| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Franciszek Ksawery Dmochowski Sztuka Rymotwórcza IntraText CT - Text |
Nie masz takiego smoka ani dziwoląga,
Który sztucznie wydany oka nie pociąga.
Trafny pędzel, który się na wszystko sposobi,
Z rzeczy najokropniejszej najpiękniejszą zrobi 1
Natura - farb skarbnica, sztuka - ich mistrzyni.
Czy to mi straszny obraz, czy przyjemny czyni,
Jeżeli zręcznie udany, wart on u mnie tyle;
Czy śmiejąc się, czy płacząc, rozerwę się mile.
Tak dla naszej zabawy trajedyja smutna
Stawia, jak boleść dręczy Edypa okrutna,
Jakie z Orestem czyni fortuna igrzyska,
I bawiąc nas, nie chcącym łzy z oczu wyciska.
Wesoła komedyja zbiera ludzkie wady,
I wykrętne podejścia, i pochlebne zdrady,
I bezecne brzydkiego łakomcy zmindactwo 2,
I głupią podejźrzliwość, i chytre matactwo.
A gdy takie na scenę wyprowadzi dzieje,
Śmiejąc się z drugich, człowiek sam z siebie się śmieje.
Więc ty, co śmiało idziesz w teatru zawody
I tam wspaniałych wierszy twych szukasz nagrody,
Chcesz dla powszechnej dzieła poświęcić zabawy
I chlubne zyskać całej poklaski Warszawy,
Co tym piękniejsze będą, im częstsze na scenie
I po dwudziestu leciech zostaną w swej cenie -
Niech namiętność, wysokich robót twoich dusza,
Przedziera się do serca, niech umysły wzrusza.
Jeźli rozpacz okropnym częstokroć zamachem
Nie przejmie nas bojaźnią, nie napełni strachem
Lub do politowania serca nie nakłoni -
Próżny pewnie głos tylko na scenie twej dzwoni.
Zimne gadania zwykły pospolicie nudzić.
Trzeba zagrzać słuchacza, trzeba go pobudzić!
Inaczej, mimo twojej największej wymowy,
Wszyscy ziewać będziemy, pozwieszamy głowy.
Podobać się i wzruszyć - na tym sekret cały.
Znajdziej takie sprężyny, co by mię wiązały!
Niech zaraz w pierwszym wstępie roboty cel widzę,
Niechaj, sam go dochodząc, próżno się nie biedzę.
Źle trzymamy o tego dziele i rozumie,
Co nam rzeczy zamiaru sam skazać nie umie.
Kto się pląta w zaczęciu - zamiast co miał ludzi
Zabawić na teatrze, on jeszcze ich strudzi.
Lecz doskonały pisarz jasno rzecz wyłoży,
Czym do ciągu dalszego ciekawość pomnoży.
U niego się osoby nie znają na scenie
Ani wiedzą, jakie je czeka przeznaczenie.
Spektator coś przegląda - to go więcej miesza,
To w nim silniej ciekawość do końca zawiesza.
Niech będzie czas i miejsce oznaczone sceny.
Pewien śmiało rymopis zza śnieżnej Pireny 3
Długie lata w dniu jednym na scenie wywodzi.
Tam często w pierwszym akcie bohatyr się rodzi,
W następujących staje dojźrzały mąż z laty,
A w ostatnim - już starzec wygląda brodaty.
Lecz my, którzy rozumu słuchamy nauki,
Całą rzecz podciągamy do prawideł sztuki,
By w jednym dniu, na jednym miejscu koniec wzięła,
A spektator zupełnie kontent wyszedł z dzieła.
We wszystkim się należy pewnej trzymać miary.
Czasem prawda nie będzie podobna do wiary;
Nic więc nad podobieństwo nie stawiaj do prawdy -
Cud w dziełach rymotwórczych podejźrzany zawdy.
Ludzkim działaj sposobem. W ostatniej potrzebie,
Gdy ziemskie siły słabe, szukaj zemsty w Niebie.
O czym nie jestem mocno przekonany w duszy,
To ująć mię nie może, to mię nie poruszy.
