Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
nia 375
nianczy 1
nianki 1
niby 328
nic 352
nicem 1
nich 200
Frequency    [«  »]
345 ma
344 mnie
344 moze
328 niby
326 jaze
326 zeby
315 gdzie
Wladyslaw Stanislaw Reymont
Chlopi

IntraText - Concordances

niby

    Tom, Rozdzial
1 1, 1 | od drogi po pochyłości i niby długi wątek zgrzebnych skib 2 1, 1 | porozrzucane ogromne białe chmury niby zwały śniegów, nawiane przez 3 1, 1 | ogarnąć, leżały szare pola niby olbrzymia misa o modrych 4 1, 1 | jesiennymi barwami sadów - niby czerwono-żółta liszka, zwinięta 5 1, 1 | wschodzących... to gęsi niby płaty śniegów bieliły się 6 1, 1 | wzgórze i opadał, a spod niego niby z obłoku wychylał się bosy 7 1, 1 | przystawali i szept pacierzów, niby szemranie opadających listków, 8 1, 2 | płomienne koliska, przez które niby białe chmurki przepływały 9 1, 2 | cienkie strugi wody, niby bicze opali, opadały im 10 1, 2 | było, odbijały się gwiazdy niby w zwierciadle stalowym.~ 11 1, 2 | mają piętnaście morgów, to niby na Jagnę pięć i spłata za 12 1, 3 | jabłonkach, obwieszonych jabłkami niby pięście; rzucił czymściś 13 1, 3 | chciał poczekać...~- To niby kiej zamrę! Poczekaj, jucho, 14 1, 3 | przedzierało się słońce i pełzało niby złote pająki po mchach zielonych 15 1, 3 | domostwami, co przysiadły niby stare przekupki nad rynsztokami, 16 1, 3 | cholewą zawzięcie, że dymił niby komin fabryczny, a co chwila 17 1, 3 | Zaraz, zaraz!~Samowar już niby wulkan huczał i buchał płomieniami.~- 18 1, 3 | dwie połowy, i rzucał łbem niby koń, kiej go giez ukąsi, 19 1, 3 | chytrze skakały po sędziach niby wiewiórki.~- Wy Bartłomiej 20 1, 3 | sędziowski.~- Świadkujecie?~- Niby to za świadka? ni, jeno 21 1, 3 | Przeciech wołali , to niby wiedzieć wiedzą...~- Głupiś. 22 1, 3 | siedzieliście w kozie?~- To niby w kreminale?... karany?... 23 1, 3 | skąd się wziął u was?~- Niby u mnie?... Zarno wszyćko 24 1, 4 | wychodzono na drogę, że raz w raz niby maki czerwone, niby georginie 25 1, 4 | raz niby maki czerwone, niby georginie żółte, co dokwitały 26 1, 4 | drogami nad stawem, któren niby misa złota odbijał w sobie 27 1, 4 | złota, purpury, fioletu niby tęcza padały na jego twarz 28 1, 4 | kurz się podniósł i niby obłokiem osłonił te serca 29 1, 4 | biły pachnącymi słupami i niby obłokiem pokrywały klęczących 30 1, 4 | wietrze pochylone chorągwie i niby ptaki purpurowe i zielone 31 1, 4 | czerwony liść odrywał się i niby ptak spłoszony spadał na 32 1, 4 | gdy szła, wił się za nią niby tęcza.~Ale Jagna nie widziała 33 1, 4 | ni co mu leżało na sercu niby węgiel rozżarzony, bo aniby 34 1, 4 | aniby mógł wypowiedzieć, niby zrozumiała go dobrze...~ 35 1, 4 | Rubla za sarnę... a niby ja za proch piętnaście... 36 1, 4 | piętnaście... całego rubla!... niby jak to?...~Jankiel znowu 37 1, 4 | i gdzie indziej...