|
Już samo to sformułowanie ma prawo
wyzwolić podwójną reakcję. Przede wszystkim zaskoczenia,
jeżeli nie zgorszenia, a zaraz potem niepokoju, że coś tu jest
niejasnego, wymagającego jakiegoś skorygowania. Obie reakcje są
słuszne.
Słuszne jest przede wszystkim zaskoczenie i
zdziwienie: przecież z bogatej soborowej nauki i od czasu, kiedy i u nas
panowała godna uznania fascynacja myślą Soboru,
ukształtowało się przekonanie, że ta kategoria jest jak najbardziej
poprawna i nie wymaga żadnej korektury. Tymczasem jest inaczej, a w każdym
razie pojęcie to trzeba w istotny sposób skorygować. I
stąd podstawa do niepokoju, że w tak oczywistej, wydawałoby
się, sprawie trzeba dokonać dość istotnej rewizji.
Ażeby właściwie spojrzeć na
sprawę tak zwanych kręgów przynależenia do Kościoła,
trzeba przede wszystkim ustalić, co to jest przynależność
do Kościoła i w jaki sposób się ona dokonuje.
Otóż przynależnością
jest bycie w Kościele, Mistycznym Ciele Chrystusa, przez wiarę i
sakramenty, a przede wszystkim chrzest. Wiara jest uznaniem w Chrystusie Boga i
Zbawiciela, chrzest wprowadza w orbitę życia Bożego; wiara i
chrzest czynią członków Kościoła przybranymi
dziećmi Bożymi w Chrystusie. Bo - jak powie Konstytucja o
Kościele, cytując List do Rzymian - "Bóg postanowił
przed wiekami, aby ludzie stali się podobni do Syna Jego, który
miał być pierworodnym między wielu braćmi" (nr 2).
I to właśnie zanurzenie w Chrystusie, Synu Ojca i ludzkim Bracie,
przez łaskę uświęcenia, stanowi istotę
Kościoła. W ten sposób Kościół staje się
"domem wspólnego Ojca", a zarazem, dzięki Chrystusowemu posłannictwu
mesjańskiemu, przekazanemu Apostołom i ich następcom,
świątynią zbawienia. Wypełniona jest ona nadprzyrodzonymi
dobrami, które czynią z niej jedyne w swoim rodzaju środowisko
zbawienia, służące wzrostowi w Bożym usynowieniu i
nadprzyrodzonym spełnianiu się członków
Kościoła żyjących w jego obrębie. Krótko
mówiąc, Kościół jest wspólnotą
zbawionych, a zarazem "narzędziem zbawienia". Jak powie dalej
Konstytucja o Kościele, "ustanowiony przez Chrystusa [Kościół]
dla wspólnoty życia, miłości i prawdy,
używany jest również przez Niego za narzędzie zbawienia
wszystkich..." (nr 9).
Jakie płyną z tego konsekwencje?
Ograniczę się do najważniejszych związanych ze sprawą
tak zwanych kręgów przynależności. Chodzi o to,
że tylko dokonujący wyboru Chrystusa przez wiarę w Niego i Jego
godność zbawicielską oraz włączający się w
rytm Jego zbawiającej łaski i żyjący nią znajdują
się w obrębie Kościoła. A takimi są tylko chrześcijanie.
Ściśle więc biorąc, istnieje jeden krąg przynależności
do Kościoła, który stanowią tylko chrześcijanie.
Co prawda, w obrębie fundamentalnej
przynależności chrześcijańskiej istnieje pewne
dość ważne zróżnicowanie. Polega ono na tym, że
w ujęciu ostatniego Soboru katolicy spełniający wszystkie
warunki takiej przynależności należą do Kościoła "w
pełni" (KK nr 14), zaś pozostali, "ci, którzy
wierzą w Chrystusa i otrzymali ważnie chrzest, pozostają w
jakiejś, choć niedoskonałej wspólnocie (communio)
ze społecznością Kościoła katolickiego" (DE nr
3). Można by tu więc mówić o jakichś dwu
chrześcijańskich, ale tylko chrześcijańskich, kręgach przynależności
do Kościoła. Jest jednak rzeczą pewną, że zwolennicy teorii
kręgów przynależności szli i idą znacznie dalej,
bo daleko poza obręb chrześcijaństwa.
A tymczasem nie ma do tego żadnych podstaw,
wręcz odwrotnie, źródłem tego rodzaju poglądu jest
po prostu nieporozumienie związane z pomieszaniem porządku przynależności
do Kościoła z porządkiem zbawienia. Powrócę jeszcze
do tego ważnego zagadnienia. Obecnie natomiast, wobec bulwersującego
zapewne niektórych twierdzenia o bezprzedmiotowości teorii
kręgów przynależności włączającej w
nią, generalnie rzecz biorąc, niechrześcijan, nie od rzeczy
będzie odwołać się w tej sprawie do autorytetu nauczania
papieskiego.
I tak, w encyklice Redemptoris missio mowa
jest o ludziach, którym brak "możliwości poznania czy
przyjęcia ewangelicznego Objawienia i wejścia do
Kościoła... Dla nich Chrystusowe zbawienie dostępne jest
mocą łaski, która, choć ma tajemniczy związek z
Kościołem, nie wprowadza ich do niego formalnie..."
(podkr. S.N.). Sprawa jest więc oczywista, choć może dobrze
będzie jeszcze dodać, że tak samo rzecz widzi nie byle kto, ale
sam Hans Küng, który w swojej posoborowej eklezjologii pisze zdecydowanie:
"błędem jest rozciąganie pojęcia Kościoła na
ludzi, którzy nie należą do wspólnoty ludzi wierzących
w Chrystusa i wyznających Go" (L`Eglise..., t. II, s. 444).
|