Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
mzyl 7
mzyla 1
mzyly 3
na 6068
na-rodu 1
nabiedniejszy 1
nabiedowali 1
Frequency    [«  »]
13137 i
10642 sie
6542 a
6068 na
5932 nie
5699 w
5302 z
Wladyslaw Stanislaw Reymont
Chlopi

IntraText - Concordances

na

1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-2000 | 2001-2500 | 2501-3000 | 3001-3500 | 3501-4000 | 4001-4500 | 4501-5000 | 5001-5500 | 5501-6000 | 6001-6068

     Tom, Rozdzial
2001 2, 19| któren będzie cięższy, tego na zięcia wybierę.~Zafrasowały 2002 2, 19| wsadzili mu pod kapotę i na wagę go stawią... liczą, 2003 2, 19| Socha niby, i gęsior bęc na ziemię! Roześmieli się wszyscy, 2004 2, 19| takim śmiechem buchali, że na całą karczmę szło.~Że wnet 2005 2, 19| kawalery, którzy drużbowali na weselu Jagusi. Zrazu nieśmiało 2006 2, 19| ci sami omijali go z dala na drodze.~- Ani cię nikaj 2007 2, 19| robię, to kiej to mam czas na karczmę?~- Prawda, prawda! - 2008 2, 19| a potem z wolna przeszli na różne sprawy wsiowe, na 2009 2, 19| na różne sprawy wsiowe, na ojców, to o dzieuchach mówili, 2010 2, 19| mówił, a cięgiem spoglądał na drzwi, spodziewał się, że 2011 2, 19| tej, że nie trza pozwolić na wyręb.~- A bo to co mądrego 2012 2, 19| wy?~- A juści, pozwolą to na co? Ozwałem się kiedyś, 2013 2, 19| garści dzierżą i choćby na minutę, a nie popuszczą, 2014 2, 19| gruntów i do rządów.~- A samym na wycugi iść!~- Ja wojsko 2015 2, 19| Płoszka.~- Każdemu czas na swoje.~- A wszyscyśmy tutaj 2016 2, 19| drugimi cicho, spojrzeli na niego zdumieni, a on wysunął 2017 2, 19| zdumieni, a on wysunął się na czoło i jął gorąco prawić 2018 2, 19| się nam należy po cztery na półwłóczek.~- Należy albo 2019 2, 19| powiedział, by się nie godzić na dwie morgi, to dziedzic 2020 2, 19| szepnął Mateusz.~Obejrzeli się na drzwi, jakoż prawdziwie, 2021 2, 19| ich powiódł do alkierza.~- Na chrzcinach u wójta się uraczyli.~- 2022 2, 19| szukał, i natknał się na Bartka z tartaku i z nim 2023 2, 19| gada, niejednemu pomoże, na skrzypkach przygrywa, dzieuchy 2024 2, 19| ostawiać, bo zepsują.~- Cóż, na to jest tylko jedna rada, 2025 2, 19| też srodze i powiedział:~- Na ojców wyrzekacie, że głupie, 2026 2, 19| zapowiedziała ostro, że pójdzie na muzykę, odparł jej ostro, 2027 2, 19| trzaskała, wystawała przed domem na mrozie i ciskała się po 2028 2, 19| najpierwsi u wójta byli na chrzcinach, syna zaś nie 2029 2, 19| był napity, a spoglądali na nią z podziwem. Ponad wszystkie 2030 2, 19| jak Balcerkówna Marysia, na podziw wyrosła, biała, rzepiasta 2031 2, 19| Przystroiła się też dzisiaj kiej na jakie wesele; wełniak wdziała 2032 2, 19| do pół piersi wycięty, a na koszuli cieniuśkiej, która 2033 2, 19| bursztynów i onych pereł, na włosach miała chusteczkę 2034 2, 19| a końce od niej puściła na plecy.~Brały za to przystrojenie 2035 2, 19| to przystrojenie kobiety na ozory i przymawiały złośliwie, 2036 2, 19| odwróciła.~- Przyszliście na muzykę czy na zmówiny Małgośki?~- 2037 2, 19| Przyszliście na muzykę czy na zmówiny Małgośki?~- Na muzykę... - 2038 2, 19| czy na zmówiny Małgośki?~- Na muzykę... - odparła cicho, 2039 2, 19| ludzi dookoła.~Nie odrzekł na to, jeno ujął mocno wpół, 2040 2, 19| że już nic nie pamiętał i na nic ni zważał, bo Jaguś 2041 2, 19| bacząc, że ludzie zwracają na nich uwagę, coś szepczą 2042 2, 19| przegwizdywał i wabił kiej ten kos na zwiesnę, a taką lubością 2043 2, 19| noc.~Antek zaś hulał wciąż na przedzie, bił obcasami najgłośniej, 2044 2, 19| nad Boryną, Józka, zła na Antka, a barzej jeszcze 2045 2, 19| Antka, a barzej jeszcze na macochę, poleciała do starego.~- 2046 2, 19| najgłośniej i rad się rozgadywał!~Na karczmie też się zabawiano 2047 2, 19| się dzisiaj zapamiętał, na nic już nie patrzył, z niczym 2048 2, 19| że gotów się był ważyć na wszystko, byle zaraz przed 2049 2, 19| i każdą kwartę dwa razy na drzwiach znaczył.~Że zaś 2050 2, 19| Antek z Jagusią tańcowali na przedzie.~Wyszedł na to 2051 2, 19| tańcowali na przedzie.~Wyszedł na to z alkierza Boryna, przywiedły 2052 2, 19| i nie spojrzawszy nawet na syna wiódł z karczmy.~Muzyka 2053 2, 19| ustała, cichość z nagła padła na wszystkich, że stanęli jak 2054 2, 19| mróz owionął, zatoczył się na drzewo leżące przed domem 2055 2, 19| jednak podniósł i dognał ich na skręcie drogi koło stawu.