Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library
Alphabetical    [«  »]
mzyl 7
mzyla 1
mzyly 3
na 6068
na-rodu 1
nabiedniejszy 1
nabiedowali 1
Frequency    [«  »]
13137 i
10642 sie
6542 a
6068 na
5932 nie
5699 w
5302 z
Wladyslaw Stanislaw Reymont
Chlopi

IntraText - Concordances

na

1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-2000 | 2001-2500 | 2501-3000 | 3001-3500 | 3501-4000 | 4001-4500 | 4501-5000 | 5001-5500 | 5501-6000 | 6001-6068

     Tom, Rozdzial
2501 2, 24| proszonym...~- Kiej zeszłam na dziadówkę, to i z litości 2502 2, 24| żebych mogła - zabiłaby na śmierć w tej minucie!...~ 2503 2, 24| całkiem wściekł w sobie. Na robotę nie chodził, choć 2504 2, 24| Mateuszowi w karczmie i na głos, by ludzie słyszeli.~ 2505 2, 24| chycić dało i nieść Żydowi na gorzałkę, ale jemu zarówno 2506 2, 24| bijatyki, że co dnia chodziły na nich skargi do wójta, a 2507 2, 24| Przestrzegał go Mateusz, ale na darmo, próżno i Kłąb z czystego 2508 2, 24| spadzistego, nie bacząc na nic ni na nikogo, a wieś 2509 2, 24| spadzistego, nie bacząc na nic ni na nikogo, a wieś nie przestała 2510 2, 24| wieś nie przestała mieć na niego pilnego baczenia, 2511 2, 24| pierwsi głośno powstając na niego, juści, nie stojał 2512 2, 24| buchnęło.~A do tego, jakby na złość wszystkim, z Jagną 2513 2, 24| jeśli nie wyjdzie do niego na każde zawołanie, to on w 2514 2, 24| wszedł w obejście gotowy na wszystko, zdecydowany iść 2515 2, 24| choćby do chałupy - już był na ganku i nawet za klamkę 2516 2, 24| kościołem.~Umyślił przeto iść na nieszpory, pewny, że 2517 2, 24| ręku i raz w raz spoglądał na niego surowo.~Organy huczały 2518 2, 24| jest, przejęły go te śpiewy na wskroś i osnuły pieszczoną, 2519 2, 24| przecknął z nagła:~Wisi na krzyżu Pan, Stwórca nieba,~ 2520 2, 24| rękami, a patrząc co trochę na Antka, któren wprost niego 2521 2, 24| ręce, i słowa jego padały na głowy kiej kamienie i jako 2522 2, 24| ten grad piorunowy padły na Antka, boć rozumieli, kogo 2523 2, 24| stał wyprostowany, pobladły na płótno i ledwie dychający, 2524 2, 24| dychający, gdyż te słowa leciały na niego z hukiem, jakby cały 2525 2, 24| pokrzywę i precz wyrzucili na zatracenie!~Antek odwrócił 2526 2, 24| krzyk rozpaczliwy zerwał się na kościele, ale nie słyszał, 2527 2, 24| głosu strasznego.~Wypadł na drogę i ani wiedząc gdzie, 2528 2, 24| twarz, ale Antek nie zważał na nic, biegł jak błędny, a 2529 2, 24| zaszarpał mu duszą i ozrywał na kawały.~Pod jakimś drzewem 2530 2, 24| reszta odsunęła się żywo na wsze strony i spiesznie 2531 2, 24| stawu i spoglądał z uwagą na pręgi świateł, co chlustały 2532 2, 24| chlustały gdzieniegdzie z okien na śnieg przemiękły i lśniły 2533 2, 24| ciężkość zwaliła mu się na serce, poczuł się tak samotnym, 2534 2, 24| Płoszków.~Byli wszyscy, ale na jego wejście porwali się 2535 2, 24| prosto z miejsca wywarła na niego pysk, sklęła i jak 2536 2, 24| gdzieniegdzie i patrzył na wieś, zatopioną w mrokach, 2537 2, 24| głęboką trwogą spozierał na rozbłysłe okna, bo mu się 2538 2, 24| nieprzerwanym łańcuchem idą na niego, ściskają i wiążą 2539 2, 24| słowa i cały naród idzie na niego.~- Sprawiedliwie! 2540 2, 24| oprzytomniał zupełnie i porwał się na nogi.~- Sprawiedliwie mówił... 