|
Fundamentalistyczne myślenie i postawa
rozróżnień nie uznają. Religijne stwierdzenia
zamieniają w prosty plakat. Obce im jest pojęcie gradacji
ważności prawd i norm, zrozumienie potrzeby inkulturacji jako
warunku ciągłego wpisywania się chrześcijaństwa
w zmienne kultury świata, by nie skazać się na
nieobecność. Kwestionowane są zatem próby realizacji
wiary w nowych kontekstach teraźniejszości (aggiornamento).
Z fundamentalizmem wiąże się rygoryzm moralny
i ciasna, legalistycznie pojęta pobożność, a nad
wszystkim góruje zasada: rozkaz i posłuszeństwo,
wykroczenia i kara.
Fundament fundamentalizmu to
nie otwarcie się na podstawy, początki czy źródła
chrześcijaństwa w ślad za biblijnym przesłaniem,
w którego środku mieści się dobra nowina
i wolność chrześcijańskiego człowieka, lecz
ukształtowany na jednym z etapów historii program wiarygodności
litery, uznany za jedyną wykładnię nieomylnej prawdy,
wyłożony przy pomocy czarno-białego schematu i uogólniających
ocen. Wiara chrześcijańska pojęta fundamentalistycznie nie respektuje
dziejowego procesu przemian w pojmowaniu, interpretowaniu
i wyrażaniu religii. Dialog, otwartość na świat
współczesny, poważne traktowanie jego wyzwań są
odrzucane. Naukowa i teologiczna krytyka, osobiste poglądy
i doświadczenia wiary jawią się jako jej zagrożenie
czy niszczenie. Liczy się instytucjonalny, nie mistyczny czy
wspólnotowy wymiar Kościoła. Katolicki fundamentalizm szuka schronienia
w Kościele odchodzącym w przeszłość,
przedsoborowym, gorączkowo usiłując go przywrócić
lub, gdzie ciągle jest taki, podtrzymać. Idealizuje zatem dawne dobre
(?) czasy Kościoła pojmowanego jako społeczność
doskonała czy identyczna z hierarchią. Wiara od strony
człowieka pojmowana jest jako przylgnięcie do formuł
i reguł, nieruchomych, statycznych, przy uniformistycznie rozumianej
tożsamości. W fundamentalistycznym horyzoncie nie mieści
się teologiczne pojęcie "prawowierności dynamicznej
i dialogowej", jakie rozwinął Walter Kasper, obecny biskup
Rottenburga.
Komunikacja wiary ma się
bowiem dokonywać monologowo, z góry w dół,
w formie przekazu informacji i wiedzy religijnej. Jedność
Kościoła realizuje się w jednorodności,
a określa ją centrum owej jedności w Rzymie. Jej
instrumentem jest prymat i prawo kanoniczne, niewiele poza tym.
Współczesnemu wołaniu o trudną wolność
pełnoletniej jednostki fundamentalizm przeciwstawia ofertę ucieczki
w bezpieczne schronienie, zbudowane na wskazanych jako absolutne fundamentach
pewności. Ich konstrukcja polega jednak albo na restauracyjnym cofnięciu
się i uchwyceniu paru punktów historycznego rozwoju doktryny,
albo na wybraniu ze współczesnej nauki Kościoła kilku
pozycji, by na tak zredukowanej podstawie budować odpowiedzi na wszelkie
pytania teraźniejszości, nie wykluczając często
i kwestii natury politycznej. 7
Mimo ciągle deklarowanej
wierności nauczaniu papieskiemu jego recepcja jest w fundamentalistycznych
środowiskach dziwnie wybiórcza. Z niektórych
fragmentów tego nauczania czyni się test ortodoksji dla wszystkich
(np. niedopuszczalność środków antykoncepcyjnych),
zaś inne (np. wolność sumienia, ekumenizm) traktuje się
jako niebyłe lub wręcz odrzuca, uznając za drogę
fałszywą czy niebezpieczną. Owi klękający przed
Papieżem obrońcy fundamentów zachowują w najlepszym
razie powściągliwe milczenie, gdy ten modli się
w Asyżu z przedstawicielami innych religii, odwiedza
świątynię protestancką czy rzymską synagogę albo
gdy kanonizując katolickie ofiary innowierczej przemocy, mówi
o męczennikach innych wyznań, jakich przysporzyli katolicy.
Deklamacje bowiem lojalności wobec hierarchii cichną tam, gdzie
słowa czy działania przełożonych Kościoła nie odpowiadają
wyobrażeniom fundamentalistycznego ugrupowania.
Fundamentalizm, mimo jego
superortodoksyjnego samopoczucia, nie da się pogodzić
z istotą katolicyzmu. Sedno
Ewangelii i sedno fundamentalizmu stają w diametralnej opozycji.
Ewangelia głosi wolność dzieci Boga, fundamentalizm ucieczkę
od wolności. Ewangelia broni miłości wszechogarniającej,
fundamentalizm zacieśnia jej zasięg. Ewangelia powiada: nie
bójcie się, fundamentalizm jest wcieleniem strachu. Ewangelia
prowadzi w optymistyczną przyszłość, fundamentalizm
odciąga ku murszejącej przeszłości, by
szantażować nią teraźniejszość, budowaną jak
zawsze w trudzie poszukiwań.
Podobne do siebie na całym globie lęki
epoki kryzysu wielu długo niewzruszonych pewników
nakładają się w Polsce na rodzime okoliczności. Jest swoistą
ironią historii, że fundamentalistyczne elementy systemu negowanego społecznie
przez pół wieku (jedynie słuszna ideologia, jej
niepodważalna wykładnia przez wyłącznie kompetentną
elitę, kolektyw wyrokujący o cudzych odchyleniach od linii,
monopol oficjalnego kreowania opinii itd.) zostały w 1989 roku
przezwyciężone politycznie, ale przejęte mentalnie przez
sporą część zapalonych przeciwników tegoż
systemu i umieszczone pod religijnym sztandarem, jako broń przeciw
nowym zagrożeniom, odczytanym po staremu. Fobie osobiste, grupowe,
narodowe łączą się łatwo, zwłaszcza u nas, z
religijnymi. Wspólnota strachu, pogłębiając wbrew
Ewangelii oddzielanie prawdy od miłości, sprzyja wspólnej
destrukcji własnych a rzeczywistych fundamentów.
|