~- 2056 2, 19| ci, odejdź, bo, jak Bóg na niebie, zakatrupię cię jak 2057 2, 19| krzyknął znów stary, gotowy na wszystko, Antek cofnął się 2058 2, 19| przyjaciele, którzy mu skoczyli na ratunek, bo gruchnęło, że 2059 2, 19| Jacek przygrywał im ano na skrzypicy wielce żałośliwe 2060 2, 19| siedzieli za stołem powspierani na rękach i wzdychali, no i 2061 2, 19| zgoła, przecknął dopiero na głos Hanki, której ludzie 2062 2, 19| zaraz podniósł, wyszedł na dwór i powlókł się ku młynowi.~ 2063 2, 19| swoim zwyczajem wyśpiewywał na środku drogi, ale słabo 2064 2, 19| stojącą przed samymi wrótniami na cmentarz, ktosik leżał rozkrzyżowany 2065 2, 19| ktosik leżał rozkrzyżowany na śniegu, w cieniu, jaki padał 2066 2, 20| któren lada chwila ma paść na głowy.~Stary, powróciwszy 2067 2, 20| nie! - zaczęła cicho, by na izbie nie dosłyszeli, bo 2068 2, 20| Cygaństwo!~Naciągnął pierzynę na piersi, odwrócił się do 2069 2, 20| ani już słowem się ozwał na jej dowodzenia gorące, dopiero 2070 2, 20| mógł wyleżeć, rzucał się na łóżku,. klął z cicha, to 2071 2, 20| skrzywdzonego dzieciątka spozierała na niego i tak wzdychała, 2072 2, 20| smakowało, usiedzieć trudno było na miejscu i robotą zająć, 2073 2, 20| Cięgiem czuła jego oczy na sobie, cięgiem, że już wytrzymać 2074 2, 20| ino mogła, dogryzała jej na każdym kroku, nawet Witek 2075 2, 20| robocie przegrywał z cicha na skrzypkach we stajni; bo 2076 2, 20| był trzaskający, i poszedł na wieś.~Zachodził do różnych 2077 2, 20| hardość, a i to, że skoro na ambit wziął, można go było 2078 2, 20| a wielce baczył, by go na ozorach nie obnosili.~Rozumiano 2079 2, 20| się starał, a ostro kiej na dziewkę krzyczał za nieporządki 2080 2, 20| chałupie narządzał uprzęże albo na kobylicy wystrugiwał różne 2081 2, 20| błędna albo do matki uciekała na wyżalenie i skargi, nie 2082 2, 20| i skargi, nie poradziła na to stara, bo jej rzekł ostro:~- 2083 2, 20| twardo stał przy swoim, a na zakończenie powiedział:~- 2084 2, 20| siebie dufacie. Baczcie i na to, że kto na innych kładzie 2085 2, 20| Baczcie i na to, że kto na innych kładzie znaki - sam 2086 2, 20| mam! - rozgniewał się.~I na tym się skończyło, bo Dominikowa, 2087 2, 20| jakoś się uładzi, ale on ani na dzień jeden nie pofolgował, 2088 2, 20| że ledwie już ścierpiała, na ludzi patrzeć nie śmiała, 2089 2, 20| pono w skrzyni pozamykał, na każdym kroku pilnuje, dobrego 2090 2, 20| Bóg nie dołoży! Żeby tak na mnie, wiedziałabym, co zrobić! 2091 2, 20| bicia weźmie i nie wiada, na czym skończy! - A najpierwsze - 2092 2, 20| przypuszczaj do siebie ani na zdziebko, jak tego psa przed 2093 2, 20| podziękujesz! A co tam pyskują na ciebie i Antka, do serca 2094 2, 20| była, sadzy się dowidzą! Na świecie jest takie urządzenie, 2095 2, 20| nieustępliwych a zawziętych! Na mnie się dosyć wygadywali, 2096 2, 20| dosyć wygadywali, dosyć, ca na twoją matkę też, że to z 2097 2, 20| ale i ona nie ustępowała, na słowo odpowiadała całą kopą, 2098 2, 20| całą kopą, a tak głośno, że na drodze słychać było krzyki. 2099 2, 20| Nie pomagało to wiele, to na złość zaczęła wszystko robić.~ 2100 2, 20| Do Józki przyczepiała się na każdym kroku, a tak nieraz 2101 2, 20| umyślnie się przenosiła na drugą stronę ostawiając 2102 2, 20| najlepiej, a nie czekając na męża sama poszła do kościoła, 2103 2, 20| nic jednak nie poradził na jej humory, a coraz częściej 2104 2, 20| Jagna sielnie dunderowała na Józkę, sam się zabrał do 2105 2, 20| gankiem, a on sam w komży na futrze, poprzedzany przez 2106 2, 20| Boryna niósł przed nim na talerzu wodę święconą, a 2107 2, 20| nauczył Kuba, a katechizmu i na lementarzu Rocho! - odpowiadał 2108 2, 20| grzechu się strzegli, bo zły na każdym kroku się czai, a 2109 2, 20| podniósłszy głos spojrzał na Jagnę i groźnie zakończył:~- 2110 2, 20| stało, mówili!~- Juści, na oczach wszystkich było! - 2111 2, 20| Umyślnie przez złość na was zmusił do tańcowania, 2112 2, 20| przyrychtowany przez Dominikową, na której słowach zupełnie 2113 2, 20| poznałem z maści i z tego łyska na czole, tęgi źrebak!... Ale 2114 2, 20| koniecznie, przez te gniewy na nic się chłop rozpuścił.~- 2115 2, 20| wszystkich chłopaków buntuje, na starszych powstaje i podobno 2116 2, 20| tabaki i nakładał czapkę. - Na zgodzie opiera się świat 2117 2, 20| Wilcze sąsiedztwo, a na takiego najlepszy kół albo 2118 2, 20| drugiego nie dosłyszeć, a na trzecie nie zważać, by tym 2119 2, 20| chłopak go wnet zaniesie na plebanię.