|
Podobną konstatację
można notabene sformułować w odniesieniu do recepcji pierwszego
z tekstów Vaticanum Secundum, to znaczy Konstytucji o liturgii świętej
Sacrosanctum concilium. Znalazła się ona na początku
przede wszystkim ze względów pragmatycznych. Niemniej, patrząc
z perspektywy lat, można stwierdzić, że takie umiejscowienie w
soborowej architekturze miało swój sens: na początku adoracja,
a zatem i Bóg. Taki właśnie początek odpowiada słowom
reguły św. Benedykta: „Operi Dei nihil praeponatur”. Konstytucję dogmatyczną o Kościele
Lumen gentium, która następuje bezpośrednio po
Konstytucji Sacrosanctum concilium jako drugi z soborowych
tekstów, sprzęga z pierwszym wewnętrzna więź. Kościół
wywodzi się z adoracji, z misji, którą jest sławienie
Boga. Eklezjologia z samej swej istoty ma do czynienia z Bogiem. Logiczne
zatem, iż Konstytucja o objawieniu Dei verbum, trzecia z soborowych
konstytucji, dotyczy Słowa Bożego, które zwołuje i
wciąż na nowo stwarza Kościół. Czwarta, Konstytucja
o Kościele w świecie współczesnym Gaudium et spes,
pokazuje, jak sławienie Boga przedstawia się w sferze moralności,
jak otrzymywane od Boga światło jest wnoszone w świat i dopiero dzięki
temu w pełni staje się sławieniem Boga.
Interpretując w posoborowych czasach
Konstytucję o liturgii świętej, zapominano jednak o tym
fundamentalnym prymacie adoracji i traktowano ją wręcz jako
liturgiczną recepturę. Poprawiaczom liturgii, którzy
pośpiesznie zastanawiali się, jak ją uczynić bardziej
atrakcyjną, bardziej komunikatywną, jak włączyć w
nią aktywnie większą liczbę ludzi, niemal całkowicie
wyleciało z głowy, że liturgię „robi się” dla Boga, a nie dla nas. Natomiast im bardziej odprawiamy
ją dla nas samych, tym mniej jest ona atrakcyjna, ponieważ wszyscy wyraźnie
odczuwają, że coraz bardziej ulatuje jej istota.
Jeśli chodzi o eklezjologię Konstytucji
dogmatycznej o Kościele Lumen gentium, to w świadomości
pozostało kilka haseł: Lud Boży, kolegialność biskupów,
dzięki której urząd biskupi zyskał na znaczeniu
względem papieskiego prymatu, nowa ocena roli Kościołów
lokalnych, ekumeniczne otwarcie Kościoła oraz dialog z religiami
światowymi, jak również pytanie o specyficzny status
Kościoła katolickiego, które znalazło odpowiedź w formule,
że jeden, święty, katolicki i apostolski
Kościół, o którym mówi wyznanie wiary, subsistit
in Ecclesia catholica.
Tę słynną formułę
pozostawię na razie w jej łacińskim brzmieniu, ponieważ — jak można było przewidzieć — doczekała się ona najbardziej sprzecznych interpretacji: od
stwierdzenia, że formuła ta wyraża jedyny w swym rodzaju status
teologiczny Kościoła katolickiego, który jednoczy osoba
papieża, po stwierdzenie, że formuła ta zrównuje
Kościół katolicki z innymi Kościołami chrześcijańskimi
i że Kościół katolicki rezygnuje poprzez nią ze
swych szczególnych aspiracji. W pierwszej fazie recepcji soborowych
dokumentów dominowało, obok wątku kolegialności,
pojęcie Ludu Bożego, któremu wkrótce nadano
polityczną treść: w teologii wyzwolenia utożsamiano je z „ludem” jako marksistowskim przeciwieństwem warstw
panujących, na ogół zaś eksponowano moment „suwerenności” ludu, która ma mieć
zastosowanie również w Kościele. Ujęcie takie dało z
kolei sposobność do niekończących się debat nad
strukturą Kościoła, w których, zależnie od sytuacji,
„demokratyzację”
interpretowano bardziej na sposób zachodnich demokracji bądź
bardziej na sposób wschodnich „demokracji ludowych”.
|