Względem miejsca największa teatru jest wina.
Podobna-li do prawdy, aby Katylina
Tam o zgubie ojczyzny z spiskowymi radził,
Gdzie dopiero co konsul senat był zgromadził?
Tam, gdzie się o złożeniu namyślał korony
August, może-li knować Cynna rozjątrzony
Zamach na życie jego? 4 Póki nie zostanie
Tak ułożony teatr, że w każdej odmianie
Rzeczy - odmiana miejsca będzie się stosować,
Trudno ściśle podobność do prawdy zachować.
Czego widzieć nie trzeba, to powiedz dokładnie.
Prawda, że rzecz na oczy mocniej w umysł padnie,
Lecz są takie przypadki, które sztuka gładko
Uszom powie, a oczom wystawia je rzadko.
Niechaj się nigdy teatr krwią ludzką nie broczy:
Nie mogą cierpieć tego delikatne oczy.
Kiedy widzę przyczyny wielkie do niechęci,
Wniosę, na co się ludzie odważą zawzięci.
Niech trudność coraz większa, kiedy już dosiąże
Przyzwoitego kresu, gładko się rozwiąże.
Nic tak dzielnie umysłów ludzkich nie porywa,
Jako gdy prawda, która w sztucznym się ukrywa
Powiązaniu, nagle się pokaże na jawie
I w niespodzianej wyda rzecz całą postawie.
Akcyja idzie zawsze - i na tym zależy,
Że bliżej końca swego z większym pędem bieży,
Jak oderwana skała od góry wierzchołka.
Różnie się w tym zamiarze obracają kołka:
Dobrym cnoty zamysłom złość chytra przeszkadza,
Jednę tamę złamawszy, to druga zawadza.
Ale dowcip szczęśliwy, mimo przeszkód wielu,
Zawsze rzeczy prowadzi do swojego celu,
I gdy już miał dobrego pognębić los srogi,
Cnota tryumf odnosi, złość pada pod nogi.
Ani akty być mają długości jednakiej,
Jako próżno wyciąga krytyk lada jaki.
Tu idzie o uczucie, a ty liczysz wiersze!
Cóż stąd, że jedne węższe akty, drugie szersze,
Kiedy nie wykroczono nic w układzie rzeczy?
Insze względy na większej potrzeba mieć pieczy.
Niech wszystkie dzieła idą porządnie sprężyny,
Niech nikt sceny nie widzi bez słusznej przyczyny
Ani z niej nie wychodzi. A to już naganie
Strasznej podpada, próżna gdy scena zostanie.
Niech w pobocznych ustępach żadnej zwłoki nie ma.
Kryje rzecz przed naszymi zasłona oczyma,
Lecz możnaż, aby wtenczas aktorowie spali,
Gdy spektator spoczywa? Nie, muszą iść dalej.
Chociaż widok tak dzielnie ciekawość w nas budzi,
Długo prostota pierwszych nie znała go ludzi.
Wskoczył kozieł w winnicę i narobił szkody;
Za ten go grzech zabito. Odtąd gdy jagody
Corocznie obierano, dla Bacha ofiary
Bito kozła, a prosząc go o hojne dary,
By winnicę staraniem krzepił dobroczynnym,
Śpiewano pieśni, sokiem zagrzawszy łby winnym;
Najlepszy kozła w wierszy swych odbierał zysku.
Różne czyniono skoki na takim igrzysku
Dla prostej, grubijańskiej hołoty uciechy.
Lada żart huczne ściągał spektatora śmiechy.
Tak dawni ludzie byli zabawiać się radzi,
Tak liche trajedyja początki prowadzi.
Pierwszy Tespis przewoził swój teatr po miastach,
Gdzie przy licznie skupionych mężach i niewiastach
Aktory, winnym lagrem namaściwszy pyski,
Błazeńskimi lud prosty bawiły igrzyski.
Eschil potem w przystojny strój przybrał osoby,
On wymyślił na twarzy maski dla ozdoby,
On z drzew teatr ułożył, dał na nogi obów,
On na scenę rycerzów wyprowadził z grobów;
A Eumenid widok wystawiwszy srogi,
Niesłychanej nabawił patrzających trwogi 5.