~- To niby... - wytrzeszczał oczy i 38 1, 5 | cichsze, coraz bladsze - niby te święte Hostie w dogasających 39 1, 5 | drogami, że spływały cicho niby łza - krwawe łzy umarłego 40 1, 5 | chwilą; głucha wrzawa huczała niby bór, kiej morze się kolebała, 41 1, 5 | kołysały się na wietrze niby tęcza paląca.~- Która ci 42 1, 5 | rozmysłem, od niechcenia niby.~- Co mi ta z tego, kiej 43 1, 5 | zaczął ostro kowal.~- Niby z czym? Mogłeś mi to samo 44 1, 6 | borów i wsi majaczyły blade, niby z przemiękłej przędzy utkane.~ 45 1, 6 | szamotały się rozpacznie, niby psy na uwięzi.~Drogi opustoszałe 46 1, 6 | bladą zielenią albo rdzawej niby pasy blachy żelaznej, a 47 1, 6 | gęstych zarośli, siniejących niby chmura, czerniały stogi 48 1, 7 | staw rozchlustany, któren niby ptak jaki rozwijał ciężkie 49 1, 8 | Wdowiec! - wykrzyknęła niby z zawodem.~- Stary! Nie 50 1, 8 | Najlepsze pole moje!~- Niby Jagusia to wybierek, a nie 51 1, 9 | się, potężniał i huczał niby burza nadciągająca... Zataczały 52 1, 9 | się wśród mogił, wnet, niby robaczki świętojańskie, 53 1, 9 | w omroczonych gąszczach niby pisklęta...~A chwilami opadało 54 1, 9 | ziemia święta, a oczy szare niby te kałuże, co się jeszcze 55 1, 9 | mogiłach, a białe ich pnie, niby w gzła śmiertelne przyodziane, 56 1, 10| wesele...~- Wyjdę naprzeciw, niby to się spotkamy! - pomyślał 57 1, 10| ciężkie, jakby obłocone, niby stada niemytych baranów. 58 1, 10| zawzięta skapywała mu z serca niby te lody ze strzech, gdy 59 1, 11| złocie - że się widziała niby ten obraz, co go naszają 60 1, 11| u rzęs wisiały, weselna niby ten kierz kwietny i kiej 61 1, 11| chodzonego" - a już tam, niby ten wąż farbami migotliwy, 62 1, 11| parą, głowa przy głowie - niby ten rozkołysany zagon dostałego 63 1, 11| ja, wójt, wama mówię.~- A niby od czego? - wrzasnął ten 64 1, 11| każdy, a widział kto?~- To niby po próżnicy pogadują!~- 65 1, 11| Cicho się nagle uczyniło niby w kościele podczas Podniesienia - 66 1, 11| uderzeń światła, widne były niby węże półkolisto sunące w 67 1, 11| pierzyną - druhny porwały się niby to odbić, ale starsze 68 1, 11| chustek, wiewających po izbie, niby te ptaki barwiste.~Przeszedł 69 1, 11| Maćkowe, huczne a szerokie niby te równie nieobjęte, przyciężkie 70 1, 11| chłopy, co zwarci w kupę niby w ten bór wyniosły, runęli 71 1, 11| taktu i buczały drygający niby bąki, a flet wiódł wtór 72 1, 11| wiedły, szły na przedzie, niby ta najlepsza tanecznica, 73 1, 12| nocy i majaczył brzaskami niby to oko zasnute bielmem.~ 74 1, 12| kałuże siniały na drodze niby szkła potrzaskane i oślepłe, 75 1, 12| łzami, rwał się i rozsypywał niby czerwone paciorki, że chciał 76 1, 12| a drabiny pod okienkami, niby żebra, prześwitywały pod 77 1, 12| wślizgiwały się w nogę niby sękate kije i tak rozpierały, 78 1, 12| ściany żywiczne strugi, niby łzy krwawe i zastygłe...~ 79 1, 12| czyni...~- Hale... szkody... niby to zające należą do kogo... 80 1, 12| kiej ściana, a młoducha niby to sukno czerwone.