Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Pawel Lisicki
Uwiedziona teologia

IntraText CT - Text

  • Mechanizm
Previous - Next

Click here to hide the links to concordance

Mechanizm

Wielka dyskusja o zagrożeniu fundamentalizmem pojawiła się na Zachodzie w związku z wybuchem rewolucji islamskiej w Iranie. Rozumiem niepokój dziennikarzy i protesty obrońców praw człowieka. Ja również nie zgadzam się z wyrokiem śmierci wydanym na Salmana Rushdiego. Zadaję tylko proste bądź co bądź pytanie: jak te fakty mają się do rzekomego zagrożenia chrześcijańskim fundamentalizmem religijnym w krajach liberalnych? Nie bardzo pojmuję, jak można przy pomocy jednego pojęcia opisywać zupełnie różne fenomeny. Dziennikarze tak czynią, zdarza się to również znanym publicystom, nie powinni jednak tego robić myśliciele poważni. Dziennikarze mają mało czasu i mało miejsca w gazetach (albo czasu na antenie), publicyści lubują się w zaskakiwaniu czytelnika, ale teologowie, którzy mają dużo czasu, dużo miejsca i nie muszą nikogo zaskakiwać - co się z nimi dzieje? Jak mogą nie dostrzegać oczywistej różnicy między pojęciem fundamentalizmu w odniesieniu do krajów islamskich i chrześcijańskich?

W krajach islamskich trudno mówić o rozdziale państwa i Kościoła choćby z tego banalnego powodu, że Koran jest nie tylko prawem religijnym, ale i świeckim. Innymi słowy, gdyby uznać, że każde podporządkowanie sfery świeckiej (prawa rodzinnego, cywilnego, niekiedy karnego) przepisom religijnym może już być fundamentalizmem, to cały islam i cały judaizm z natury byłyby religiami fundamentalistycznymi. Ta konsekwencja umyka większości dziennikarzy zajmujących się rejonem Bliskiego Wschodu. I tak prasa pisze często o fundamentalistach algierskich czy egipskich, rzadko jednak wspomina o fundamentalizmie choćby w Arabii Saudyjskiej. A jak wiadomo, w tym właśnie kraju szariat, czyli prawo koraniczne, obowiązuje bezwzględnie - do tego stopnia, że nagminnie stosuje się wyroki śmierci za kradzież.

Można sądzić, że ci, którzy piszą o fundamentalistach islamskich, mają na myśli po prostu terrorystów, którzy mordują w imię religii. To, że rozumienie religii u tych terrorystów jest fałszywe i że wyznawcy islamu wcale nie dziką hordą morderców, to inna sprawa. W każdym razie zgadzam się, że istnieje zjawisko, rozpowszechnione szczególnie w krajach islamskich, które polega na tym, przy pomocy gwałtu narzuca się inaczej wierzącym koncepcję prawdy religijnej oraz normy prawa. W tym przypadku (i tylko w tym) można używać pojęcia fundamentalizm. Znaczy ono tyle co "terroryzm" lub "fanatyzm religijny". Innymi słowy uważam, że o fundamentalizmie można mówić wprost tylko wówczas, gdy łączy się z nim skłonność do przemocy, gwałt i terroryzm. W pewnym sensie fundamentalistami można także nazwać osoby, które odmawiają innym prawa do wolności sumienia. I tak w wielu krajach muzułmańskich przejście z islamu na przykład na chrześcijaństwo może zostać ukarane śmiercią (choćby ostatnio głośny przypadek w Kuwejcie). Samo słowo "fundamentalizm" powstało jednak dla określenia odłamu protestantów, którzy pod koniec XIX wieku sprzeciwili się postępowi teologii liberalnej. Twierdzili oni, niezależnie od zmian i rozwoju religijnego pewne twierdzenia wiary (fundamenty) niepodważalne. Na pierwszy rzut oka widać zatem, że współczesne, potoczne rozumienie fundamentalizmu w odniesieniu do krajów islamskich (a więc skłonność do przemocy, narzucanie innym swej wiary) i znaczenie tradycyjnie określające postawę niektórych protestantów (zachowanie prawd objawionych) całkiem różne. W pierwszym wypadku chodzi o zastosowanie przemocy państwowej albo dla nawracania, albo dla podtrzymywania wiary, w drugim o wewnątrzreligijną kontrowersję. Dlatego za fałszywe uważam twierdzenie Ursa Altermatta, autora książki Katolicyzm a Nowoczesny Świat, "w ostatnich trzech dekadach XX wieku to typowo amerykańskie zjawisko przerodziło się w ogólnoświatowy fenomen, sięgający od islamu po judaizm". To nie "typowo amerykańskie zjawisko" przerodziło się w ogólnoświatowy fenomen, ale elity intelektualne i opiniotwórcze zaczęły używać tego samego słowa w różnych, nie przystających znaczeniach i określać nim sprzeczne fenomeny. Jak to się stało, że jednego pojęcia zaczęto używać opisując tak różne zjawiska, jak terror wobec innych i wierność nakazom Objawienia? Co ma wspólnego Dżihad i programowo wstrzymujące się od uprawiania polityki Opus Dei, Hamas i przywiązane do Mszy łacińskiej Bractwo św. Piotra, GIA (Islamskie Grupy Zbrojne) i krytykujący Sobór Watykański II Marcel Lefebvre?

