| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] hycnal 1 hymn 3 hymnem 1 i 13137 í 1 ich 281 ichnemu 1 | Frequency [« »] ----- ----- ----- 13137 i 10642 sie 6542 a 6068 na | Wladyslaw Stanislaw Reymont Chlopi IntraText - Concordances i |
Tom, Rozdzial
6001 2, 24| nieustępliwą siłę życia i walki, hardą pewność, że 6002 2, 24| hardą pewność, że przemoże i weźmie górę nad wszystkim.~ 6003 2, 24| żałośnie, ogarnęła je sobą i dziw nie zadusiła w całunkach 6004 2, 24| nie zadusiła w całunkach i wraz z nimi buchnęła długim, 6005 2, 24| płaczem, to jej dopiero ulżyło i powróciło całkiem do pamięci.~ 6006 2, 24| Uporządkowała prędko izbę i poszła do Weronki dziękować 6007 2, 24| dziękować za dobre serce i przepraszać za dawne winy; 6008 2, 24| jakby te rzeczy umarły dawno i padły w niepamięć, tyle 6009 2, 24| się poturbować o dzieciach i o wszystkim.~I wkrótce, 6010 2, 24| dzieciach i o wszystkim.~I wkrótce, jeszcze tego dnia 6011 2, 24| poszła na wieś do Kłębów i inszych znajomków, bych 6012 2, 24| dała pod Weronczyną opiekę i zabierała się do wyjścia.~- 6013 2, 24| dzisiaj - odrzekła niechętnie i wymijająco.~- Nie sporządzisz 6014 2, 24| zarzewie, przywalone smutkami i rozdeptane, gasiła je w 6015 2, 24| nigdy krzywd.~Akuratnie i ludzie wychodzili do kościoła, 6016 2, 24| się zrobił dziwnie jasny i pogodny, słońce świeciło 6017 2, 24| zlodowaciałe wody po drogach i rowach świeciły się kiej 6018 2, 24| roziskrzały się w słońcu, płonęły i kieby tą srebrną przędzą 6019 2, 24| weń stado owiec wpadnie i tak się weprze, że ledwie 6020 2, 24| świat, lśniły się kałuże i mieniły się złotymi brzaskami 6021 2, 24| dzieci ślizgały się zawzięcie i pokrzykiwały radośnie, gdzieniegdzie 6022 2, 24| świat pogodną jasnością i prawie wiośnianym ciepłem.~ 6023 2, 24| Hankę przejmujący chłód i głębokie, modlitewne milczenie, 6024 2, 24| boczna nawę, pustą całkiem i tak mroczną, że jeno gdzieniegdzie 6025 2, 24| sam na sam z duszą własną i Bogiem, przyklękła przed 6026 2, 24| pocałowała ziemię, rozłożyła ręce i wpatrzona w słodką twarz 6027 2, 24| a dufności bezgranicznej i czyniła spowiedź serdeczną. 6028 2, 24| spowiedź serdeczną. Przed Matką i Panią całego narodu kajała 6029 2, 24| a niechluj, a to lubiła i zjeść dobrze, i polenić 6030 2, 24| to lubiła i zjeść dobrze, i polenić się, a to w służbie 6031 2, 24| dziw jej serce nie pękło, i błagała o zmiłowanie, za 6032 2, 24| Antkowe ciężkie grzechy i przewiny żebrała miłosierdzia, 6033 2, 24| przewiny żebrała miłosierdzia, i tłukła się w serdecznej 6034 2, 24| co przed śmiercią ucieka i bije skrzydełkami w szyby, 6035 2, 24| zratowali.~Płacz nią wstrząsał i przepalał żar próśb i błagań, 6036 2, 24| wstrząsał i przepalał żar próśb i błagań, z duszy jakby raną 6037 2, 24| otwartą płynął strumień modłów i płakań, co się kiej te krwawe 6038 2, 24| podłodze.~Msza się skończyła i cały naród w skrusze, a 6039 2, 24| skrusze, a często gęsto i z płakaniem przystępował 6040 2, 24| czując się wzmożoną na siłach i dufna już całkiem w pomoc 6041 2, 24| na ludzkie pozdrowienia i szła wśród spojrzeń ciekawych 6042 2, 24| pies zawsze krążyła z dala i żałośnie, ogarniała też 6043 2, 24| kochającym wzrokiem dom i budynki, płoty i każde drzewko 6044 2, 24| wzrokiem dom i budynki, płoty i każde drzewko lśniące w 6045 2, 24| przyszli... Hanka!... - i rozpłakało się dzieuszysko 6046 2, 24| głos sam wyszedł naprzeciw i wprowadził do izby, do nóg 6047 2, 24| wzruszona jego widokiem i przypomnieniami bijącymi 6048 2, 24| jął się wypytywać o dzieci i ze współczuciem użalał się 6049 2, 24| współczuciem użalał się nad nią i jej zmizerowaniem; opowiadała 6050 2, 24| bardzo, wychudł na wiór i pochylił mocno, twarz mu 6051 2, 24| barzej jeszcze zacięta i groźna.~Rozmawiali długo, 6052 2, 24| jej parę złotych na sól i rzekł:~- Przychodźże częściej, 6053 2, 24| Przychodźże częściej, choćby i co dzień, nie wiada, co 6054 2, 24| ci krzywą nie jest. Z tym i poszła rozmyślając po drodze 6055 2, 24| sołtysem co dnia przychodzą i do zgody z Jagną naglą starego, 6056 2, 24| w noc radziła ze starym, i talk plótł, co ino wiedział, 6057 2, 24| dopiero ujrzawszy Witka i tobołki ozwał się ze złością:~- 6058 2, 24| zeszłam na dziadówkę, to i z litości ludzkiej żyć muszę.~ 6059 2, 24| zakrzyczał.~- Ale mnie potrza i dzieciom.