|
Z wszystkich tych
powodów byłem wdzięczny i uradowany, gdy synod z 1985 roku w
centrum uwagi umieścił pojęcie communio.
Późniejsze lata pokazały jednak, że błędnie
rozumieć można każde słowo — nawet najlepsze
i najgłębsze. W miarę jak communio stawało się
poręcznym hasłem, jego sens ulegał zafałszowaniu i
spłaszczeniu. Podobnie jak w przypadku pojęcia „Lud Boży”, również
tutaj obserwowaliśmy postępującą horyzontalizację,
która pomija moment spotkania człowieka z Bogiem. Eklezjologia communio
zaczęła się ograniczać do tematyki stosunku między
Kościołem lokalnym i Kościołem uniwersalnym, która
to tematyka z kolei coraz bardziej zawężała się do pytania
o podział kompetencji między obydwoma Kościołami. Naturalnie,
znów doszły do głosu motywy egalitarystyczne: wspólnota
oznacza, że wszyscy są równi. I tak oto powróciliśmy
do sporu uczniów o pierwszeństwo, który, jak widać,
odzywa się w każdym pokoleniu.
Spór ten najdobitniej
opisuje Ewangelia św. Marka. W drodze do Jerozolimy Jezus po raz trzeci
zapowiedział uczniom swą mękę. Gdy przybyli do Kafarnaum, zapytał
ich, o czym rozmawiali w drodze. „A oni milczeli”, gdyż spierali się między sobą,
który z nich jest największy, co było swego rodzaju
dyskusją o prymacie (por. Mk 9, 33—37). Czy i
dzisiaj nie jest tak samo? Gdy Pana czekają cierpienia, gdy cierpi
Kościół, gdy w nim cierpi sam Chrystus, my zajmujemy się naszym
ulubionym tematem: pytaniem o nasze uprawnienia. A gdyby On pojawił
się między nami i zapytał, o czym rozprawialiśmy,
jakże musielibyśmy się zaczerwienić i zamilczeć.
Słowa te nie mają
oznaczać, że Kościół nie musi dyskutować
również o swym właściwym porządku i o podziale
odpowiedzialności. Z całą pewnością stale też będą
się pojawiać zaburzenia równowagi, które wymagają
korekty. Może naturalnie występować nadmierny centralizm
rzymski, który należy rozpoznać jako taki i skorygować.
Ale tego rodzaju kwestie nie mogą nas odwodzić od
właściwego zadania Kościoła: Kościół
powinien w pierwszym rzędzie rozprawiać nie o sobie samym, lecz o
Bogu, i tylko temu celowi winny służyć
wewnątrzkościelne napomnienia, których kierunek musi
wyznaczać sprawa Boga i wspólnej służby. W końcu nienadaremnie
w Ewangeliach powtarzają się w różnych kontekstach — jak zwierciadło, w którym muszą się
wszyscy przeglądać — słowa
Jezusa, że ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.
Wobec redukcji sensu
pojęcia communio, jaka nastąpiła po 1985 roku, Kongregacja
Nauki Wiary uznała za wskazane, by ogłosić „List do biskupów Kościoła katolickiego o
niektórych aspektach Kościoła jako communio”, który
został opublikowany 28 czerwca 1992 roku. Ponieważ dziś
wśród teologów, którzy mają na uwadze tylko
swoje poglądy, negatywna ocena dokumentów Kongregacji Nauki Wiary
stała się wręcz obowiązkiem, na list ten spadł deszcz krytyk,
który nie zostawił na nim suchej nitki.
|