Sofokl z Eurypidesem dzielili Ateny,
Długi z sobą spór wiodąc o pierwszeństwo sceny.
Oba wielcy, zarówno dziwiono się obu,
Chociaż się nie jednego trzymali sposobu.
Każdy swą sztuką sobie poklaski zapewniał,
Ten zadziwiał umysły, ten serca rozrzewniał.
Ci akcyi moc dali, scenie okazałość,
Wybór rzeczy, aktorom wdzięk, mowie wspaniałość,
I w tak wysokim teatr zostawili stanie,
Że im nigdy wyrównać nie mogli Rzymianie 6.
Plaut i Terency pisał sztuki teatralne.
Pierwszy miał trefną szydność, drugi naturalne
Sceny komicznej wdzięki, lecz nie doszli Greków.
Wiele innych sztuk pogryzł żarłoczny ząb wieków.
Seneka przyszedł do nas; wysokie myśli ma,
Ale gdy chce być górnym - często się nadyma.
Czas, co wszystko silnymi zdolny wstrząsnąć barki,
Który zsyła kolejno światłości szafarki
W różne świata narody i różnymi zwroty
Rozum głupstwem przegradza, światłością - ciemnoty,
Zatarł nauk pamiątki, a Gotów szablice
Zagnały gdzieś trwożliwe Parnasu dziewice.
Leżały w zagrzebaniu nieśmiertelne dzieła,
Gruba ciemność powłokę czarną rozciągnęła.
Rozum, w ścisłe ujęty więzy perypatu,
Głupią mądrość przedawał w dzikich słowach światu.
Spadły na koniec z czasem zrdzewiałe okowy,
Ocknęły się nauki i podniosły głowy.
Nachylone dowcipy spojźrzały do góry,
Udały się do skarbnic swej matki natury.
Wstał teatr, gdy błysnęła jasność nauk szczera,
Włochy Metastazego, Anglija Szykspira,
Francyja Molijera, Kornela, Rasyna
I Woltera wydała 7. Już nowy zaczyna
K sobie szalę wiek chylić. Ale do tej chwały
Nie przyszedł, aż z dawnymi poszedł w przegon śmiały.
U nas przez długie lata był teatr ubogi.
Miejsce jego trzymały szkolne dyjalogi,
Gdzie w niezgrabnym układzie, dla prostej zabawy,
Kiedy pozasiadała liczna szlachta ławy,
Żaki różne czyniły widowiska z siebie,
Udawały, co w piekle, co dzieje się w niebie.
Cała się rzecz kończyła na wrzaskach i śmiechach.
Potem Bachus, w rzęsistych spełniany kielichach,
Weselej jeszcze gości niż aktor zabawił;
Jeźli diabeł przestraszył, Bach dobrą myśl sprawił.
Widzieliśmy niedawno tych widoków szczątki
I tych, gdzie śmieszne grano role w Wielkie Piątki:
Annasza, Kaifasza, Heroda, Piłata,
Chcąc uczcić obchód śmierci Zbawiciela świata.
Dawniej był Kochanowski napisał Odprawę
Posłów greckich, ale ta niewielką ma sławę;
Same w niej są rozmowy, nie masz zawikłania
Rzeczy, nie masz trudności, nie masz rozwiązania.
Tym się tylko robota od winy odjęła,
Że się zacny mąż przyznał do słabości dzieła 8.
Później Morsztyn wśrzód strasznych zamieszań narodu,
Wśrzód burzy od północy, południa i wschodu,
Gdy złe wrogi po wrogach szły na nas wyścigiem,
Pięknym smętnego króla rozerwał Rodrygiem 9,
Nie znał naród teatru i tylko u dworu
Grano sztuki obcego obcą mową tworu.
Przebrał kilku trajedów dobry Epifani,
Lecz na widok publiczny nie byli stawiani 10.
Dopiero ten, co mądrym być ważył się z wiela,
Wywiódł na teatr polski Woltera, Kornela 11.
