Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Elzbieta Wolicka
Kim jestes, Kosciele?

IntraText CT - Text

  • 1
Previous - Next

Click here to show the links to concordance

1. Tożsamość Kościoła, tak jak ją opisuje Lumen gentium, narzuca "przestrzenny" obraz bliższych i dalszych "kręgów przynależności" do wspólnoty Ludu Bożego. Podstawą jej jedności jest depozyt ewangelicznej wiary powierzony sukcesorom Apostołów: zwierzchnikom Chrystusowego Kościoła z następcą Piotra na czele. Lumen gentium mówi na pierwszym miejscu o "pełnym wcieleniu w widzialny organizm Kościoła" na mocy więzi "wyznania wiary, sakramentów i zwierzchnictwa kościelnego oraz wspólnoty (communio)", a następnie o "rozmaitych sposobach przyporządkowania do Ludu Bożego" na podstawie bardziej lub mniej ścisłej relacji wewnętrznej oraz łączności zewnętrznej z "widzialnym organizmem" tych wszystkich, którzy do niego w sposób historycznie postrzegalny nie należą.

Ta pozornie jasna i prosta, "istotowa" synteza tego, co "widzialne" - instytucji hierarchicznej i jej urzędów - oraz tego, co "niewidzialne" - komunijnej jedności wszystkich, którzy "mają Ducha Chrystusowego" i przestrzegają kościelnej obediencji - okazuje się jednak problematyczna z chwilą, kiedy chcielibyśmy ją potraktować jako swego rodzaju "legitymację" przynależności do Kościoła, zwłaszcza zaś uczynić z niej kryterium negatywne, czyli zeń wykluczające. Rzeczywistego stanu oraz stopnia "posiadania" wymienionych "znamion szczególnych": Ducha Chrystusowego oraz uwewnętrznionego posłuszeństwa zwierzchności (w kwestiach wiary i obyczajów) nie da się ani jednoznacznie udokumentować, ani zweryfikować nawet w obrębie "ścisłej" kościelnej społeczności. Jeśli jednak przynależność do Kościoła zredukuje się do porządku organizacyjnego i do "deklaracji lojalności", to nie tylko mówienie o "kręgach przynależności" i o otwarciu się na dialog z inaczej wierzącymi, lub zgoła niewierzącymi, ale w ogóle sama zasada wspólnoty i "organicznej" (sakramentalnej) więzi wewnętrznej staje pod znakiem zapytania. Organizacyjne podporządkowanie i zewnętrzną lojalność można zadekretować i narzucić, nie zbuduje się jednak w ten sposób rzeczywistej - nie pozornej - komunijnej więzi. Z drugiej strony, Kościół nie jest wyłącznie ogniskiem ezoterycznej "rodziny duchowej" ludzi, których łączy przyrodzony zmysł transcendencji czy też wrażliwość religijna lub nawet sympatie dla "wartości chrześcijańskich" (ewangelicznych). Nadmierne "umistycznianie", tak samo jak instytucjonalno-historyczny redukcjonizm, mijają się z tym, co nazywa się "tożsamością Kościoła".

Czy nie tutaj właśnie - w dwojakiego rodzaju "ekstremizmie" - kryje się źródło napięć i ostrej nieraz polaryzacji postaw w Kościele współczesnym? Uruchamianie "mechanizmów zabezpieczających przed ryzykiem życia" (Jan Andrzej Kłoczowski OP) uderza przede wszystkim w struktury, które tak właśnie: mnożąc formuły i "okólniki", przepisy i sankcje, próbują się ubezpieczyć we "własnej tożsamości". Ale uderza również w samo życie wspólnoty, które karłowacieje. Jednak nie można też lekceważyć tendencji do radykalnego kwestionowania instytucji kościelnych w ogóle. Sprowadza się ona w gruncie rzeczy do negacji wcielonego charakteru owego "widzialnego organizmu" wraz z całą konkretną i historyczną rzeczywistością jego "organów": urzędów i funkcji, nauczania i sakramentalnej posługi. I zdaje się, że musimy pozostać w owym "niezdefiniowanym" obszarze "pomiędzy" obydwoma ekstremami i że nie uwolnimy się tak łatwo od eklezjalnych dylematów.

