|
Cyprian telefonował do
swojego przyjaciela w Paryżu. - Sytuacja jest poważna. Módl się
- powiedział na koniec i odłożył słuchawkę. Była
8.30 rano 7 kwietnia 1994 r. Dzień wcześniej eksplodował w
powietrzu samolot wiozący prezydentów Rwandy i Burundi. W
rwandyjskiej stolicy, Kigali, zaczęła się rzeź. Cyprian
Rugamba z żoną Dafrozą i sześciorgiem dzieci przeszli do
domowej kaplicy i uklękli przed tabernakulum. Najświętszy
Sakrament był w ich domu od czasu, kiedy biskup udzielił im tego wyjątkowego
przywileju. Na zewnątrz słychać było strzały z broni
automatycznej, przekleństwa i rozdzierające krzyki mordowanych. Tu
jeszcze panowała cisza, przerywana tylko szeptem drżących warg.
Nie trwało to długo. Najpierw rozległ się trzask wyważonych
kopniakiem drzwi, potem tupot podkutych butów po schodach. Do kaplicy
wpadło kilku żołnierzy. Zwrócone ku mieszkańcom lufy
karabinów aż nazbyt wyraźnie zdradzały zamiary
intruzów. Dafroza odwróciła się w ich kierunku. -
Pozwólcie nam jeszcze pomodlić się przed śmiercią -
poprosiła. Daremnie. Pierwsza seria poszła w tabernakulum, następne
zmasakrowały rodzinę. Krew spryskała pomieszczenie i zmieszała
się z pyłem, w który zamieniły się roztrzaskane
hostie. "Tańcząc, idę ku Nowemu Jeruzalem" - to słowa
jednej z piosenek ułożonych przez Cypriana. Dziś rozstrzelana
rodzina tańczy w niebie, a na ziemi trwa proces beatyfikacyjny całej
ósemki. Prawdopodobnie będzie to pierwsza rodzina wyniesiona razem
do chwały ołtarzy.
|