|
Należy tedy fundamentalizm brać
poważnie, nie tylko ze względu na tkwiące w nim
zagrożenia dla społeczeństwa i Kościoła, ale
i dlatego, że ironizowanie nie rozwiąże problemu,
a tylko go pogłębi. Nazwano fundamentalizm powstaniem przeciw
nowoczesności, jej roszczeniom i niespełnionym obietnicom.
Jeśli fundamentalizm nie ma się stać grabarzem tej
nowoczesności i jej rzeczywistego dorobku, musi być traktowany
serio, służąc jako stymulator nowego samookreślenia i autokorekty
kwestionowanej przezeń formacji.
Problem bowiem nie jest akademicki, lecz
życiowy, a jego reperkusje ogarniają pedagogikę,
duszpasterstwo, media, prawo. W fundamentalizmie ciągle czai się
destrukcja. Ta, którą zarzuca się wyłącznie innym,
by przypisać sobie pełnię rozeznania prawdy i monopol
chronienia jej fundamentów. Ich rzeczywiste zagrożenie przez
ciągle nowe reinterpretacje chrześcijaństwa i jego
wymagań oraz przez narastającą społecznie ignorancję
podstaw wiary uważane jest przez niektórych za wyjaśnienie,
a czasem i częściowe usprawiedliwienie fundamentalistycznej
reakcji. Przecież to, choćby nie do końca udany, odruch ratunkowy!
- powiadają.
Cóż, aplikowanie
w dobrej (?) wierze złego lekarstwa nie pomoże choremu. Gdy chwieją
się fundamenty światów, pora na jednoczenie sił dla ich
utrzymania, poprzedzone debatą, gdzie są one naprawdę
zagrożone, nie zaś na mianowanie się jedynymi obrońcami
dostrzegalnej podmurówki przez ekskluzywną garstkę ludzi, która
z czasem zużywa coraz więcej energii na zwalczanie własnych
współbraci, odmawiając im miana prawdziwych katolików. Bo istnieje tylko biel i czerń, swoi
i obcy.
Od rzeczywistych obrońców
zagrożonych w ten czy inny sposób podstaw chrześcijaństwa
różni fundamentalistów wiele. Najpierw przekonanie, że
sami najlepiej rozpoznali zaniedbaną przez innych (czasem i przez
hierarchię) prawdę i normę. Temu sekciarskiemu roszczeniu
towarzyszy autorytarne pojmowanie roli własnego przywódcy
(bezwzględne posłuszeństwo i zaufanie) oraz traktowanie złożonej
rzeczywistości przy użyciu mało skomplikowanych narzędzi:
bo prawda jest prosta.
Fundamentalistyczne ugrupowania oferują
świadomość siły zbiorowej i uczestnictwa
w elitarnej wspólnocie. Ta jednak poprawia swe zbiorowe samopoczucie
nie poprzez chrześcijańskie służenie drugim (zatem:
"poznacie ich po owocach"), ale przez poniżanie ich
(podejrzliwością, pochopnym piętnowaniem, demonizowaniem) gwoli
własnego wywyższenia. To inni są źli, służą
diabłu, więc trzeba ich zwalczać (nie: ewangelicznie
znosić, pociągać przykładem, trafiać do nich
łagodną perswazją) - zwalczać w imię Boga. Tak
wielki cel uświęca wiele środków, nie tylko te
szlachetne. Stąd brak oporów w pomawianiu
i etykietowaniu. I w ten oto sposób partia Pana Boga gotowa
jest bronić Jego praw, łamiąc w tym celu najważniejsze
z nich, czyli depcząc człowieka, który inaczej myśli
czy żyje. Toczy się tedy fundamentalistyczny bój
o prawdę przy zastosowaniu wielce rozciągliwej wykładni
VIII przykazania i mnożą się środki nacisku, by przyspieszyć
zapanowanie królestwa prawdziwej wolności. Wolności pod
ścisłą kontrolą, by nie doszło do swawoli.
Chętnie też wyręcza się Opatrzność i podpowiada
Duchowi Świętemu, gdzie ma tchnąć. Wyprzedzając przy
tym władze kościelne w orzekaniu o czyjejś prawowierności,
zamiast zająć się pogłębianiem własnej
i poznawaniem cudzej, by nie wyrokować przedwcześnie,
a korygowanie poprzedzać perswazją czy edukacją. 6 Łatwo
dopisać ciąg dalszy katalogu różnic między
rzeczywiście chrześcijańską troską o fundamenty
wiary a fundamentalizmem. I nie ma obawy o pomylenie
adresów krytyki.
|