|
Ze stanem naszych umysłów i serc
teraz, na przełomie tysiącleci, bywa różnie. Wiemy to „po sobie”. Niebo w trzech czwartych roku pochmurne,
załzawione, ołowiane i gorzkie, może być niezłym
symbolem tego, co dzieje się w naszych głowach i sercach. Nieraz
wydaje nam się, że tempo naszego życia i tego, co dzieje
się wokół nas, sprawia, że jest to „życie płaskie i pieskie”. I na różne sposoby
próbujemy gorycz odegrać na kimś, na czymś. Nieraz
doskwiera nam doświadczenie naszego losu przeżywanego jako jedna
wielka pomyłka. Nie robimy tego, czego naprawdę pragniemy, nie jesteśmy
z tymi, z którymi naprawdę chcielibyśmy być... I
mimo że jesteśmy niby pokoleniem wygranym, to jednak... To wszystko
jest bardzo odległe od marzeń, które jeszcze niedawno — wydawało się — wyznaczały
przyszłość pełną światła, pełną
nadziei.
Nieraz wydaje nam się,
iż człowiek żyje życiem podobnym zwierzęciu. Zdobywa pożywienie,
lepi gniazdo, rozmnaża się, karmi młode, pożąda,
gryzie, skamle. W taki też sposób myślimy czasem i o
własnym życiu. Ale jednak buntujemy się przeciwko tej wizji. Bo
przecież wiemy, że wszystkie te czynności i cała ludzka krzątanina
potrzebują busoli, punktu organizującego całość.
Jakiegoś wyższego porządku, dla którego warto kochać
i cierpieć, walczyć i zmagać się z chorobą, dla
którego warto lepić gniazdo i karmić młode. I potrzebujemy
kogoś, kto usłyszy nasze skomlenie.
Ten problem i
towarzyszące mu pytania są stare jak człowiek. W swoim wywodzie zmierzam
do tego, że ową busolą, owym „punktem
orientującym” jest Chrystus. Że tylko On
jest „Zawiasem”, na
którym można i warto zawiesić drzwi naszego życia. Jest „Bramą”, przez
którą prześwituje wieczność. Że tylko dzięki Niemu życie nabiera
blasku i sensu. Wszystkie inne zawiasy i busole są iluzoryczne,
bądź na krótką tylko metę. Natomiast kiedy On — jak powiada Paweł w Liście do Kolosan — zyskuje pierwszeństwo we wszystkim (we wszystkim, to znaczy w tym,
co się składa na moje i nasze życie), wtedy życie staje
się prawdziwie ludzkie, blasku i sensu nabiera wszystko, co się
nań składa, łącznie z „lepieniem
gniazda” i „karmieniem młodych”. Dlatego Bóg stał się człowiekiem. To pytanie,
które stawiało już sobie wiele pokoleń przed nami, a
które w najbardziej klasycznej formie postawił św. Anzelm: „Cur Deus Homo?” —„Dlaczego Bóg człowiekiem?”, to pytanie z obietnicą sensu w tle prowokuje do namysłu
już dwadzieścia wieków. Postawmy je i dzisiaj na użytek
naszego myślenia, naszego życia.
|