|
Powiedzmy od razu, że to bardzo udane
określenie sygnalizuje ważne, ale i skomplikowane zagadnienie
zbawienia ludzi znajdujących się poza obrębem Kościoła.
Analizę tego zagadnienia trzeba rozpocząć od wspomnianego przed
chwilą rozróżnienia między przynależnością
do Kościoła a zbawieniem. Oczywiście, idzie o
rozróżnienie względne, aspektowe, bo w istocie między
jedną a drugą sprawą istnieje głęboka więź,
którą stanowi właśnie kwestia zbawczego kontaktu z Bogiem.
Nawiązanie i wzbogacanie takiego kontaktu jest ostatecznie celem Kościoła,
tak jak i tych, którzy znajdują się poza nim.
W Kościele, który jest domem Ojca,
wspólnotą przybranych dzieci Bożych, świątynią
łaski i bogatą skarbnicą środków pomagających w
jej rozwoju a natchnionych przez Ducha Świętego,
osiągnięcie zbawienia staje się pewniejsze i skuteczniejsze. Dotyczy
to zwłaszcza członków Kościoła katolickiego,
który przypisuje sobie pełnię tych środków (por.
DE nr 3).
Inaczej rzecz wygląda w odniesieniu do tych,
którzy znajdują się na bliższych albo dalszych
"pograniczach" Kościoła. Wszyscy oni są "z
łaski Bożej powołani do zbawienia" (KK nr 13). Zbawienie to
jednak jest możliwe jedynie w Chrystusie i przez Chrystusa. Co
więcej, "jeżeli zbawienie zostało przeznaczone dla
wszystkich - powie encyklika Redemptoris missio - musi być dane konkretnie
do dyspozycji wszystkich" (nr 19). Oznacza to, że Chrystusowe
dzieło zbawcze, niezbędne do wejścia w zbawczy kontakt z Bogiem,
musi być "jakoś" osiągalne dla tych także,
którzy nie mogą zetknąć się z Chrystusem i Jego zbawieniem
na tzw. normalnej drodze, jaką jest ewangelizacja czy religijny dialog.
Encyklika próbuje objaśnić to tajemnicze
"jakoś" i przy okazji dotyka, jak już wspomniano,
właśnie sprawy Kościoła. "Dla tych ludzi - stwierdza papieski
dokument - zbawienie dostępne jest mocą łaski, która
choć ma tajemniczy związek z Kościołem, nie wprowadza w
niego formalnie, ale oświeca ich w sposób odpowiedni do ich
sytuacji wewnętrznej i środowiskowej" (tamże).
Ludzie "pogranicza" Kościoła
mają więc realną możliwość zbawienia dzięki łasce
Chrystusowej, która, z jednej strony, jest niedostępna ludzkiemu
poznaniu ("niewidzialna", RM nr 19), ale - z drugiej - "ma
tajemniczy związek z Kościołem" (tamże), który
posiada "pełnię środków zbawienia" i
"wszystkie dobra zbawienia" (DE nr 3) wysłużone przez
Chrystusa i udostępnione ludziom przez działanie Ducha
Świętego. I to z tej skarbnicy "dóbr zbawienia"
złożonej w Kościele czerpie On i rozdziela łaskę
zbawienia także i poza obrębem Kościoła. Choć bowiem
Duch Święty "objawia się w szczególny sposób
w Kościele", to przecież "Jego obecność i
działanie są powszechne, bez ograniczeń przestrzennych i
czasowych" (RM nr 28). W ten sposób "Duch Święty
wszystkim ofiarowuje możliwość dojścia w sposób
Bogu wiadomy do uczestnictwa w paschalnej tajemnicy" (RM nr 28 -
podkr. S.N.).
Encyklika w subtelny sposób charakteryzuje
tę działalność zbawczą Ducha Świętego, tak w
wymiarze jednostkowym, jak i społecznym (tamże), ale z całym naciskiem
podkreśla, że "zbawienie, które jest zawsze darem Ducha,
wymaga współpracy człowieka w zbawieniu siebie samego i
innych" (nr 9). Dodajmy od razu, że współpraca ta nie
jest łatwa ze względu na słabość człowieka i przeszkody,
jakie stawia nam na drodze świat i urzekająca nas
doczesność.
W tym kontekście trzeba z
całą siłą podkreślić obiektywną
przewagę Kościoła i przynależności do niego w
rzeczywistym osiągnięciu zbawienia. Encyklika i w tym miejscu
wypowiada się w sposób zaskakująco przejrzysty i wymowny:
"Pierwszy, który korzysta z dóbr zbawienia, jest
Kościół. Chrystus nabył go swą Krwią (por. Dz
20,28) i uczynił go swym współpracownikiem w dziele
powszechnego zbawienia... Chrystus żyje w nim; jest jego Oblubieńcem;
sprawia jego wzrost; wypełnia przez niego swe posłannictwo" (nr
9). A gdy dodać do tego wyrażające się bardzo konkretnie w
ekonomii sakramentalnej i procesie uświęcania człowieka (cnoty boskie,
cnoty wlane, dary Ducha Świętego, charyzmaty) działanie Ducha
Świętego, to nie sposób nie dojrzeć tej wyjątkowej
przydatności Kościoła do zbawienia. Mniej lub więcej
świadome pozostawanie na "pograniczach" albo jeszcze lepiej na "obrzeżach"
tak rozumianego Kościoła nie może być określone
inaczej jak brak odpowiedzialności człowieka za jego ziemski los i
ostateczne przeznaczenie. Pozostawanie bowiem na takich pozycjach oznacza albo
niedostrzeganie, albo, co gorsze, lekceważenie przez człowieka ryzyka
odrzucenia ustanowionej przez samego Boga "powszechnej pomocy do
zbawienia", jakim jest Kościół (por. DE nr 3).
Uwypuklając
trudności i ryzyko osiągnięcia zbawienia poza
Kościołem, nie sposób nie zwrócić uwagi na zaakcentowane
przez Sobór ryzyko istniejące także i w obrębie
Kościoła. Wiąże się ono z dowolnością
podejścia do warunków, jakich trzeba dotrzymać, żeby w
pełni należeć do Kościoła. "Nie dostępuje
jednak zbawienia, choćby był wcielony do Kościoła, ten, kto
nie trwając w miłości, pozostaje wprawdzie w łonie
Kościoła ciałem, ale nie sercem" (KK nr 14). Rodzi
się pytanie, czy do tej grupy nie trzeba zaszeregować także i
tych, których określa się przysłowiowym już dzisiaj
mianem "katolik - ale".
Jedno jest pewne: zarówno
lekkomyślne pozostawanie na "pograniczu" Kościoła, jak
i życie w Kościele "ciałem a nie sercem", stanowi
ryzykowną i niedopuszczalną postawę wobec kwestii
osiągnięcia zbawienia.
|