Sądzę, że słowo fundamentalizm nie zrobiłoby takiej kariery, gdyby nie sprytny zabieg współczesnych relatywistów zachodnich, którzy wykorzystali je w polemice z obrońcami wartości tradycyjnych. Pojęcie to było wygodne dla liberałów, bo budziło odpowiednie skojarzenia (krew niewinnych ofiar zamachów bombowych, prześladowanie wolnej myśli, przemoc, terror). Miało służyć wytworzeniu wśród opinii publicznej spontanicznego podejrzenia, osoba uznająca istnienie bezwzględnej prawdy religijnej i niezmiennych wartości (a więc choćby przeciwnicy aborcji, eutanazji czy legalizacji związków homoseksualnych) jest potencjalnym zabójcą i terrorystą. Jak wiadomo, skojarzenia nie zależą od refleksji. Powołam się tu na jedną z wypowiedzi znanej piosenkarki Kory. Powiedziała ona, ni mniej, ni więcej, słysząc słowo "konkordat", czuje zapach dymu ze stosów inkwizycji. Piszę to nie dlatego, aby podkreślić subtelność powonienia piosenkarki, ale by wskazać mechanizm powstania debaty o fundamentalizmie. Jedyny zabieg, jaki tu zastosowano, polegał na przeniesieniu określenia fundamentalizm (stosowanego w odniesieniu do terrorystów z krajów islamskich) na Zachód, przy równoczesnym poszerzeniu jego zakresu znaczeniowego.

Chrześcijaństwo z samej zasady nie jest religią prawa objawionego, jak islam czy judaizm. Dawno już także minęły czasy, kiedy poważnie można było mówić o zakusach teokratycznych w Kościele, jeśli przez teokrację rozumieć poddanie instytucji świeckich pod kontrolę władzy duchownej. Jednak przeniesienie pojęcia zrobiło swoje. W praktyce wygląda to tak, że każda osoba występująca w sferze publicznej w imię racji religijnych zyskuje sobie miano fundamentalisty. Liberałowie definiują sferę publiczną w opozycji do religii i niezmiennych wartości moralnych, zatem każdy, kto owej neutralności nie uznaje, obwoływany jest fundamentalistą.

Fundamentalistami okazują się nie ci, którzy, jak w krajach islamskich, narzucają normy życia religijnego (a niekiedy wręcz wyznanie) osobom świeckim, ale ci, którzy bronią dla siebie prawa do publicznego wyznawania religii oraz uznają, prawa i obyczaje świeckie podlegają niezależnej mierze moralnej. Z liberalnego punktu widzenia fundamentalistami byli zarówno Bawarczycy występujący w obronie krzyży w szkole, jak przeciwnicy rozpowszechniania plakatu reklamującego film Skandalista Larry Flynt. W wizji liberalnej można być osobą religijną tylko we wnętrzu sumienia; manifestując przekonania religijne na zewnątrz, w przestrzeni publicznej, jest się już fundamentalistą. Sądzę, że chrześcijanin nie może się pogodzić z takim stanowiskiem. Ma on obowiązek bronić słusznych moralnie praw, a także występować przeciw tym, którzy publicznie obrażają jego religię.

 




Previous - Next

Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library

Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC
IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License