~- Przyślę po niego 2120 2, 20| popłakując rzewnie ponieśli go na plebanię, a Łapa pobiegł 2121 2, 20| a dawał ciągłe baczenie na każdy ruch Jagny, ona zaś 2122 2, 20| ruch Jagny, ona zaś ani na to oczymgnienie nie zapomniała 2123 2, 20| całego świata! Mściła się na drugich za własną poniewierkę 2124 2, 20| podsłuchiwała, a judziła jednych na drugich prześmiewając ze 2125 2, 20| stary sielnie powstawał na ciebie przed księdzem.~- 2126 2, 20| niedbale.~- Że ludzi podmawiasz na dwór, że trzeba by cię oddać 2127 2, 20| mnie wzięli, takiego bym mu na dach puścił koguta, że kamień 2128 2, 20| puścił koguta, że kamień na kamieniu by nie ostał? - 2129 2, 20| brogiem jakieś wydeptane, na wpół zawiane ślady, dopatrzył 2130 2, 20| przychodziło mu jeszcze na myśl.~Kupił od młynarza 2131 2, 20| jak wściekły, a rzucał się na każdego, że niejednego dobrze 2132 2, 20| nogami za sobą ciągał i na wiór się zesychał z tych 2133 2, 20| podgryza.~Baczył więcej na dobytek, sprawił złego psa, 2134 2, 20| to najlepsze mieli konie na okolicę.~I tak szedł czas 2135 2, 20| i równo, jako te godziny na zegarze, ani go wyprzedzić, 2136 2, 20| jakoś z Bożą pomocą, z dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, 2137 2, 20| dnia na dzień, z tygodnia na tydzień, bych się ino zwiesny 2138 2, 20| pięćdziesiąt rubli od organisty na to wesele. Sołtys też wyprawił 2139 2, 20| spodziewało się dopiero na zwiesne.~Staremu Pryczkowi 2140 2, 20| miał chudziaczek dopiero na sześćdziesiąty i czwarty - 2141 2, 20| czwarty - cała wieś poszła na pogrzeb, bo dzieci stypę 2142 2, 20| zbierano się wieczorami na oprzęd, tam nachodziło się 2143 2, 20| matczynych płaczów, że i na całe tygodnie starczyło!~ 2144 2, 20| że wszystkim starczyło i na dnie, i na długie wieczory, 2145 2, 20| wszystkim starczyło i na dnie, i na długie wieczory, że to czasu 2146 2, 20| kamieniem siedział w domu i na żadne zabawy nie chodził, 2147 2, 20| spojrzała pytająco na starego.~- To i ja pójdę, 2148 2, 20| pies mocno przyszczekiwał na ganku i zaraz wsunął się 2149 2, 20| Cicho, cicho, obłaskawisz se na wiosnę drugiego, kiej ci 2150 2, 20| już umyśliłem taki sposób na niego, że nie wytrzyma na 2151 2, 20| na niego, że nie wytrzyma na plebanii, a przyleci!~Jasiek 2152 2, 20| niezgraba, ale jedynak na dziesięciu morgach, to dziewczyna 2153 2, 20| nią, a trzymała w odwodzie na ten przypadek.~Siedział 2154 2, 20| przyniosłem, macie się jawić na sądy jutro w południe.~- 2155 2, 20| potrza, a ty pojedziesz na świadka. A Bartek uwiadomiony?~- 2156 2, 20| tylachna krowa!~- Chodźcie na drugą stronę, mam z wami 2157 2, 20| kalkulował, nie odmawiał ale na ni na drugą stronę się 2158 2, 20| nie odmawiał ale na ni na drugą stronę się nie przechylał, 2159 2, 20| wtedy dziedzic nie wezwał na naradę do młynarza.~Wójt 2160 2, 20| widząc, że nie poradzi, na ostatku już na przynętę 2161 2, 20| poradzi, na ostatku już na przynętę powiedział:~- Wiecie 2162 2, 20| trzech zwozić będziemy drzewo na tartak, a potem deski do 2163 2, 20| się przecież napomstowali na was inni, że nikomu zarobić 2164 2, 20| stoję, co pyskują, szkoda na to czasu, to wam zaś chcę 2165 2, 20| jutra zaczynać! Tną już na bliższych porębach, drogi 2166 2, 20| deliberował spozierając pilnie na wójta, kredą se cosik na 2167 2, 20| na wójta, kredą se cosik na ławie pisał, po łbie skrobał, 2168 2, 20| starego kupił zwózką i na swoją stronę przyciągnął.~ 2169 2, 20| było nic; wójt też siedział na ziemiach poduchownych, kowal 2170 2, 20| coraz niespokojniej czekał na żonę, bo jakoś długo nie 2171 2, 20| podwórze. Chłopaki w stodole na klepisku szykowali sanie 2172 2, 20| klepisku szykowali sanie na jutrzejszą jazdę, bo trza 2173 2, 20| jutrzejszą jazdę, bo trza było na płozy włożyć półkoszki i 2174 2, 20| miętko nie podnosząc oczów na Jagnę:~- Chcesz to jutro 2175 2, 20| sądu pojadę, dom zostanie na boskiej Opatrzności, lepiej 2176 2, 20| chyba dopiero późno w noc... na śnieg się ma, daleko, nie 2177 2, 21| wczesnego rana miało się na kurzawę; dzień nastał chmurny, 2178 2, 21| ten pijanica taczał się na wszystkie strony, skowyczał, 2179 2, 21| zapalczywie.~Nie bacząc jednak na pogodę, zaraz z pierwszego 2180 2, 21| ledwie mogli się utrzymać na nogach, przyginali się ino 2181 2, 21| bo ziąb był przenikliwy i na wskroś lichą przyodziewę 2182 2, 21| niemało drogi.