3. Sens misyjnej działalności
Kościoła w świetle powyższych uwag okazuje się więc
nieodłącznie związany z powinnością prowadzenia
dialogu zmierzającego do pojednania w ramach powszechnej
wspólnoty, która jest nieustannym zadaniem do urzeczywistnienia.
Oznacza to zarówno głoszenie Ewangelii "wszelkiemu
stworzeniu" z całą dojrzałą świadomością
otrzymanego depozytu nowiny o zbawieniu, jak i odkrywanie w wydarzeniach,
potrzebach i pragnieniach ludzi swego środowiska, nie zaś tylko
"ścisłej" kościelnej wspólnoty, znaków
czasu i zadań do podjęcia - tutaj i teraz. "Lud Boży i
ludzkość, w którą jest włączony, świadczą
sobie nawzajem usługi..." (Gaudium et spes 11), ponieważ
i Kościół, i ludzkość, i "świat" wciąż
pozostają do odkrycia. Tożsamość Kościoła,
podobnie jak tożsamość człowieka, ludzkiej kultury i
historii, nie znajduje się w stanie "gotowym", lecz otwartym
ku przyszłości wraz z zawartymi w niej, jeszcze nie
urzeczywistnionymi możliwościami bycia - aż ku
ostatecznemu spełnieniu. Chrystus i Jego Duch działający w Kościele
i w "świecie" otwierają wciąż "nowe drogi do
prawdy" (Gaudium et spes IV, 43), nowe horyzonty zadań i
powinności, nowe postacie (samo)zrozumienia i wcielenia Bożych zamysłów.
Z udziału w tej renovatio continua nikt nie jest z góry wyłączony.
Dlatego i przepowiadanie Ewangelii "przy pomocy pojęć i języka
różnych ludów" (tamże), i otwartość na
dialog oraz doświadczenia wszystkich ludzi, by "wsłuchiwać
się z pomocą Ducha Świętego w różne głosy
współczesności" (tamże), i wreszcie współpraca
w duchu wzajemnego poszanowania i elementarnej solidarności także z
ludźmi "inaczej myślącymi i postępującymi"
(por. Gaudium et spes, cz. I, rozdz. II) - składają się
razem na to, co określa się mianem "misji Kościoła".
Zasadza się ona przede wszystkim na czujnej, wrażliwej i
odpowiedzialnej obecności i świadectwie żywej wiary, nie
zaś na agresywnym "nawracaniu niewiernych" lub prozelickim
wymuszaniu "lojalności".
Zgodnie ze zleconą mu
"posługą jednania" (2 Kor 5,18), "Kościół,
którego zadaniem jest popierać i podnosić wszystko, co
prawdziwe, dobre i piękne w społeczności ludzkiej, umacnia między
ludźmi pokój na Chwałę Bożą" (Gaudium
et spes IV,78). "Popieranie i podnoszenie" czegokolwiek, co
"znajduje się w nich z dobra i prawdy", nie oznacza, rzecz
jasna, "zawłaszczania". Ale też nie oznacza pobłażliwości
i przyzwalającej "tolerancji" wobec zła i nieprawdy,
gdziekolwiek się one pojawiają. Bycie "znakiem sprzeciwu"
należy tak samo do powołania Kościoła, jak bycie
"znakiem zbawienia" i miejscem pojednania. Jednakże ów
sprzeciw nie może oznaczać ani samozachowawczego separowania się
od "świata" i zwierania własnych szeregów, ani
wskazywania palcem "odłączonych" czy potępionych. Oznacza po prostu nazywanie zła po
imieniu.
Ten "negatywny" aspekt misji Kościoła
znajduje się dzisiaj pod szczególnym obstrzałem opinii
publicznej. Zapomina się przy tym, że i sam Kościół,
doświadczając "tego samego losu ludzkiego, co świat",
staje się również podmiotem oskarżenia (lepiej: samooskarżenia),
ilekroć oddala się od swego ideału, czyli bycia "figurą
Chrystusa". A oddala się, niestety, nieuchronnie o tyle, o ile dzieli
ludzką kondycję doczesną, naznaczoną piętnem skażenia.
I dlatego Ecclesia semper est reformanda. Miarą świętości
Kościoła nie jest jednak jego nieskazitelność czy
"stan doskonałości" - te mu przyobiecano w eschatologicznym
spełnieniu - lecz zdolność do nieustannego nawrócenia
-metanoia en Christo. I do Kościoła "widzialnego" stosują
się te słowa Ewangelii: "troszczysz się i niepokoisz o
wiele, a potrzeba mało, albo tylko jednego" (Łk 10,41b-42a).
Bowiem nie zawsze zdarza mu się wybierać tę "najlepszą
cząstkę".
|