Ale z Chrystusem,
Emmanuelem, czyli „Bogiem bliskim” — już tak, już smakuję
przyszłych owoców nadziei.
Z Niego siła. I pewność. Że
warto rozdawać siebie, że nie trzeba kurczowo trzymać się
rzeczy, że zmarszczki widziane przed chwilą w lustrze i coraz częstsze
wizyty w aptece, nieuchronne zwiastuny mojej śmierci, nie są
ostateczną prawdą o mojej przyszłości.
Z Niego nadzieja. Jest ona pokorna,
prosta, niezawodna, serdeczna. Ma kształt Chrystusa: „Ani Pismo Święte, ani teologowie nie rzucają wystarczającego
światła, by można było w pełni opisać przyszłe
życie po śmierci. Chrześcijanin powinien mocno przyjąć
dwa istotne punkty. Z jednej strony powinien wierzyć w zasadniczą ciągłość,
jaka zachodzi dzięki mocy Ducha Świętego między obecnym życiem
w Chrystusie i życiem przyszłym (miłość jest prawem
królestwa Bożego i właśnie nasza miłość
tu, na ziemi, będzie miarą naszego uczestnictwa w chwale nieba). Z
drugiej natomiast strony powinien dobrze zrozumieć, że istnieje
wielka różnica między życiem obecnym i przyszłym,
ponieważ ekonomia wiary ustąpi ekonomii pełnego światła:
będziemy razem z Chrystusem i »ujrzymy Boga« (por. 1 J 3,2). Na tych
obietnicach i przedziwnych misteriach opiera się w sposób istotny
nasza nadzieja.
Jeśli nie może tam dotrzeć
nasza wyobraźnia, to nasze serce lgnie tam spontanicznie i całkowicie”.
|