Uchrystusowiona
Wszechmocna Miłość Boga jest podstawą nadziejorodnego
sensu. Nadzieja albo jest darem Boga, albo nie ma jej wcale. „Bóg jest »ostatnią rzeczą« stworzenia” — pisał Hans Urs von Balthasar. „Jest On niebem jako zdobyty, piekłem jako
utracony, sądem jako egzaminujący, czyśćcem jako oczyszczający.
On jest Tym, w którym to, co przemijające umiera i Tym, przez
którego, ku któremu i w którym to, co przemijające — zmartwychwstaje. Ale jest On w tym wszystkim Kimś, kto się oddał
całkowicie doczesnemu światu w swoim Synu Jezusie Chrystusie,
który jest widzialnością Boga i tym samym wcielonym
uosobieniem »ostatniej rzeczy«”.
Bóg
nie jest neutralny. Bóg
Jezusa Chrystusa jest po stronie człowieka. Stąd nadzieja:
Wszechmocna Miłość jest po mojej stronie. Nie rzeczy są więc
treścią eschatologii i podstawą chrześcijańskiej
nadziei, ale Bóg objawiający się w Jezusie Chrystusie i przez
Jezusa Chrystusa objawiony.
Stąd też chrystokształtność
chrześcijańskiej nadziei i chrystocentryzm naszego myślenia o
tym, co „po tamtej stronie”...
Wiara jest zgodą na powtórzenie losu Chrystusa w Chrystusie, czyli
w głębokiej więzi z Nim. Jest też wiara stałym
oczyszczaniem naszego myślenia o przyszłości, oczyszczaniem z
iluzji, które podsuwają nam nasze słabości, grzechy,
cierpienia, utrapienia życia, nasza pozbawiona pełni poznania
kondycja stworzeń.
Otwórzmy Ewangelię. Oto Żydzi
karmią swoją nadzieję czekaniem na „mesjasza politycznego”, czyli na wysłańca Boga,
który poprowadzi naród do skutecznego powstania przeciwko
rzymskiemu okupantowi. To była iluzja... Nadzieja miała mieć
inny kształt. Chrystus okazał się i wysłańcem Boga, i
samym Bogiem, a wyzwolenie, które przyniósł, dawało
wolność najgłębszą z możliwych, przerastającą
pragnienia podbitego kraju i nie do spętania kajdanami jakichkolwiek gnębicieli.
Albo
inna karta sporu o prawdę nadziei z ewangelicznych czasów. Oto
rabini i prorocy nauczają, że rzymska niewola jest skutkiem
grzechów Izraela. Nawróćcie się, a będzie wam wrócona
wolność; przestaniecie być prowincją rzymską, a
staniecie się królestwem Jahwe — nauczają.
Pierwsze zdania Markowej Ewangelii odwracają to wyłącznie
ludzkie (choć jakże „pobożne”...) myślenie o nadziei: „Czas się
wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się
i wierzcie w Ewangelię!” — woła Chrystus (Mk 1,15). Co znaczy: królestwo Boże
jest darem Boga ofiarowanym wam we Mnie. Wasze nawrócenie jest skutkiem
przyjęcia owego daru, a nie jego przyczyną. Człowiek nie „ściąga” Boga w
swój świat przez swoją świętość. Jest dokładnie
odwrotnie: człowiek może być święty, bo zbliżył
się do niego Bóg. Czyli: nadzieja na trwałe królowanie
Boga we mnie (w nas, w świecie) nie zależy od moich ułomnych
wysiłków (ich „skuteczność” jest skutkiem łaski Bożej i owocem współpracy
mojej wolności z nią), ale od Boga. Stąd nasza pewność:
budujemy na Bogu-Nadziei, a nie na złudzeniach.
Jeszcze inna karta tamtego sporu. Ten świat
jest jedynie zły i grzeszny, poddany bez reszty władzy szatana — odzywały się na staro- i nowotestamentalnych kartach głosy „czystych”. Musi on ulec zagładzie, by na jego gruzach
mógł Bóg zbudować swoje królestwo...
królestwo Boże, czyli wasza nadzieja, jest bliżej i dalej, niż
myślicie — głosił Jezus. Bowiem „królestwo Boże jest wśród was” (Łk 17,21), ale też istotą modlitewnego wołania do
Ojca pozostaje prośba „Przyjdź królestwo Twoje!” (Mt, 6,10). Bo królestwo Boże, czyli nasza nadzieja, jest „już” i „jeszcze nie” jest — jednocześnie. Już i jeszcze nie... Jeśli dziś rano,
uczestnicząc w Eucharystii, spożyłem Ciało i Krew Pańską,
to jestem w stanie „nadziei spełnionej” — nieba. Bóg i ja tworzymy wspólnotę kochających się
osób, obejmującą siostry i braci — i niebo nie będzie niczym innym ani niczym więcej. A więc
„już”... Ale też
nadal jestem podległy przemijaniu i cierpieniu, dalej rozumiem niewiele i
grzeszę sporo, i nie widzę Boga „takim, jakim
jest” (1 J 3,2). A więc „jeszcze nie”...
|