|
Chrystologiczna perspektywa
poszerza i pogłębia tę wizję: dokument interpretuje
historię — ponownie nawiązując do
Starego Testamentu — jako historię
miłości, toczącą się pomiędzy Bogiem i
człowiekiem. Bóg znajduje i przygotowuje Oblubienicę dla Syna,
jedną jedyną Oblubienicę, którą jest jeden jedyny
Kościół. W nawiązaniu do słów Księgi
Rodzaju, że mężczyzna i kobieta staną się „dwoje jednym ciałem” (Rdz 2, 24),
idea Oblubienicy stopiła się z ideą Kościoła jako
Ciała Chrystusowego, którego sakramentalny fundament stanowi Eucharystia.
Ofiarowane zostaje jedno jedyne Ciało Chrystusa; Chrystus i
Kościół stają się „dwoje jednym
ciałem”, a Bóg w ten sposób
staje się „wszystkim we wszystkich”. Ta ontologiczna uprzedniość Kościoła
uniwersalnego, jednego jedynego Kościoła i jednego jedynego
Ciała oraz jednej jedynej Oblubienicy, w stosunku do konkretnego
empirycznego urzeczywistnienia w poszczególnych Kościołach
lokalnych wydaje mi się tak ewidentna, że trudno mi zrozumieć
podnoszone przeciw niej sprzeciwy.
Wydają mi się one
możliwe tylko wtedy, gdy ktoś nie chce i nie może dostrzec wielkiej
Bożej idei Kościoła, być może z rozpaczy nad jego
ziemską niedoskonałością. Komuś takiemu idea ta jawi
się jako teologiczne marzycielstwo; pozostaje więc czysto empiryczna
rzeczywistość współobecnych Kościołów.
To zaś oznacza, że Kościół jako zagadnienie
teologiczne zostaje całkowicie przekreślony. Komuś, kto potrafi
dostrzec Kościół już tylko w ludzkich organizacjach,
pozostaje w istocie tylko beznadzieja. Ktoś taki porzucił nie tylko
eklezjologię autorów dokumentu Kongregacji, lecz także
eklezjologię Nowego Testamentu i starotestamentową ideę Izraela.
Notabene, w Nowym Testamencie nie musimy czekać do pism Pawłowych i
do Apokalipsy, by przeczytać o pierwszeństwie Kościoła
uniwersalnego przed Kościołami lokalnymi, potwierdzonym przez Kongregację
Nauki Wiary. W samym sercu listów większych św. Pawła, w
Liście do Galatów, Apostoł mówi nam o niebieskim
Jeruzalem, i to nie jako o czymś eschatologicznym, lecz jako o czymś,
co nas wszystkich poprzedza: „Natomiast górne
Jeruzalem cieszy się wolnością i ono jest matką naszą” (Ga 4, 26). Heinrich Schlier zauważa, że dla św.
Pawła, podobnie jak dla pokrewnej tradycji żydowskiej, górne
Jeruzalem jest nowym eonem. Dla Apostoła ten nowy eon jest już obecny
„w chrześcijańskim Kościele.
Chrześcijański Kościół jest dlań w swych
dzieciach niebieskim Jeruzalem”.
Jeśli ontologicznemu
pierwszeństwu jednego jedynego Kościoła nie sposób przeczyć
z całą powagą, to jednak nie ma wątpliwości, że
pytanie o czasowe pierwszeństwo jest już nieco trudniejsze. List
Kongregacji Nauki Wiary odwołuje się w tej kwestii do Łukaszowej
relacji o narodzinach Kościoła z Ducha Świętego w
dzień Pięćdziesiątnicy. Przedmiotem dyskusji nie jest tu
pytanie o historyczność doniesień św. Łukasza, lecz
teologiczna wymowa, o którą mu chodzi. Kongregacja Nauki Wiary
zwraca przy tym uwagę, że Kościół
rozpoczął swe istnienie jako wspólnota zebranych wraz z
Maryją stu dwudziestu uczniów, a zwłaszcza jako
uzupełniona wspólnota Dwunastu, nie będących
członkami żadnego z Kościołów lokalnych, lecz
Apostołami, którzy będą nieść Ewangelię po
krańce świata. Dla objaśnienia można dodać, że
Dwunastu jest starym i nowym Izraelem jednocześnie, jednym jedynym
Izraelem Boga, Izraelem, który obecnie — co od początku
implikowało pojęcie Ludu Bożego — rozciąga
się na wszystkie narody i we wszystkich narodach staje się
podstawą jednego jedynego Ludu Bożego.
Stwierdzenie to
potwierdzają dwie kolejne okoliczności. Po pierwsze,
Kościół już w chwili swych narodzin mówił
wszystkimi językami. Ojcowie Kościoła nowotestamentową
opowieść o cudzie języków słusznie interpretowali
jako antycypację catholica —
Kościół od pierwszej chwili swego istnienia jest katholon:
Kościołem obejmującym cały świat. Stąd św.
Łukasz gromadę słuchaczy opisuje jako pielgrzymów z
całego świata, opierając się na tablicy dwunastu
narodów, która ma sygnalizować, że grono
przybyłych obejmowało wszelkie nacje; św. Łukasz tę
hellenistyczną tablicę narodów poszerzył o trzynastą
nazwę: Rzymian, czym bez wątpienia chciał jeszcze raz
podkreślić ideę orbis.
|