5. Im silniej podkreśla
się jednak katolicką otwartość, wykluczającą zacietrzewienie
i - bodaj gorszą jeszcze - obojętność na wszystko, co
"nie mieści się w nauce Kościoła" (czytaj: w moim
jej rozumieniu), tym bardziej pamiętać należy, że dialog
wtedy tylko ma sens, gdy zmierza do pełniejszego ukazania prawdy i
ściślejszego przylgnięcia do niej. Drogi wiary są
różne, nie wszystkich i nie od razu przywodzą do
najbliższego grona wyznawców Jezusa, ale znaleźć Go
może tylko ten, kto Go naprawdę szuka, dociekając prawdy i
usiłując wieść uczciwe życie. Istnieją
różne kręgi przynależności do Kościoła,
nie znaczy to jednak, że jest rzeczą obojętną, w
którym z tych kręgów się jest (por. KK 14, cytowany
wyżej). Sobór nie przypadkiem mówi o tych, którzy jeszcze
nie doszli do wyraźnego poznania Boga oraz o tym, że "cokolwiek
znajduje się w nich z dobra i prawdy, Kościół traktuje
jako przygotowanie do Ewangelii" (KK 16, podkr. - AS). Jeśli
wierzę, że pełnię prawdy oferuje człowiekowi
Kościół i tylko Kościół, w którym
zechciał jedyny Boski Pośrednik przebywać i działać -
to jak mógłbym nie chcieć, by tę właśnie
prawdę wszyscy poznali, by wszyscy w Niego uwierzyli? Cóż
warta byłaby moja miłość bliźniego? I cóż
warta moja wierność Chrystusowi, gdybym z
wdzięcznością nie przyjmował i nie głosił tych
prawd, które już mi objawił, a które - owszem -
mogą być coraz głębiej rozumiane, ale nie podważane
lub odrzucane?
Nie można więc w
imię płytko pojętego pluralizmu, tolerancji lub ekumenizmu programowo
zawieszać własnych przekonań i szukać kompromisów
tam, gdzie potrzeba właśnie bezkompromisowego - co nie znaczy:
obrażającego kogokolwiek - przepowiadania zbawczej prawdy i
świadczenia o niej. Nie można kierować się modą ani
usiłować zadowolić wszystkich i w ten sposób zwolnić
wszystkich z obowiązku nawrócenia. Leszek Kołakowski
pisał kiedyś surowo o chrześcijaństwie, które "zdjęte
strachem przed perspektywą zepchnięcia do pozycji sekty (...) zdaje
się podejmować ryzykowny wysiłek mimikry - reakcji z pozoru
defensywnej, a w rzeczywistości samoniszczycielskiej - by dać
się pożreć wrogom; zdaje się przybierać barwy
otoczenia w nadziei, że się w ten sposób ocali; naprawdę
zaś traci w ten sposób tożsamość własną,
która wspiera się na odróżnieniu sacrum i profanum
i na wyznaniu możliwego, a często nieuchronnego, między nimi
konfliktu" (Odwet sacrum w kulturze świeckiej w: tenże, Czy
diabeł może być zbawiony i 27 innych kazań, Londyn
1982, s. 170).
Jeśli
Kościół określa możliwie jasno i w sposób
kompletny treść swej wiary (por. Katechizm Kościoła
Powszechnego), jeśli w imię prawdy wskazuje na to, co z nauką
Chrystusową podawaną w Kościele jest niezgodne (por. np.
encyklika Veritatis splendor), to czyni tak nie dlatego, by
zamknąć dialog ze światem, ale poniekąd odwrotnie: by go
naprawdę umożliwić. Do uczciwej rozmowy przystępuje tylko
ten, kto możliwie jasno wyraża własne przekonania i broni ich
nie z uporu, ale z respektu dla prawdy, o której jest przekonany i
której zarazem szuka. Pluralizm poglądów jest i tak
nieuchronny z powodu ludzkiej ułomności, ale sam przez się jest
on nie celem, lecz raczej stanem, który poprzez rzetelny i cierpliwy
dialog trzeba usiłować przezwyciężyć. To paradoks: trzeba
dążyć do ideału powszechnej jednomyślności
wiedząc, że jest on nieosiągalny i że - z racji wspomnianej
ułomności człowieka - to dobrze, że jest nieosiągalny.
Elementem głoszonych przez Kościół prawd wiary i
moralności jest przeświadczenie, że otrzymał on od
Chrystusa mandat urzędowego nauczania, w którym On sam chce ze
zbawczą mocą przemawiać. "Albowiem jak Syn posłany
został przez Ojca, tak i sam posłał Apostołów (por.
J 20,21) mówiąc im: Idąc tedy nauczajcie wszystkie narody,
chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, nauczając
je zachowywać wszystko, cokolwiek wam przekazałem. A oto ja jestem z wami
po wszystkie dni aż do skończenia świata (Mt 28,
18-20)" (KK 17).
Nie wiem, czy wiele
wyjaśniło się w sprawie tożsamości Kościoła
i jego pogranicza, może zgoła nic. W ogóle tekst okazał
się znacznie trudniejszy, niż początkowo sądziłem.
Wyszedł rodzaj komentarza do wygłoszonej na początku tezy: pytanie
o Kościół i jego roszczenia trzeba odesłać do
Chrystusa. I właściwie z tego pułapu już nie można
zejść.
|