A imię swe do mistrzów tych przydając znaków,
Wydał pogromcę Sparty na przykład Polaków 12,
Jako służyć ojczyźnie, biec za piękną sławą,
W złym razie całość ludu za pierwsze mieć prawo.
Gdy mąż ten trwożył teatr duchem tchnąc wysokim,
Bohomolec komicznym wsławiał go widokiem 13,
Grając podstęp Figlackich, Głupskich podejźrzenie,
Sól attycką w dowcipnej widać jego scenie;
Lecz gdyby był chciał więcej poprawiać niż śmieszyć,
Mógłby się większą sławą ten zacny mąż cieszyć.
Dziś dramatyka rośnie, śpieszem na nie radzi,
Ale ta, co do śmiechu, nie do łez prowadzi.
Wyznać potrzeba - w sztuce traicznej-śmy mali;
Niech Rzewuskich, Wybickich przykład nas zapali 14,
Niechaj się dowcip duchem wspaniałym zagrzeje,
Niech przetrząśnie ojczyste bacznym okiem dzieje,
A dla króla mądrego i narodu sławy
Nowe dziwy utworzy na widok Warszawy.
Charakter bohatyrom naznacz przyzwoity.
Między pierwsze wyniosłość duszy kładź zaszczyty.
Mniej by pewnie Achilles pociągał do siebie,
Jeźliby był cierpliwy, uważny w potrzebie.
Nie ten jego charakter, lecz waleczny, krwawy;
Tysiące trupów ścieląc dobija się sławy,
Nikomu nie ustąpi, dzielnej ufa dłoni
I nigdy się z hardego umysłu nie skłoni.
Niech gadatliwy Nestor, Uliss chytry będzie,
Agamemnon wyniosły i uparty w błędzie,
Żwawy Ajaks, tchórz Parys, Hektor zawołany
Rycerz, Eneasz ze czcią ku bogom wylany.
Natura nas różnymi przymiotami darzy,
Nie masz dwóch dusz podobnych, jako nie masz twarzy.
Tego pycha nadyma, tym porywczość włada,
Ten wszystko oślep czyni, tym kieruje rada.
Wszystko to mieć wysokie trajedyja żąda,
A wtenczas najwspanialej na scenie wygląda,
Gdy przez moc namiętności i wysokie zdania
Porywa serca ludzkie, umysły nakłania.
I na krajów, i wieków zważaj obyczaje -
Różny tok czucia różny rząd i wiek nadaje.
Zatem trzeba brać ludzi w przyzwoitym względzie.
Niechaj cnotliwy Kato pedantem nie będzie 15
Ni mówca-konsul czczemu rówien gadaczowi.
Niech Rzymianin po rzymsku. Grek po grecku mówi,
Niechaj król po królewsku wynurza swe myśli.
Tak doskonały pędzel charaktery kreśli,
Nie miesza z sobą stanów, nie łączy narodów.
Inną spiekłym od słońca, inną wpośrzód lodów
Zmarzłym mieszkańcom, inną jęczącym pod młotem
Samowładztwa, a inną cieszącym się złotym
Darem wolności duszę dało przyrodzenie.
Chcesz-li nową osobę pokazać na scenie -
Niech będzie z sobą zgodna, niechaj jednakowa
Od początku do końca charakter zachowa.
Niechęć zmieni się w miłość, lecz nie bez przyczyny 16;
Dzielnej wielce do tego potrzeba sprężyny.
Czyż może złość ku temu twarde chować serce,
Który dobrocią same oblewa morderce?
W tym razie czarna dusza, w swej zemście zaciekła,
Nie ludzkiego jest tworu, lecz wyziewem piekła.
Człowiek dobry z natury, cnota go pociąga;
W rodzie ludzkim takiego nie masz dziwoląga,
Co by - choć na natury głos zatyka uszy -
Żadnej czucia iskierki ku niej nie miał w duszy.
Każda namiętność swego używa języka.
Szczęśliwy, co sprężyny serc ludzkich przenika
I w robotach swych bierze farby od natury!