~- Mówię ci, odnieś 6060 2, 24| odnieś abo sam mu odniesę i w gardziel wrażę, niech 6061 2, 24| do upadłego, tak groźna i rozjuszona, że cofnął się 6062 2, 24| ponuro.~- Jeszcześ taniej nas i siebie przedał, bo za Jagniną 6063 2, 24| wezbranym potokiem wypominków i żalów wiecznie tajonych, 6064 2, 24| piersiach, przychylił się i nie wiedział, co rzec, złość 6065 2, 24| co rzec, złość go odpadła i gorzki, gryzący wstyd tak 6066 2, 24| duszę, że chwycił czapkę i uciekł z chałupy.~Długo 6067 2, 24| w karczmie przesiadywał i pił, snując coraz krwawsze 6068 2, 24| krwawsze zamysły pomsty i nie widząc już nic poza 6069 2, 24| powiedział Mateuszowi w karczmie i na głos, by ludzie słyszeli.~ 6070 2, 24| Żydowi ostatnią jałówkę i przepijał ją z kompanami , 6071 2, 24| wody, Franek młynarczyk i te co najgorsze Gulbasowe 6072 2, 24| pierwsze do wszelkiej rozpusty i cięgiem się po wsi wałęsały, 6073 2, 24| upatrując, co by się chycić dało i nieść Żydowi na gorzałkę, 6074 2, 24| naglądając, że choć czasem i pobił, ale półkwaterki gęsto 6075 2, 24| półkwaterki gęsto stawiał i ochraniał przed ludźmi.~ 6076 2, 24| brewerie po wsi, napastowania i bijatyki, że co dnia chodziły 6077 2, 24| skargi do wójta, a nawet i przed dobrodzieja.~Przestrzegał 6078 2, 24| Mateusz, ale na darmo, próżno i Kłąb z czystego przyjacielstwa 6079 2, 24| zaklinał, by się ustatkował i do zguby nie szedł, próżno 6080 2, 24| barzej, jeszcze więcej pił i już się całej wsi odgrażał.~ 6081 2, 24| się całej wsi odgrażał.~I tak się stulał w, to jakieś 6082 2, 24| coraz mocniej, a że przy tym i kowal z cicha podjudzał, 6083 2, 24| wszystkich, przyjdzie do chałupy i spierze ją jeszcze lepiej 6084 2, 24| Szymek, odciągnął go w kąt i powiedział, że dopiero co 6085 2, 24| Jagnę pogodzili ze starym i już się do niego przeniesła.~ 6086 2, 24| zmierzchu widział się z nią i ani słówkiem nie wspomniała!~- 6087 2, 24| ledwie się doczekał wieczora i pobiegł.~Długo krążył koło 6088 2, 24| ojcowej chałupy, naglądał i wyczekiwał przy przełazie, 6089 2, 24| tak się tym rozjątrzył i uzuchwalił, że wyrwał jakiś 6090 2, 24| uzuchwalił, że wyrwał jakiś kołek i wszedł w obejście gotowy 6091 2, 24| chałupy - już był na ganku i nawet za klamkę brał, ale 6092 2, 24| jak wtedy nad stawem.~Ale i dni następnych nie mógł 6093 2, 24| wystawał przy przełazie i czaił się jak wilk. ~Nie 6094 2, 24| pewny, że ją tam spotka i znajdzie jakiś sposób pomówienia.~ 6095 2, 24| stoczków, mrowił się naród i warkotał kiej rzeka kołysząc 6096 2, 24| przepchał się aż do kraty i rozglądał nieznacznie, ale 6097 2, 24| spojrzenia wlepione w siebie i czuł, że zwracają baczenie, 6098 2, 24| ołtarza z książką w ręku i raz w raz spoglądał na niego 6099 2, 24| się głosy, ścichały organy i z chóru, jakoby gdziesik 6100 2, 24| zapomniał, po co przyszedł i gdzie jest, przejęły go 6101 2, 24| przejęły go te śpiewy na wskroś i osnuły pieszczoną, kołyszącą 6102 2, 24| sobie, senność go ogarniała i głęboka cisza, że zapadał 6103 2, 24| głęboka cisza, że zapadał i jakby leciał gdziesik w 6104 2, 24| światłość, a co oprzytomniał i otworzył oczy, spotykał 6105 2, 24| to wyższy był nad drugie i już z dala widny, a tak 6106 2, 24| odwracał ociężałą głowę i znowu zapominał o wszystkim; 6107 2, 24| gardzieli wyrwał się ten krzyk i buchnął taką żałośliwą mocą, 6108 2, 24| się z klęczek, zakłębił i rozgrzmiał wszystkimi naraz 6109 2, 24| duszą wszystką śpiewał i wszystkim płaczem pokutnym.~ 6110 2, 24| się jękliwe, bolesne echa i szmer łkań, westchnień i 6111 2, 24| i szmer łkań, westchnień i modłów gorących.~Nabożeństwo 6112 2, 24| smutek czepił się duszy i tak ją rozpierał, że gdyby 6113 2, 24| ksiądz stanął przed ołtarzem i zaczął wygłaszać naukę.~ 6114 2, 24| stojał, jeno niżej nieco, i nie mógł oderwać oczów, 6115 2, 24| oderwać oczów, kieby przykuty i urzeczony pałającymi spojrzeniami 6116 2, 24| spojrzeniami księdza...