~Hanka szła na przedzie, często się obzierając 2183 2, 21| przepasany powrósłem, wlókł się na końcu, ledwie się poruchając 2184 2, 21| Juści, wolałby pozostać na przypiecku, wolał, ale cóż 2185 2, 21| razem z komornicami. Prawda, na to już zeszło, że w parze 2186 2, 21| chodzi po drzewo, dyguje na plecach, w jeden rząd z 2187 2, 21| dziećmi i rąk nie opuści, a na politowanie ludzkie ni pośmiewisko 2188 2, 21| chyłkiem się do chałupy wsuwa i na jakie bądź słowo napomknienia 2189 2, 21| by odpuścić; ot, przyszła na niego taka zła godzina, 2190 2, 21| ściskało za serce, przegryzało na wskroś i rozrastało się 2191 2, 21| przyspieszać kroku, bo tak wiało na tych podleśnych wyżniach, 2192 2, 21| niedaleko, gdy tumany opadały na chwilę, wyrastał nagle z 2193 2, 21| odpoczywały często przykucając na śniegu, głowami od wiatru, 2194 2, 21| i rajcowały z cicha, zaś na jej wołania Filipka mruknęła 2195 2, 21| że rychlej co złapie...~- Na co to jej zeszło, chudziaczce - 2196 2, 21| kiecką przywabią.~- Gdyby na mnie padło, na środku drogi 2197 2, 21| Gdyby na mnie padło, na środku drogi zdarłabym Jagnę 2198 2, 21| wiater nisko podbiera, to na noc może ustać.~Dowlekli 2199 2, 21| targał olbrzymami, ale na darmo, nie przemógł, bo 2200 2, 21| napełniał las, strach padał na wszelkie stworzenia, przyczajone 2201 2, 21| pokrywę śniegów, wiszącą na czubach niby dach. Ziemista, 2202 2, 21| śniegu prawie nie było na ziemi, a tylko opadły z 2203 2, 21| by z niego łacniej wziąć na plecy.~Hukali na kobiety, 2204 2, 21| łacniej wziąć na plecy.~Hukali na kobiety, ale w dużym lesie 2205 2, 21| Wzięli się zaraz z miejsca na lewo, przez kawał starej 2206 2, 21| wysoko, a pokrótce wyszli na pola - ale tam szły takie 2207 2, 21| świata nie rozpoznał nawet na to śmignięcie kamieniem, 2208 2, 21| ściany, przewalał wznak na pola, ale wstawał niezmożony, 2209 2, 21| i bił, że ledwie weszli na zagony, starego ciepnął 2210 2, 21| ledwie mogąc się utrzymać na nogach.~Wrócili do boru 2211 2, 21| się obrócić.~- dróżką na lewo, a wyjdzierny niechybnie 2212 2, 21| długo, bo się bała puścić na niepewne.~- A miarkujecie 2213 2, 21| chwila, bo już szarzało nieco na polach i wskróś skołtunionych 2214 2, 21| z utrudzenia.~Krzyż stał na skraju lasu, tuż przy drodze, 2215 2, 21| niby warkocze gałęziami; na czarnym drzewie był rozkrzyżowany 2216 2, 21| oderwał go, bo wisiał tylko na jednej ręce, trzaskał sobą 2217 2, 21| bielizn, się luto robiło na sercu.~Stary spoglądał nań 2218 2, 21| Zdawała się nic nie widzieć, i na nic nie baczyć, siedziała 2219 2, 21| jako to Jezusowe ciało na krzyżu, pełen zakrzepłych 2220 2, 21| naraz i rzucił rozsrożony na wichurę.~- Chodźmy prędzej, 2221 2, 21| przygięta pod ciężarem weszła na drogę nie oglądając się 2222 2, 21| ale już by sprawiedliwości na świecie nie było, żeby taka 2223 2, 21| i bladły, kiej te kwiaty na mrozie, bo sił zaczynało 2224 2, 21| zawalona zaspami i otwarta na przestrzał la wiatrów, że 2225 2, 21| poplątane we wnykach, bijące na oślep skrzydłami, rozkrzyczane. 2226 2, 21| Wicher jakby już tracił na mocy, przycichał górą, ale 2227 2, 21| coraz wścieklej tarzał się na polach, z obu stron drogi, 2228 2, 21| polach, z obu stron drogi, na równiach, w poszarzałych 2229 2, 21| ramionami.~Nic nie rozeznał i na krok jeden, że Hanka omackiem 2230 2, 21| przyczajony zajączek, któren na jej widok rymnął w zawieję, 2231 2, 21| jej chwilami, jako dźwiga na sobie zimę, śniegi, wichry, 2232 2, 21| dłużej siedziała omroczona, na pół przytomna, chłodziła 2233 2, 21| a wciąż jakby zapadała na samo dno tej rozkrzyczanej, 2234 2, 21| podśpiewywał po swojemu, nie bacząc na zamieć.~Hanka ustąpiła z 2235 2, 21| naciągając chustkę barzej na oczy, ale mimo to stary 2236 2, 21| dookoła, siedziała skulona na przednim siedzeniu dygocząc 2237 2, 21| litość brała patrzeć na jej twarz wychudzoną, siną, 2238 2, 21| zrobi? - szepnęła cicho.~- Na taki czas wybierać się do 2239 2, 21| odpowiedzią, że nie wiedział, co na to rzec, więc zwrócił się 2240 2, 21| poradzi się zastawić.~- I na zastawę jest sposób, na 2241 2, 21| na zastawę jest sposób, na wszystko jest sposób, by 2242 2, 21| cierpliwość mieć i poczekać na porę.~- Wasza prawda, Macieju, 2243 2, 21| no, wartałoby do karczmy na rozgrzewkę wstąpić.~- Wstąpimy, 2244 2, 21| człowiek, jeśli chce co wygrać, na zimno musi kuć dolę a w 2245 2, 21| ale z wolna przycichało na świecie.~Na wprost dróżki 2246 2, 21| przycichało na świecie.~Na wprost dróżki do chałupy 2247 2, 21| pomagał jej wziąć brzemię na plecy, a wreszcie rzekł 2248 2, 21| a Hanka już nie czekając na ojca, któren akuratnie wysiadał 2249 2, 21| gorzej się widziało niźli na dworze, dzieci spały pokulone 2250 2, 21| pobił i zawsze szczekał na niego, to się i ozeźlił... 