On wyda żal - pochyły, a smutek - ponury;
Straszną rozpacz - w postaci odmaluje śniadej,
Boleść - z głową zwieszoną, nędzę - w twarzy bladej,
Gniew - w słowach popędliwy, zemstę - z groźnym czołem,
Śmiech - w słodkich ustach, radość - w ruszeniu wesołem.
Tak namiętność, wydana podług przyrodzenia.
Wszystkich duchy ożywia mocą swego tchnienia:
Śmieją się i wzdychają, i płaczą, i jęczą.
A jak słońce odwrotną maluje się tęczą
I wszystkie w niej wyraża skarby swej istoty,
Tak pisarz doskonały, co przedziwnej cnoty
Pióro wziął od Muz darem, czym się sam zagrzewa,
Czym tchnie - czucia swe w serce słuchacza przelewa.
Lecz jeżeli nie umie wydać w swej postaci
Natury - całą korzyść pracy swojej traci.
Podobnaż, by Hekuba, widząc w prochu Troję,
W nadętych wyrażała słowach nędzę swoję? 17
Czyliż takim się tonem natura tłumaczy?
Inny u niej głos szczęścia, a inny rozpaczy.
Zapłacz wprzód, a zapłaczę i ja nad twą biedą,
Lecz wiem, że słowa z serca nadęte nie idą.
Próżno je puszczasz w uszy, nikogo nie złudzą;
Zamiast uczucia żalu, do śmiechu pobudzą.
Jakaż prawdziwa chwała dobrego poety?
Nie chciejmy szukać w samych poklaskach zalety.
Jeźli zmieszasz umysły, nabawisz je trwogi,
Jeźli drżą, jakby wisiał nad nimi cios srogi,
Jeźli ich nędza ludzka tak jak własna gnębi,
A po długim milczeniu westchną z serca głębi
I to jakąś im folgę na duszy sprawuje -
Wygrałeś! Tobie wieniec Talija gotuje,
Tobie dar najpiękniejszy dało przyrodzenie.
Błądzi ten, który mniema, że traicznej scenie
Wielkich imion potrzeba i te tylko role
Mogą na nas wycisnąć łzy, gdzie wchodzą krole.
Czyż tylko berła same, czyż same wielkości
Dla swoich nieszczęść godne serc naszych litości,
A ludzie pospolici są w tym upodleni?
Nie krzywdźmy przyrodzenia, przesądem zaćmieni.
Ich ci to są największe nieszczęścia na świecie,
Ich ci to bezprzestannie okrutny los gniecie.
Wydaj dobrze ich nędzę! Za tak piękną pracę,
Cny pisarzu, tysiącem łez ci się wypłacę!
Lecz dzieło to nie lada talentu wyciąga.
Mierność nie ma w nim miejsca. Próżno się ten wprząga
Do szlachetnej roboty wzruszenia serc, który
Nie wziął dowcipu, nie wziął serca od natury.
Kogo poruszać ludzi piękna żądza kusi,
Wiele znać, dobrze myśleć i żywo czuć musi.
Niełatwo się spektator do pochwały skłania,
Owszem, czego nie zrobi, temu rad przygania.
Kupił sobie, gdy wejście zapłacił, to prawo.
Więc byś był powszechności z honorem zabawą,
Chciej się podobać, ujmij serca obojętne,
Niech raz myśli wysokie, wspaniałe i świetne
Zadziwiają umysły, niech drugi raz tkliwa
Scena rozrzewnia dusze, niech serca porywa.
Niech szlachetność z skromnością zachowa wzajemność,
Niechaj i strach przeraża, i łechce przyjemność,
Niech w trafach niespodzianych zdumiewa słuchacza,
Niech z nieszczęśliwym płacze, niech z nędznym rozpacza,
A przez sztuczne do końca wiedzion kołowroty
Widzi karę występku i nagrodę cnoty.
Wstręt od złego i silne do cnoty pobudki -
Oto są doskonałej trajedyi skutki 18.
Ta, która czyny wielkich bohatyrów głosi,
Wyższym się jeszcze tonem epopeja wznosi.
