|
Przypatrując się bliżej tej
podwójnej drodze, dostrzegamy inne, bardziej zasadnicze
przeciwieństwo: oto w istocie rzeczy na odrzucenie zasługuje
cała bez wyjątku ludzkość, na zbawienie zaś tylko Jeden,
Jezus Chrystus. I dopiero tutaj w oczy rzuca się najważniejszy aspekt
sprawy, jaki się zwykle wymyka naszemu widzeniu, mimo iż jest on
punktem decydującym: darmowy, niczym nie zasłużony, z
łaski wywodzący się charakter naszego zbawienia. Teologicznie mówiąc
i nie abstrakcyjnie: być zbawionym znaczy przecież być przez
Boga miłowanym; do miłości zaś nie sposób
odwoływać się na drodze prawnych uroszczeń, w żadnej
do miłości proporcji nie znajdują się także
jakiekolwiek ludzkie dobre uczynki i zasługi czy etyczne uwarunkowania.
Przepiękny i "nowatorski" tekst
soborowy mówi o przyporządkowaniu do Ludu Bożego
wszystkich, którzy jeszcze nie przyjęli orędzia Ewangelii (nr
16). Skłonni do myślenia ustrojowo-hierarchicznego powiemy sobie
pewnie: są to ci wszyscy, którzy jeszcze nie przyjęli chrztu i
nie uznają kierowniczej roli papieża i biskupów. Byłby
to mylny kierunek domysłów. O przynależności do Kościoła
(całkowitej lub częściowej) Konstytucja o Kościele jasno
mówi w innych miejscach (m.in. w numerze 15). W słynnym numerze 16
KK Urząd Nauczycielski Kościoła mówi o
przyporządkowaniu do Kościoła: najpierw Żydów a
następnie i muzułmanów, trzecią kategorię
przyporządkowanych stanowią szukający Boga "po omacku i
wśród cielesnych wyobrażeń", a wreszcie i sami niewierzący,
których uczciwe życie to nic innego jak "przygotowanie do
Ewangelii". W ten sposób oficjalny dokument Kościoła
przemawia chyba po raz pierwszy w historii chrześcijaństwa.
Kategoria przyporządkowania
naprowadza jednak, choć z innej strony, na skonkretyzowane pytanie: co
właściwie człowiek musi posiadać, by móc zwać
się chrześcijaninem względnie sympatykiem Chrystusa? Nowy
Testament udziela tu dwóch uzupełniających się
odpowiedzi, rozjaśniających pojęcie przyporządkowania
do Kościoła, lub, mówiąc językiem starej teologii,
domniemanego pragnienia przynależenia do Kościoła ("votum
Ecclesiae"). Odpowiedź pierwsza brzmi: kto posiadł
miłość, ten ma wszystko. Jest to wymóg totalny i
bezwarunkowy. Nieodzowność tę ujawnia rozmowa Jezusa z uczonym w
Prawie (Mt 22,35-40), a także wypowiedź św. Pawła o
miłości jako "wypełnieniu" Prawa (Rz 13,9Ún).
Wymowa szczególnie doniosła przysługuje jednak słowom
Jezusa z kazania o Sądzie Ostatecznym (Mt 25,31-46) - tutaj Sędzia
świata nie dochodzi tego, w co kto wierzył, uznawał czy
przyjmował w zakresie wiary, nie spyta o to, czy przystępowaliśmy
do sakramentów; sąd toczył się będzie
wyłącznie wedle "parametrów" miłości,
jedynym sakramentem, o który zapyta Sędzia najwyższy, będzie
sakrament brata - bliźni jako wielkie incognito Boga żyjącego
wśród nas. Rozstrzygające będzie nie to, czy ktoś
zna imię Pana (Mt 7,21), lecz ludzkie spotkanie z Bogiem w drugim
człowieku.
|