|
Pewnego wieczoru odwiedził Petroniusza
senator Scewinus i począł z nim długą rozmowę o
ciężkich czasach, w których obaj żyli, i o cezarze.
Mówił zaś tak otwarcie, że Petroniusz, lubo
zaprzyjaźniony z nim, począł się mieć na
ostrożności. Narzekał, iż świat idzie krzywo i
szalenie i że wszystko razem wzięte musi się skończyć
jakąś klęską straszniejszą jeszcze niż pożar
Rzymu.
Mówił, że nawet augustianie
są zniechęceni, że Feniusz Rufus, drugi prefekt
pretorianów, znosi z największym przymusem ohydne rządy
Tygellina i że cały ród Seneki doprowadzony jest do ostateczności
postępowaniem cezara tak ze starym mistrzem, jak i z Lukanem. W końcu
począł nadmieniać o niezadowoleniu ludu, a nawet i
pretorianów, których znaczną część umiał
sobie Feniusz Rufus pozyskać.
- Dlaczego
to mówisz? - spytał go Petroniusz.
- Przez
troskliwość o cezara - odpowiedział Scewinus. - Mam dalekiego
krewnego w pretorianach, który zwie się Scewinus, tak jak i ja, i
przez niego wiem, co dzieje się w obozie... Niechęć rośnie
i tam... Kaligula, widzisz, był także szalony, i patrz, co się
stało! Oto znalazł się Kasjusz Cherea... Straszny to był
uczynek i zapewne nie masz między nami nikogo, kto by go pochwalił, a
jednakże Cherea uwolnił świat od potwora.
- Czyli -
odrzekł Petroniusz - mówisz tak: "Ja Cherei nie chwalę,
ale to był doskonały człowiek i oby bogowie dali nam takich jak
najwięcej."
Lecz
Scewinus zmienił rozmowę i począł niespodzianie
wychwalać Pizona. Sławił jego ród, jego
szlachetpość, jego przywiązanie do żony, a wreszcie rozum,
spokój i dziwny dar jednania sobie ludzi.
- Cezar
jest bezdzietny - rzekł - i wszyscy widzą następcę w
Pizonie. Niewątpliwie też każdy pomógłby mu z
całej duszy do objęcia władzy. Kocha go Feniusz Rufus,
ród Anneuszów jest mu całkiem oddany. Plaucjusz Lateranus i
Tuliusz Senecjo skoczyliby za niego w ogień. A toż samo Natalis i
Subriusz Flawiusz, i Sulpicjusz Asper, i Afraniusz Kwincjanus, i nawet
Westynus.
- Z tego
ostatniego niewiele Pizonowi przyjdzie - odrzekł Petroniusz. - Westynus
boi się własnego cienia. - Westynus boi się snów i
duchów - odrzekł Scewinus - ale to człowiek dzielny,
którego słusznie chcą zamianować konsulem. Że
zaś w duszy przeciwny jest prześladowaniu chrześcijan, tego nie
powinieneś mu brać za złe, albowiem i tobie zależy na tym,
by te szaleństwa ustały.
- Nie
mnie, ale Winicjuszowi - rzekł Petroniusz. - Ze względu na Winicjusza
chciałbym ocalić jedną dziewczynę, ale nie mogę, bom
wypadł z łask Ahenobarba.
- Jak to?
Czy nie spostrzegasz, że cezar znowu zbliża się do ciebie i
poczyna z tobą rozmawiać? I powiem ci, dlaczego. Oto wybiera się
znów do Achai, gdzie ma śpiewać pieśni greckie
własnego układu. Pali się do tej podróży, ale
zarazem drży na myśl o szyderczym usposobieniu Greków.
Wyobraża sobie, że może go spotkać albo największy
tryumf, albo największy upadek. Potrzebuje dobrej rady, a wie, że
lepszej od ciebie nikt mu nie może udzielić. To powód, dla którego
wracasz do łask.
- Lukan
mógłby mnie zastąpić.
-
Miedzianobrody nienawidzi go i zapisał mu śmierć w duszy. Szuka
tylko pozoru, bo on zawsze szuka pozorów. Lukan rozumie, że trzeba
się śpieszyć. - Na Kastora! - rzekł Petroniusz. - Być
może. Ale miałbym jeszcze jeden sposób prędkiego
wrócenia do łask.
- Jaki?
- Oto
powtórzyć Miedzianobrodemu to, coś przed chwilą do mnie
mówił.
- Ja nic nie
powiedziałem! - zawołał z niepokojem Scewinus.
Petroniusz
zaś położył mu rękę na ramieniu:
-
Nazwałeś cezara szaleńcem, przewidywałeś
następstwo Pizona i powiedziałeś: "Lukan rozumie, że
trzeba się śpieszyć." Z czym to chcecie się
śpieszyć, carissime?
Scewinus
zbladł i przez chwilę patrzyli sobie w oczy. - Nie powtórzysz!
- Na biodra
Kiprydy! Jak ty mnie znasz dobrze! Nie! Nie powtórzę. Nic nie
słyszałem, ale też i nie chcę nic słyszeć...