Zawsze dążąc do celu jednej wielkiej sprawy,
Tysiącem bajek długiej ciąg zdobi postawy,
Zmyśleniem się zasila, zmyśleniem się tuczy.
Tak słodko nas rozrywa, tak przyjemnie uczy,
Że jej mocy i wdziękom nikt nie zaprze ucha.
Wszem użycza istnościom i ciała, i ducha,
I twarzy, i języka, i miłej postaci,
Całą wzrusza naturę i życiem bogaci.
Każda w niej cnota - bóstwa nazwisko przybiera:
Roztropność jest Minerwa, a piękność Wenera,
Wojnę krwawy Mars znaczy, a na zgubę świata
Z piekielnej paszczy wściekła Niezgoda wylata.
Pioruny nie są skutkiem ziemnego wyziewu -
Jowisz przez nie oznacza pogrom swego gniewu;
Kiedy nawałność miota odmęty niezgłębne,
Znać Neptun rozdąsany wstrząsł berło trójzębne;
A gdy smutnym rozgłosem powietrze rozlega,
Jest to jęk nimfy, która za Narcyssem biega.
Tak szlachetnym poeta dowcipem bogaty
Zewsząd zbiera do robót swych przydatne kwiaty.
Martwa istota kształtną wyjdzie z jego ręki,
I kamień ma swa piękność, i głaz swoje wdzięki.
Wszystko zręcznie w przystojne okrasy przywdzieje,
Wszystko u niego rośnie i wszystko się śmieje.
Homer bohatyrskiego wiersza jest autorem.
W tysiąc lat Wirgilijusz poszedł jego torem,
A po nim w drugi tysiąc odważnymi kroki
Udał się Tass przyjemny i Milton wysoki.
Można-li mniejsze równać dla sztuki z wielkimi?
Idzie cny autor pięknej Myszeidy z nimi.
Wielu bardzo próżnymi biegało zawody.
Tak rzadkie są wielkiego genijuszu płody!
Że nawałność powstała i trojańskie łodzie
Jedne w wzburzonej wichrem zatopiła wodzie,
Inne wbiła na piaski, innym starła wiosła,
Inne w dalekiej kraje Afryki zaniosła -
Nic tu dziwnego nie masz. Ktokolwiek się kusi
Śmiałym wiosłem pruć morze, flag doznać tych musi.
Lecz że mściwej Junony gniew nieubłagany
Bez odetchnienia ściga nieszczęsne Trojany,
Eolus na jej prośby, na jej obietnice
Wypuszcza z jamy wiatry, wznieca nawałnice,
Wody, ziemię i niebo, i powietrze miesza,
A Neptun jednym wszystko skinieniem ucisza,
Spycha ze skał okręty, bałwany uśmierza -
To nas i miło bawi, i mocno uderza.
Bez tych ozdób się wlecze wiersz twardy, niemiły,
W obrazach nie masz wdzięku, w rymach nie masz siły.
Zimny autor, co same dzieje goło prawi,
Unudzi czytelnika, nie słodko zabawi.
U dawnych bóstwa były wszystkiego sprężyną.
To greckiej, to trojańskiej krwi strumienie płyną,
Palą się nawy, Greków trojańska młódź siecze,
Mści się Achill Patrokla, z Hektora krew ciecze -
Wszystko idzie od bogów wsparcia i obrony,
Ci dla tej niosą pomoc, ci dla tamtej strony.
Mściwa Juno z Palladą, że minął je chlubny
Honor piękności, Troi gotują los zgubny,
A Wenus, co wygrała zaszczyt pożądany,
Za przychylnymi sobie stawia się Trojany.
Nie lubiąc się w zaciętych kobiet mieszać zwady
Jowisz u odwiecznego Fatum szuka rady.
My, którzy inne mamy Boga wyrażenie,
Wiemy, że jest Istnością mądrą nieskończenie,
Nie ma granic swej mocy, jak wszystko z niczego
Wyprowadził, tak wszystkim rządzi wola Jego
I cokolwiek w przedwiecznych wyrokach układa,
To będzie, to odmianie żadnej nie podpada.
