|
Dlaczego Bóg, druga Osoba Trójcy
Świętej, przyjął postać Sługi, przybrał twarz
brata, twarz siostry... Dlaczego Bóg stał się
człowiekiem, czy też — jak czytamy w prologu Ewangelii
według św. Jana — wręcz „ciałem”: Słowo stało się ciałem? Używając
określenia „ciało”, objawienie chce nam powiedzieć,
że to znaczy „człowiek”, ale jednak człowiek kruchy, przemijający, nietrwały w
swojej cielesności. Jak czytamy u Izajasza w 40. rozdziale: „Wszelkie ciało to niby trawa”. Kiedy pustynia judzka w kwietniu pokrywa
się, po deszczach, kobiercem cudownych kwiatów i kiedy zawieje
wiatr od pustyni Negeb, ów dywan życia i kolorów zamienia
się błyskawicznie w dywan śmierci i popiołu.
Właśnie tak to jest: wiatr życia, podmuch lat sprawia, iż
ludzkie ciało więdnie, zamienia się z kwiatu w nawóz...
Bóg staje się ciałem, staje się człowiekiem, by
uświęcić to wszystko, co budzi w nas lęk, strach przed
przemijaniem. El Cachorro, ten w nas, obchodzi Boga pod każdą
postacią.
A więc staje się człowiekiem
głównie po to, by nas zbawić, wybawić z bezsensu. By
nadać sens temu wszystkiemu, co się składa na naszą
codzienność. Ale również po to, aby nam pokazać
autentycznego człowieka. Adam był wprawdzie przepiękną
ikoną Bożą, ale przez grzech — jak
wiemy — twarz swoją zeszpecił. Chrystus
pokazuje, co znaczy być człowiekiem. W proroczych słowach
wyraża to Piłat: „Oto
człowiek”. Oto pełny, prawdziwy
CZŁOWIEK. Dzięki Jezusowi Chrystusowi wiemy, kim jest Bóg i
kim jest człowiek. Gdyby nie On, po dziś dzień z lampą
Diogeneta szukalibyśmy człowieka. Niepewnie i bez większych
szans na sukces. Wszak ciągle się zawodzimy na ludziach. Pokorni
spośród nas dodadzą, że głównie na sobie...
|