~- Jutro 81 1, 12| a Wachnikowa wtórowała niby na basetli, tak im zeszło 82 1, 12| świat i pryskały od domu niby te ognie czerwone w noc 83 1, 12| ognie czerwone w noc ciemną, niby grzmoty buchały po stajni.~ 84 1, 12| do upadłego.~Wrzeli już niby ten ukrop na mocnym ogniu, 85 2, 13| słońce i spadało ciężko, niby kadź roztopionego żelaza, 86 2, 13| spiętrzono, rosochate, niby kupy borów podruzgotanych, 87 2, 13| środku i zajaśniało modrawo niby lustro studzienne, świst 88 2, 13| lały się z tej gardzieli niby rzeki niczym nie powstrzymane, 89 2, 13| przeżerały na wskróś i rozmiatały niby słomę strupieszałą.~Wrzask 90 2, 13| pomniejszy, że leciały w kurzawie niby te ptaszyska rozgonione 91 2, 13| raz chyłkiem pod płotami, niby to z kądzielą szły do kum 92 2, 13| wschodzie tliły się brzaski niby te spopielałe zarzewia, 93 2, 13| wciąż, rozrastała się w nim niby ta parząca pokrzywa! Bo 94 2, 13| przesłaniało świat wszystek niby przędzą; że to chałupa Bylicowa 95 2, 13| pochylone, przyginały się niby w ciężkim, utrudzającym 96 2, 13| siedział, popijał z wolna, niby to medytował, a zgoła nie 97 2, 14| się rozlewała nad światem, niby białe cienie widm, niby 98 2, 14| niby białe cienie widm, niby stężałe opary, śniegi skrzyły 99 2, 15| szczytach, drygał niekiedy, niby ta wiecha na wietrze.~- 100 2, 15| wszystkiego się czepiał, niby nie prosto w oczy, ale tak 101 2, 15| w garść, skiełznał duszę niby w ten kantar żelazny i trzymał 102 2, 15| jak skamlał u drzwi komory niby ten pies, go mietłą musiała 103 2, 15| trzasły kiej słomki, a Mateusz niby kloc ciężki padł we wodę.~ 104 2, 15| Mateusz wziąć tak letko niby ten snopek słomy, ponieść 105 2, 16| chodziło w parach oddechów, niby w kłębach mgieł, ale świat 106 2, 16| krze sypały strugami okiści niby srebrną kurzawą.~Młyn 107 2, 16| cierpkimi słowy, a sama szła niby to zajrzeć na drugą stronę 108 2, 16| olbrzymiała, niosła się już niby kula ognista, błękitne smugi 109 2, 16| błękitne smugi szły od niej niby szprychy świętego koła, 110 2, 16| prosto do serca, krępowała niby powrozami i przejmowała 111 2, 17| Szymek zaraz z wieczora niby w odwiedziny, a głównie, 112 2, 17| pracą przygięci do ziemi, niby te głazy polne omszali; 113 2, 18| przewalała się po świecie, biła niby barami w ściany, dom 114 2, 18| tylko wody...~- Wrzątku niby!~Przystawiła garneczek z 115 2, 18| oczami z Witkiem, któren niby podkładał na ogień, a głównie 116 2, 18| i słabiej się trzepotał, niby ten ptak wyzbyty z sił dalekim 117 2, 18| zagadnął nieznajomy.~- Niby Kuba! Juści, że służył, 118 2, 18| ma ich to w domu? - rzekł niby obojętnie, ale zadygotał.~- 119 2, 18| sadem a szopą, nakrytego niby dachem obwisłymi pod śniegiem 120 2, 18| Ale starego nie zwiedła, niby wprost, oczy w oczy, nie 121 2, 18| kiej taki cię wywiedzie niby na postronku, że~ani zmiarkujesz, 122 2, 19| powiada: S... s... s... Socha niby, i gęsior bęc na ziemię! 