1. Tożsamość
Kościoła, tak jak ją opisuje Lumen gentium, narzuca
"przestrzenny" obraz bliższych i dalszych "kręgów
przynależności" do wspólnoty Ludu Bożego. Podstawą
jej jedności jest depozyt ewangelicznej wiary powierzony sukcesorom Apostołów:
zwierzchnikom Chrystusowego Kościoła z następcą Piotra na
czele. Lumen gentium mówi na pierwszym miejscu o "pełnym
wcieleniu w widzialny organizm Kościoła" na mocy więzi
"wyznania wiary, sakramentów i zwierzchnictwa kościelnego oraz
wspólnoty (communio)", a następnie o "rozmaitych
sposobach przyporządkowania do Ludu Bożego" na podstawie
bardziej lub mniej ścisłej relacji wewnętrznej oraz łączności
zewnętrznej z "widzialnym organizmem" tych wszystkich,
którzy do niego w sposób historycznie postrzegalny nie należą.
Ta pozornie jasna i prosta, "istotowa"
synteza tego, co "widzialne" - instytucji hierarchicznej i jej urzędów
- oraz tego, co "niewidzialne" - komunijnej jedności wszystkich,
którzy "mają Ducha Chrystusowego" i przestrzegają kościelnej
obediencji - okazuje się jednak problematyczna z chwilą, kiedy
chcielibyśmy ją potraktować jako swego rodzaju "legitymację"
przynależności do Kościoła, zwłaszcza zaś uczynić
z niej kryterium negatywne, czyli zeń wykluczające. Rzeczywistego
stanu oraz stopnia "posiadania" wymienionych "znamion
szczególnych": Ducha Chrystusowego oraz uwewnętrznionego posłuszeństwa
zwierzchności (w kwestiach wiary i obyczajów) nie da się ani
jednoznacznie udokumentować, ani zweryfikować nawet w obrębie
"ścisłej" kościelnej społeczności. Jeśli
jednak przynależność do Kościoła zredukuje się
do porządku organizacyjnego i do "deklaracji lojalności",
to nie tylko mówienie o "kręgach przynależności"
i o otwarciu się na dialog z inaczej wierzącymi, lub zgoła
niewierzącymi, ale w ogóle sama zasada wspólnoty i
"organicznej" (sakramentalnej) więzi wewnętrznej staje pod
znakiem zapytania. Organizacyjne podporządkowanie i zewnętrzną
lojalność można zadekretować i narzucić, nie zbuduje
się jednak w ten sposób rzeczywistej - nie pozornej - komunijnej więzi.
Z drugiej strony, Kościół nie jest wyłącznie
ogniskiem ezoterycznej "rodziny duchowej" ludzi, których łączy
przyrodzony zmysł transcendencji czy też wrażliwość
religijna lub nawet sympatie dla "wartości chrześcijańskich"
(ewangelicznych). Nadmierne "umistycznianie", tak samo jak
instytucjonalno-historyczny redukcjonizm, mijają się z tym, co nazywa
się "tożsamością Kościoła".
Czy nie tutaj właśnie - w dwojakiego
rodzaju "ekstremizmie" - kryje się źródło napięć
i ostrej nieraz polaryzacji postaw w Kościele współczesnym?
Uruchamianie "mechanizmów zabezpieczających przed ryzykiem życia"
(Jan Andrzej Kłoczowski OP) uderza przede wszystkim w struktury,
które tak właśnie: mnożąc formuły i
"okólniki", przepisy i sankcje, próbują się
ubezpieczyć we "własnej tożsamości". Ale uderza
również w samo życie wspólnoty, które karłowacieje.
