|
Naród wybrany często wszakże o tym
zapominał. W miarę upływu czasu i zmian sytuacji politycznej
postać Pomazańca-Mesjasza zdawała się oddalać w
jakąś odległą, bliżej nieokreśloną
przyszłość, a sens imienia EMMANUEL coraz trudniej
przychodziło odnaleźć w teraźniejszości. Kiedy zaś
Mesjasz wreszcie przyszedł, nie poznali Go i odrzucili właśnie
ci, którzy wczytywali się w Pismo Święte, ci,
którzy - jak się zdawało - byli najlepiej na Jego
przyjście przygotowani. W tej to perspektywie warto może,
żebyśmy my, chrześcijanie, spróbowali zrobić
rachunek sumienia właśnie dzisiaj. Czyż nie czytamy w Prologu do
Ewangelii św. Jana: "Słowo stało się ciałem i
zamieszkało między nami" (J 1,14)? Już spełniła
się zatem wyrocznia Ezechiela, w której Bóg zapowiadał,
że zamieszka pośród swego ludu. A spełniła się
w sposób niewyobrażalny dla samego proroka. Bóg stał
się Człowiekiem. Jezus jest prawdziwym EMMANUELEM - Z-NAMI-BOGIEM. To
symboliczne imię nie tylko otwiera, lecz również i zamyka
Ewangelię św. Mateusza. Przecież właśnie w ostatnim
jej wersecie Jezus zapewnia swoich uczniów: "Oto JA jestem Z-WAMI
po wszystkie dni aż do skończenia świata" (Mt 28,20). W
czasie Mszy świętej kapłan kilkakrotnie zwraca się do nas,
mówiąc: "Pan z wami", na co my odpowiadamy,
najczęściej automatycznie: "I z duchem twoim". Tak bardzo
przywykliśmy do tych słów, że nie robią już na
nas żadnego wrażenia, przeważnie ich po prostu nie
zauważamy. A przecież jest to ogłoszenie tej samej
niezgłębionej prawdy, która zawarta jest w imieniu EMMANUEL!
Bóg jest z nami, przychodzi do nas codziennie w Eucharystii, a skoro
stał się Człowiekiem, jest więc z nami także we
wszystkich naszych ludzkich sprawach - jeżeli Mu tylko na to pozwolimy.
Nikt z nas nie jest samotny, chyba że sam zamknął własne
drzwi i nie słyszy kołaczącego do nich Jezusa, który
woła: "Jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi
otworzy, wejdę do niego i będę z nim wieczerzał, a on ze
Mną" (Ap 3,20).
|