Przez winne wielmożności Jego poważenie
Nie możem Go, jak dawne bogi, kłaść na scenie.
Z tych miar więcej Wirgili i Homer korzysta.
Jednakże rozum zdrowy, religija czysta,
Wielki serca charakter, niezłamane męstwo,
Odniesione w zapale nad sobą zwycięstwo,
Cnota zawsze wysoka, ufność w Bogu szczera -
Może u nas wielkiego zrobić bohatyra.
Zamiast bajek pogańskich - w rzeczy przedsięwziętej
Można poruszyć piekło, gdzie w złości przeklętej
Pragną duchy buntowne zniszczyć dobroć Nieba;
Ale im nadto mocy przyznawać nie trzeba:
By chytrością i siłą prawicy swej wsparci
Na swą stronę wygraną przeważali czarci,
Byłoby to zniżeniem Bóstwa majestatu.
Tass i Milton szczęśliwie okazali światu,
Jak się duchy piekielne siliły na zdrady,
A jak Najwyższy dumne zawstydził ich rady.
Grzech mieszać prawdę z fałszem, jakby mogło właśnie
Iść razem objawienie i pogańskie baśnie.
Kto nierozmyślnym piórem prawdę z fałszem braci,
Ten samę prawdę w bajki wystawia postaci.
Wzywać na pomoc Panią z górnego Syjonu,
Znowu prosić o wsparcie córek Helikonu -
Nie może w chrześcijańskiej materyi wieszczek 19,
Ani babę na stołku zrobionym z trzech deszczek
Nie idzie kłaść z prawymi za równo proroki.
Trzeba dobre mieć zdanie, rozsądek wysoki,
Świętym dawnych bożyszczów nie przyznawać chuci.
Niezgoda szczęścia w niebie wiecznego nie kłóci,
Nie masz w zdaniach różności, nie masz w radzie sporów,
Nie masz rozpustnych biesiad ni skocznych wieczorów,
Ni śmiechów nieprzystojnych. Bóg nasz, Bóg prawdziwy,
Zawsze mądry i święty, wielki i szczęśliwy,
Skarby dobroci swojej z stworzeniami dzieli.
Jego twarzy widzeniem szczęśliwi anieli
I te błogosławione duchy, które złote
Domy wzięły dziedzictwem w nagrodę za cnotę.
On sam panem wszystkiego, On karze, nagradza,
Jego nieokreślona wszystkim rządzi władza,
On pełni w czasie swoje wieczne przeznaczenia,
A wszyscy ze czcią Jego przyjmują skinienia.
Jednak nie wcale bajki znosimy użycie,
Od niej bowiem rzecz bierze i postać, i życie.
Nie odbieramy państwa Trytonom nad wodą
Ni Parkom płytkich nożyc, ani z siwą brodą
Przewoźnikowi piekła nieszczęśliwej krypy,
W której wraz pławi króle i dziady ze stypy.
Dyjana z łukiem, Pallas niech będzie z puklerzem,
Ni Bachowi szklenicy, ni ogromnej bierzem
Herkulowi maczugi, zostawiamy złoty
Wóz Słońcu, którym roczne sprawuje obroty.
Można zręcznie połączyć te wszystkie ozdoby
I cnoty, i występki przekształcić w osoby:
Sprawiedliwości panią wydać z szalą w rękach,
Ślepą losów szafarkę; Nędzę - w gorzkich jękach,
Szumnym Wiatrom przyprawić bystrolotne skrzydła,
Zabójcze ująć Gniewy w hartowne wędzidła,
Straszną Wojnę z miedzianym odmalować czołem,
Czas - ważący niechybnym losy królestw kołem,
Przed Zwycięstwem Strach puścić, za nim Spustoszenie,
Z Pokojem nieść Wesele i Uszczęśliwienie.
Piękna przenośnia cechą rymotwórczej sztuki.
Słodko przyprawne lepiej smakują nauki.
Na to tylko powstajem, na to tylko walczym,
By w wierszu chrześcijanem nie być bałwochwalczym.
