|
Podobnych wystąpień
pierwszego czy drugiego rodzaju, w mowie i piśmie, napotkać
można w Kościele multum. Tyle że rzadko razem, gdyż
adherenci postaw kustosza i siewcy na ogół nie przepadają
za swoim towarzystwem, jako że wolą wsłuchiwać się we
własne monologi niż cudze argumenty. A szkoda, bo jedni
tracą przez to sposobność zapytania, co zostanie
z chrześcijaństwa, jeśli zacznie ono głosić tylko
to, co znajduje masowy poklask; drudzy zaś nie dowiedzą się,
jaki będzie los tejże religii, skoro przestanie być
zrozumiała czy wręcz atrakcyjna. Możliwości są cztery,
nie więcej:
1.Pierwszeństwo ma dostosowanie się do ducha czasu. Wszystko
należy podporządkować tej zasadzie, przesuwając akcenty,
skracając prawdy i redukując normy.
2.Depozyt wiary i przykazań ważniejszy jest od ich
dostosowywania. Należy bronić tradycji kosztem elastyczności.
3.Skuteczne przekazywanie jest ważniejsze niż chęć
przekazania wszystkiego, co kiedykolwiek stanowiło część
kościelnej doktryny.
4.Absolutny prymat należy się wierności czystej nauce,
podawanej za tradycją, w całości i bez
kompromisów. Tylko to gwarantuje, że chrześcijaństwo
pozostanie chrześcijaństwem, a jego wyznawcy uzyskają
potrzebną i poszukiwaną przez nich pewność.
Mamy zatem cztery postawy, które
określić można kolejno jako: modernistyczna, konserwatywna,
progresywna, fundamentalistyczna. 3 Tylko dla pierwszej z nich
nienaruszalność treści religii jest czymś drugorzędnym,
dla pozostałych - przeciwnie. O ile jednak stanowisko drugie i trzecie
poddaje się stopniowaniu (można wszak być bardziej czy mniej konserwatywnym
lub postępowym), o tyle fundamentalizm cechuje bezkompromisowa sztywność.
Efekt jest taki, że broniąc podstaw wiary całym sercem,
często nie broni się rzeczywistych zasad czy dogmatycznych podwalin
chrystianizmu, lecz jego wtórnych elementów, bocznych
gałęzi, konkretnych kształtów historycznych, spowodowanych
tym, że w określonych warunkach przeszłości pewnych
prawd nie dało się czy nie umiano wyrazić inaczej. Interpretacja
norm czy doktryn dokonywana środkami istniejącej kultury i w jej
granicach (inaczej byłaby wszak niekomunikatywna, czyli praktycznie
żadna, jak tłumaczenie Polakowi z greki na chiński), uznana
zostaje za jedynie możliwą i ponadczasową.
|