2251 2, 21| a może by i zamroził się na śmierć pod drzewem, gdyby 2252 2, 21| Dojrzał mnie i chciał brać na sanie, ale gdym mu rzekł 2253 2, 21| jękliwie:~- Zrób z nim zgodę, na Antka się nie oglądaj, a 2254 2, 21| ino siebie i dzieci miej na widoku.~- Łacno to powiedzieć.~- 2255 2, 21| dobrze, byś jego łaskę na ten czas miała... o toś 2256 2, 21| biedzie, nie...~Opuściła na te słowa wrzeciono, wsparła 2257 2, 21| przyzywa, bieżyj... bacz ino na siebie i dzieci... starego 2258 2, 21| stanowienia za wszystkich. Jakże, na kogo się to spuści? Kto 2259 2, 21| niczego!~Wyjrzała jeszcze na dwór, wiatr całkiem ustał, 2260 2, 21| ledwie te śniegi szarzały, na niebie kłębiły się ogromne 2261 2, 21| skier. Dzwon zaczął bić na trwogę i krzyki się wzmagały.~- 2262 2, 21| przyodziała się naprędce i wypadła na dróżkę, ale zaraz prawie 2263 2, 21| zaraz prawie natknęła się na Antka biegnącego pędem ode 2264 2, 22| zaczęli się schodzić do Kłębów na oną przęślicową wieczornicę.~ 2265 2, 22| wiecznie i cięgiem się skarżąca na wszystko; a po niej, niby 2266 2, 22| beczka Płoszkowa, czerwona na gębie, spaśna, zestrojona 2267 2, 22| wodziła i co miesiąc stawała na sądy; a po nich wlazła hardo, 2268 2, 22| się zeszły po próżnicy; na rajcowanie.~Sadowiły się 2269 2, 22| wiszącą u pułapu, kiej te krze na szerokiej grzędzie, rozrosłe, 2270 2, 22| każdą cicho, że to słabowała na piersi i głos miała cedzący, 2271 2, 22| Porozsadzali się, jak mogli, kto na ławach, kto na skrzyniach, 2272 2, 22| mogli, kto na ławach, kto na skrzyniach, którym zaś, 2273 2, 22| woląc prząść po staremu na przęślicach.~Kłębiaki, a 2274 2, 22| Całkiem ustało i ma się na odmianę.~- Od borów coś 2275 2, 22| dorzucił Kłąb.~Rocho siadł na uboczy do zastawionej miski, 2276 2, 22| niektórymi, nie patrząc nawet na Jagnę, jakby jej nie dojrzał, 2277 2, 22| wpadła, uśmiechnęła się na to leciutko, nieznacznie 2278 2, 22| ręka boska broni! Kobiety na pół żywe przywlekły się 2279 2, 22| plecy - mruknęła Kobusowa.~- Na co to ano i tej Hance zeszło! - 2280 2, 22| Płoszkowa, ale spostrzegłszy, że na Jagnę uderzyły ognie, urwała 2281 2, 22| to, że każda rada słucha na drugą - zakończyła Płoszkowa.~- 2282 2, 22| a przewodził im ktosik na piszczałce, wreszcie drzwi 2283 2, 22| czapą wysoką, przysmolony na gębie, że jak Cygan się 2284 2, 22| widział, a ciągnął za sobą na długim powróśle onego niedźwiedzia, 2285 2, 22| z ozorem czerwonym, może na łokieć wywalonym, do rąk 2286 2, 22| w trepy, że chodził niby na czworakach, a za nim szedł 2287 2, 22| ostrymi kołkami najeżonym, na których tkwiły kawałki słoniny, 2288 2, 22| nimi Michał od organisty na piszczałce przygrywający 2289 2, 22| opatrzyli, grzecznie przyjęli i na drogę co dali. Amen.~- Pokażcie, 2290 2, 22| zakrzyczał kropiąc go kijem, a na to piszczałka wrzasnęła 2291 2, 22| a niedźwiadek jął skakać na czworakach, ruchał uszami. 2292 2, 22| figle stroił, przewalał się na ziem, ryczał, uciesznie 2293 2, 22| długo jeszcze słychać było na drodze wrzaski i naszczekiwania 2294 2, 22| twarzach.~Usadzili się znowu na dawne miejsca i pogwarzali 2295 2, 22| dziewczyny zaś z Józką na czele, jako najśmielszą, 2296 2, 22| historię, jak to u Borynów na jesieni:~- A pamiętasz to, 2297 2, 22| kiej ten stary, siwy dąb na polanie, otoczony półkolem 2298 2, 22| a czasem ogień trzasnął na kominie albo czyjeś westchnienie 2299 2, 22| zatrąbienia, by się zbudzić i paść na nieprzyjacioły, i pobić, 2300 2, 22| utęsknienia i podziwu.~A na końcu opowiadał o królu, 2301 2, 22| Krakowa, a Zofia było jej na imię, dzieci z nią miał, 2302 2, 22| imię, dzieci z nią miał, na zamek powiódł krakowski 2303 2, 22| rozważając pilnie te urządzenia na świecie...~- Jedno dzisiaj 2304 2, 22| poświata, grająca farbami na poślepłych, pomarłych wodach, 2305 2, 22| zapamiętał dobrze, i wyczekał na porę sposobną, kiej gospodarz 2306 2, 22| trzasnął go zadnimi kopytami i na miejscu zabił, a sam w cały 2307 2, 22| sam w cały świat pognał na wolność!~Latem było mu niezgorzej, 2308 2, 22| bieży, bieży, i wyszedł na kraj zimy, w jakąś łąkę, 2309 2, 22| dzień się tak trudził i na darmo! Chciał już wrócić 2310 2, 22| marnie ginąć... Przestojał na skwarze dzień cały, bo nikto 2311 2, 22| przyjęli z powrotem, ale na to wyleciała wdowa z dziećmi, 2312 2, 22| siebie i powiedły rankiem na gospodarzowe pole, i założyły 2313 2, 22| wynagradza i o niczym, choćby na ten przykład o koniu takim, 2314 2, 22| dorzucił Rocho.