Jeżeli epopeja chce mile zabawić
I nigdy czytelnika w tęsknotę nie wprawić,
Niech dzieje bohatyra wielkiego opiewa,
Takiego, co się chwały miłością zagrzewa,
Który przez cnoty swoje, przez broni swej dzielność
Sprawiedliwie zarobił sobie nieśmiertelność;
Niechaj w nim coś wielkiego same wady mają.
Przystoiż mieścić tego między podłą zgrają
I z najlichszym pospólstwa za równo kłaść gminem,
Którego wprzódy boskim uczyniłeś synem
I dawszy wielkie jego cnót wyobrażenie
Poświęciłeś mu trąby bohatyrskiej pienie?
Także cnoty pomiernej nie uchodzi chwalić.
Czyliż może nas taki bohatyr zapalić,
W którym nic szczególnego nie widzim nad ludzi?
Cnota tylko, a cnota wysoka nas budzi.
Nie znajduje się w sercu ludzkim doskonałość.
Może w nim świecić wielkość, powaga, wspaniałość,
Męstwo nieprzełamane, ale trudno, aby
I największy bohatyr nie był czasem słaby.
Te są Homerowego Achilla zaszczyty,
Lecz nawet i w słabościach swych niepospolity,
I mimo wad swych więcej Achilles nas wzrusza
Niźli stała w Wirgilim Trojańczyka dusza.
Niech wielkość serca wszystkie postępki ożywia,
Ta sprężyna dzieł wielkich najbardziej zadziwia.
Cny pisarz Wyzwolonej Tass Jerozolimy,
Tass tak wybornie w polskie przestrojony rymy,
W tym dzieło upośledził, w tym sobie zaszkodził,
Że bohatyr w nim mały. Godfred ci dowodził,
Godfred wygrywał bitwy na nieprzyjacielu,
Lecz naprzód - mało znaczy wśrzód rycerzów wielu,
Którzy dokazywali cudów dzielną dłonią,
Potem - czyni modlitwą więcej niźli bronią.
Wszystko źle bez porządku, jak w matni się zgubię.
Wszakże prostego rzeczy wykładu nie lubię,
Gdy mi z pewnych początków pewne czynisz wnioski.
Kogo zagrzał do dzieła wielkiego duch boski,
Co w silnym obejmuje rzecz całą rozumie,
Ten w samym nieporządku porządnym być umie.
Jako w pięknym ogrodzie wiele jest pościeży,
A każda do najpierwszej różną stroną bieży,
By rozmaitość milszym bawiła widokiem -
Tak w dziele doskonałym kryją się przed okiem
Różne sprężyny, ale wśrzód ustroni wielu
Idzie sztucznymi drogi rzecz do swego celu;
Zdaje się coś być obcym, choć do niego zmierza.
Jednak niech się w ustępach zbytnie nie rozszerza.
Mnóstwo różnych widoków przyjemnie mię nęci,
Ale mi główny zamiar wytrąca z pamięci.
Jeden gniew Achillesa pod piórem Homera
Osnowę Ilijady całej rozpościera;
Różne się stąd odmiany, różne losy rodzą,
Wszystkie atoli z jednej przyczyny pochodzą.
Tak w Maronie Junony gniew nieubłagany
Na tyle różnych stawia przypadków Trojany.
W tym sztuka - umieć związać treść całego wątku,
Żeby wszystko z jednego płynęło początku.
Niedużo taki zyska, co się rozprzestrzeni
I dom mały nadstawić chce wielkością sieni.
Czasem ubóstwo rodzi zbyteczną obfitość
I tam niesmak nastąpi, gdzie zupełna sytość.
Zwięzłość i żywość pierwsze zalety powieści.
Niech się i nic zbytniego nigdy w niej nie mieści,
I płynnego jej toku grube nie rwą rysy.
Wspaniałość i powagę kochają opisy.
Tu rymotwórcze pióro maluje obrazy:
Wszystko wydane kształtnie, żadnej nie masz skazy.
Ciągiem rzeczy strudzony, tu sobie odpocznę.
Precz stąd, okoliczności podłe i poboczne,
Którymi, kiedy wątku urwało się w głowie,