|
Zajmowanie się fundamentalizmem sprawia mi
niejakie kłopoty. Z góry przyznaję, iż sprawę -
z punktu widzenia przydatności dla wiary - uważam za drugorzędną.
Popularność dyskusji na temat rzekomego zagrożenia
fundamentalizmem w krajach zachodnich zdaje mi się objawem poważnej
choroby nękającej kulturę intelektualną. Nie chciałbym
przyczynić się do jej rozwoju. Niestety, nic nie uratuje nas chyba
przed podobną debatą w Polsce, mimo iż, jak postaram się
wykazać, jest ona zupełnie jałowa. Osoby zabierające
w niej głos raczej powtarzają rytualne gesty, niż formułują
krytyczne twierdzenia. Pierwszym zaskoczeniem było dla mnie znaczenie,
jakie dyskusji o fundamentalizmie przypisuje się w krajach
zachodnich. Sądząc po liczbie publikacji teologów katolickich
na ten temat, fundamentalizm, a więc próba narzucenia społeczeństwu
laickiemu norm religijnych, jest głównym zagrożeniem dla państw
liberalnych. Skoro to zagrożenie jest tak wielkie, wydaje się
oczywistą sprawą, iż łatwo będzie wskazać, kto je
reprezentuje.
Weźmy przykład Niemiec, gdzie debata
jest niezwykle gorąca. Poczucie zagrożenia jest czymś
subiektywnym, ale obraz nadciągających tam tłumów
fundamentalistów religijnych musi wywołać uśmiech każdego
nieuprzedzonego obserwatora. W kraju, gdzie z roku na rok spada
liczba praktykujących, gdzie nawet osoby uznające się za chrześcijan
kwestionują podstawowe prawdy wiary - osobowe istnienie Boga, życie
wieczne, sąd ostateczny, synostwo Boże Jezusa - mówić
o groźbie teokracji jest rzeczą zabawną. Kto miałby
stanąć na jej czele? Który z wielkich Kościołów
- protestancki czy katolicki - wystąpi w tej roli? Może pani
biskup Maria Jepsen z Hamburga, która doprowadziła do zaakceptowania
ślubów homoseksualnych przez północnoniemiecką
wspólnotę protestancką? Wprawdzie pani biskup stanęła
w ubiegłym roku na czele pochodu związkowców na Bonn, ale
nikt wówczas nie wspominał o zagrożeniu opresją
religijną.
A może rolę wrogów wolności
i nowoczesności przejmą biskupi katoliccy? Moim zdaniem
nic na to nie wskazuje. Członkowie niemieckiego Episkopatu angażują
się wprawdzie w życie społeczne i mało jest
problemów (bezrobocie, gospodarka rynkowa, stan bezpieczeństwa
obywateli, azylanci), którym nie poświęciliby oddzielnych
listów (proporcjonalnie zdarza się to im czynić kilka razy częściej
niż polskim). Tym niemniej nie słychać, aby z tego powodu
ktoś oskarżał ich o fundamentalizm - nawet tak wrażliwy
na ten problem człowiek jak ksiądz Józef Tischner wyrażał
się o działalności hierarchów niemieckich
z wyraźnym uznaniem. Gdzież są więc owi sympatycy
nowego średniowiecza, wrogowie wolności sumienia, nowi ajatollachowie
Europy?
Otóż są. Według teologa
Knuta Walfa fundamentaliści to centryści i papiści. Zdaniem
księdza Rudolfa Schermanna na ich czele stoi... papież Jan Paweł
II, który jest ostatnim dyktatorem świata. Nie mniej otwarty jest
inny myśliciel - Stephan H. Pfütner - według którego
rzymski aparat trwa dzięki "fundamentalistycznej mentalności
polskiego Papieża". Zresztą co do Papieża, zdania
teologów niemieckich są podzielone i wydaje się, że
Jan Paweł II, przedstawiany przez większość jako imperator,
ma jednak szansę na nieco bardziej pozytywne oceny. Nie może na nie
liczyć natomiast kardynał Joseph Ratzinger, prefekt Kongregacji Nauki
Wiary.
Oczywiście, fundamentalizm nie byłby tak
groźny, gdyby nie propagowały go silne i rzekomo tajne
organizacje. Najczęściej wymienia się w tym kontekście
Opus Dei lub Bractwo św. Piotra (szczegółowy opis walczących
z fundamentalizmem teologów można znaleźć
w znakomitych tekstach Hansa Thomasa: Katholischer Fundamentalismus
i Pluralismus in der Kirche w "Forum Katholische
Theologie", 4/1992 i "Die neue Ordnung" 1/1993). Prawdziwie
czarnym charakterem był przez lata schizmatyczny arcybiskup Marcel
Lefebvre, obecnie fundamentalistami par excellence są jego
spadkobiercy.
Nie wiem, czy przemawia tu przeze mnie
"polska mentalność", czy też pewna niedojrzałość,
ale nie mogę zrozumieć teologów zachodnich. Uderza mnie pewna
sprzeczność. Jak to się dzieje, że im w danym kraju
pozycja Kościoła jest słabsza, im jego rola polityczna mniejsza,
a głos w kwestiach etycznych mniej wyraźny, tym donośniejsze
są ostrzeżenia przed fundamentalizmem?
|