Jednak nie można też lekceważyć tendencji do radykalnego
kwestionowania instytucji kościelnych w ogóle. Sprowadza się
ona w gruncie rzeczy do negacji wcielonego charakteru owego
"widzialnego organizmu" wraz z całą konkretną i
historyczną rzeczywistością jego "organów": urzędów
i funkcji, nauczania i sakramentalnej posługi. I zdaje się, że
musimy pozostać w owym "niezdefiniowanym" obszarze "pomiędzy"
obydwoma ekstremami i że nie uwolnimy się tak łatwo od eklezjalnych
dylematów.
W rzeczy samej, obraz "przestrzenny" Kościoła
zawiera napięcia, jeśli nie paradoksy, które stają się
tym bardziej widoczne, im szerzej uwzględni się dynamiczny aspekt
jego rzeczywistości. Nosi on wszak miano "Kościoła
pielgrzymującego". "Kościół pielgrzymujący,
w swoich sakramentach i instytucjach, które należą do obecnego
wieku, przybiera postać tego przemijającego świata" (Lumen
gentium VII, 48). A jednocześnie jest "w Chrystusie niejako
sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego
zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego" (Lumen
gentium I,1 - podkr. EW). Ten znakowy (sakramentalny), a więc
dynamiczny właśnie wymiar Kościoła zbliża się,
jak sądzę, najbardziej do tego, co można by nazwać jego
"istotą".
Konstytucja duszpasterska Gaudium et spes
podkreśla nie tyle to, co trzeba mieć - "na dowód
kościelnej tożsamości" - ile to, jak należy być
Kościołem: "Kościół, stanowiąc zarazem zrzeszenie
dostrzegalne i wspólnotę duchową (por. Lumen gentium
I,6), kroczy razem z całą ludzkością i doświadcza tego
samego losu ziemskiego, co świat, istniejąc w nim jako zaczyn i
niejako dusza społeczności ludzkiej (por. Lumen gentium
IV, 38), która ma się w Chrystusie odnowić i przemienić
w rodzinę Bożą" (Gaudium et spes IV, 40 - podkr.
EW).
Nie ma tutaj mowy o "granicach" Kościoła,
zwłaszcza nie precyzuje się tego, co miałoby się znajdować
definitywnie poza nim. Mowa jest, po pierwsze, o aktualnym i historycznym przenikaniu
Kościoła w rzeczywistość "świata" i człowieka
na podobieństwo "duszy" - czyli pierwiastka ożywiającego,
powodującego wzrost, doprowadzającego do dojrzałości i do
wypełnienia ludzkiego losu. Po drugie, mówi się o eschatologicznym
celu Kościoła, a także "świata". Kościół
już - widzialnie - jest, a zarazem wciąż jeszcze
się staje, a zatem można mówić jedynie o jego
"granicach" otwartych i "ruchomych", nie zaś w sensie
statycznym i raz na zawsze określonym. Paradoksalność żywego
Kościoła powszechnego może być kamieniem obrazy tylko
dla tych, którzy widzą w nim czcigodny zabytek przeszłości,
albo przeciwnie: instytucję wprzęgniętą w służbę
dziejowego "postępu".
W tym duchu "otwartych granic" -
"dotyczy to [wewnętrzne odnowienie i zmartwychwstanie w Chrystusie -
przyp. EW] nie tylko wiernych chrześcijan, ale także wszystkich ludzi
dobrej woli, w których sercu działa w sposób niewidzialny łaska
(por. Lumen gentium II, 16). Skoro bowiem za wszystkich umarł
Chrystus (por. Rz 8,32) i skoro ostateczne powołanie człowieka
jest rzeczywiście jedno, mianowicie Boskie, to musimy uznać, że
Duch Święty wszystkim ofiarowuje możliwość dojścia
w sposób Bogu wiadomy do uczestnictwa w tej paschalnej tajemnicy"
(Gaudium et spes I, 22 - podkr. EW).