123 2, 20| Zachodził do różnych chałup, niby to ogrzać się zdziebko, 124 2, 21| przez strzępiaste konary, niby wskroś zdziurawionych strzech, 125 2, 21| śniegów, wiszącą na czubach niby dach. Ziemista, spopielała 126 2, 21| zgarniał całe góry śniegów i niby białą chmurą prał w drzewa, 127 2, 21| białych gzłach, z obwisłymi niby warkocze gałęziami; na czarnym 128 2, 21| to szumy borów huczały niby ta organowa muzyka w czas 129 2, 21| mętnych, białawych kurzawach, niby straszne majaki z powyciąganymi 130 2, 21| przerażał jak dawniej, mówiła niby z równym a obcym o różnych 131 2, 22| na wszystko; a po niej, niby ta rozgdakana, odęta kwoka, 132 2, 22| wrażone w trepy, że chodził niby na czworakach, a za nim 133 2, 22| zabeczał jak baran, zarżał niby ogier rozgrzany i zaczął 134 2, 22| dzieuchami gonił, a wodziciel niby go to powstrzymywał, a pytą 135 2, 22| wzdychów, marzeń i pożądań niby te kwietne motyle trzęsły 136 2, 23| gałęziami i prędko, trwożnie, niby spłoszone jelonki, wybiegli 137 2, 23| przeświecały się nawzajem, niby upalne, nieme błyskawice, 138 2, 23| bezładnych a olśniewających niby dzikie mioty piorunów, oniemień 139 2, 23| z samego rdzenia duszy, niby olśniewające pędy drzew 140 2, 23| słodkim poszumem dzwoniła, niby fala zbóż kołyszących się 141 2, 24| płomyk dawnego miłowania, niby to zarzewie, przywalone 142 2, 24| rozdmuchując w sobie niby zarzewie, bych płomieniem 143 2, 25| dęby.~A piąte Sikory, krępe niby pnie, żylaste i mrukliwe.~ 144 2, 25| olbrzymy leżały pokotem niby łan stratowany, a jeno kajś 145 2, 25| stratowany, a jeno kajś niekaj niby te osty kwarde sterczały 146 2, 25| płachtach śniegów podeptanych, niby na tych całunach ostatnich, 147 2, 25| lasu.~A wokół nad porębą, niby nad grobem otwartym, stał 148 2, 25| ustawał, a świst gałęzi, niby ten wzdych ostatni, przedzierał 149 3, 26| mrokach zagubioną.~Mgły niby mleko wzburzone przy udoju 150 3, 26| wzdęły i ruchający ciężko, niby wody roztopów wiosennych, 151 3, 26| serce tłukło się boleśnie niby ten ptak duszony?~- jeszczech 152 3, 27| podnosiła się coraz wyżej niby ten złoty baldach nad promieniejącą 153 3, 27| Hale! próżniaczysko, niby parob noc przesypia, coby 154 3, 27| się kołujący po izbie i niby od niechcenia zaglądał za 155 3, 27| przygarnął do siebie krzepko, niby ten smok ognisty, i brał, 156 3, 27| tłukąc o ścianę i wyjąc niby suka za topionymi szczeniętami.~ 157 3, 27| opłotków, że po drogach niby te maki czerwieniały się 158 3, 27| zaś olchy, staw brzeżące, niby w cichuśkim dychaniu poruchiwały 159 3, 27| otwierały się na światło niby te dzioby pisklęce...~Pod 160 3, 27| pilnie nosiła po krzach, co niby zielone płomienie buchały 161 3, 27| drugiego, a teraz ci leży niby to drzewo piorunem rozłupane, 162 3, 27| bo bliskim im się stał niby ten dziaduś rodzony, a on 163 3, 27| grobu otwartego; prawda, bo niby po zarazie widziało się 164 3, 27| nieustannie i lamentliwie, niby ten pacierz dziadowski, 165 3, 28| bulgotem spływać parując niby wrzątek.