~W skupionej i zasłuchanej gęstwie już 6117 2, 24| ksiądz mówił coraz mocniej i groźniej, rósł, zda się, 6118 2, 24| rzucał oczami, wznosił ręce, i słowa jego padały na głowy 6119 2, 24| padały na głowy kiej kamienie i jako rozpalone żelazo przypiekały 6120 2, 24| wypominać przewiny wszystkie i zdrożności, jakich się dopuszczali: 6121 2, 24| niepamięć przykazań Bożych i one kłótnie wieczne, bijatyki, 6122 2, 24| się żalami wszystkie serca i kieby deszcz rosisty zaszemrały 6123 2, 24| rosisty zaszemrały płacze i wzdychy pokutne - a ksiądz 6124 2, 24| pochylił się ku Antkowi i ogromnym głosem wołał o 6125 2, 24| rodzonych, o uwodzicielach i grzesznikach takich, których 6126 2, 24| wyprostowany, pobladły na płótno i ledwie dychający, gdyż te 6127 2, 24| dookoła, dojrzał zalękłe i groźne twarze, odsuwające 6128 2, 24| krzyczał już całym głosem i wyklinał go, a do pokuty 6129 2, 24| całego narodu, wyciągnął ręce i wołał, bych się strzegli 6130 2, 24| takiemu odprawę od ognia, wody i jadła, od strzechy nawet, 6131 2, 24| grzechem, bo zaraża wszystko i kala, a gdy się nie poprawi, 6132 2, 24| wyrwali go jak pokrzywę i precz wyrzucili na zatracenie!~ 6133 2, 24| Antek odwrócił się nagle i wolno szedł do wyjścia, 6134 2, 24| głos księdza biegł za nim i smagał go do żywej krwie.~ 6135 2, 24| strasznego.~Wypadł na drogę i ani wiedząc gdzie, poleciał 6136 2, 24| przystawał chwilami zalękły i słuchał głosu, który mu 6137 2, 24| rozpękła.~Noc była ciemna i wietrzna, topole przyginały 6138 2, 24| to znowu przyciszało się i drobny, przykry, marcowy 6139 2, 24| jak błędny, a przerażony i pełen zgrozy niewypowiedzianej ~- 6140 2, 24| niewypowiedzianej ~- Że już i gorzej być nie może! - szepnął 6141 2, 24| momencie jakby przejrzał i zrozumiał winy swoje i grzechy, 6142 2, 24| przejrzał i zrozumiał winy swoje i grzechy, że wstyd wprost 6143 2, 24| nieludzki zaszarpał mu duszą i ozrywał ją na kawały.~Pod 6144 2, 24| długo, zapatrzony w noc i zasłuchany w cichą, trwożliwą 6145 2, 24| zasłuchany w cichą, trwożliwą i straszną jakąś gędźbę drzew.~- 6146 2, 24| niego! - począł krzyczeć i ogarnęło go jakby szaleństwo 6147 2, 24| jakby szaleństwo gniewu i nienawiści, wstały wszystkie 6148 2, 24| wstały wszystkie żale dawne i wszystkie dzikie zamysły 6149 2, 24| pomsty skłębiły się w nim i przewalały, jak te chmury 6150 2, 24| świeciło, a po drogach tu i owdzie spotykał ludzi stojących 6151 2, 24| ludzi stojących kupkami i radzących cosik mimo deszczu 6152 2, 24| radzących cosik mimo deszczu i zimna.~Poszedł do karczmy, 6153 2, 24| ludzi, ale się nie zawahał i wszedł ostro, i jakby nigdy 6154 2, 24| zawahał i wszedł ostro, i jakby nigdy nic, przystąpił 6155 2, 24| przystąpił do największej kupy i chciał się witać ze znajomkami, 6156 2, 24| się żywo na wsze strony i spiesznie zaczęli wychodzić.~ 6157 2, 24| jakiś siedział przed kominem i Żyd za szynkwasem.~Zrozumiał, 6158 2, 24| wszystkich, ale połknął i to, i kazał dać wódki, jeno 6159 2, 24| wszystkich, ale połknął i to, i kazał dać wódki, jeno że, 6160 2, 24| postawił nie dopity kieliszek i spiesznie wyszedł.~Łaził 6161 2, 24| Łaził błędnie dookoła stawu i spoglądał z uwagą na pręgi 6162 2, 24| okien na śnieg przemiękły i lśniły się we wodzie, pokrywającej 6163 2, 24| lód.~Zmiękł znowu w sobie i niewypowiedziana ciężkość 6164 2, 24| tak samotnym, zbiedzonym i nieszczęśliwym, taką potrzebę 6165 2, 24| potrzebę czuł wyżalenia się i wejścia między ludzi, posiedzenia 6166 2, 24| patrzycie! - rzekł cicho i poszedł do drugich, do Balcerków, 6167 2, 24| drugich, do Balcerków, ale i ci przyjęli go lodowato, 6168 2, 24| zapraszał.~Zajrzał jeszcze tu i owdzie, wszędzie było to 6169 2, 24| oszczędzić żadnej boleści i upokorzenia, poszedł do 6170 2, 24| wywarła na niego pysk, sklęła i jak tego psa przegoniła 6171 2, 24| go bowiem wszelka złość i pomiarkowanie, co się z 6172 2, 24| przystawał gdzieniegdzie i patrzył na wieś, zatopioną 6173 2, 24| jakby ruszyć się nie mógł i wyrwać z tych płotów i sadów, 6174 2, 24| mógł i wyrwać z tych płotów i sadów, i świateł! Nie mógł 6175 2, 24| wyrwać z tych płotów i sadów, i świateł! Nie mógł się pomiarkować, 6176 2, 24| nieprzeparta bierze go za gardziel i do ziemi przygina, do jarzma 6177 2, 24| przygina, do jarzma nakłania i przejmuje niewytłumaczonym 6178 2, 24| stróżują, że patrzą za nim i nieprzerwanym łańcuchem 6179 2, 24| łańcuchem idą na niego, ściskają i wiążą w pęta, że już ruchać 6180 2, 24| przywarł pod jakimś drzewem i zmącony do dna słuchał, 6181 2, 24| srogie potępienia słowa i cały naród idzie na niego.~- 6182 2, 24| strachem śmiertelnym przejęty i tą mocą wsi potężną.~Światła 6183 2, 24| usypiała, deszcz jeno mżył i trzepał w pochylone drzewa, 6184 2, 24| pies gdziesik zaszczekał i cichość przerażająca ogarniała 6185 2, 24| Antek oprzytomniał zupełnie i porwał się na nogi.