W rzeczy samej, obraz "przestrzenny" Kościoła zawiera napięcia, jeśli nie paradoksy, które stają się tym bardziej widoczne, im szerzej uwzględni się dynamiczny aspekt jego rzeczywistości. Nosi on wszak miano "Kościoła pielgrzymującego". "Kościół pielgrzymujący, w swoich sakramentach i instytucjach, które należą do obecnego wieku, przybiera postać tego przemijającego świata" (Lumen gentium VII, 48). A jednocześnie jest "w Chrystusie niejako sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego" (Lumen gentium I,1 - podkr. EW). Ten znakowy (sakramentalny), a więc dynamiczny właśnie wymiar Kościoła zbliża się, jak sądzę, najbardziej do tego, co można by nazwać jego "istotą".

Konstytucja duszpasterska Gaudium et spes podkreśla nie tyle to, co trzeba mieć - "na dowód kościelnej tożsamości" - ile to, jak należy być Kościołem: "Kościół, stanowiąc zarazem zrzeszenie dostrzegalne i wspólnotę duchową (por. Lumen gentium I,6), kroczy razem z całą ludzkością i doświadcza tego samego losu ziemskiego, co świat, istniejąc w nim jako zaczyn i niejako dusza społeczności ludzkiej (por. Lumen gentium IV, 38), która ma się w Chrystusie odnowić i przemienić w rodzinę Bożą" (Gaudium et spes IV, 40 - podkr. EW).

Nie ma tutaj mowy o "granicach" Kościoła, zwłaszcza nie precyzuje się tego, co miałoby się znajdować definitywnie poza nim. Mowa jest, po pierwsze, o aktualnym i historycznym przenikaniu Kościoła w rzeczywistość "świata" i człowieka na podobieństwo "duszy" - czyli pierwiastka ożywiającego, powodującego wzrost, doprowadzającego do dojrzałości i do wypełnienia ludzkiego losu. Po drugie, mówi się o eschatologicznym celu Kościoła, a także "świata". Kościół już - widzialnie - jest, a zarazem wciąż jeszcze się staje, a zatem można mówić jedynie o jego "granicach" otwartych i "ruchomych", nie zaś w sensie statycznym i raz na zawsze określonym. Paradoksalność żywego Kościoła powszechnego może być kamieniem obrazy tylko dla tych, którzy widzą w nim czcigodny zabytek przeszłości, albo przeciwnie: instytucję wprzęgniętą w służbę dziejowego "postępu".

W tym duchu "otwartych granic" - "dotyczy to [wewnętrzne odnowienie i zmartwychwstanie w Chrystusie - przyp. EW] nie tylko wiernych chrześcijan, ale także wszystkich ludzi dobrej woli, w których sercu działa w sposób niewidzialny łaska (por. Lumen gentium II, 16). Skoro bowiem za wszystkich umarł Chrystus (por. Rz 8,32) i skoro ostateczne powołanie człowieka jest rzeczywiście jedno, mianowicie Boskie, to musimy uznać, że Duch Święty wszystkim ofiarowuje możliwość dojścia w sposób Bogu wiadomy do uczestnictwa w tej paschalnej tajemnicy" (Gaudium et spes I, 22 - podkr. EW).