2541 2, 25| Rozdział 13~Na zwiesnę się miało; ciągiem 2542 2, 25| takie wycinki a flagi, na świat wyjrzeć było nie sposób; 2543 2, 25| wyjrzało słońce, to ledwie na to Zdrowaś, że nim dusza 2544 2, 25| nieraz widziało, jakoby na wieki pogasły wszelkie światłości; 2545 2, 25| mało kiedy dojrzał kogo na drogach, deszcz jeno trzepał, 2546 2, 25| odsadzone od gęsi siedzących na jajach, rozkrzykiwały po 2547 2, 25| żadnej nie miał, paru robiło na tartaku, paru zwoziło z 2548 2, 25| sprzęt gospodarski sposobił na zwiesnę, do roli przydatny, 2549 2, 25| wycinków, że już miejscami na niższych polach widziały 2550 2, 25| młynarza brać ten jaki korczyk na krwawy odrobek, bo zdzierus 2551 2, 25| karczmy szli skamląc, bych ino na bórg dał szczyptę soli, 2552 2, 25| jeno szukał okazji, bych na drugich wywrzeć z nawiązką 2553 2, 25| wywrzeć z nawiązką to, co go na wnątrzu jadło - toć i bez 2554 2, 25| kłyźnień a przemówień.~A kieby na przykładkę diabelską 2555 2, 25| zwaliły się choroby różne na wieś, jak to zresztą zwyczajnie 2556 2, 25| ospica kiej ten jastrząb na gąsięta i dusiła dzieciątka, 2557 2, 25| sprowadzone dochtory i powieźli je na cmentarz, potem zaś febry 2558 2, 25| insze choróbska zwaliły się na starszych, co drugi dom 2559 2, 25| drugi dom ktosik kwękał, na księżą oborę patrzył i zmiłowania 2560 2, 25| bych można wyjść z pługiem; na role, to i biedy a frasunki 2561 2, 25| wymiarkowując, zali to nie na dłuższą odmianę idzie, staruchy 2562 2, 25| kiej te źrebaki wypuszczone na pierwszą trawę.~I co w taki 2563 2, 25| topionego złota uczynione, lody na stawie przemyte deszczami 2564 2, 25| pajęczynami, że oko szło na wskróś i leciało hen, na 2565 2, 25| na wskróś i leciało hen, na pola nieobjęte, na czarne 2566 2, 25| hen, na pola nieobjęte, na czarne linie wsi, na otoki 2567 2, 25| nieobjęte, na czarne linie wsi, na otoki borów, we świat ten 2568 2, 25| powietrzu ciepłym.~Wywierano na rozcież chałupy, odbijali 2569 2, 25| powietrza, kobiety wyłaziły na przyzby z kądzielami, nawet 2570 2, 25| dzieciątka wynoszono w kołyskach na słońce, a z otwartych obór 2571 2, 25| rżały rwiąc się z uździenic na świat, gęsi zaś uciekały 2572 2, 25| oczy spozierał radośnie na wieś taplającą się w słońcu, 2573 2, 25| przez sady, że głosy szły na całą wieś, powiedali sobie, 2574 2, 25| skowronka, że i pliszki widzieli na topolowej drodze; to znowu 2575 2, 25| to znowu któryś dojrzał na niebie, wysoko pod chmurami, 2576 2, 25| że wnet pół wsi wybiegło na drogę patrzeć, a inszy potem 2577 2, 25| jako i boćki już spadły na łęgach za młynem. Nie dawano 2578 2, 25| jako wnet z pługami ruszą na pola, więc z trwogą tym 2579 2, 25| trwogą tym większą spoglądano na chmurzące się z nagła niebo, 2580 2, 25| jako te kamienie padały na dno pamięci, boć każden 2581 2, 25| spętani poglądając żałośnie na świat zatkany chmurzyskami 2582 2, 25| mokro, zimno i tak mroczno na świecie, że płakać się ano 2583 2, 25| deszczem w poczerniałe chałupy.~Na drogach było pusto i cicho 2584 2, 25| tym ziarnem ważnym ciepał na drzewiny roztrzęsione i 2585 2, 25| z krzykiem wychlustywały na wybrzeża.~W taki to dzień, 2586 2, 25| W taki to dzień, jakoś na samym odwieczerzu, gruchnęła 2587 2, 25| nowinę, i nie bacząc na pluchę pchnął konno swoich 2588 2, 25| swoich chłopaków .do lasu na zwiady.