~- Sprawiedliwie 6186 2, 24| wygrażając pięściami wsi całej i wszystkiemu światu!...~Nacisnął 6187 2, 24| światu!...~Nacisnął czapkę i poszedł do karczmy.~ 6188 2, 25| zgoła psi, rozmiękły, zimny i przemglony; co dnia padały 6189 2, 25| ciemnice tłukły się po polach i tak przyduszały wszelką 6190 2, 25| pocieszyła się jasnością i kości poczuły ciepło - już 6191 2, 25| wichry zawodziły, nowe pluchy i flagi szły, aż dzień się 6192 2, 25| utytłany, błotem ociekły i z zimna skamlący:~Matyjasiło 6193 2, 25| Matyjasiło się to narodowi, że i nie wypowiedzieć, tym się, 6194 2, 25| niedzielę wstrzymać abo i dwie, i zwiesna całkiem 6195 2, 25| niedzielę wstrzymać abo i dwie, i zwiesna całkiem przemoże 6196 2, 25| zwiesna całkiem przemoże i za wszystko zapłaci, ale 6197 2, 25| niekaj zacinało przez ściany i okna, lało ze wszystkich 6198 2, 25| bystre, zatapiała opłotki i stała grząskimi sadzawkami 6199 2, 25| śnieg co dnia barzej topniał i szły ciągłe deszcze, ziemia 6200 2, 25| ziemia prędko odmarzała i puszczały lody, to już miejscami, 6201 2, 25| prządki, jaśniały szybki i brzęczały z cicha prześpiewywane 6202 2, 25| prześpiewywane Gorzkie Żale i drugie pieśnie żałosne o 6203 2, 25| wtórował im wiatr, deszcze i szum drzewin, tłukących 6204 2, 25| tłukących się o płoty.~To i nie dziwota, że Lipce jakby 6205 2, 25| chałupy od pól przemiękłych i zadeszczonego świata, ledwie 6206 2, 25| ziemi, obmokłe, poczerniałe i do cna zbiedzone, a co już 6207 2, 25| co już pola, sady, drogi i niebo, to jedną topielą 6208 2, 25| Ziąb przy tym był przykry i do żywego przejmujący, to 6209 2, 25| do żywego przejmujący, to i mało kiedy dojrzał kogo 6210 2, 25| przemiatały, drzewiny się trzęsły i smutek wiał światem całym, 6211 2, 25| całym, pustka była naokół i cichość w całej wsi jakby 6212 2, 25| dnie były coraz dłuższe, to i barzej się mierziło ludziom, 6213 2, 25| przydatny, jeno niesporo to szło i ciężko, bo wszystkim zarówno 6214 2, 25| zarówno dokuczały pluchy i frasunki przejmowały serca; 6215 2, 25| niejednemu kończyła się pasza i głód zaglądał do obór, gdzie 6216 2, 25| jedyną okrasę mieli - to i coraz częściej ciągnęli 6217 2, 25| miasteczka, drudzy zasie to i do Żyda do karczmy szli 6218 2, 25| jaką kwartę kaszy albo i ten chleba bochenek!~Juści, 6219 2, 25| tyla, zarobków zaś żadnych i u nikogo, gospodarze sami 6220 2, 25| zarobić w lesie nie da, tak i nie ustąpił mimo próśb, 6221 2, 25| niego chodzili, to juści, że i bieda u komorników i co 6222 2, 25| że i bieda u komorników i co biedniejszych gospodarzy 6223 2, 25| że dobrze stojał niejeden i Bogu dziękował, jeśli miał 6224 2, 25| miał choć ziemniaki ze solą i te gorzkie łzy za przyprawę.~ 6225 2, 25| go na wnątrzu jadło - toć i bez to aż się chałupy trzęsły 6226 2, 25| biją z tającej ziemie, to i najpierwej spadła ospica 6227 2, 25| ten jastrząb na gąsięta i dusiła dzieciątka, biorąc 6228 2, 25| dzieciątka, biorąc kajś niekaj i starsze, że nawet dwoje 6229 2, 25| odratowały sprowadzone dochtory i powieźli je na cmentarz, 6230 2, 25| cmentarz, potem zaś febry i gorączki, to insze choróbska 6231 2, 25| na księżą oborę patrzył i zmiłowania Pańskiego wyglądał - 6232 2, 25| nastarczyć lekować, a że przy tym i krowy zaczynały się cielić, 6233 2, 25| krowy zaczynały się cielić, i niektóra kobieta też zległa, 6234 2, 25| stawał się coraz większy i zamieszanie jeszcze narastało.~ 6235 2, 25| naród burzył się w sobie i coraz niecierpliwiej wyglądał 6236 2, 25| śniegi spłyną, ziemia odtaje i przeschnie, słońce przygrzeje, 6237 2, 25| wyjść z pługiem; na role, to i biedy a frasunki się skończą.~ 6238 2, 25| drugie roki, bo wciąż lało i ziemia wolniej puszczała, 6239 2, 25| ziemia wolniej puszczała, i wody leniwiej spływały, 6240 2, 25| krowy jeszcze się nie leniły i włos mocno siedział, co 6241 2, 25| nastała jaka godzina suchsza i słońce zaświeciło, roiło 6242 2, 25| wypuszczone na pierwszą trawę.~I co w taki czas było radości, 6243 2, 25| jakby dychające ciepłem i wezbrane wiosną, i pełne 6244 2, 25| ciepłem i wezbrane wiosną, i pełne skrzeń i bełkotliwych 6245 2, 25| wezbrane wiosną, i pełne skrzeń i bełkotliwych głosów wód, 6246 2, 25| bełkotliwych głosów wód, a tu i ówdzie nie stopione śniegi 6247 2, 25| pajęczynami, że oko szło na wskróś i leciało hen, na pola nieobjęte, 6248 2, 25| nadciągały gdziesik od wschodu i pławiły się w czystym powietrzu; 6249 2, 25| rad wystawał przed domem i rad rozprawiał nawet z nieprzyjacioły.