|
Josef Meyer zu Schlochtern z Paderborn,
przedstawiciel teologii fundamentalnej, kończąc swój
przegląd dyskusji nad pojęciem „Lud Boży”, zwrócił uwagę, że soborowa Konstytucja dogmatyczna
o Kościele rozdział poświęcony pojęciu „Lud Boży” zamyka stwierdzeniem, które wskazuje,
iż termin ten określa strukturę trynitarną jako fundament
ostatecznego przeznaczenia Kościoła. Tym sposobem debata
powróciła do istotnego punktu: Kościół nie
istnieje dla siebie samego, lecz ma być narzędziem Bożym,
które skupia ludzi ze względu na Boga, by przygotować
chwilę, gdy Bóg będzie „wszystkim we wszystkich” (1 Kor 15, 28). „Fajerwerki”
związane z terminem „Lud Boży” całkowicie pozbawiły go sensu, ponieważ zagubiły
pojęcie Boga. Bowiem Kościół, który istniałby
tylko dla samego siebie, byłby — co ludzie zaraz zauważą — czymś zbędnym. Kryzys Kościoła, objawiający
się kryzysem pojęcia „Lud Boży”, oznacza „kryzys Boga” — jest wynikiem pomijania tego, co
najistotniejsze. Cała reszta zaś pozostaje tylko sporem o
władzę, sporem, którego mamy w świecie już
dostatecznie dużo i nie potrzebujemy go także w Kościele.
Można powiedzieć, że mniej więcej
od 1985 roku, kiedy to odbył się synod specjalny biskupów,
który miał dokonać bilansu posoborowego dwudziestolecia, dominuje
dążenie, by całość soborowej eklezjologii
zamknąć w jednym podstawowym pojęciu: communio. Z
radością powitałem te nowe wysiłki, w miarę swych sił
starając się przetrzeć im drogę. Trzeba jednak od razu
dodać, że słowo communio nie zajmuje w soborowych
tekstach centralnej pozycji. Niemniej może ono, jeśli je trafnie
rozumiemy, służyć jako synteza istotnych treści eklezjologii
Soboru Watykańskiego II. Wszystkie istotne elementy chrześcijańskiego
pojęcia communio zawiera donośne sformułowanie z Pierwszego
Listu św. Jana Apostoła, które można uznać za
kryterium trafności chrześcijańskiego rozumienia communio:
„oznajmiamy wam, cośmy ujrzeli i usłyszeli,
abyście i wy mieli współuczestnictwo z nami. A mieć z
nami współuczestnictwo znaczy: mieć je z Ojcem i z Jego Synem
Jezusem Chrystusem” (1 J 1, 3).
Przytoczone słowa ukazują
źródło communio: spotkanie z Jezusem Chrystusem, Synem
Bożym, który stał się ciałem i który
dzięki głosowi Kościoła dociera do ludzi. W ten
sposób rodzi się wspólnota ludzi, której fundament stanowi
wspólnota z Bogiem w Trójcy jedynym. Wspólnotę ludzi
z Bogiem zapośrednicza wspólnota Boga z ludźmi,
którą jest w swej osobie Chrystus; spotkanie z Chrystusem stwarza z
Nim wspólnotę, a dzięki temu również
wspólnotę z Ojcem w Duchu Świętym; dlatego wzajemnie
jednoczy ono ludzi.
Wszystko to zdąża do pełnej
radości: Kościół ma w sobie eschatologiczną dynamikę.
Słowa o pełnej radości nawiązują do mowy
pożegnalnej Jezusa, a zatem do wielkanocnej tajemnicy i do ponownego
przyjścia Pana w wielkanocnej chrystofanii, która zmierza ku Jego
pełnemu przyjściu w nowym świecie: „Będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w
radość (...) Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się
serce wasze (...). Proście, a otrzymacie, aby radość wasza
była pełna” (J 15, 20. 22. 24).
Porównując przytoczony fragment z odpowiednim fragmentem Ewangelii
św. Łukasza (Łk 11, 13) — wezwanie do prośby — można dostrzec, że „radość” i „Duch Święty” są równoznaczne i że za słowem „radość” w Pierwszym Liście św. Jana
Apostoła kryje się na pozór nie wspominany tam Duch
Święty.
|