~- Pódzi, Łapa! 166 3, 28| błota obijały, wstępując niby po drodze do kościoła i 167 3, 28| czyj!- szydziła stara.~- Niby jakim prawem żeście zarżnęli! - 168 3, 28| zboże do siewu! - zawołała, niby nie rozumiejąc.~Zaklął z 169 3, 28| przy chorym oganiając go niby od much, których nie było, 170 3, 28| poszycia na chałupie jeżyły się niby szczotka. Ziąb przy tym 171 3, 28| me, kiej złodzieja...~- Niby to nie wiem, po cóżeście 172 3, 28| przerażenia, wargi jej latały niby we febrze i serce kołatało, 173 3, 29| ku niebu, co się co dnia, niby ta płachta jasna i obtulna, 174 3, 29| kartoflisko: jeden poganiał, drugi niby to orał, a skrzaty były 175 3, 29| widność; niebo wisiało wysoko, niby ta modrawa płachta, z rzadka 176 3, 29| do miasta latają. Nastka niby to do brata, a głównie, 177 3, 29| nie dojrzawszy w nocy, i niby ta rzeka, wzbierająca z 178 3, 30| naród kłębił się i wrzał niby woda, z poszumem pacierzy, 179 3, 30| wyniosłych i mrocznych, niby bór odwieczny, bo chociaż 180 3, 30| płomienne i ogniem nabrzmiałe niby żar-ptaki rwały się z krzykiem 181 3, 30| się widziała, a modre oczy niby gwiazdy jarzyły się spod 182 3, 30| oziminy, wiatrem kolebane, niby płowe, pomarszczone wody 183 3, 30| Jagustynka wpadając do chałupy.~- Niby te obwiesie komu przepuszczają! - 184 3, 30| czego w oborze? - rzekła, niby tknięta podejrzeniem.~Na 185 3, 30| cieniuśką się wydawała, niby tyczka, na zadzie jeno wydęta.~- 186 3, 30| ziemie, a poczynają sobie niby parobki.~Pod zachód się 187 3, 30| we wodzie się odbijając niby w lustrze, dzieci latały 188 3, 31| ostawiłem. A to przyszedł niby pan Jacek we święto i powiada: " 189 3, 31| w Bogu miej nadzieję.~- Niby nabożna, a taka guślarka 190 3, 31| Wójt się naraz podniósł i niby za dom się wyniósł, a chyłkiem, 191 3, 31| wbił ślepie w dzieciaka, niby się to mu przypatrując.~- 192 3, 31| przywieźć na odchowanie, niby z tych podrzutków...~- By 193 3, 31| całą okrążały, na pola, co niby matka rodzona tuliła na 194 3, 31| obsiane, nie obrobione leżały, niby paroby zdrowe i krzepkie, 195 3, 31| szukać! - wyrzekały bolejąco, niby nad jakimś umarlakiem, a 196 3, 31| nieprzyjacioły jego sczezną niby śniegi! Obaczycie, przyjdzie 197 3, 31| szarozielonawym, mgławym powietrzu, niby pod wodą, jaże roiło się 198 3, 31| pługach i wozów po miedzach.~Niby pszczelny rój obsiadł ziemię 199 3, 31| siedziała zapatrzona w młodszego niby w obraz.~- Ma on swoje dwórki, 200 3, 31| dośpiku i nabrzmiewając niby pąki; a naród z wolna wpierał 201 3, 32| sień na rozgdakane kwoki.~Niby to rozcierał nogę bolącą, 202 3, 32| Chorągwie wiały się nad głowami, niby te ptaki wielgachne żółtoczerwonymi 203 3, 32| płomyki świec drżały skrami niby złotawe motyle.~Niebo wisiało 204 3, 32| idących rozlewały się równie, niby te nieprzejrzane wody szarozielone, 205 3, 32| rozwlekła się nad polami, niby ten ciąg ptaków zmęczonych 206 3, 32| dzieci tulą się radośnie niby te krze wątłe, a toć gwarzą, 207 3, 32| iść musi, z dala od ludzi niby ten pies oparszywiały.