Tożsamość Kościoła sprowadza się w swej "istocie" do widzialnego uobecniania i głoszenia tajemnicy paschalnej - misterium zbawienia. Nie można zatem mówić o "administrowaniu" Chrystusową łaską, ani o instytucjonalnym dysponowaniu działaniem Ducha Świętego przez Kościół, lecz tylko o jego roli służebnej, dano mu bowiem "klucz do tajemnicy", inaczej mówiąc, misję poświadczania i oznajmiania tej kluczowej prawdy, że "tajemnica człowieka rozjaśnia się naprawdę dopiero w tajemónicy Słowa Wcielonego" (tamże). "Człowiek jest drogą Kościoła", jak to celnie wyraził Jan Paweł II. Kościół zaś jest drogowskazem i znakiem zbawienia dla każdego człowieka.

Tylko w tym sensie: "inkluzywnym" i eschatologicznym, a nie "ekskluzywnym" i prawno-administracyjnym, da się zinterpretować słynne zdanie św. Cypriana: "poza Kościołem nie ma zbawienia". Znaczy to: głosząc żyjącego Chrystusa, Kościół ogłasza człowiekowi w każdej epoce i kulturze tajemnicę zbawienia i oferuje mu środki do zbawienia prowadzące, ale nie rozstrzyga z góry, kto go dostępuje, a kto nie. "Sam Bóg jest Sędzią i badającym serca, dlatego zabrania nam wyrokować o czyjejkolwiek wewnętrznej winie" (Gaudium et spes II, 26). A tylko owa wina, pojęta jako świadome, dobrowolne i nieodwołalne (w sensie Rahnerowskiej "opcji fundamentalnej") odrzucenie możliwości zbawienia wyklucza z "kręgów przynależności" do Kościoła. To nie Kościół "widzialny" dokonuje tego wykluczenia, ale sam człowiek dysponując tą zaiste zatrważającą możliwością jest władny wyalienować się ze wspólnoty "należących do Chrystusa". Kościół ma jednak obowiązek przypominać i ostrzegać, że taka możliwość jest realna, że zła wola człowieka nie jest wymysłem pesymistycznie nastrojonych pisarzy czy filozofów, że nihilizm i permisywizm moralny są zawsze aktualnym zagrożeniem dla ludzkiej wolności, a historia potwierdza żałosny fakt owocowania wszelkich deprawacji. Jednakże osąd w sprawie każdego konkretnego przypadku takiego samowykluczenia zastrzeżony jest tajemnicy samego Boga - sędziego ludzkich sumień.

Człowiek, kultura, "świat" - nie są zatem terenem ekspansji kościelnych instytucji, lecz miejscem rozpoznania i realizowania Bożych zamysłów w ludzkiej historii: "Lud Boży pobudzany wiarą w to, że prowadzi go Duch Pański napełniający okrąg ziemi, stara się w wydarzeniach, potrzebach i pragnieniach, w których uczestniczy z resztą ludzi naszej doby, rozpoznać, jakie w nich mieszczą się prawdziwe znaki obecności lub zamysłów Bożych" (Gaudium et spes 11). Jaki stąd płynie wniosek? Wyjątkowo dobitnie i jasno wyraził go, jak sądzę, ks. Tomasz Węcławski:

nie istnieje i nie może istnieć osobno uchwytna "obiektywna" tożsamość Kościoła sama w sobie i nie istnieje wynikające z takiej tożsamości ostateczne organizacyjne uporządkowanie jego życia; jeśli o jednym i o drugim w ogóle można mówić, to tylko dlatego, że rzeczywistość Kościoła tworzą najpierw własne, jednostkowe tożsamości tych Bożych i ludzkich osób, które teraz oto razem stają się Kościołem, a dopiero później, dopiero na mocy dokonującego się w nich i między nimi prawdziwego pojednania objawia się także ich tożsamość społeczna i wspólna - czyli kościelna (Kościół zamknięty - Kościół otwarty, "Znak" nr 459 - podkr. EW).




Previous - Next

Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library

Best viewed with any browser at 800x600 or 768x1024 on Tablet PC
IntraText® (V89) - Some rights reserved by EuloTech SRL - 1996-2007. Content in this page is licensed under a Creative Commons License