~ 6250 2, 25| dobrość przejmowała serca i wesołe półkrzyki leciały 6251 2, 25| przepełniały domy radością i drżały świegotliwymi głosami 6252 2, 25| gęsi zaś uciekały z jaj i przekrzykiwały się z gęsiorami 6253 2, 25| zaś postawał w opłotkach i mrużąc od blasków oczy spozierał 6254 2, 25| już słyszał skowronka, że i pliszki widzieli na topolowej 6255 2, 25| potem rozpowiadał, jako i boćki już spadły na łęgach 6256 2, 25| przyniósł pierwszą przylaszczkę i latał z nią po chałupach, 6257 2, 25| tę świętość największą, i dziwowali się wielce.~Tak 6258 2, 25| głębokim, gdy słońce się skryło i zimny wiatr powiał, brzaski 6259 2, 25| pogasły, świat ściemniał i drobny deszcz począł mżyć!... 6260 2, 25| przybielił znowu wieś całą i pola..:~Wszystko powróciło 6261 2, 25| dniach deszczów, wycinków i błotnej taplaniny niejednemu 6262 2, 25| historie abo śmiercie czyje i co drugiego jako te kamienie 6263 2, 25| końca wymiarkować, szły i szły, iż ledwie człowiek 6264 2, 25| już noc, już nowe świtanie i dzień nowy, i turbacje nowe, 6265 2, 25| nowe świtanie i dzień nowy, i turbacje nowe, i tak ano 6266 2, 25| dzień nowy, i turbacje nowe, i tak ano w kółko, bych się 6267 2, 25| Smutno było, mokro, zimno i tak mroczno na świecie, 6268 2, 25| się już dzisiaj nie kłócił i nie przemawiał, każdemu 6269 2, 25| cichego kąta patrzał, by lec i o niczym nie baczyć.~Dzień 6270 2, 25| co ledwie oczy ozewrze i coś niecoś rozpozna, i znowu 6271 2, 25| ozewrze i coś niecoś rozpozna, i znowu pada w mrok chorobny, 6272 2, 25| podniósł się głuchy wiatr i bił wraz z deszczem w poczerniałe 6273 2, 25| chałupy.~Na drogach było pusto i cicho od ludzi, tylko wiater 6274 2, 25| na drzewiny roztrzęsione i poczerniałe ściany, to znowu 6275 2, 25| raz trzask się rozlegał i grochot, i wody z krzykiem 6276 2, 25| się rozlegał i grochot, i wody z krzykiem wychlustywały 6277 2, 25| marca, kiej ziemia odmarza i drzewa soki ciągnąć zaczynają, 6278 2, 25| marcu spuszczałby budulec.~I nawet nie wiada, kto taką 6279 2, 25| że ino drzwi trzaskały i błoto się otwierało pod 6280 2, 25| się do karczmy medytować i Żyda przepytać, ale żółtek 6281 2, 25| żółtek jucha zapierał się i przysięgał, że nic nie wie, 6282 2, 25| że nic nie wie, to już i gdzieniegdzie krzyki powstawały 6283 2, 25| gdzieniegdzie krzyki powstawały i to złe słowo padało, i lament 6284 2, 25| powstawały i to złe słowo padało, i lament babi się rozlegał, 6285 2, 25| niepomiernie, niepokój, a złość i trwoga zarazem opanowywała 6286 2, 25| bych sprawdzić tę nowinę, i nie bacząc na pluchę pchnął 6287 2, 25| którędy pojechali, ale już i mrok dobry zapadł, a oni 6288 2, 25| padła cichość wzburzona i przez moc przytłumiana i 6289 2, 25| i przez moc przytłumiana i groźna wielce, złością bowiem, 6290 2, 25| klął, drzwiami trzaskał i szedł na drogę wyglądać, 6291 2, 25| Jagny rzekł:~- Weź łopatę i bieżyj pomóc Pietrkowi, 6292 2, 25| trwożnie nasłuchując.~Jakoż i tak było, bo ano od dnia 6293 2, 25| niepoznania. Zawżdy był kwardy i niełacno ustępliwy, ale 6294 2, 25| teraz zgoła za dziewkę, i tak ją też uważał i honorował. 6295 2, 25| dziewkę, i tak ją też uważał i honorował. Nie pomogły jej 6296 2, 25| złość, ni te rzekome dąsy i gniewy, którymi to kobiety 6297 2, 25| Nie pilnował jej nawet i jakby całkiem nie stał o 6298 2, 25| zgodzie pojechał do miasta i aż drugiego dnia powrócił; 6299 2, 25| wszystkim się przed nią zwierzał i radził, ale ona i tej pary 6300 2, 25| zwierzał i radził, ale ona i tej pary z gęby nie puściła 6301 2, 25| wychodziły z chałupy, że nieraz i sypiały razem z dziadkiem, 6302 2, 25| chodził po dawnemu prosto i hardo na świat poglądał, 6303 2, 25| o bele co gniewem buchał i ciężki był la wszystkich, 6304 2, 25| ziemi przygiąć się musiało i tak być, jako chciał, a 6305 2, 25| nie czynił nikomu, ale też i dobrości społecznie nie 6306 2, 25| Rządy wziął w swoje ręce i nie popuszczał ni na pacierz, 6307 2, 25| sam ano wszystko wydawał i srogo stróżował, bych dobra 6308 2, 25| tego zwałkonionego konia i w niczym nie folgował, że 6309 2, 25| niczym nie folgował, że i nie było dnia bez swarów, 6310 2, 25| bez swarów, a często gęsto i rzemień bywał w robocie 6311 2, 25| rzemień bywał w robocie albo i co twardziejsze, bo i w 6312 2, 25| albo i co twardziejsze, bo i w Jagnę wlazł jakiś zły 6313 2, 25| w Jagnę wlazł jakiś zły i ciskał ją na sprzeciw.