~Rozdygotała 208 3, 32| wilgotne wargi, porwała się niby wicher i odrzuciła go precz 209 3, 32| skropione, a bijące zapachami niby z trybularzówv rozżarzonych; 210 3, 32| mrowiły się od ludzi. Jaguś niby to do matki zmierzała, a 211 3, 33| cudny, ciepły, a jędrny, niby ten chłop dobrze wyspany, 212 3, 33| drzewa też jęły szemrać niby tym pacierzem pierwszym; 213 3, 33| gęsto do karczmy zaglądał, niby to nowin zasięgając w sprawie; 214 3, 33| powiedacie? co? - bełkotała, niby nie rozumiejąc.~- Nie udawaj 215 3, 33| ale rozpowiadali wszędy, niby pod sekretem, jak wójtowie 216 3, 33| chwiejąc się na trawach niby biały motyl.~Dochodziło 217 3, 33| pryskał i ślepiami toczył.~Niby to czegoś po sadzie szukał 218 3, 33| cicha:~- Wytrzeszcza ślepie niby cielak, kiej ogon podniesie!~ 219 3, 33| ślepiów jej cieknie; Ulisia niby kwiat, jeno co ma jedno 220 3, 33| ostać powinna, zaś Kłębom, niby to z przyjacielstwa, też 221 3, 33| nie wiedział, nasłuchiwał niby tego świegotania jaskółek 222 3, 33| groszem dopłacić. Dziedzic się niby godził, a za kupcami posyłał, 223 3, 33| wieczorami zaglądał do niej, niby to na poredy, a głównie, 224 3, 34| sadach trzepoczących się niby stada na uwięzi rozlewał 225 3, 34| zajrzała na drugą stronę, niby to do Macieja, ale dojrzawszy 226 3, 34| nawet do chałup zachodził i niby to żartami gadał:~- Udał 227 3, 34| czerwienią przez kieckę niby gęsi spod pierza.~- Głupiś! 228 3, 34| się od farb, zaś środkiem, niby łódź na fali, płynął czerwony 229 3, 34| całe niebo w mig posiniało niby wątroba, słońce zgasło, 230 3, 34| się zmawiacie na kogo! - niby to drwił, ale wargi mu się 231 3, 34| lisów z jamy.~- A juści, niby to se nie poredzą!... jak 232 3, 35| proboszcz poszedł na wieś i niby to chłodu zażywał, a zaglądał 233 3, 35| ciepły a nieupalny, jaskółki niby kule przecinały powietrze. 234 3, 35| miarkując, szepnęła w same ucho niby człowiekowi:~- Cicho, głupi, 235 3, 35| kiej przypięła się do niego niby pijawka i biła z oszalałą 236 3, 35| na izbę; potoczyła się i niby kloc całym ciężarem padła 237 3, 35| rozpięte kapoty powiewały niby białe skrzydła; szli gwarnie, 238 3, 36| portki, czerwone wełniaki niby makowe kwiaty płonęły w 239 3, 36| kiej przędze, obtulając je niby ciepłym, wilgotnym kożuchem.~ 240 3, 36| koszulę nabierać ziemi, niby z tego wora zboże naszykowane 241 3, 36| zwiesnowej, szedł zagonami cicho, niby widmo błogosławiące każdej 242 3, 36| letko! - wołał niekiedy niby na parobka.~I tak przechodził 243 4, 37| cosik drugiego taił, gdyż niby to wzdychał, niby to żałował 244 4, 37| gdyż niby to wzdychał, niby to żałował i łzy obcierał, 245 4, 37| to jaże na górę właził niby to po buty, które tam wisiały. 