|
Poruszmy wreszcie
palącą kwestię prowadzenia misji. Wielu teologów
misyjnych, a szczególnie samych misjonarzy, zdaje się gubić
istotę znaczenia misji Kościoła. Motywacja ratowania dusz,
prezentowana dawniej naiwnie i bez teologicznych wyjaśnień, nie jest
już w stanie uzasadniać sensu i konieczności dzieła
misyjnego, szczególnie od Vaticanum II stwierdzającego
autorytatywnie (o czym przecież mówił już Pierwszy List
do Tymoteusza), że Bóg pragnie zbawienia wszystkich ludzi. A
jeżeli Bóg chce zbawienia wszystkich, to Jego wola nigdy nie jest
wolą bezsilną sprowadzającą się do pustej deklaracji
werbalnej.
Dodatkowa trudność
dotyka teologii ekumenicznej. Drugi Sobór Watykański stwierdził
nie mniej wyraźnie, iż również niekatolickie
wspólnoty kościelne mogą być traktowane jako autentyczne
Kościoły i stąd także im przysługuje prawdziwa funkcja
doprowadzania ludzi do zbawienia. Wypowiedź ta czeka jeszcze na dalsze wyczerpujące
rozstrzygnięcia teologiczne.
Pytania można by zapewne
mnożyć. I oto - na szczęście - od trzech lat mamy w ręku
cytowaną już encyklikę Jana Pawła II Redemptoris missio,
w której papież dotyka i tego newralgicznego punktu
kościelnego przepowiadania.1 Do wypowiedzi wiodących
należy bez wątpienia stwierdzenie, iż podmiotem misji jest
cały Kościół, że "misje dotyczą wszystkich
chrześcijan... Wiara umacnia się, gdy jest przekazywana!"
(nr 2). Skorygowane zostaje tu najpierw obiegowe, biblijne uzasadnienie misji:
jest nim nie tyle tzw. rozkaz misyjny: "Idźcie więc i nauczajcie
wszystkie narody..." (Mt 28,19), ile słowa Kazania na Górze,
skierowane do wszystkich wierzących: "Wy jesteście solą
ziemi... Wy jesteście światłem świata" (Mt 5,13 n).
Uniwersalną myśl o
misji papież rozwija następnie w pierwszym rozdziale encykliki,
zatytułowanym monumentalnie: Jezus Chrystus jedynym Zbawicielem, co
przełożylibyśmy tak: "Głównym i jedynym
misjonarzem jest Chrystus". Istotnie, całość misji
wypływa z wiary w Jezusa Chrystusa i nie może być zrozumiana inaczej
jak tylko w wierze. Chrześcijanin jest osobą niejako "przechwyconą"
przez Chrystusa, która w Nim znalazła zbawienie. Dzięki
łasce Chrystusa człowiek odkrył ostateczny sens i wymiar swego
życia i odtąd nie może się powstrzymać od
zniewalającej wręcz siły komunikowania tego szczęścia
każdej i każdemu, kogo spotka na swej drodze życia. Z drugiej
strony - ludzie i ludy nie znające tego szczęścia mają
prawo do takiej wymiany myśli i przeżyć, co jednak nie może
nigdy oznaczać, by wierzący w Chrystusa mógł przekazywać
swe przekonania religijne sięgając po argument siły. Oczom
adresatów międzyreligijnego dialogu nigdy nie odsłoni się
prawdziwa tajemnica Chrystusa, jeżeli chrześcijanin-misjonarz nie
potraktuje ich z respektem jako autentycznych partnerów spotkania.
Celnie mówi o tym encyklika: "Kościół zwraca
się do człowieka w pełnym poszanowaniu jego wolności: misja
nie uszczupla wolności, ale działa na jej korzyść. Kościół
proponuje, niczego nie narzuca; szanuje ludzi i kultury, zatrzymuje
się przed sanktuarium sumienia" (nr 39). Ze słów tych w
żadnym wypadku nie można wyczytać nawoływania do misji jako
krucjaty.
Naleganie Jana Pawła II
na obowiązek i zaszczyt ewangelizacji nigdy nie wyklucza
międzyreligijnego dialogu. Papież nie żąda od
chrześcijańskiego świadka, by za wszelką cenę
zdążał do nawrócenia partnera i doprowadzenia go do chrztu.
Nie chodzi przecież o ludzi nieodwołalnie straconych w wypadku,
jeśli nie przyjmą tego sakramentu. Następujący cytat
powraca w tekście encykliki aż trzykrotnie w tym samym
sformułowaniu: "Duch Święty wszystkim ofiarowuje możliwość
dojścia w sposób Bogu wiadomy do uczestnictwa w tej paschalnej tajemnicy"
(RM 6, 10, 28). Jan Paweł II uczy więc, iż plan Bożego
zbawienia kieruje się do wszystkich ludzi i do każdego z osobna, co
oczywiście nie minimalizuje roli Chrystusa czy Kościoła.
|