~Ulegać 6314 2, 25| ulegała, niewolił ją, to i cóż było począć, mężowy 6315 2, 25| Dominikowa chciała łagodzić i zgodę sprząc między nimi, 6316 2, 25| pamięć przeniewierstwa jej i krwawiący wstyd, i luta, 6317 2, 25| przeniewierstwa jej i krwawiący wstyd, i luta, nieprzebłagana złość - 6318 2, 25| przemieniła, źle jej było, ciężko i tak przykro, że i nie wypowiedzieć: 6319 2, 25| ciężko i tak przykro, że i nie wypowiedzieć: win swoich 6320 2, 25| niźli drugie kobiety, że to i serce miała barzej czujące, 6321 2, 25| serce miała barzej czujące, i chowana była pieściwiej, 6322 2, 25| chowana była pieściwiej, i już w sobie była zgoła delikatniejsza 6323 2, 25| jak mogła, ale to jarzmo i tak coraz ciężej i boleśniej. 6324 2, 25| jarzmo i tak coraz ciężej i boleśniej. przyginało jej 6325 2, 25| mężowi na postronku... To i cóż miała począć ze sobą? 6326 2, 25| jak drugie kobiety, co to i parobków se nie żałują, 6327 2, 25| parobków se nie żałują, i uciechy żadnej, i rade znoszą 6328 2, 25| żałują, i uciechy żadnej, i rade znoszą domowe piekło, 6329 2, 25| dnia się bijają z chłopami i co dnia razem spać chodzą 6330 2, 25| się jej życie coraz barzej i jakaś nieopowiedziana tęskność 6331 2, 25| cięgiem, pokrzywdzona wielce i tak rozżalona, że nieraz 6332 2, 25| nieprzenikniony, tak obcy i głuchy, że zamierała z bojaźni 6333 2, 25| kiej go chłopaki przychwycą i pod garnczek wsadzą.~To 6334 2, 25| pod garnczek wsadzą.~To i nie dziwota, że z tego wszystkiego 6335 2, 25| miłowała jakby jeno ze strachu i rozpaczy, bo wtedy, po onej 6336 2, 25| matki cosik pękło w niej i pomarło, że się już nie 6337 2, 25| jakby z musu niewolenia, a i bez to, że w chałupie źle 6338 2, 25| że w chałupie źle było i nudno, a i bez to, że na 6339 2, 25| chałupie źle było i nudno, a i bez to, że na złość staremu, 6340 2, 25| że na złość staremu, a i bez to, iż się jej widziało, 6341 2, 25| ciężkie życie, to przez niego; i ten jeszcze boleśniejszy, 6342 2, 25| jeszcze boleśniejszy, cichszy i nigdy nie wypowiadany żal, 6343 2, 25| dziki, szarpiący żal zawodu i rozczarowania. Przeciech 6344 2, 25| miłowaniem, zniewalał dobrością i był ponad wszystko na świecie 6345 2, 25| się jej takim samym jak i drugie chłopy, gorszym nawet, 6346 2, 25| straszył ponurością swoją i cierpieniem, a przerażał 6347 2, 25| wydawał się jej dzikim i strasznym kiej ten zbój 6348 2, 25| się jej, że zły jest w nim i całe piekło dookoła; robiło 6349 2, 25| dobrodziej naród napomina i mękami straszy!~ ~Ani jej 6350 2, 25| nawet na myśl przyszło, że i ona winowata tych grzechów 6351 2, 25| coraz barzej serce do niego i sztywniała mu nieraz w ramionach, 6352 2, 25| wiecznie ciepłych dżdżów i słońca, jeno że już ni razu 6353 2, 25| wtedy o domu, o robotach i o tym, bych staremu co nowego 6354 2, 25| jak najprędzej ją puścił i poszedł sobie.~Właśnie teraz 6355 2, 25| pilnie za głosem starego i doszukując się go w podwórzu, 6356 2, 25| zawzięcie, że ino warczała gruda i błoto wyrzucane, a ona zaś 6357 2, 25| naciągnęła zapaskę na głowę i ostrożnie przebrała się 6358 2, 25| wiatr pociągał od lasów i z szumem bił w sady.~Przygarnął 6359 2, 25| Przygarnął ją do siebie mocno i zaczął całować po twarzy.~- 6360 2, 25| powiedziała miękciej i ciszej.~- Byłech i wczoraj, 6361 2, 25| miękciej i ciszej.~- Byłech i wczoraj, czemuś to nie wyszła?~- 6362 2, 25| wyszła?~- Ziąb był taki, a i roboty przeciech mam niemało.~- 6363 2, 25| mam niemało.~- Prawda, a i starego też musisz pieścić 6364 2, 25| starego też musisz pieścić i pierzyną przyokrywać! - 6365 2, 25| chłop! - rzuciła twardo i niecierpliwie.~- Jagna, 6366 2, 25| mam swojego tylachna, że i nie dziwota, jak się człowiekowi 6367 2, 25| nie - szeptał pokornie i objąwszy ją tulił do siebie 6368 2, 25| ale sztywna była, zadąsana i jeśli oddała całunki, to 6369 2, 25| całunki, to jakby z musu, i jeśli odrzekła to jakie 6370 2, 25| znajdowali słów pieszczonych i kojących, bo w sercach wrzały 6371 2, 25| ramiona, chłodli do siebie i stali kiej te zimne słupy, 6372 2, 25| plątały się słowa czułości i pocieszenia. jakie chcieli 6373 2, 25| chcieli sobie powiedzieć i nie poredzili.