|
Jak opowiadał mi arcybiskup Kolonii,
głos zabrał biskup Buchberger z Regensburga, który jako autor
dziesięciotomowego „Lexicon für Theologie und Kirche” (Leksykonu teologii i Kościoła) cieszył się ogromnym
autorytetem, wykraczającym poza granice jego diecezji: „Drodzy bracia, na Soborze musimy debatować przede wszystkim o Bogu. To
najważniejsza kwestia”.
Biskupów poruszyła powaga tych słów. Rzecz jasna,
Konferencja nie mogła zaproponować, by tematem obrad był po
prostu Bóg, niemniej wypowiedź sędziwego biskupa
poruszyła wewnętrznie przynajmniej kardynała Fringsa,
który niejednokrotnie stawiał pytanie, jak sprostać temu
wezwaniu.
Epizod ten przypominał mi
się ponownie, gdy czytałem tekst wykładu, który Johann
Baptist Metz wygłosił w 1993 roku, opuszczając swą
katedrę na uniwersytecie w Münster. Z tego doniosłego
wystąpienia chciałbym przytoczyć przynajmniej kilka znamiennych
fragmentów: „Kryzys, który
ogarnął europejskie chrześcijaństwo, nie jest już
tylko — czy też wyłącznie — kryzysem Kościoła (...) Kryzys tkwi
głębiej: swe źródło ma nie tylko w stanie samych
Kościołów: kryzys stał się kryzysem Boga”. „Hasło brzmi: religia — tak, Bóg — nie; przy czym
owo »nie« nie oznacza kategorycznej negacji, z jaką występowały
wielkie nurty ateizmu. Dzisiaj nie ma już wielkich nurtów
ateistycznych. Współczesny ateizm może już bowiem, w
roztargnieniu czy z rozmysłem, mieć słowo »Bóg« na ustach,
choć w rzeczywistości nie chodzi mu o Boga”.
„Również
Kościół ma swą koncepcję reagowania na kryzys Boga.
W dzisiejszych czasach Kościół nie mówi już — jak jeszcze za czasów Soboru Watykańskiego I — o Bogu, lecz jedynie — jak podczas
ostatniego Soboru — o Bogu, którego głosi
Kościół. Kryzys Boga jest więc opisywany eklezjologicznym
kodem”.
Słowa twórcy
teologii politycznej nie mogą pozostać niezauważone.
Słusznie przypominają nam przede wszystkim o tym, że
Sobór Watykański I był nie tylko soborem eklezjologicznym,
lecz w pierwszym rzędzie mówił o Bogu, kierując swe słowa
nie tylko do chrześcijan, lecz do całego świata;
mówił o Bogu, który jest Bogiem wszystkich, który
wszystkim przynosi ocalenie i który jest dostępny dla każdego.
Czy Sobór Watykański II rzeczywiście, jak zdaje się
sugerować Metz, podjął tylko część dziedzictwa
poprzedniego soboru? Wystąpienie, które jest poświęcone
soborowej eklezjologii, nie może sobie nie postawić tego pytania.
Od razu sformułuję
moją podstawową tezę: Sobór Watykański II
chciał rozważania o Kościele podporządkować rozważaniom
o Bogu — chciał przedstawić eklezjologię
teo-logiczną we właściwym tego słowa znaczeniu, ale
recepcja soborowych dokonań jak dotąd pomijała ten zasadniczy
aspekt wypowiedzi eklezjologicznych Soboru i opierała się na
pojedynczych hasłach, przez co nie dorównała wielkiej
perspektywie ojców Soboru.
|