~Długo ich widać 2589 2, 25| ktosik nie wypatrywał pod las na dróżki, którędy pojechali, 2590 2, 25| oni nie wrócili jeszcze, na wieś zaś całą padła cichość 2591 2, 25| drzwiami trzaskał i szedł na drogę wyglądać, czy nie 2592 2, 25| przytwierdzała zaklinając się na wszystkie świętości, jako 2593 2, 25| wszystkie świętości, jako na własne oczy sprawdziła, 2594 2, 25| boru wycięli, powołując się na Jagustynkę, z którą się 2595 2, 25| przykładką.~Nie ozwał się na to, a jeno do Jagny rzekł:~- 2596 2, 25| Jagna cosik zamamrotała na sprzeciw, ale tak na nią 2597 2, 25| zamamrotała na sprzeciw, ale tak na nią srogo gębę wywarł, że 2598 2, 25| dnia pogodzenia się z żoną, na co tak rychło się zgodził, 2599 2, 25| ale teraz to już się zgoła na kamień przemienił. Jagnę 2600 2, 25| chłopów wojują. Całkiem na to nie zważał, jakby mu 2601 2, 25| powiadali sobie we wsi na ucho, że u rejenta jakieś 2602 2, 25| po dawnemu prosto i hardo na świat poglądał, jeno się 2603 2, 25| prosto nie do wytrzymania, bo na czym swoją rękę położył, 2604 2, 25| ręce i nie popuszczał ni na pacierz, komory pilnie strzegł, 2605 2, 25| wlazł jakiś zły i ciskał na sprzeciw.~Ulegać bowiem 2606 2, 25| chleb, mężowa wola, ale na słowo przykre miała swoich 2607 2, 25| przykre miała swoich dziesięć, na krzyk zaś każden podnosiła 2608 2, 25| takie piekło wyprawiała, że na całą wieś się roznosiło. 2609 2, 25| robiła staremu wszystko na złość, nie ustępowała bez 2610 2, 25| przez moc odeśle mężowi na postronku... To i cóż miała 2611 2, 25| jak przódzi, nie biegała na każde zawołanie z bijącym 2612 2, 25| i nudno, a i bez to, że na złość staremu, a i bez to, 2613 2, 25| wielkie miłowanie - ale na dnie głębokim serca krzewił 2614 2, 25| dobrością i był ponad wszystko na świecie najmilejszy, a tak 2615 2, 25| straszy!~ ~Ani jej nawet na myśl przyszło, że i ona 2616 2, 25| bych staremu co nowego na złość zrobić, a czasem, 2617 2, 25| spuszczała wody od kopców na podwórze, robiła od niechcenia, 2618 2, 25| domu, naciągnęła zapaskę na głowę i ostrożnie przebrała 2619 2, 25| Antek był.~- Dyć czekam na cię z godzinę - szepnął 2620 2, 25| przykrzy...~- Jakże, bo ino na mnie cięgiem huru-buru kiej 2621 2, 25| mnie cięgiem huru-buru kiej na tego Łyska...~- Baczysz 2622 2, 25| Juści, przódzi to choćby na całą noc się nie bojałaś, 2623 2, 25| serca biły im kołatliwie, a na wargach plątały się słowa 2624 2, 25| bo ten głos padł mu lodem na serce, się zatrząsł cały 2625 2, 25| juści! Przejrzałem cię na wylot, znam ja cię dobrze 2626 2, 25| nie miarkujesz, że jeślim na takie psy zeszedł, to i 2627 2, 25| wszyćko, przeniosłem, nawet i na to nie pomstowałem, że ci 2628 2, 25| bojasz się mnie i patrzysz na mnie jak wszystkie, kiej 2629 2, 25| mnie jak wszystkie, kiej na tego mordownika i najgorszego! 2630 2, 25| tobą ganiały kiej te psy na zwiesnę, ty!... - krzyczał 2631 2, 25| jakimi jeno żył, zwalał na jej głowę, winił o wszystko, 2632 2, 25| chwili, pchnął tylko na ścianę i spiesznie poszedł.~- 2633 2, 25| siebie kiej pijawkę, rzucił na ziemię i bez jednego słowa 2634 2, 25| krzyczeć ze wszystkich sił, na cały ten świat - jako niewinowata, 2635 2, 25| wołała w całą noc - na próżno.~Głęboka, ciężka 2636 2, 25| zmartwychwstałe, zwaliły się na nią ciężkim, twardym brzemieniem 2637 2, 25| nieutulonych smutków, że już i na nic nie bacząc, ryczała 2638 2, 25| głos idąc do chałupy...