~- Miłujesz 6374 2, 25| jakiś ściskał jej duszę i napełnił oczy łzami, że 6375 2, 25| się zatrząsł cały z bólu, i złość, pełna wyrzutów i 6376 2, 25| i złość, pełna wyrzutów i żalów niewstrzymanych, zalała 6377 2, 25| wszyscy mnie odstąpili, to i tobie pilno za drugimi. 6378 2, 25| złego, któren ugryźć może i przed którym ognać się trudno, 6379 2, 25| wylot, znam ja cię dobrze i wiem, bych mnie powiesić 6380 2, 25| że ni drgnąć nie mogła, i chrypliwym, złym, pełnym 6381 2, 25| na takie psy zeszedł, to i bez ciebie, bez to, żem 6382 2, 25| to mnie ksiądz wypomniał i wygnał z kościoła kiej zbója, 6383 2, 25| wszyćko, przeniosłem, nawet i na to nie pomstowałem, że 6384 2, 25| uciekasz, bojasz się mnie i patrzysz na mnie jak wszystkie, 6385 2, 25| kiej na tego mordownika i najgorszego! Innego ci już 6386 2, 25| krzyczał zapamiętale i te wszystkie krzywdy, złoście, 6387 2, 25| końcu brakło mu już głosu i taka go złość porwała, że 6388 2, 25| pchnął ją tylko na ścianę i spiesznie poszedł.~- Jezus 6389 2, 25| rozpaczą, zabiegła drogę i czepiła mu się szyi, to 6390 2, 25| pijawkę, rzucił na ziemię i bez jednego słowa poleciał, 6391 2, 25| bólu, dusiła się w sobie i chciało się jej krzyczeć 6392 2, 25| Wołała za nim, choć już i kroki jego ucichły, wołała 6393 2, 25| Głęboka, ciężka skrucha i ten żal serdeczny, i ten 6394 2, 25| skrucha i ten żal serdeczny, i ten strach głuchy, gnębiący, 6395 2, 25| może on już nie powróci, i tu miłowanie dawne, z nagła 6396 2, 25| nieutulonych smutków, że już i na nic nie bacząc, ryczała 6397 2, 25| jeno wsadził głowę do izby i krzyknął:~- Chłopski las 6398 2, 25| Chłopski las rąbią! - i dalej poleciał.~Migiem ta 6399 2, 25| była wielka dla wszystkich i tak groźna, że cala wieś 6400 2, 25| rozglądając się trwożnie i nasłuchując czająco, nikto 6401 2, 25| krzyczał, nikto nie lamentował i nikto pomstą nie trząchał, 6402 2, 25| a ino mądre pomyślenie i to społeczne postanowienie.~ 6403 2, 25| opłotkach, to nad stawem, i szepty ciche, trwożne, przytajone 6404 2, 25| jęła się ścinać w grudę i obmoknięte, czarne drzewa 6405 2, 25| poniektórzy gospodarze się zebrali i walą do wójta. Jakoż przeszedł 6406 2, 25| dojrzał, ale mówili, że i on poszedł.~Wójta doma nie 6407 2, 25| przykazane naglądanie po drogach i przy karczmie, czy się gdzie 6408 2, 25| że nikto nie wiedział co i jak, bo ino przez okna widać 6409 2, 25| prawił, pochylał się nisko i raz w raz bił pięścią w 6410 2, 25| końcu Kobus, to Kozłowa, to i parobki niektóre zaczęli 6411 2, 25| niektóre zaczęli szemrać i głośno powstawać na radzących, 6412 2, 25| rozsierdził wraz z komornikami i drugą biedotą, że już otwarcie 6413 2, 25| Jawił się na to Mateusz i zaczął nawoływać do karczmy, 6414 2, 25| gasił, ale musiał otworzyć i z trwogą patrzył na walącą 6415 2, 25| zajmując wszystkie ławy, stoły i kąty, nikto bowiem nie pił, 6416 2, 25| gęsto poredzając z cicha i wyczekując, kto i z czym 6417 2, 25| cicha i wyczekując, kto i z czym pierwszy wystąpi...~ 6418 2, 25| każden wagował wystąpić i na drugich oglądał, aż dopiero 6419 2, 25| wyrwał, na środek skoczył i ostro, z miejsca zaczął 6420 2, 25| pamiętano księże wypominki, a i te jego grzeszne sprawki, 6421 2, 25| wnet poniesła zapamiętałość i jakby dziki bitkowy szał 6422 2, 25| naraz wyrwało się nad głowy, i sto piersi ryknęło wraz, 6423 2, 25| zatrzęsła od mocy.~Na to i czekali przodownicy, bo 6424 2, 25| Kobus, to Kozłowa, to potem i drugie rzucili się we środek 6425 2, 25| drugie rzucili się we środek i nuż krzyczeć, nuż pomstować 6426 2, 25| bicie pięściami w stoły i hukliwa, sroga wrzawa zagniewanego 6427 2, 25| ma kto na świat wypuścić i poszczuć na nieprzyjacioły... 6428 2, 25| nieprzyjacioły... To się i tumult srogi uczynił, krzyki 6429 2, 25| tumult srogi uczynił, krzyki i sprzeciwy, bo się naród 6430 2, 25| sprzeciwy, bo się naród ozeźlił i krzywdą swoją ostargał na 6431 2, 25| mocą wszystkich przeparł i do pomsty powiódł...~Kupami 6432 2, 25| któren wrzeszczał najgłośniej i pomstował, zaś wskroś gąszczu 6433 2, 25| widział, Kłębiak!~- Wytną i resztę, wytną, nie będą 6434 2, 25| Zakatrupić! - wrzasnęli naraz i znowuj pięście się podniosły 6435 2, 25| groźnie, krzyk buchnął ogromny i tłum cały zawrzał nienawiścią 6436 2, 25| te ściany ściskają wieś i duszą, chcesz krowę popaść 6437 2, 25| siedź, łajnem się ogrzewaj i zmiłowania Pańskiego czekaj!