Rozumiesz! Życie jest za krótkie, by warto było coś
przedsiębrać. Proszę cię tylko, byś odwiedził
dziś Tygellina i rozmawiał z nim równie długo jak ze
mną, o czym chcesz.
- Dlaczego?
- Dlatego, abym
jeśli mi kiedyś Tygellin powie: "Scewinus był u
ciebie", mógł mu odpowiedzieć: "Tego samego dnia
był także i u ciebie."
Scewinus
słysząc to złamał laskę z kości słoniowej,
którą miał w ręku, i odrzekł:
- Niech zły
urok spadnie na tę laskę. Będę dziś u Tygellina, a
potem na uczcie u Nerwy. Wszakże będziesz i ty. W każdym razie
do widzenia pojutrze w amfiteatrze, gdzie wystąpią ostatki
chrześcijan!... Do widzenia!
- Pojutrze -
powtórzył, zostawszy sam, Petroniusz. - Nie ma zatem czasu do stracenia.
Ahenobarbus potrzebuje mnie istotnie w Achai, więc może będzie
się liczył ze mną.
I
postanowił spróbować ostatniego środka.
Jakoż na
uczcie u Nerwy cezar zażądał, by Petroniusz spoczął
naprzeciw niego, chciał bowiem rozmawiać z nim o Achai i o miastach,
w których mógłby z widokami największego powodzenia
wystąpić. Chodziło mu najbardziej o Ateńczyków,
których się bał. Inni augustianie słuchali tej rozmowy ze
skupieniem, aby pochwytawszy okruszyny zdań Petroniusza podawać je
później za swoje własne.
- Zdaje mi
się, żem dotąd nie żył - rzekł Nero - i że
narodzę się dopiero w Grecji.
- Narodzisz
się dla nowej sławy i nieśmiertelności - odrzekł
Petroniusz.
- Ufam, że
tak się stanie i że Apollo nie okaże się zazdrosnym.
Jeśli wrócę z tryumfem, ofiaruję mu hekatombę,
jakiej żaden bóg nie miał dotąd.
Scewinus
począł powtarzać wiersz Horacjusza:
Sic te
diva potens Cypri,
sic
fratres Helenae, lucida sidera,
ventorumque
regat pater...
-
Okręt stoi już w Neapolis - rzekł cezar. - Chciałbym
wyjechać choćby jutro.
Na to
Petroniusz podniósł się i patrząc wprost w oczy Nerona,
rzekł:
-
Pozwolisz, boski, że wpierw wyprawię ucztę weselną, na
którą ciebie przed innymi zaproszę.
-
Ucztę weselną? Jaką? - spytał Neron.
-
Winicjusza z córką króla Ligów, a twoją
zakładniczką. Ona wprawdzie jest obecnie w więzieniu, ale
naprzód, jako zakładniczka, nie może być więziona, a
po wtóre sam zezwoliłeś Winicjuszowi poślubić
ją, że zaś wyroki twoje, jak wyroki Zeusa, są niecofnione,
przeto każesz ją wypuścić z więzienia, a ja oddam
ją oblubieńcowi.
Zimna krew
i spokojna pewność siebie, z jaką mówił Petroniusz,
stropiły Nerona, który tropił się zawsze, ilekroć
ktoś mówił do niego w ten sposób.
- Wiem -
odrzekł spuszczając oczy. - Myślałem o niej i o tym
olbrzymie, który zadusił Krotona.
- W takim
razie oboje są ocaleni - odpowiedział spokojnie Petroniusz.
Lecz
Tygellinus przyszedł w pomoc swemu panu:
- Ona jest w więzieniu z woli cezara,
sam zaś rzekłeś, Petroniuszu, że wyroki jego są
niecofnione. Wszyscy obecni, znając historię Winicjusza i Ligii,
wiedzieli doskonale, o co chodzi, więc umilkli, zaciekawieni, jak
skończy się rozmowa.
- Ona jest w więzieniu przez twoją
pomyłkę i przez twoją nieznajomość prawa
narodów, wbrew woli cezara - odrzekł z naciskiem Petroniusz. -
Jesteś, Tygellinie, naiwnym człowiekiem, ale przecie i ty nie
będziesz twierdził, że ona podpaliła Rzym, bo zresztą,
gdybyś nawet tak twierdził, cezar by ci nie uwierzył.
Lecz Nero ochłonął już i
począł przymrużać swe oczy krótkowidza z wyrazem
nieopisanej złośliwości.
- Petroniusz ma
słuszność - rzekł po chwili. Tygellinus spojrzał na
niego ze zdziwieniem.
- Petroniusz ma
słuszność - powtórzył Nero. - Jutro otworzą jej
bramy więzienia, a o uczcie weselnej pomówimy pojutrze w
amfiteatrze.
"Przegrałem
znowu" - pomyślał Petroniusz.
I
wróciwszy do domu był już tak pewien, że nadszedł
kres życia Ligii, iż nazajutrz wysłał do amfiteatru
zaufanego wyzwoleńca, aby ułożył się z
przełożonym spoliarium o wydanie jej ciała, chciał bowiem
oddać je Winicjuszowi.
|