|
Niemniej Kościół nie może
zapominać o tolerancji, jaką władza polityczna zawsze będzie
musiała okazywać, zgodnie z roztropnie przyjętą miarą,
wobec obecnej w społeczeństwie cząstki zła, bo usiłowanie
całkowitego wykorzenienia jej byłoby czymś jeszcze bardziej
szkodliwym. To właśnie jest dobrze znana doktryna świętego
Tomasza z Akwinu, podjęta przez papieży Leona XIII i Piusa
XII. Nie ma ona nic wspólnego z permisywizmem, który
usprawiedliwia akt wewnętrznie zły i czyni zeń "prawo
do" na zasadzie "socjalnej zdobyczy". Jan Paweł II pisze
w Evangelium vitae: "Nie ulega wątpliwości, że
zadanie prawa cywilnego jest inne niż prawa moralnego, a zakres jego
oddziaływania węższy" (71). I dalej pod tym samym
numerem: "Chociaż władza państwowa może niekiedy
powstrzymać się od zakazania czegoś, co - gdyby zostało
zabronione - spowodowałoby jeszcze poważniejsze szkody, nigdy jednak
nie może uznać, że jest prawem jednostek - nawet jeśli
stanowiłyby one większość społeczeństwa - znieważanie
innych osób przez łamanie ich tak podstawowego prawa, jakim jest
prawo do życia."
Doktryna tolerancji stosuje się
szczególnie do tych złych obyczajów społecznych, co do
których moralna świadomość większości została
w danej epoce zaciemniona w sposób głęboki, czasem
niewątpliwie nieprzezwyciężony. Dziś jest to przypadek
aborcji, niegdyś były to inne czyny wewnętrznie złe,
które Kościół pozwalał państwu tolerować
przez długi czas: niewolnictwo, tortury, handel niewolnikami itp. Te czyny
i im podobne, równie wewnętrznie złe, jak dziś
aborcja, były w chrześcijańskim świecie czymś
pospolitym i napotykały wśród katolickiego duchowieństwa
na sprzeciw dużo bardziej dyskretny i wyrozumiały
w stosunku do władzy politycznej niż ten, jaki dziś
hierarchia przejawia wobec zamachów na życie i w ogóle
działań przeciwnych moralności w sferze seksu. Jeśli
stęsknionym za augustynizmem politycznym jawią się one jako
przewrotne w inny sposób niż te dawniejsze, to czy nie jest
tak dlatego, że są one tolerowane przez władzę demokratyczną,
która swojej prawomocności nie czerpie z sakralności,
jakiej udzielałby jej Kościół? Nie można nie zadać
sobie pytania o tę polityczną motywację, świadomie lub
nieświadomie kryjącą się za najbardziej nieprzejednanymi
oskarżeniami o błędy, tolerowane przez liberalne
i demokratyczne państwo.
|