|
Oznacza również,
że mogę Go skutecznie znaleźć, a wcześniej sensownie poszukiwać,
tylko i wyłącznie w obszarze mojego, osobistego życia; nie gdzie
indziej. Żadna ucieczka od siebie, od swojego wzrostu i wagi, od swoich
genów, od swojego pochodzenia, swojego domu, kształtu losu nie jest
dobrym rozwiązaniem. Bóg z obietnicą zbawienia, z
łaską, z pomysłem na moje szczęście, znajduje się
w samym sercu tego, co jest moim życiem, moim losem, moją biografią.
Bóg nie szydzi ze mnie. Nie umieszcza sensu niedosiężnie — zbyt daleko od mojej głowy, mojego serca i rąk.
Ucieczka od własnego życia nie jest rozwiązaniem. Przeciwnie:
trzeba głębiej się zakorzenić we własnym życiu.
Z jakichś powodów
Bóg chciał, byśmy przyszli na świat np. pod
śląskim niebem, z piwnymi bądź niebieskimi oczami,
uwikłani w swój czas, głupi i mądrzy zarazem. Tak
właśnie Chrystus, rodząc się około roku zerowego, w
okolicach Jeziora Galilejskiego, z określonym wzrostem i wagą,
był człowiekiem jak my — konkretnym.
Nie można być człowiekiem „w ogóle”, „jako takim”.
To właśnie ten sposób myślenia i widzenia nazywamy
optyką inkarnacyjną, tzn. takim sposobem postrzegania świata i
rozumienia życia, który wszystko stara się widzieć, postrzegać
i rozumieć przez pryzmat tajemnicy Wcielenia. Przez pryzmat tego, że Bóg
stał się konkretnym, żywym, śmiertelnym człowiekiem.
Chrześcijaństwo wtedy jest prawdziwym uduchowieniem życia, kiedy
staje się ciągle nowym ucieleśnieniem ducha. Jezus Chrystus jest
wszystkim. Choćby z naszym życiem bywało różnie, On jest
odpowiedzią na pytanie, czym jest życie i jak żyć.
|