~Wzdrygnęła się na to Jagna, bo i Antek wszedł 2315 2, 22| całkiem przysłoniły się oczy na wszystek świat smutny i 2316 2, 22| żagwie buchały krwawą pożogą; na one ruczaje szli srebrne, 2317 2, 22| każdej wiośnie Matka Boża i na świat wypuszcza.~I nosili 2318 2, 22| czekań - a otwarły się oczy na świat inny, nowy i tak cudowny, 2319 2, 22| zapomniała, nie baczyła nawet na niego, nie widząc, że się 2320 2, 22| opłotkach, któryś Kłębiak na dwór wyleciał i powiadał 2321 2, 22| sprzed okien.~Nie zwracali na to uwagi, nie widząc wcale, 2322 2, 22| skrzypi pod nogami!~- Jakby na ścianę się skrabał!~Zmartwieli 2323 2, 22| chciał wyjrzeć, sam poszedł na dwór, by uspokoić wszystkich. 2324 2, 22| przewidzenia - zagadał siadając na dawnym miejscu, uspokoili 2325 2, 22| po raz ktoś podnosił oczy na okno i strachem utajonym 2326 2, 22| kmieć, Kazimierz mu było na imię, a na przezwisko Jastrząb, 2327 2, 22| Kazimierz mu było na imię, a na przezwisko Jastrząb, osiadły 2328 2, 22| król jął skrzykiwać naród na wojnę przeciw poganom.~Zafraswał 2329 2, 22| było doma odbieżyć i ruszać na one boje srogie.~Ale królewski 2330 2, 22| drzwi stojał i przynaglał!~Na wielką wojnę się miało, 2331 2, 22| Trza się było gotować i na obronę stawać!~Zbawienie 2332 2, 22| która stojała przy drodze na rozstajach.~Wojował rok, 2333 2, 22| w końcu trzeciego roku na pierwszą zwiesnę powrócił, 2334 2, 22| schorowana wywlekła się z barłogu na jego spotkanie i gorzkimi 2335 2, 22| ziemia jeno a niebo.~Siedział na progu kiej zmartwiały, a 2336 2, 22| progu kiej zmartwiały, a na odwieczerzu, kiedy przedzwaniali 2337 2, 22| odwieczerzu, kiedy przedzwaniali na Anioł Pański, zerwał się 2338 2, 22| przeklinał i przeklinał, że na darmo krew swoją lał za 2339 2, 22| swoją lał za Pańską sprawę, na darmo bronił kościołów, 2340 2, 22| darmo bronił kościołów, na darmo rany ponosił, głód 2341 2, 22| ponosił, głód cierpiał, na darmo poczciwym był i pobożnym; 2342 2, 22| poczciwym był i pobożnym; na darmo. - Pan Bóg i .tak 2343 2, 22| Bóg i .tak go opuścił i na zatracenie skazał!~Strasznie 2344 2, 22| nie opuszcza.~Juści, że na takie przyzwy wnet się zły 2345 2, 22| król zajeżdżał do niego, na dwór zapraszał i między 2346 2, 22| kary.~Najpierw zwaliły się na niego ciężkie choroby i 2347 2, 22| choroby i nie popuszczały ni na to oczymgnienie.~Potem lewentarze 2348 2, 22| Potem lewentarze padły na mór.~Potem piorun spalił 2349 2, 22| że wszystko spaliło się na popiół, drzewa poschły, 2350 2, 22| całkiem ludzie i bieda siadła na progu.~A on chorzał ciężko, 2351 2, 22| odpadało, kości próchniały.~Na darmo skamlał o poratunek 2352 2, 22| środka, bo Jastrząb już był na skonaniu...~Kobieta broniła 2353 2, 22| upatrzyła porę i poleciała na plebanię.~Ale ksiądz szykował 2354 2, 22| po mnie... - i pojechał na karty do dworu.~Zapłakała 2355 2, 22| Kobieta padła przed Nią na twarz.~Podniosła świętymi 2356 2, 22| biedota i taki psi czas na dworze, kazał powiedzieć, 2357 2, 22| lokaje, przeodziała się na panią starościnę i weszła 2358 2, 22| panią starościnę i weszła na pokoje.~Juści, że ksiądz 2359 2, 22| pędy.~Przyjechali jeszcze na czas, ale już śmierć siedziała 2360 2, 22| ale już śmierć siedziała na progu, a diabli przez moc 2361 2, 22| chórami anielskimi, wstępuje na ołtarz, na dawne miejsce.~ 2362 2, 22| anielskimi, wstępuje na ołtarz, na dawne miejsce.~Poznał ci 2363 2, 22| Niebieską, strach go wziął, padł na kolana, ryknął płaczem i 2364 2, 22| głębokie milczenie padło na wszystkich, każden rozważał 2365 2, 22| Mateusz wyciągnął flecik i jął na nim przebierać i ciągnąć 2366 2, 22| powiódł do innych drzwi na podwórze, a stamtąd przez 2367 2, 22| mądrzejsze!~- "W koszuli się na świat rodzi,~A po świecie 2368 2, 22| drzewo wesoło śpiwa,~A koń na baranie ogonem kiwa."~Z 2369 2, 23| błyskawice, a usta spadały na się z piorunową mocą i z 2370 2, 23| tym śnie cudownym, śnionym na jawie tam, w Kłębowej izbie, 2371 2, 23| baśniowe moce otrząsały na ich dusze cudowny okwiat 2372 2, 23| przez baśniowe kraje szli, na wskróś tych scen nadludzkich, 2373 2, 23| modlitewnych uniesień, że padali na samo dno podziwu i niepamięci.~ 2374 2, 23| tobą poszła w cały świat na śmierć! - szepnęła z mocą, 2375 2, 23| zapamiętale...~- Czekałaś to na mnie? - zapytał po chwili.