Listopad ze swoim zimowym już
prawie chłodem, ze swoją ascezą koloru, czyli odwagą
zrzucenia całej barwności lata, a przede wszystkim ze swoim powracającym
co roku przesłaniem: „Przemija bowiem postać tego świata” (1 Kor 7,31). Listopad wokół nas, listopad w nas. Błogosławiony
czas przypominający o tym, co ważne naprawdę; szare, nieruchome
dni pomagające zachować życiowe hierarchie i proporcje. Dni uczące
rozróżniać między istotą życia a jego dekoracją.
Dni ignorujące ziemski karnawał, jakby niezainteresowane doczesnością.
Listopadowe dni wychylone w wieczność.
Kościół w tym
właśnie miesiącu umieszcza Uroczystość Wszystkich Świętych
i Dzień Zaduszny, a katolicka pobożność i polski obyczaj
sprawiają, że całe dorzecze Wisły przypomina ogromny znicz
lub gigantyczny ogród pełen chryzantem. Płomienie i kwiaty są
widzialnym znakiem tego, co głębsze i niewidzialne: tęsknoty i żalu,
wdzięczności i spóźnionych pojednań, modlitwy i miłości.
To wszystko czyni z listopada wyjątkowo sposobny czas do rozmyślań
nad tajemnicą naszego kresu i naszej przyszłości.
|