|
Św. Mateusz
przytacza tutaj wyrocznię proroka Izajasza, działającego w
Jerozolimie w drugiej połowie VIII w. przed Chrystusem. Dawne państwo
Salomona mniej więcej 200 lat wcześniej rozpadło się na
dwie niezależne części: północne królestwo -
terytorialnie znacznie większe, ze stolicą w Samarii - i małe,
południowe, którym rządziła z Jerozolimy dynastia
wywodząca się od Dawida. W czasach Izajasza oba te królestwa
czuły się zagrożone wzrastającą potęgą
wielkiej Asyrii. Achaz, panujący wówczas w Jerozolimie,
rozumiał dobrze całą beznadziejność sytuacji i dlatego
też odmówił przystąpienia do przymierza, jakie przeciw
Asyrii zawarli jego sąsiedzi, królowie Samarii i Damaszku. Kiedy
jednak połączone wojska owych sąsiadów
wtargnęły na jego terytorium, król Jerozolimy wpadł w
panikę. Czym prędzej złożył na ofiarę bogom
pogańskim własnego syna, a jednocześnie wezwał na pomoc
władcę asyryjskiego. Ten nie dał się dwa razy prosić,
lecz w zamian zażądał od Achaza uznania zwierzchności
Asyrii i płacenia stałej daniny. Wcześniej jednak przyszedł
do Achaza prorok Izajasz. Wystąpił on w imię swego
najgłębszego przekonania, że cokolwiek będzie się
dziać, Jahwe jest i pozostanie zawsze wierny swej obietnicy, jaką
dał ongiś Dawidowi: że wywodzącej się od niego
dynastii nikt i nic nie zdoła obalić. Achaz błądzi,
szukając pomocy i u bóstw pogańskich, i u króla
asyryjskiego. Niepotrzebnie również lęka się
nadciągających nieprzyjaciół. Prorok ma dla króla
tylko jedną radę, a raczej nakaz, i to nakaz samego Boga. Wzywa
Achaza do bezwzględnego zawierzenia Jahwe: "Jeśli nie
zawierzycie, nie ostoicie się!" (Iz 7,9). W tym decydującym
momencie Izajasz, a według słów proroka sam Jahwe za jego
pośrednictwem, proponuje Achazowi, aby poprosił o "znak",
który mógłby wzmocnić jego chwiejną
ufność. Król jednak nie chce prosić i w pierwszej chwili
mamy ochotę go pochwalić: człowiek nie powinien wystawiać
Boga na próbę. Jest to wszakże sytuacja wyjątkowa, bo
propozycja znaku wychodzi od Boga. Król szuka po prostu wymówki.
Jeśli nawet znak będzie mu dany, on i tak nie uwierzy. Trzeba przy
tym pamiętać, że tak tutaj, jak i wszędzie, gdziekolwiek w
Biblii jest mowa o wierze, nie chodzi nigdy tylko o intelektualne przyjęcie
istnienia Boga (nikt w tym czasie nie wątpił w istnienie jakiejś
siły czy sił boskich, Boga lub bogów). W taki sposób
również Achaz na pewno "wierzy" w Jahwe, nie umie jednak
zawierzyć Jedynemu, a tego właśnie żąda od niego
Izajasz. Prorok gani małoduszność króla i zapowiada mu,
że Jahwe mimo wszystko da mu znak: "Oto ALMA jest brzemienna i
porodzi syna i nazwie go imieniem EMMANUEL" (Iz 7,14). O jakiej matce i o
jakim dziecku myślał Izajasz? ALMA po hebrajsku to młoda
kobieta, która jeszcze nie rodziła, ale niekoniecznie dziewica.
Jest jednak rzeczą godną uwagi, że w III w. przed Chr.
żydowscy tłumacze przekładający Biblię na język
grecki (przekład ten nazywamy Septuagintą) oddali w tym miejscu
hebrajską ALMA przez greckie słowo PARTHENOS (dziewica). A
ponieważ w zapowiedzianym EMMANUELU zapewne już wtedy upatrywali
Mesjasza, przekład ten zdaje się świadczyć o ich
przekonaniu, że Mesjasz ma się narodzić z dziewicy. I
właśnie tym greckim tekstem posłużył się św.
Mateusz w swej Ewangelii. Już pierwsi chrześcijanie nie mieli
bowiem żadnej wątpliwości, że Izajasz wieścił
tymi słowami przyjście na świat prawdziwego Mesjasza, Jezusa
Chrystusa, narodzonego z Maryi Dziewicy.
|