~- 2376 2, 23| stołka... ażem wode piła na strzeźwienie...~- Najmilejsza 2377 2, 23| ale bojałam się popatrzeć na ciebie, bojałam się zagadać... 2378 2, 23| szeptała rzucając mu się na szyję i obejmując go ze 2379 2, 23| Nie wiało już na polach, jeno czasami wiater 2380 2, 23| gwiezdne.~Ale oni oślepli na wszystko, burza się w nich 2381 2, 23| miłosną wichurą, oślepli na wszystko, oszaleli, wyzbyci 2382 2, 23| samotność, by oddawać się sobie na śmierć, do dna dusz, pożeranych 2383 2, 23| spojrzenia huraganów walących na siebie, przejął ich taki 2384 2, 23| wyrwie i zdruzgotane rzuci na siebie, że obejmują się 2385 2, 23| daleko do północka, pieją ano na odmianę.~- Odwilga będzie.~- 2386 2, 23| przeganiać się i gzić kieby na weselisku, całą gromadą 2387 2, 23| się juchy i tak ślepną, że na człowieka nie baczą. Na 2388 2, 23| na człowieka nie baczą. Na zwiesnę idzie.~- Myślałam, 2389 2, 23| żałości a lęku przepada na mgnienie...~Ale wnet podnosili 2390 2, 23| brzemień, rozsypywały się na wiatr i ordzawiałe wlekły 2391 2, 23| łzawo i cicho.~Znaleźli się na dróżce, biegnącej wzdłuż 2392 2, 23| przysiedli pod jakąś stodołą na wystających węgłach, przygarnął 2393 2, 23| nich nagle, jakiś cień padł na dusze i zmącił jasne tonie, 2394 2, 23| nie śpią, słychać głosy na drodze, pewnikiem rozchodzą 2395 2, 23| ale gdzieś z boku, jakby na tej samej dróżce, zaskrzypiał 2396 2, 23| wyraźnie, że zerwali się na równe nogi.~Ktosik tam jest... 2397 2, 23| Pociemniało znowu na świecie, chmury się zawarły 2398 2, 23| daleki bełkot wody spadającej na koła młyńskie, a po długiej 2399 2, 23| śnieg znowu zaskrzypiał na dróżce: dobrze już słychać 2400 2, 23| wiązkę słomy, przystanął na mgnienie, posłuchał i skoczył 2401 2, 23| Antek cudem jakimś natrafił na przysłonę, wparł się całą 2402 2, 23| mocą i razem z nią padł na ziemię, ale nim się porwał, 2403 2, 23| się porwał, stary runął na niego i przebódł widłami 2404 2, 23| ognistą płachtą powiewał na wsze strony, i pryskał deszczem 2405 2, 23| pryskał deszczem iskier na zabudowania, na wieś całą.~ 2406 2, 23| deszczem iskier na zabudowania, na wieś całą.~ 2407 2, 24| a już każdemu było pilno na pogorzelisko, że niejeden 2408 2, 24| odmawiał, a pędem bieżał kieby na ten jarmarek.~Dzień się 2409 2, 24| przemglony, że choć już pora była na dużą jasność, a mroczało 2410 2, 24| a mroczało jeszcze kieby na świtaniu, śnieg bowiem jął 2411 2, 24| przemiękłą płachtą, ale nikto na pluchę nie zważał, schodzili 2412 2, 24| całymi godzinami wystawali na pogorzelisku przeredzając 2413 2, 24| brogu, że ino czerwieniało na śniegach od kobiecego przyodziewku.~ 2414 2, 24| pogorzeli, opalone kiej głownie, na chlewach zaś i szopie dachy 2415 2, 24| cała dróżka i pole wokoło, na jakie pół stajania, zaniesione 2416 2, 24| łatami, przepaloną słomą i na pół zwęglonym drzewem i 2417 2, 24| całe, tyle że mógł zgubić na drodze.~- Dzieuchy już szukały, 2418 2, 24| Cichota, pyskacze, ale! Na zabawę się zebrały i zęby 2419 2, 24| pilnujcie swojego, kiejście na to ustanowieni! - krzyknęła 2420 2, 24| że sołtys tylko popatrzył na nią, splunął i poszedł w 2421 2, 24| Kłębową chałupą i miał ich na oku - prawiła pod nosem 2422 2, 24| wiedziała.~- Musiało się na tym skończyć, musiało! - 2423 2, 24| cha-łupie, skrzynka stoi na swoim miejscu - objaśniała 2424 2, 24| objaśniała Płoszkowa.~- Ale już na weselu przepowiadałam, że 2425 2, 24| Cichocie, powiadacie, jakbyście na oczy widzieli.~- Widzieć 2426 2, 24| zrobią? widział to kto? na to świadki? co? - zauważyła 2427 2, 24| procesownica była sielna i na prawie się znała.~- A nie 2428 2, 24| stary?...~- Złapał, ale na czym innym, a choćby i widział 2429 2, 24| zasłyszała abo i sama stworzyła na nią: wszystkie dawne urazy 2430 2, 24| ten kamienny grad leciały na nią przezwiska, wymysły, 2431 2, 24| mniej zawzięcie powstawali na Antka; gniew z wolna ogarniał 2432 2, 24| odjąć musiało, jeśli się na taką rzecz ważył!~Ale na 2433 2, 24| na taką rzecz ważył!~Ale na to skoczył rozsrożony kowal 2434 2, 24| zeznają i musi być kara na takich, musi! A bo to nie 2435 2, 24| którymi, wiem, patrzę nawet na nich, słuchają mnie teraz 2436 2, 24| groźnie. - Zaraza z takiego na całą wieś płynie, zaraza, 2437 2, 24| zaraza, że do kreminału, na Sybir go, kijami zatłuc 2438 2, 24| to Rocho stojący z Kłębem na uboczy i rzekł:~- Mocno 2439 2, 24| któren wieś całą mógł powieść na dziady!