Tożsamość Kościoła
sprowadza się w swej "istocie" do widzialnego uobecniania i głoszenia
tajemnicy paschalnej - misterium zbawienia. Nie można zatem mówić
o "administrowaniu" Chrystusową łaską, ani o
instytucjonalnym dysponowaniu działaniem Ducha Świętego przez Kościół,
lecz tylko o jego roli służebnej, dano mu bowiem "klucz
do tajemnicy", inaczej mówiąc, misję poświadczania i
oznajmiania tej kluczowej prawdy, że "tajemnica człowieka
rozjaśnia się naprawdę dopiero w tajemónicy Słowa
Wcielonego" (tamże). "Człowiek jest drogą Kościoła",
jak to celnie wyraził Jan Paweł II. Kościół zaś
jest drogowskazem i znakiem zbawienia dla każdego człowieka.
Tylko w tym sensie: "inkluzywnym" i
eschatologicznym, a nie "ekskluzywnym" i prawno-administracyjnym, da
się zinterpretować słynne zdanie św. Cypriana: "poza
Kościołem nie ma zbawienia". Znaczy to: głosząc żyjącego
Chrystusa, Kościół ogłasza człowiekowi w każdej
epoce i kulturze tajemnicę zbawienia i oferuje mu środki do zbawienia
prowadzące, ale nie rozstrzyga z góry, kto go dostępuje, a kto
nie. "Sam Bóg jest Sędzią i badającym serca, dlatego
zabrania nam wyrokować o czyjejkolwiek wewnętrznej winie" (Gaudium
et spes II, 26). A tylko owa wina, pojęta jako świadome,
dobrowolne i nieodwołalne (w sensie Rahnerowskiej "opcji
fundamentalnej") odrzucenie możliwości zbawienia wyklucza z
"kręgów przynależności" do Kościoła.
To nie Kościół "widzialny" dokonuje tego
wykluczenia, ale sam człowiek dysponując tą zaiste zatrważającą
możliwością jest władny wyalienować się ze
wspólnoty "należących do Chrystusa". Kościół
ma jednak obowiązek przypominać i ostrzegać, że taka możliwość
jest realna, że zła wola człowieka nie jest wymysłem
pesymistycznie nastrojonych pisarzy czy filozofów, że nihilizm i
permisywizm moralny są zawsze aktualnym zagrożeniem dla ludzkiej
wolności, a historia potwierdza żałosny fakt owocowania
wszelkich deprawacji. Jednakże osąd w sprawie każdego
konkretnego przypadku takiego samowykluczenia zastrzeżony jest tajemnicy
samego Boga - sędziego ludzkich sumień.
Człowiek, kultura, "świat" -
nie są zatem terenem ekspansji kościelnych instytucji, lecz miejscem
rozpoznania i realizowania Bożych zamysłów w ludzkiej
historii: "Lud Boży pobudzany wiarą w to, że prowadzi go
Duch Pański napełniający okrąg ziemi, stara się w
wydarzeniach, potrzebach i pragnieniach, w których uczestniczy z resztą
ludzi naszej doby, rozpoznać, jakie w nich mieszczą się
prawdziwe znaki obecności lub zamysłów Bożych" (Gaudium
et spes 11). Jaki stąd płynie wniosek? Wyjątkowo dobitnie i
jasno wyraził go, jak sądzę, ks. Tomasz Węcławski:
nie istnieje i nie może istnieć osobno
uchwytna "obiektywna" tożsamość Kościoła sama
w sobie i nie istnieje wynikające z takiej tożsamości
ostateczne organizacyjne uporządkowanie jego życia; jeśli o
jednym i o drugim w ogóle można mówić, to tylko
dlatego, że rzeczywistość Kościoła tworzą
najpierw własne, jednostkowe tożsamości tych Bożych i
ludzkich osób, które teraz oto razem stają się
Kościołem, a dopiero później, dopiero na mocy
dokonującego się w nich i między nimi prawdziwego pojednania
objawia się także ich tożsamość społeczna i wspólna
- czyli kościelna (Kościół zamknięty -
Kościół otwarty, "Znak" nr 459 - podkr. EW).
|