|
Na posiadaną przez nas miłość,
która jest wszystkim, spojrzeć jednak należy krytycznie i
wnieść to istotne zastrzeżenie, że miłości
rzeczywiście nie posiada nikt. "Wszyscy bowiem zgrzeszyli i
pozbawieni są chwały Bożej", zawyrokuje Paweł (Rz
3,23). Każdą miłość w jakiś sposób wypacza
i zatruwa ludzki egoizm. Czyż wobec tego wszyscy jesteśmy
zasądzeni i potępieni? Owszem, z punktu widzenia prawa
zasługujemy na odrzucenie, fatalne niedostatki i niedociągnięcia
naszego życia wyrównuje jednak Chrystus obfitością swej
miłości zastępczej. Z naszej strony wymagana jest jednakże
jedna tylko postawa: gest otwartych rąk na dar Jego niezmierzonej
miłości. Ów ruch otwarcia się św. Paweł nazywa wiarą.
Nie chodzi w tym wypadku o wiarę w pełnym tego słowa znaczeniu,
co do której wiemy, iż spełniać musi cały szereg
warunków. Chodzi tu raczej o wiarę przed wiarą,
postawę tak dobrze nam znaną z Biblii jako "ubóstwo w
duchu", czyli prostota serca. "Ubodzy w duchu" to przecież
ci ludzie, którzy w Izraelu przyjęli Dobrą Nowinę, by
dopiero później tę akceptację przekuwać w całe bogactwo
wiary rozwiniętej.
A zatem jeszcze raz. Na pytanie o
żądanie, jakiemu człowiek musi sprostać, by osiągnąć
zbawienie, Pismo Święte udziela dwu odpowiedzi wewnętrznie z
sobą sprzężonych. Mówi niejako na jednym oddechu: "Wystarcza
sama miłość" oraz "Wystarcza tylko wiara".
Obie odpowiedzi wskazują na postawę wychodzenia i wyrastania poza i
ponad siebie z równoczesną radykalną zmianą marszruty, której
celem jest drugi człowiek.
Odpowiedzi te rzucają sporo światła
na zagadnienie zbawiających się "poza Kościołem":
nie zbawia żaden system, instytucja czy wręcz religijna ideologia; zbawienie
nie tkwi spokojnie zakodowane w jakiejś wielkiej nawet religii. Zbawienie
jest pójściem za głosem sumienia, co w gruncie rzeczy nie
oznacza przyłączenia się do określonego przekonania
religijnego, "gwarantującego" życie wieczne. Owa
wierność sumieniu może czasem przebiegać nawet w poprzek
lub przeciwko systemom, w jakich trwają jego zwolennicy. Pójść
za swym sumieniem to bowiem nic innego jak podążać za
głosem wzywającym do wiary i do miłości. To jest owa
dwójjednia postaw, które z braku lepszego określenia
nazwać możemy chrześcijaństwem anonimowym.
I dlatego można beznamiętnie
przyjmować roszczenia wielkich religii twierdzących, że są
prawdziwe. Te absolutne przekonania mogą trwać, byleby wyznawcy danej
religii zdawali sobie sprawę z tego, iż w ich otwartym i dynamicznym
systemie znaleźć można całą prawdę, w
takim stopniu, w jakim staje się ona dla nich dostępna. Taka postawa
prowadzi do międzyreligijnego dialogu, do którego tak
nieznużenie ponagla Jan Paweł II; papież w swej encyklice
misyjnej, Redemptoris missio (1990), stwierdza bez ogródek,
że i Kościół, cieszący się posiadaniem
pełnej prawdy Bożej, nosi ją przecież w naczyniach
glinianych. Stąd też rodzi się podwójny respekt
Kościoła wobec innych religii, okazujący "szacunek dla
człowieka w jego poszukiwaniu odpowiedzi na najgłębsze pytania
życia i szacunek dla działania Ducha w człowieku" (RM 29).
Nawet w kwestii różnic między
wyznaniami chrześcijańskimi zdobywamy się dzisiaj na spojrzenia
swobodne, nie obciążone afektami. Oto migawka ekumeniczna, bardzo
tutaj na miejscu. Istnieją ekumeniczne wspólnoty, jak Taizé
we Francji lub "Kościół Zbawiciela" w Waszyngtonie i
okolicach oraz liczne wspólnoty charyzmatyczne, gdzie chrześcijanie
różnych wyznań z jednej strony zachowują swe członkostwo
w ich macierzystym Kościele, z drugiej zaś - łączą
się wyraźnie w posłudze spodziewanego jednego już
Kościoła. Brat Roger Schutz i inni teologowie status ten
opisują, na wzór podwójnego obywatelstwa, jako "podwójne
członkostwo". Nazwa ta budzić może nieporozumienia. Nie ma
ono jednak nic wspólnego z powierzchownie udzielaną sobie
gościnnością eucharystyczną lub wręcz z wyrzeczeniem
się widzialności jednego Kościoła Jezusa Chrystusa. Sformułowanie
o podwójnym członkostwie pragnie raczej oddać radykalnie
odczuwany postulat czynienia wszystkiego, co tylko możliwe, dla utrzymania
własnego Kościoła i innych wspólnot w ustawicznym ruchu
ku ostatecznej jedności. Postulat to zatem niezwykle dynamiczny i
profetyczny.
|