~- 6438 2, 25| różne strony, pomstując i pograżając srogo, a że radzili 6439 2, 25| srogo, a że radzili głośno i z gorącością niemałą, to 6440 2, 25| krzykali na Żyda o chleb i śledzie.~Ale gdy sobie podjedli 6441 2, 25| przestygli mocno z zawziętości i zaczęli się z wolna rozchodzić 6442 2, 25| Mateusz zaś wraz z Kobusem i Antkiem, któren już cały 6443 2, 25| czas na boku się trzymał i cosik swojego kalkulował, 6444 2, 25| kalkulował, poszli do Kłęba i zastawszy jeszcze gospodarzy, 6445 2, 25| nimi uradzili coś na jutro i cicho rozeszli się po chałupach.~ 6446 2, 25| nieprzyjacioły, a potem długo i trwożnie szemrały. Przymrozek 6447 2, 25| się skryły, pociemniało i zrobiło się na świecie posępnie, 6448 2, 25| śpiku, ale sen był ciężki i gorączkowy, bo raz w raz 6449 2, 25| budził się cały w potach i takim strachu dziwnym, że 6450 2, 25| przerażających przeczuć i obaw.~Noc się wlekła długo 6451 2, 25| obaw.~Noc się wlekła długo i ciężko, oprzędzając dusze 6452 2, 25| dusze trwogą, niepokojem i strasznymi snami, pełnymi 6453 2, 25| strasznymi snami, pełnymi mar i widzeń gorączkowych.~A skoro 6454 2, 25| że chyla tyla rozedniało i jaki taki oczy ozwarł i 6455 2, 25| i jaki taki oczy ozwarł i ciężką, senną jeszcze głowę 6456 2, 25| Antek pobiegł na dzwonnicę i zaczął bić w dzwon kieby 6457 2, 25| sklął ich, chciał nawet bić i swoje robił z całej mocy.~ 6458 2, 25| ubrani pytać, co się stało i ostawali już przed chałupami 6459 2, 25| zasłuchani, bo dzwon wciąż bił i huczał ponurym, wielkim 6460 2, 25| przetrwożony żegnał się i skrzepiał w sobie, boć już 6461 2, 25| skrzepiał w sobie, boć już i Mateusz, Kobus a drugi biegali 6462 2, 25| łomocząc kijami w płoty i krzycząc:~- Na las! Na las! 6463 2, 25| Pod karczmę! Na las!...~To i na łeb i szyję przyodziewali 6464 2, 25| Na las!...~To i na łeb i szyję przyodziewali się, 6465 2, 25| dopinał, a pacierz kończył i w dyrdy bieżał pod karczmę, 6466 2, 25| tym trzęsło się powietrze i huczała wieś cała.~Dzień 6467 2, 25| jasny, omglony jeszcze i mroźny, drzewa stojały w 6468 2, 25| zawziętość przejmowała serca i jakaś sroga, pewna siebie, 6469 2, 25| nieustępliwa moc zakamieniła dusze i oblekała je w taką surową 6470 2, 25| popadło, obzierał się naokół i czekał cierpliwie na starszyznę, 6471 2, 25| kiej ten bór zbity w gęstwę i zasłuchany w głosy, jakie 6472 2, 25| głosy, jakie z niego idą, i w te bełkoty strug, co gdziesik 6473 2, 25| twarz poczerwieniała barzej i znowu nieruchomieli, że 6474 2, 25| przeciskał wskroś gęstwy i zaczął naród odwodzić, straszyć, 6475 2, 25| cała wieś pójdzie w kajdany i zmarnieje, a za nim młynarz 6476 2, 25| obaj dworowi się wysługują i swój mają interes w przeszkadzaniu.~ 6477 2, 25| interes w przeszkadzaniu.~I Rocho przyszedł, i ze łzami 6478 2, 25| przeszkadzaniu.~I Rocho przyszedł, i ze łzami przekładał podobnie - 6479 2, 25| nie pomogło.~Aż w końcu i ksiądz przyleciał i jął 6480 2, 25| końcu i ksiądz przyleciał i jął swoje prawić - nie usłuchali, 6481 2, 25| urągliwie.~A tak patrzyli ponuro i zawzięcie, że ksiądz się 6482 2, 25| skończył, bo przyszedł Boryna, i cały naród do niego się 6483 2, 25| Maciej blady był kiej ściana i surowy, że aż mróz szedł 6484 2, 25| znajomków pozdrawiał skinieniem i oczami po ludziach wodził, 6485 2, 25| pochylił się, wyciągnął ręce~i jął wielkim głosem wołać:~- 6486 2, 25| dwór cięgiem na nas nastaje i do zaguby wiedzie!... Bo 6487 2, 25| do zaguby wiedzie!... Bo i nie spamiętać mi tych krzywd, 6488 2, 25| pięści zamigotało w powietrzu i sto gardzieli zaryczało, 6489 2, 25| Nasz bór, a tnie go! To i cóż my, sieroty, poczniemy, 6490 2, 25| bronić, gromadą całą iść i boru rąbać nie pozwolić! 6491 2, 25| nie bójta, nasze prawo, to i nasza wola i sprawiedliwość 6492 2, 25| nasze prawo, to i nasza wola i sprawiedliwość nasza, a 6493 2, 25| tłum się zakołysał, rozpękł i z krzykiem każden w dyrdy 6494 2, 25| saniach wraz z Płoszką, Kłębem i co pierwszymi.~Ustawiali 6495 2, 25| cała na piechty się wybrała i zwarła się w gęstwę kieby 6496 2, 25| zardzewiałe, to cepy, a tu i owdzie kiej błyskawica zamigotała 6497 2, 25| nie było śmiechów, żartów i wesela. Stali w cichości, 6498 2, 25| saniach, ogarnął naród oczami i krzyknął żegnając się:~- 6499 2, 25| żegnając się:~- W imię Ojca i Syna, i Ducha świętego! 6500 2, 25| się:~- W imię Ojca i Syna, i Ducha świętego! Amen, w