246 4, 37| rozkwitłą koniczyną, co niby okrwawiona chusta leżała 247 4, 37| się bledziuśkim kwiatem, niby te przymrużone od blasków 248 4, 37| owiany dymami kadzideł niby tym modrawym obłokiem. Jambroż 249 4, 37| dopalały się posobnie i gasły niby te oczy strudzone patrzeniem 250 4, 37| w rozbielonym powietrzu niby pęki czarnych piór; już 251 4, 37| sady, a wody wlekły się niby te srebrnawe przędziwa. 252 4, 37| drzewa, to posypały się rosy niby tym żalnym, cichym płaczem, 253 4, 38| białego, a roztrzęsione niby wrzątek powietrze ślepiło 254 4, 38| świateł, rozwinięte chorągwie niby ptactwo łopotało nad mrowiem 255 4, 38| puszczą dopiero za tydzień, to niby we środę.~- Jakże tam z 256 4, 38| czymsić, co się widziało niby te rozczapierzone ogony 257 4, 38| Grzela, wójtów brat, wyrzekł niby to z frasobliwością:~- Za 258 4, 38| Płoszkowa zaśmiała się cicho:~- Niby to ślepa, a niezgorzej obaczyła...~- 259 4, 38| kiełbasy, wiszące na drążkach niby te grubachne postronki. 260 4, 38| lśniący pośmiech; słodziuśki niby te miody.~- Naści, Jaguś, 261 4, 38| rozumiała.~Patrzyła jeno w niego niby w ten obraz święty, pijąc 262 4, 38| grubymi ziarnami błogich łez niby tym różańcem łaski Pańskiej 263 4, 39| działach, co?~- Juści, tak je niby we zwyczaju, co dopiero 264 4, 39| nalazł się złodziej...~- To niby jak? Ja wzienam, a teraz 265 4, 39| wywiódł Hankę w podwórze, niby to la obejrzenia prosiąt.~ 266 4, 39| szlochem.~A Jaguś spięła się niby wilk napadnięty w barłogu, 267 4, 39| nagle rozwartą, i drżała niby to źdźbło, które wiater 268 4, 39| przed nią i żegnała się niby przed złym, dosłyszawszy 269 4, 40| wyższe drzewa buchając w górę niby te czarne, gęste dymy.~Staw 270 4, 40| obchodzić, w bruzdach głębokich niby rowy stały spleśniałe wody, 271 4, 40| tak po mnie ślepiasz?~- Niby nie, ale całkiem jesteś 272 4, 40| na ogromny łan żyta, co niby wody spławione we słońcu 273 4, 40| słomę miało grubą i kłosy niby baty.~- Kiej bór idzie! 274 4, 40| kosy migotały nad ziemią niby te sine błyskawice, gdzie 275 4, 40| przywala.~Szło to przez niego niby chmury, że nim co pojął, 276 4, 40| że już w końcu poczuł się niby w czas Podniesienia, kiej 277 4, 41| wyrychtowałem, jaże spuchnął niby bania. Już me potem nie 278 4, 41| twarda, to skiby łupały się niby skały, a konie ciągnęły 279 4, 41| w jakieś Zdrowaś zapytał niby niechcący, wlekąc oczami 280 4, 41| wreszcie i poszedł w dół rzeki, niby to wybierając sposobne miejsce, 281 4, 41| Kłębową koniczynę, która niby bór czerniała spaniale wyrośnięta 282 4, 41| zawracał spiesznie, gderząc niby gniewnie na konie. ~- A 283 4, 41| wypuścili z turmy, a?~- Niby to pan starszy nie wiedzą!~ 284 4, 43| nie lubi dziękowań!~- To niby pan Jacek dał wam krowę!~- 285 4, 43| wszystko, szepcąc jeno niekiedy niby te gorące słowa nieskończonego 286 4, 44| skóry, jaże trzeszczało, niby to wszystko obiecywał, a 287 4, 44| znajomszych na stronę i radził im niby to z przyjacielstwa:~- A 288 4, 44| bijące ze wszystkich stron niby gradem:~- Świnia też pokwikuje 289 4, 44| Pan sekretarz przeczyta niby o tej szkole! A słuchajta 290 4, 44| przystąpił i śmiało spytał:~- A niby jaka to ma być ta nowa szkoła?