~- Ale dziedzic to 2440 2, 24| niestworzone rzeczy wymyślał na niego; i naród dość już 2441 2, 24| płoty, przeć ku wrótniom i na drogę przeciekać - próżno 2442 2, 24| nikt ani słuchał, ni zważał na ich mowy, kużden się rwał, 2443 2, 24| oboje przywlec i skarać na pogorzelisku!...~Baby, a 2444 2, 24| zgoła, darły się pobok niej na czoło przez gęstwę rozwścieklonym, 2445 2, 24| mocniej i prędzej, gdy ci na przedzie idący jęli wołać:~- 2446 2, 24| Tłum się zatargał jakby na uwięzi, zakołysał i runął 2447 2, 24| uwięzi, zakołysał i runął na drogę, przystawał, rozpadał 2448 2, 24| przystawał, rozpadał się na bryzgi, ściszał, nagle 2449 2, 24| przymilkł całkiem i upadł na kolana, i pochylił obnażone 2450 2, 24| szedł z zapaloną latarnią na przedzie i przydzwaniał...~ 2451 2, 24| hurma chłopaków poleciała na przełaj przez staw ku młynowi, 2452 2, 24| snu, przestępowali z nogi na nogę, drapali się po łbach, 2453 2, 24| prawdy powiedział, i poszła na wieś, że w końcu ostało 2454 2, 24| wyzierała przed chałupę na naród i kryła się z nawrotem, 2455 2, 24| narodu rozpierzchła się na wsze strony, bych czasem 2456 2, 24| zniecierpliwienie rosło z godziny na godzinę, a nie wiada było 2457 2, 24| przestał padać i brało jakby na przymrozek, bo choć chmurzyska 2458 2, 24| grzechu. Kobiety ano wzięły na ozory i tak przewlekały 2459 2, 24| jeszcze i barzej ciskały się na nią w złości, że nikto nie 2460 2, 24| Tak ano przeszedł on dzień na długo pamiętliwy, nazajutrz 2461 2, 24| topielach chmur, że nawet i na to oczów mgnienie nie rozbłyskało - 2462 2, 24| trudno się było utrzymać na olodowaciałych drogach i 2463 2, 24| niepamięć jako ten kamień na dno, że jeno woda czasami 2464 2, 24| kuntentować śledziem, wziętym na bórg od Żyda, i ziemniakami 2465 2, 24| zrobili muzykę w karczmie, na którą, kto żyw i ruchał 2466 2, 24| pospieszył, nie bacząc na deszcz ze śniegiem, jaki 2467 2, 24| Wielkim Postem. Mateusz grał na skrzypicy, od wtóru mu przebierał 2468 2, 24| od wtóru mu przebierał na fleciku Pietrek, Borynów 2469 2, 24| późna, do tela, póki dzwon na kościele nie uderzył na 2470 2, 24| na kościele nie uderzył na znak, że to już północ i 2471 2, 24| dziećmi i starym, któren na dobitkę zachorzał po tym 2472 2, 24| chodzeniu do lasu i leżał na przypiecku postękując z 2473 2, 24| wracał późną nocą, nie bacząc na nią ni na dzieci, a zresztą 2474 2, 24| nocą, nie bacząc na nią ni na dzieci, a zresztą nie mogła 2475 2, 24| mogła się przemóc choćby na to jedno słowo do niego, 2476 2, 24| duszę z żałości i jakby na kamień stężałą.~Dopiero 2477 2, 24| ciała, że szmaty wisiały na niej kiej na kołku.~Powstała 2478 2, 24| szmaty wisiały na niej kiej na kołku.~Powstała znowu do 2479 2, 24| Powstała znowu do życia, ale i na wnątrzu przemieniona, bo 2480 2, 24| duszę miała jakby zetloną na proch, to w sercu poczuła 2481 2, 24| że Hanka się nie skarżyła na Antka, nie pomstowała, nie 2482 2, 24| pomstowała, nie wyrzekała na dolę, nie, jakby te rzeczy 2483 2, 24| wkrótce, jeszcze tego dnia na odwieczerzu, poszła na wieś 2484 2, 24| dnia na odwieczerzu, poszła na wieś do Kłębów i inszych 2485 2, 24| się jej niechcący.~Skoczył na równe nogi, kieby go kto 2486 2, 24| zdzielił, ale nie zważając na to wyszła. Nie bojała się 2487 2, 24| do kościoła, gdy skręciła na topolową drogę.~Dzień się 2488 2, 24| srebrną przędzą leciały na ziemię; czyste, niebieskie 2489 2, 24| jaki wystawał pod ścianą na słońcu, psy nawet naszczekiwały 2490 2, 24| światła, chciała ostać sam na sam z duszą własną i Bogiem, 2491 2, 24| popielcowej uroczystości wyszła na świat, wielce czując się 2492 2, 24| wielce czując się wzmożoną na siłach i dufna już całkiem 2493 2, 24| podniesioną głową odpowiadała na ludzkie pozdrowienia i szła 2494 2, 24| się bowiem bardzo, wychudł na wiór i pochylił mocno, twarz 2495 2, 24| Witek musiał to wieźć na saneczkach, boby sama nie 2496 2, 24| nie udźwignęła, a jeszcze na odchodnym dał jej parę złotych 2497 2, 24| odchodnym dał jej parę złotych na sól i rzekł:~- Przychodźże 2498 2, 24| mną stać może, to dawaj na dom baczenie, Józka~ci krzywą 2499 2, 24| nawet mało zwracała uwagi na opowiadanie Witka, któren 2500 2, 24| oknem, nie spojrzał nawet na nią, a dopiero ujrzawszy


1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-2000 | 2001-2500 | 2501-3000 | 3001-3500 | 3501-4000 | 4001-4500 | 4501-5000 | 5001-5500 | 5501-6000 | 6001-6068

IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL