Próba odpowiedzi na
tytułowe pytanie wymaga odwagi. Tożsamość Kościoła
to temat-rzeka, nad którym debatowały synody i sobory, nie wyłączając
Watykańskiego Drugiego, temat, z którym Kościół
usiłuje się uporać od początku swego istnienia aż do
dziś! Chodzi bowiem jednocześnie: o podstawy jego doczesnego samookreślenia
oraz wynikające stąd konsekwencje - egzystencjalne i historyczne
zadania i powinności - a także o to, co je przekracza sięgając
tak zwanych spraw ostatecznych.
Zauważmy na wstępie: istnienie Kościoła
jest widzialnym świadectwem tej prawdy, że "żaden człowiek
nie jest samotną wyspą", lecz jego bycie-w-świecie posiada
niezbywalny wymiar wspólnotowy - i to nie tylko w płaszczyźnie
socjologicznej, politycznej, czy kulturalnej, lecz na poziomie zdawałoby
się najbardziej osobistym i intymnym: jego stosunku do Transcendencji, do
Boga. Co stwierdziwszy, nie rozstrzygamy jeszcze kwestii "tożsamości
Kościoła i jego pograniczy", konstatujemy po prostu zasadność
jego roszczenia do bycia wyrazem i "kształtem wcielenia" tej
realnej i podstawowej "opcji wspólnotowej" człowieka w
egzystencjalnym i historycznym ukierunkowaniu na to, co go przekracza.
Pytanie: "kim jesteś,
święty Kościele grzesznych (bez wyjątku) ludzi?" -
powraca ze szczególną uporczywością zwłaszcza
wówczas, kiedy nasilają się napięcia między nim a
tzw. "światem". Stawiane bywa zarówno od zewnątrz,
pod naciskiem owego "świata", który niekiedy dość
agresywnie domaga się od Kościoła rozliczenia z roli, jaką
przyjął (a raczej jaką mu zlecono) w ludzkich dziejach, jak też
i od wewnątrz, ilekroć owa rola wymaga ponownego przypomnienia i
odnowienia (renovatio).
W takiej sytuacji znaleźliśmy
się dzisiaj, w epoce "posoborowej", kiedy wyraźnie rysują
się w Kościele dwie przeciwstawne tendencje i dążenia. Z
jednej strony, obserwujemy niespotykane dotąd na tak szeroką skalę
otwarcie się na dialog z tym, co inne: wyznaniowo, kulturowo,
instytucjonalnie i światopoglądowo, wraz z rosnącą świadomością
solidarności wszystkich ludzi dobrej woli; potrzebę wzajemnego, coraz
głębszego poznania, zrozumienia i pojednania w duchu międzyludzkiej
wspólnoty, z poszanowaniem wielości i różnorodności
poszczególnych tradycji. Z drugiej zaś strony, mamy do czynienia z
wyraźnymi reakcjami samoobronnymi, czy wręcz lękowymi, z prowadzącą
aż do agresji i przemocy obawą przed "rozmyciem" własnej
tożsamości, której ugruntowania poszukuje się w dążeniu
do ścisłej integracji: instytucjonalnej, wyznaniowej, doktrynalnej
(lub ideologicznej), prawnej, etyczno-obyczajowej czy nawet narodowej i
etnicznej. Tę drugą tendencję łatwo oskarżyć o
ciasny, konfesyjny partykularyzm i "integryzm", jednakże trzeba
w niej także dostrzec i zrozumieć potrzebę zakorzenienia i zadomowienia
człowieka, który w skrajnie rozumianym uniwersalizmie może się
dopatrywać niebezpieczeństwa relatywizmu i rozpłynięcia się
w bliżej nieokreślonej religijności czy "duchowości
powszechnej".
Wyraźnie zaznaczone cechy
oraz środki zabezpieczenia identyfikacji grupowej wysuwają się
na pierwszy plan z chwilą, kiedy pluralistycznie i uniwersalistycznie
zorientowana solidarność w duchu "tożsamości
receptywnej" wydaje się zbyt kruchą gwarancją zachowania
"tożsamości własnej" lub wręcz postrzegana jest
jako jej zagrożenie. "Tożsamość własna"
zaczyna tu być pojmowana przede wszystkim jako "odróżnianie
się", a to odróżnianie jako "oddzielenie" od
tego, co "inne" - solidarność kurczy się do
wymiarów konfesyjnej "swojskości", a obszar "obcości"
rozszerza się i nabiera cech wrogich. Potrzeba samookreślenia poprzez
"oddzielenie się" wzrasta w miarę, jak słabnie zdolność
recepcji (i na odwrót). Jednakże to osłabienie zdolności
recepcji wynika z kolei z już jakoś zachwianej "tożsamości
własnej" - z niepewności, kim się naprawdę jest - jako
że przyjmować i otwierać się na to, co "inne" można
tylko na gruncie elementarnej identyfikacji z tym, co "swoje",
zarówno w sensie jednostkowym, jak grupowym. Recepcja oznacza przecież
"przyswajanie", różni się jednak od "zawłaszczenia".
Będzie o tym mowa poniżej.
Pytanie o tożsamość Kościoła
noszącego miano "powszechnego", który zarazem jest jeden
(niepodzielny), święty (niesprowadzalny do instytucji o
charakterze czysto socjologicznym) oraz apostolski (oparty na
autorytecie a nie na "umowie zbiorowej"), jest zatem jak najbardziej
aktualne. Czy jednak można tę tożsamość opisywać
w oparciu o kryteria zewnętrzne, podobnie jak się opisuje każdą
formację społeczną i historyczną, zarysowując ostro
jej granice i tym samym kładąc nacisk na odrębność
hierarchicznej kościelnej wspólnoty w stosunku do innych ciał
zbiorowych? Oczywiście można, lecz powstaje pytanie następne:
czy taki opis nie gubi lub nawet nie świadczy już o zagubieniu czegoś
bardziej podstawowego niż wszystkie wyróżniki obiektywne, a
mianowicie sensu owej powszechności, jedności i apostolskości,
czyli zdolności i powinności przekraczania barier i znoszenia
podziałów, szukania i wskazywania dróg pojednania? Czy nie
jest opisem redukującym, ba, nawet deformującym to, co się takim
kryteriom i wyróżnikom obiektywnym wymyka - co je przekracza - ale
jednocześnie stanowi niezbywalne znamię "oryginalności"
Kościoła, sięgające samych jego "początków":
źródła i zasady jego receptywnej - "przyjmującej"
- tożsamości?
Dyskusję nad pytaniami o tożsamość
Kościoła wypada zacząć od próby określenia,
czym jest Kościół. W swoich oficjalnych dokumentach (na przykład
w konstytucjach soborowych) Kościół dokonuje prób
autoprezentacji; nie sposób ich jednak traktować jako
"definicji" Kościoła. Warto pamiętać, że
"oryginalne" - źródłowe - sposoby samookreślenia
się Kościoła przybierały zawsze charakter analogiczny i
obrazowy, odwoływały się do metafor: budowli (Mt 16,18; 1 Tm
3,15; Hbr 3,6; 1 P 4,17), świątyni (Ef 2,21), Miasta Bożego (Ga
4,25; Ap 21,2; 21,10n), a także ciała (Ef 1,22-23; 4,15 n), ziarna,
krzewu lub drzewa (Mt 13,31 n; J 15,1-8). Aby uniknąć błędu
nadmiernej racjonalizacji, należałoby odwołać się do
różnych wypowiedzi ostatniego Soboru. Pierwsza - pochodząca z
konstytucji dogmatycznej Lumen gentium - otwiera niniejszy numer;
proponuję uzupełnić ją o fragmenty pochodzące z
konstytucji duszpasterskiej Gaudium et spes, w której kwestia tożsamości
kościelnej wspólnoty została osadzona i ukazana w szerszym
kontekście "dialogu ze światem współczesnym", a
przez to zyskała na dynamice. Na ten właśnie dynamiczny
aspekt tożsamości Kościoła zamierzam położyć
szczególny nacisk.
|