| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Pawel Lisicki Uwiedziona teologia IntraText CT - Text |
|
|
|
Posiadacze prawdyMyśliciele liberalni mówią, iż fundamentalistami są osoby, które wierzą, że są w posiadaniu prawdy, czyli uważają, iż nauka, jaką głoszą, jest prawdziwa, nienaruszalna, pochodzi z góry i obowiązuje wszystkich. Nazwanie kogoś posiadaczem prawdy wywołuje od razu negatywne skojarzenia. Czy prawda jest rzeczą, którą jedni mają, jak na przykład starą szafę, a inni nie? Przyjrzyjmy się tej opinii bliżej. Posiadać to - dosłownie - móc swobodnie dysponować daną rzeczą oraz chcieć ją zachować dla siebie. Nie mogę zrozumieć więc, jak można nazwać posiadaczem prawdy kogoś, kto neguje swobodę rozporządzania objawieniem i chce je przekazywać nienaruszone innym. O co więc chodzi? O to, jak mniemam, że teologowie liberalni w ogóle negują możliwość na tyle wyraźnego poznania prawdy religijnej, aby można było domagać się jej przyjęcia od innych. Dlatego starają się przedstawić swych oponentów jako posiadaczy prawdy, a więc jako osoby głoszące arbitralność tego, czym jest objawienie. Faktycznie jednak nowi teologowie dokonują nadużycia. Jeśli ktoś mówi, iż posiada prawdę, ma na myśli to, iż ją przechowuje i przekazuje w całości. W tym pochodnym sensie posiadaczami prawdy byli nauczyciele Kościoła. Uważali oni, iż prawda objawienia jest wyrażona w zdaniach racjonalnych, oddających rzeczywistość, i podana do wierzenia. Nie różni się ona niczym od każdej innej prawdy (fizycznej, przyrodniczej, matematycznej, historycznej), poza tym jednym, iż jej źródłem nie jest dociekanie naturalne, ale samoobjawienia Boga. Jeśli więc, jak chcą tego dzisiejsi nauczyciele religii, takie rozumienie oznacza fundamentalizm, to fundamentalistami byli i powinni być, jak się wydaje, wszyscy katolicy. To, że Jezus urodził się z Dziewicy, umarł na krzyżu i zmartwychwstał w ciele, jest dla katolika prawdą nie podlegającą dyskusji. I obiektywną: jej wyznawanie jest obowiązkiem moralnym wszystkich ludzi, o ile mieli szansę ją rozpoznać - "I rzekł im: Idąc na cały świat, głoście ewangelię wszystkiemu stworzeniu. Kto uwierzy i ochrzczony zostanie, będzie zbawiony, ale kto nie uwierzy, będzie potępiony" (Mk 16, 15-16). Widać, iż przy takiej definicji do grona fundamentalistów można by zaliczyć zarówno Apostołów, jak i samego Mistrza z Nazaretu. Założyciel chrześcijaństwa nie tylko uważał siebie za Prawdę, ale co gorsza domagał się od współczesnych uznania tego faktu. "Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał" (J 5, 23). Wszystkie argumenty, jakie przedstawiają walczący z fundamentalizmem teologowie, mogłyby doskonale zostać użyte przez arcykapłanów. W końcu to oni występowali przeciw fundamentalistycznej pokusie Jezusa, który od wyznania wiary w swoje posłannictwo uzależniał możność poznania Najwyższego. Co gorsza, jego przyjazd do Jerozolimy, jak doskonale pokazał John Bowker w książce Sens śmierci, musiał być odebrany przez arcykapłanów, najwyższą instancję religijną judaizmu, jako prowokacja. Gdyby Jezus nie ruszał się z Galilei, mógłby w spokoju głosić swą doktrynę. Czy faktycznie nie podburzał on ludu przeciw starszym i kapłanom? Dla współczesnego czytelnika fundamentalistyczny duch - mówiąc językiem teologów zachodnich - jakim przepojona jest Ewangelia, nie ulega wątpliwości: niechęć do wyznania, iż Jezus jest Mesjaszem, określana tam bywa jako większe umiłowanie chwały ludzkiej i zdrada Boga. W Ewangelii nie ma dwóch prawd na temat Jezusa. Jest jedna, a jej wyznanie jest dla zbawienia i poznania Boga rzeczą konieczną - "Bo jeśli ustami wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz" (Rz 10,9). Niestety, Jezus ani jego uczniowie nie zechcieli zająć miejsca, jakie gotowi im są przyznać teologowie współcześni. Dlatego tak trudny jest dziś dialog religijny i tak łatwo powoływać się fundamentalistom na święty tekst. Identyczne podejście do prawdy przewija się od samego początku historii Kościoła. Przynależność do Kościoła zawsze uzależniano od wyznania prawdziwej wiary. Nie widzę tu zasadniczej różnicy między św. Atanazym ("każdy, kto chce być zbawiony, musi wyznawać...") a kardynałem Ratzingerem, który od teologa ze Sri Lanki, potem ekskomunikowanego, zażądał wyznania Credo. Gdyby do historii Kościoła przyłożyć miarę proponowaną przez wielu teologów współczesnych, to poza nimi samymi wszyscy doktorzy i nauczyciele okazaliby się fundamentalistami.
|
Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License |