~- 291 4, 45| i trzymając się za boki, niby to od śmiechu, zawrócił 292 4, 45| przywierała do spotniałych boków niby rozpalona blacha, zezuł 293 4, 45| przypiął się do taczki niby pijawka, pchając przed 294 4, 45| przedzierało się słońce, pełzając niby te złociste pająki po mchach, 295 4, 45| Jasio dymił z trybularza niby z komina, zaś ksiądz piął 296 4, 45| huczała przeróżnymi pogłosami niby ten ul rozbrzęczany, że 297 4, 45| i przytomności, nakryta, niby płaszczem, gałęziami, zwisłymi 298 4, 45| przy robotach rozśpiewana niby skowronek, niestrudzenie 299 4, 45| zasłuchana w jego głosie niby w tym słodkim dzwonieniu, 300 4, 45| domu, i ona śpieszyła się niby to do matki; strasznie bowiem 301 4, 45| jakąś świętą, rodną mocą, niby te pola dojrzewające, niby 302 4, 45| niby te pola dojrzewające, niby te gałęzie owocem ciężarne, 303 4, 45| gałęzie owocem ciężarne, niby ten łan źrałej pszenicy, 304 4, 47| gospodarce wyznając przy tym niby to niechcący, że Jędrzych 305 4, 47| przywarowawszy kajś w kącie cichuśko niby trusia. W izbie jeno muchy 306 4, 47| bełkotliwiej, oczy jej gasły niby ten dzień letni znojami 307 4, 48| przeżuwał matczyne słowa niby te kolczate osty, dławił 308 4, 48| pnie majaczyły. w mrokach niby gzła porozwieszane do przeschnięcia, 309 4, 48| Jasio odskoczył i uciekał niby wiatr, rozdzierając sutannę 310 4, 48| zjawiała się przed nim Jagusia niby żywa, że zrywał się z pościeli, 311 4, 48| przyzwyczaisz, to będziesz nosił niby drugą skórę.~Jasio pocałował 312 4, 48| Przypomnienia źgnęły go niby szydłem, przystąpił do 313 4, 48| jej u rzęs przysłaniając niby diamentami modre nieba oczów.~- 314 4, 48| niezgłębione, oczy upojne niby całunki i niby przygarnięcia 315 4, 48| oczy upojne niby całunki i niby przygarnięcia rąk umiłowanych, 316 4, 48| laczego? - jęczała wlekąc się niby trup za powracającymi do 317 4, 49| bacząc na to jęła bić, niby kijem, przypominkami wszystkich 318 4, 49| brzucho Płoszkowa i dalejże niby to żałująco wyrzekać i trzeć 319 4, 49| serca, nalazła się na wsi niby to przypadkiem i posłuchawszy 320 4, 49| zaczęła im rozpowiadać na niby pod sekretem: jakie to wójt 321 4, 49| właśnie na ławie i prawił niby to kazanie.~- ... i drugiego 322 4, 49| chwiał się w sobie z pojękiem niby drzewo targane przez wichurę.~ 323 4, 49| się do nóg i biły w niego niby rozkolebane wody, wiater 324 4, 49| chociaż oczy latały nad wsią niby oszalałe ptaki, choć serce 325 4, 49| wszystkich stron, wyrwało niby kierz płytko wrośnięty w 326 4, 49| rzucili na gnój związaną niby barana i ruszyli wśród piekielnego 327 4, 49| niekiedy wzniesła się pierś niby w tym krzyku skamieniałym.~- 328 4, 49| modre łyskawice, leciały niby stado wężów ognistych, leciały


IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL