tym wszytkim rzeczam, które jako możni nieprzyjaciele ustawicznie przeciwko cnocie walczą. Nakoniec siła takich było, jakom to i pirwej powiedział, które wolały umrzeć, niż poczciwość naruszyć.

Rzekł tu pan Bojanowski: Widzi mi sie, panie Myszkowski, takowych mi białychgłów teraz w. m. nie ukażesz.

Odpowiedział pan Myszkowski: I teraz o takie nie trudno. Powiem m. m., co sie nie dawnych barzo czasów we Włoszech stało, a słyszałem to od tego, który był przy tym. Gdy Capuą miasto Francuzowie wzięli i wyplundrowali, miedzy inym plonem dostała sie zacna i piękna ślachcianka jednemu rotmistrzowi. Ta tedy będąc w nieprzyjacielskim ręku, rozumiejąc, poczciwość jej w cale zachowana być nie mogła, kiedy przyszła do rzeki, która przez Capuą bieży, zamyśliła sobie potrzebę trzewika poprawić, wtym gdy jej pofolgował ten, kto wiódł, zaraz wskoczyła w rzekę. Druga zasię wiejska dzieweczka w Księstwie Mantuańskim zbierając pospołu s siostrą swą po polu zioła, gdy sie jej zbytnie pić zachciało, weszła do domku chłopskiego, aby sie wody napiła. Gospodarz, który był młody, widząc dziewkę i cudną i same, począł pirwej pięknemi słowy prosić, a potym fukiem i groźbą, aby mu posłuszną była; ona, choć była już w ręku, jednak żadną miarą zezwolić na jego łotrostwo niechciała, ale miał zły człowiek s to siły, mocą a biciem wszytkiego dowiódł, tak że rostarchana i s płaczem wielkim wróciła sie uboga dziewka do siostry na pole, niechcąc tego żadnym obyczajem powiedzieć, na pilną prośbę i usiłowanie siestrzyne, co sie jej w onym domu sstało. Zatym hnet poczęła sie do domu spieszyć, a kiedy w drodze było, czyniąc postawę, jakoby on żal a smętek już ominąć miał, poruczyła nieco siestrze około rzeczy swoich, potym przyszedszy do rzeki Oglio, która pod same wieś bieży, odszedszy troche od siostry, gdyż ta nic się takowego nie nadziewała, w rzekę wskoczyła Siostra obaczywszy ono, żalem wielkim zjęta, bieżała jako nadalej mogła, na dół po brzegu, wołając, a miecąc jej powróz, który dla związania ziół s sobą była wzięła, aby sie jęła zań. Widziała to ona nieboga wynarzając sie, i nie raz przyszedł jej był powróz w ręce, ale sie zań statecznego przedsięwzięcia dziewka jąć niechciała i owszem odgarniała gi od siebie co najdalej, tak że wszelaką pomocą i ratunkiem gardząc dać garło prędziuchno musiała. Obaczże w, m. jeśli ruszyć miała abo zacność domu, abo bojaźń jakiei okrutniejszej śmierci, abo osława, abo co takiego, zgoła nic; bo urodziwszy sie w kmiecym domu łatwie sie to pokryć, a zataić mogło. Ale co! Tak jej było dziewictwo miłe, bez niego na świecie żyć niechciała. To sie we Włoszech w jednej ziemi a niedawno sstało patrzmyż, co tego może być po wszytkim świecie, a wdy o tym nie telko kronika nie mówi, ale i tu nie każdy by był wiedział, by mnie to było teraz na pamięć nie przyszło. Snadź Książę Mantuanskie na tym miejscu, gdzie w rzekę wskoczyła, grób kosztowny uczynić i kamień postawić tej tak szlachetnej duszy kazał, która tym jest więtszej sławy po śmierci godna, im tu w podlejszym ciele było jej mieszkanie.

Gdy tu troszkę pan Myszkowski odpoczynął, powiedział pan Kryski: Na ten czas, gdym ja był w Rzymie, przytrefiło sie też coś podobnego temu, a to tak było. Służył jeden pięknej i zacnej Rzymiance czas długi, pokazując wielką a gwałtowną przeciw niej miłość, ale ona tej jego przychylności nie przyjmując, i patrzyć nań niechciała, tak on szaleniec, niewiedząc, co dalej czynić, przenajął jej służbistą, która nadziewając sie tym jeszcze więtszego podarza, gdzieby była co sprawiła, namówiła panią, żeby pewnego dnia, nie w święto, szła do świętego Sebestyana na odpust. Na co gdy pani przyzwoliła, a on i o wszytkim wiedział, i co czynić miał, był nauczon, przywiodła zła sługa panią swą do jednej pieczary ciemnej (jako ich jest u świętego Sebestyana dosyć, i każdy jakoby s powinności tam wchodzi), gdzie dobry pan przedtym tam wszedszy, zataił sie był. A tam będąc s nią pospołu, jako ten, który miłował, począł używać wszytkich próśb, wszytkich namów, wszytkich chytrości, aby przeciwko sobie uczynił skłonną; to gdy mu nie szło, jął grozić, potym i bić, nakoniec usadziwszy sie na to, aby myśli swej uczynił dosyć, by też i gwałtem, czego mu ona zła sługa s chęcią dopomagała; ile mocy miał, tyle jej nad niebożątkiem użył, ale przedsię żadną miarą przewieść nic niemógł. Za tym i z gniewu widząc być prożne swe staranie, i z bojaźni, by jako przyjaciele onej dowiedziawszy sie tego mu nie oddali, s pomocą onej małpy cną białąglowę udawił, i tamże zostawił, a sam tak sie schował, aby sie o nim dowiedzieć niemożono. Ona służbista zaślepiona grzechem nieumiala, ani mogła uciec, w krótkim czesie po niektórych rzeczach poznano winną i pojmano; przyznała sie hnet do wszytkiego i wzięła swą zapłatę. A ciało świętej onej białejgłowy z jaskinie wyjęto i z wielką uczciwością do Rzymu ku pochowaniu prowadzono. A co ludzi wszelakiego stanu, płci, lat i zawołania na pogrzebie było, to nie był tu jeden, któryby s suchemi oczyma odszedł do domu; a wobec zaś miedzy wszemi ludźmi kto nic płakał, ten umiał tak wielką cnotę chwalić i wysławiać.

Tu gdy zamilkł pan Kryski, rzekł pan Bojanowski: Rzadkie to trefunki na świecie. Odpowiedział pan Myszkowski: Prawda, rzadkie, ale tych białychgłów siła, których ani chęć przyrodzona, ani miłość zwyciężyć może. A jeśli sie kiedy która da uwieść, przystoi, abyśmy jej barzo żałowali, abowiem tyle jest mężczyznskiej chytrości, tyle fortylów, tyle sidł, tyle sieci, tyle dołów, to jest wielki dziw, kiedy uboga dusza w nie nie wpadnie. A za to nie gwałtowne rzeczy? niemasz tego jednego dnia, tej jednej godziny, kiedyby mężczyzna zamiłowawszy nie był pilen jako jeden pies drzwi tych, które polubił; dostanieli mu sie mówić, umie uprząść tak smętną postawę, umie tak wzdychać, umie tak płakać, onym zwyciężyłby najokrutniejsze serce. Nuż kiedy do darów, do upominków przydzie, któremi siła miast i zamków na świecie dobyto, tam już niemasz żadnej miary, by jedno brać chciała, tak, jako więc o to bywa ustawicznie proszona wszytki pieniądze miłosne serce radoby na to wydało; jakoż przedsię najdują sie takie do tego drogi, takie fortyle, , aby nie wzięła, obronić sie żadną miarą niemoże. Ine rzeczy, jako stroje, gonitwy, maszkary, woźby, które wszytki kosztu potrzebują, jako smolne drwa ku rozżarzeniu ognia, abowiem rozumie tak ubóstwo, że sie to dla niej wszytko dzieje; a niemoże sie nigdy ocucić w nocy, aby nie słyszała wymyślonej muzyki, lamentliwych piosnek z roskazania onego, który wzdychając tak gwałtowną boleść serdeczną pokazuje. Co więtszego takowa białagłowa, na którą już to nieszczęście Bóg dopuści, niema nikogo wiernego; jeśli co do sługi swej przerzecze, ta wnet przedarowana, uczyniwszy naprzód obmowę, poda listek, poda upominek od miłego, i dołoży litownemi słowy, jako nieborak nader barzo miłuje, jako majętności, zdrowia, dusze nic sobie nie waży, jako żadnej nieuczciwej rzeczy nie pragnie, telko tego, iżby kiedy osobno mógł sie namówić. A tam na wszytko najdzie, sie łatwi oblig, słowy sie rzecz wymaluje, jako przez trudności wszelakiej przyść sie do tego może.

Przywiedzie sie na przykład i ta i owa sąsiada jako daleko gorzej czyni a wdy jest prażna złej sławy, owa każda rzecz tak sie ułacwi. onej ubogiej białejgłowie najtrudniej rzec przyzwalam. A jeśli sie chudzinka pół roku, rok krzepczy, opiera, tedy podżeganie ustawiczne, chytrość a zdrada mężczyznska tak wiele może, on wielki pień, który zawadzał na drodze, to jest miłość poczciwości, nie zwalić, ale spadać sie musi. Co drugiego jeszcze najdują sie tacy łotrowie drudzy, , czego dobrocią dojść nie mogą, złością dowieść chcą. Hnet sie grożą chcieć o nich mówić chcieć sławić, nakoniec małżonki do mężów we złe mniemanie przywieść. Słychałem też i o takich ojcach, którzy dziewki własne, i o mężach, którzy żony swe nad ich wolą dla darów, dla zbogacenia sie, dawali w pohańbienie. Na ostatek przez czary, przez czarnoksięstwo, kuszą sie niektórzy zniewolić poczciwe serca, a odjąć one swobodę, którą ma każdy człowiek od Boga, nie iść, gdy niechce, w ogień. Niewiem jako kto, ale ja miłując nierówno bym wolał widzieć to na oko, ta, której służę, s serca mię miłuje i umysł mi swój bez inej pociechy dała, niż abych miał hojnie mieć wszytko to, co bych jedno chciał, a nad jej wolą, bo by mi sie tak zdało, żem jest panem martwego ciała. Ale kto może wszytki sztuki, wszytki haki, któremi chłopi na białegłowy idą, wyliczyć? Tak tego jest wiele, i ustawicznie za przemysłem ludzkim przybywa, ani pamięć jednego zniesie, ani język tej prace zdoła. A mimo to, co kto s swej głowy chytrze wynajdzie, ktemu jeszcze i księgi, które uczą, jako białągłowę w tej mierze podyść i zbłaźnić. Tak dawno mężczyźni na poczciwość ubogich białychgłów ważą. A mówię na poczciwość, bo ja tak dzierżę, żeby drugi nigdy tak wielkiej prace i niespania nie podejmował, tak wiele łez nic wylewał, tak okrutnego sie niebespieczeństwa nie poważał dla samego telko ciała, ale to więc dla tego czyni, aby zamku tego, gdzie poczciwość mieszka, dobył, te tak twarde dyamenty<