|
Wobec tych dylematów musimy się
zastanowić, czy owego przedsięwzięcia, które tak wyraźnie
kończy na bezdrożach, nie powinno się zaprzestać jako błędnej
drogi. Po cóż właściwie to nieustanne, samo siebie
wyniszczające zapytywanie? Czy nie lepiej byłoby trwać w bezpośredniej
pewności istnienia bądź, gdyby stała się ona wątpliwa,
przywrócić ją w takim czy innym kształcie religijnej albo
światopoglądowej afirmacji istnienia?
Czy jednak pozwala na to sama rzecz? Być może
słusznie postępuje ten, kto w konkretnym momencie chroni drugiego człowieka
przed drogą radykalnego zapytywania i radzi mu, by się nie imał
filozofowania. Czymś zupełnie innym jest wszakże kwestia, czy
ktoś, kto się wdał w zapytywanie i trwał w nim, aż w
końcu wszelka pewność legła dlań w gruzach, może
zaprzestać tej wędrówki.
Mógłby tak postąpić, gdyby
decyzja o zapytywaniu i radykalnym zapytywaniu była czymś
arbitralnym. Początek filozofowania nie ma jednak nic wspólnego z
decyzyjną dowolnością. Pytanie filozoficzne nie pojawia się
w próżni. Przeciwnie, jest ono odpowiedzią - i to odpowiedzią
na wyzwanie. Co jest źródłowo zdolne stać się
wyzwaniem dla zapytywania? Nic innego jak doświadczenie problematyczności,
poprzedzające samo zapytywanie. Zanim zapytam, jak to jest z moim
istnieniem, wcześniej musi ono samo stać się dla mnie
problematyczne. Filozofowanie jest radykalnym zapytywaniem. Stąd też
wezwanie, które wprowadza człowieka w radykalność
zapytywania, samo musi mieć charakter radykalnego doświadczenia
problematyczności, mianowicie doświadczenia tej problematyczności,
która od podstawy stanowi o wszelkim bycie. Ponieważ owo doświadczenie
podstawowe radykalnej problematyczności jest źródłem
filozofowania, przeto można je oznaczyć mianem filozoficznego doświadczenia
podstawowego.
We współczesnej
filozofii nikt nie przedstawił tego źródłowego doświadczenia
filozoficznego równie dobitnie jak Heidegger w swej interpretacji lęku.
Lęk jest dla niego "doświadczeniem podstawowym nicości"30
i jako taki stanowi źródło filozofowania. W sytuacji głębokiego
lęku wszystkie rzeczy w osobliwy sposób tracą swą gęstą
obecność, odsuwają się od nas i wyślizgują,
nieustannie, aż w pewnym momencie zaczynamy mieć uczucie, jakby
otaczała nas już tylko nicość i jakbyśmy sami tonęli
w nicości. "Objawiając"31 nicość, lęk,
co próbuje pokazać Heidegger, wywołuje filozoficzne pytanie o
ogół bytów. Tylko bowiem w przerażeniu możliwością
nicości bycie staje się prawdziwie problematyczne: dopiero wtedy
dochodzi się do otchłannego "pytania podstawowego metafizyki":
"Dlaczego w ogóle są byty, a nie nicość
raczej?" 32
Możliwość doświadczania
radykalnej problematyczności nie ogranicza się do doświadczenia
lęku. Z rozmaitych, często niezbyt dostrzegalnych z początku
powodów możemy stanąć przed nicością.
Powiedzmy, że się nam coś nie powiodło w życiu
codziennym - ot, choćby jakiś drobiazg; potem może się
niekiedy zdarzyć, że zostajemy nieuchronnie wyrzuceni poza to
poszczególne zdarzenie, aż stwierdzamy, iż zupełnie i od
podstaw nie zgadza się ono z ludzkim istnieniem. Albo spostrzegamy, że
ktoś nas oszukuje, co, po głębszym namyśle, każe nam
skonstatować, że nie ma na Ziemi niczego, na czym można by
polegać. Z każdej strony może nadejść owa osobliwa
wyblakłość, w której wszystko prześlizguje się
w nierzeczywistość i w której uderza nas problematyczność
wszystkiego, która jest wyzwaniem dla filozofowania jako radykalnego
zapytywania.
Nicość wyłania
się wszakże nie tylko u początków zapytywania, lecz
towarzyszy mu w całej jego drodze. Najbardziej odczuwalna jest dla nas
tam, gdzie ukazuje się jako bezsensowność. W bezpośrednim
istnieniu milcząco uznajemy za sensowne nasze czyny i rzeczywistość,
w której przyszło nam działać. Gdy jednak, za sprawą
takiego czy innego doświadczenia problematyczności, zapytywanie włącza
swój bieg, zdemaskowaniu ulega wewnętrzna kruchość owej
naiwnej wiary w sensowność. Moje aktualne poczynania początkowo
mogą się mi wydawać sensownymi. Czy jednak naprawdę są
takie? Jeśli pytanie to stawiam z całą powagą, to mogę
odkryć, że moje czyny nie są sensowne same z siebie, lecz co
najwyżej dzięki jakiemuś nadrzędnemu sensowi, na przykład
w kontekście zadania, które ma do spełnienia mój czyn.