~Na ganku zetknęła się z Kłębiakiem, 2639 2, 25| uderzył, chodzili lękliwie, na palcach, gadali szeptem 2640 2, 25| przelewki, a sprawa taka, na którą babie piski nie poredzą, 2641 2, 25| zaś, w opłotkach, a nawet na drodze zbierało się coraz 2642 2, 25| półkolu pochylone do komina, na którym się palił ogień, 2643 2, 25| rosła w czekających z minuty na minutę, w końcu Kobus, 2644 2, 25| szemrać i głośno powstawać na radzących, że nic nie uradzą 2645 2, 25| dworem pogodzić, a resztę na zgubę podać!...~Kobus się 2646 2, 25| namawiał, by nie zważając na radzących, o sobie pomyśleć, 2647 2, 25| sprzedadzą...~Jawił się na to Mateusz i zaczął nawoływać 2648 2, 25| otworzyć i z trwogą patrzył na walącą się ciżbę, wchodzili 2649 2, 25| każden wagował wystąpić i na drugich oglądał, dopiero 2650 2, 25| dopiero Antek się wyrwał, na środek skoczył i ostro, 2651 2, 25| miejsca zaczął pomstować na dwór...~Ale choć wszystkim 2652 2, 25| grzeszne sprawki, nie zważał na to, a że go wnet poniesła 2653 2, 25| to z całej mocy krzyczał na końcu:~- Nie dajta się, 2654 2, 25| karczma zatrzęsła od mocy.~Na to i czekali przodownicy, 2655 2, 25| przywarte, których nie ma kto na świat wypuścić i poszczuć 2656 2, 25| świat wypuścić i poszczuć na nieprzyjacioły... To się 2657 2, 25| i krzywdą swoją ostargał na wnątrzu, a na jedno zgodzić 2658 2, 25| swoją ostargał na wnątrzu, a na jedno zgodzić się nie mógł, 2659 2, 25| przytakiwali.~- A ty, narodzie, na piaskach siedź, łajnem się 2660 2, 25| dojedzone kolacje, że krzykali na Żyda o chleb i śledzie.~ 2661 2, 25| Antkiem, któren już cały czas na boku się trzymał i cosik 2662 2, 25| wspólnie z nimi uradzili coś na jutro i cicho rozeszli się 2663 2, 25| w izbach, cichość padła na wieś, że jeno kiejś niekiej 2664 2, 25| pociemniało i zrobiło się na świecie posępnie, straszno 2665 2, 25| podnosił, Antek pobiegł na dzwonnicę i zaczął bić w 2666 2, 25| zaczął bić w dzwon kieby na pożar...~Próżno mu bronił 2667 2, 25| tak ponuro, strach padł na serca, że ludzie strwożeni, 2668 2, 25| strwożeni, wylękli wybiegali na pół ubrani pytać, co się 2669 2, 25| kijami w płoty i krzycząc:~- Na las! Na las! Wychodź, kto 2670 2, 25| płoty i krzycząc:~- Na las! Na las! Wychodź, kto żyw! Pod 2671 2, 25| Wychodź, kto żyw! Pod karczmę! Na las!...~To i na łeb i szyję 2672 2, 25| karczmę! Na las!...~To i na łeb i szyję przyodziewali 2673 2, 25| pożar wybuchnął we wsi.~- Na las! Kto ino ma z czym, 2674 2, 25| kłonice, siekiery, a brać!~- Na las! - krzykiem tym trzęsło 2675 2, 25| naokół i czekał cierpliwie na starszyznę, która poszła 2676 2, 25| samo, ale nikto nie zważał na nich ni słuchał - wiedziano 2677 2, 25| rozpłakał, nie przestając na wszystkie świętości zaklinać, 2678 2, 25| przejście, a on wstąpił na belki leżące pod karczmą, 2679 2, 25| Macieju! Prowadźcie!~- Na las! Na las! - darły się 2680 2, 25| Macieju! Prowadźcie!~- Na las! Na las! - darły się drugie.~ 2681 2, 25| nie dawał, dwór cięgiem na nas nastaje i do zaguby 2682 2, 25| zrobi! Jeździlim ze skargą - na darmo. Ale miarka się przebrała, 2683 2, 25| tnie nasz bór! Pozwolim to, na to, co?~- Nie, nie! nie 2684 2, 25| sieroty, poczniemy, kiej nikt na ;wiecie o nas nie stoi, 2685 2, 25| zbierać się duchem, za mną! Na las! - ryknął mocno.~- Na 2686 2, 25| Na las! - ryknął mocno.