Ale czy i to zadanie, jeśli się mu dokładniej przyjrzeć,
samo nie jest problematyczne? Jego sens mogę dostrzec znów w jakimś
jeszcze szerszym kontekście. Ponownie jednak nasunie się mi pytanie,
czy on sam jest sensowny. Można tak iść coraz dalej, aż w
końcu dochodzi się do wniosku, że sensowność,
która odsuwa się w coraz większą dal, uratować daje
się tylko w ten sposób, że się ją oprze na jakimś
ostatecznym sensie, który wszystkiemu innemu służy za opokę.
Gdy jednak chcę pochwycić i ustalić ów sens,
również i on osuwa się w otchłań problematyczności.
Ostatnim słowem na drodze filozofowania jest zmierzch wszelkiego sensu w
absolutnej problematyczności. Potwierdzenie tego znajduje każdy, kto
w myśleniu czy w egzystowaniu sięgnął kiedyś otchłani,
w którą zapada się wszelki sens i z której niesamowitości
wynurza się totalny bezsens jako jedyna pozostająca nam możliwość.
Nic dziwnego, że u końca
drogi, którą kroczy się w radykalnym zapytywaniu - tam zatem,
gdzie przed filozofującym człowiekiem pojawia się widmo totalnego
bezsensu - daje o sobie znać problem samobójstwa,
"czystego" samobójstwa, którego źródłem
nie jest żadne rozczarowanie życiowe, lecz rozpacz wobec braku
jakiejkolwiek pewności co do sensu. Nikt nie widział tego wyraźniej
niż Albert Camus: "Istnieje tylko jeden prawdziwie poważny
problem filozoficzny: samobójstwo." 33 Istotnie, trudno
sobie wyobrazić, by kogoś, kto odważył się na
filozofowanie, straszliwa konsekwencja radykalnego zapytywania nie doprowadziła
do punktu, w którym w skrajnej samotności musi zapytać: czy
jest to w ogóle możliwe, bym w obliczu nicości, która
stała się mi jawna, nadal trwał w istnieniu?
Zagadnienie możliwości
filozofowania w epoce nihilizmu traci tym samym pozór niejakiej
abstrakcyjności, który mogło z początku w nas wywołać.
Wdziera się ono bowiem w samo istnienie filozofującego człowieka.
Nie tylko teologii filozoficznej, nie tylko filozofowaniu w ogóle: nawet
egzystencji filozofującego grozi, że sczeznie w cieniu nihilizmu.
Niejedno zdaje się ją nieuchronnie popychać do
samobójstwa.
Jak ma się sprawa z tą
konsekwencją, wyprowadzoną z doświadczenia radykalnej
problematyczności? Czy dla człowieka, który z całą
stanowczością zapytuje aż do końca, czyste
samobójstwo jest nieuniknione? Albo raczej: czy nie uchodzi on
samobójstwu w ten sposób, że odrzuca ciężar
filozofowania? Filozoficzne doświadczenie podstawowe radykalnej
problematyczności stanowi wyzwanie dla zapytywania. Tak jednak jak
samobójstwo jako nieodwołalny czyn kładzie kres istnieniu, tak
i ucina ono wszelką możliwość zapytywania.
Samobójstwo, głębiej pojęte, jest ucieczką od
filozofowania, ucieczką wszakże w najwyższym stopniu
respektowalną - najdzielniejszy z wszystkich rodzajów ucieczek.
Wszystko to wygląda na
czysto formalną, a stąd i niewiążącą argumentację.
Ktokolwiek jednak tak to rozumie, ten nie ma pojęcia, jak ponętna może
być pokusa samobójstwa dla człowieka, który oddał
się radykalności zapytywania, i jak trudno jest wytrzymać widomą
problematyczność wszystkiego. Właśnie w obliczu ujawnionej
możliwości nicości filozofujący człowiek winien wszakże
w swej dzielności wybrać się w niepewną i grząską
drogę, być gotowy na wszelki wstrząs, patrzeć bez drżenia
na trwałe załamanie się wszelkiego sensu, a mimo to dalej wieść
swe życie, wciąż filozofując, nieustannie trwając w
zapytywaniu, nawet jeśli odpowiedzi raz po raz się łamią,
ba, jeśli każda odpowiedź koniec końców okazuje się
zawodzić. Trzeba podtrzymywać pytanie o sens jako otwartą kwestię,
także wówczas - i właśnie wówczas - gdy ciągle
doświadcza się nieuchwytności wszelkiego sensu.
Czy zatem jest możliwe
filozofowanie w cieniu nihilizmu? Tak, ale tylko wtedy, gdy mocno trzyma się
siebie, wbrew wszelkiej pokusie ucieczki w samobójstwo bądź w
taką czy inną wiarę, na gruncie której radykalne
zapytywanie mogłoby stanąć pewną stopą jedynie pod
warunkiem wyzbycia się swej radykalności.
Możliwość
filozofowania nie jest wszakże koniecznością. Nikogo nie można
przekonać środkami logicznymi, że winien się zdecydować
na radykalne zapytywanie. Źródłem jest tu decyzja podstawowa,
z tą zaś łączy się wolność. Osunięcie w
radykalną problematyczność przydarza się nam wprawdzie bez
naszego współdziałania, jako że wyzwanie poprzedza wszelką
wolność, niemniej jest ono wyzwaniem skierowanym do naszej wolności:
wzywa nas mianowicie, byśmy mocno trzymali się zapytywania w jego całej
radykalności, byśmy, idąc na wszelkie niebezpieczeństwo,
przyjęli na siebie ciężar filozofowania.
Choć filozoficzna decyzja
podstawowa ma swą podstawę w wolności, to jednak nie jest niczym
arbitralnym i dowolnym. Decyzja ta stanowi właściwą odpowiedź
na wyzwanie wynikające z doświadczenia radykalnej problematyczności,
przy czym wyzwanie to dotyka zapytującego człowieka, nie pozostając
w jego dyspozycji. Dlatego też człowiek, który filozofuje, może
być pewien, iż, decydując się na radykalność
filozofowania, pozostaje wiernym sobie i swym doświadczeniom podstawy.
Decyzja podstawowa wyznacza
również perspektywę, w której filozofującemu jawi
się rzeczywistość. Jego własna egzystencja i świat
tracą dlań - w miarę jak pogrąża się on w
radykalnej problematyczności - początkowy pozór pewności:
nikną teraz, stają się problematyczne. Na wyciągnięcie
ręki leży przede mną jakaś rzecz, której rzeczywistości
mogę być, jak sądzę, najzupełniej pewien. Podobnie
siebie samego, który tę rzecz rozpatruję, czuję się
pewnym. Później jednak staje się to dla mnie problematyczne,
czy rzecz, ja sam i relacja między nami jesteśmy w ogóle
rzeczywiści.
Co, z punktu widzenia tego doświadczenia,
oznacza słowo "rzeczywistość"? Nic innego jak
problematyczność jako taką - problematyczność,
która unierzeczywistnia domniemaną na początku rzeczywistość
i okazuje się bardziej niż ona rzeczywistą. Właściwie
rzeczywiste nie jest domniemane istnienie rzeczy i mojej osoby. Właściwie
rzeczywista nie jest jednak także nicość jako domniemany, choć
negatywny pewnik. Właściwie rzeczywisty jest raczej ów proces,
w którym wszystko, co domniemanie rzeczywiste, wyślizguje się
w niepochwytność. Właściwie rzeczywiste jest to, że
nie ma niczego pewnego, niczego stałego: wątłość,
niesamowitość, nieswojość, spowijająca wszystko zasłona
oddalenia. Bycie bytów to ich zawieszenie w stanie problematyczności,
w nigdy niemożliwym do ustalenia, wciąż znoszącym siebie środku
pomiędzy byciem i niebyciem.
Mógłby ktoś
wysunąć zarzut, iż nonsensem jest przypisywać
problematyczności właściwą rzeczywistość. Trzeba
jednak dokładnie zważyć, co znaczy pojęcie
"rzeczywisty". Kamień nazywam rzeczywistym, gdy leży on na
mej drodze, tak iż się oń uderzam, doświadczając tym
sposobem swej niemocy względem niego. Rzeczywiste jest zatem to, co
napotykamy jako samo z siebie się nam przeciwstawiające -
przeciwstawiające tak, że nie możemy się temu sprzeciwić.
Dotyczy to także problematyczności: przejmuje mnie ona, napiera na
mnie i sama z siebie się mi przeciwstawia; ja sam nie jestem zdolny wystąpić
przeciw niej, jestem skazany na niemoc względem eksplodującej
problematyczności. Radykalna problematyczność jest ponadto
rzeczywistością w wyróżnionym sensie. Zostawia ona za sobą
wszelką daną na początku rzeczywistość, sama nie dając
się niczemu zdystansować. Odrzeczywistniając domniemaną
rzeczywistość, problematyczność pokazuje, w jak niewielkim stopniu
rzeczywistość się nam przeciwstawia. Właśnie w tej
swojej mocy odrzeczywistniania radykalna problematyczność wtrąca
nas w naszą niemożność. W wolności decyzji podstawowej
jako rzeczywista pozostaje jedynie problematyczność wszystkiego i
nasza najgłębsza niemoc.
|