~- Na las! - odwrzasnęli wraz 2687 2, 25| już narychtowani ciągnęli na topolową, gdzie czekał Boryna 2688 2, 25| reszta, wieś prawie cała na piechty się wybrała i zwarła 2689 2, 25| zamigotała kosa, że jakby na rolę ciągnął naród, jeno 2690 2, 25| omroczeni, surowi, gotowi na wszystko, a gdy już nastał 2691 2, 25| się do chałupy, skoczył na konia i popędził bocznymi 2692 2, 25| kożuch i pognał do borów na przełaj przez pola... nie 2693 2, 25| żwawo za Boryną, jadącym na przedzie.~Tuż za nim ciągnęły 2694 2, 25| trzech chałup, ze Stachem na przedzie, naród był nieurodny, 2695 2, 25| wyrosła, bujna, swarliwa i na bitki wszelkie łakoma, którą 2696 2, 25| sypał się gdzieniegdzie na śniegi blade.~Jeno na Wilczych 2697 2, 25| gdzieniegdzie na śniegi blade.~Jeno na Wilczych Dołach grzmiały 2698 2, 25| stado dzięciołów spadło na bór, przypięło się do drzew 2699 2, 25| dygotała trwożnie - a wszędy, na płachtach śniegów podeptanych, 2700 2, 25| śniegów podeptanych, niby na tych całunach ostatnich, 2701 2, 25| śmierć i patrzą zdrętwiali na nieubłaganą kośbę.~Bo rębacze 2702 2, 25| świst pił nie ustawał ani na chwilę, a co trochę drzewo 2703 2, 25| jękiem śmiertelnym padało na ziemię - a za nim drugie, 2704 2, 25| nie skruszyły, a topory na śmierć powiedły, a inszych 2705 2, 25| wysuwał się z gęstwiny, stawał na skraju i długo wodził szklistymi 2706 2, 25| wyszło i Zdrowaś, kiedy na dróżce biegnącej od wsi 2707 2, 25| sanie, które wnet wypadły na porębę, stojał w nich Boryna, 2708 2, 25| wrzaskiem, a wszystkie runęli na przerażonych rębaczów.~- 2709 2, 25| struchlałych i ryknął, że na cały las się rozległo:~- 2710 2, 25| krzykał groźnie, następował na nich i wypierał w bór.~Insi 2711 2, 25| sążnie, a baby, z Kozłową na przedzie, dojrzawszy budy 2712 2, 25| dojrzawszy budy zbite z desek na kraju poręby pognały tam 2713 2, 25| wypadłych z lasu jechało im na karkach...~Dwór uprzedzony 2714 2, 25| uprzedzony przybywał rębaczom na pomoc.~Na czele parobków 2715 2, 25| przybywał rębaczom na pomoc.~Na czele parobków jechał rządca, 2716 2, 25| parobków jechał rządca, wpadli na porębę ostro i zaraz z miejsca 2717 2, 25| rozlatywał zestrachany, ale na ten głos powstrzymywali 2718 2, 25| się w miejscu i nie bacząc na baty, prażące niejednych 2719 2, 25| kół pierwszy rzucił się na dworskich; a prał, gdzie 2720 2, 25| krzykiem ogromnym runęli na dworskich prażąc, czym kto 2721 2, 25| zadudniało, jakby kto groch na podłodze kijem wyłuskiwał.~ 2722 2, 25| kilkadziesiąt bijaków spadło na niego, a kilkadziesiąt rąk 2723 2, 25| koni, nie ustępując ani na krok, ile że przybywała 2724 2, 25| pomoc, bo rębacze przeszli na ich stronę i tęgo wspierali; 2725 2, 25| był jak byk, mocarz głośny na okolicę, a przy tym zadzierzysty 2726 2, 25| pierwszy się rzucał w pojedynkę na całe kupy, rozbijał łby 2727 2, 25| okręcił nad sobą i rzucił na ziem kiej ten snopek wymłócony, 2728 2, 25| gdziesik w ramię, ale dostał na odlew pięścią między oczy, 2729 2, 25| tym słowem "Jezus!" rymnął na ziemię.~W końcu już i Mateusz 2730 2, 25| rozsrożony jeszcze barzej na nich niźli na dworskich, 2731 2, 25| jeszcze barzej na nich niźli na dworskich, że rozgorzał 2732 2, 25| rozgorzał kiej ta żagiew na wietrze, to próśb nie słuchał 2733 2, 25| to próśb nie słuchał i na nic nie baczył, jeno prał 2734 2, 25| cepy, widły, a. zwarli się na moc, chłop z chłopem, pięść 2735 2, 25| chłop z chłopem, pięść na pięść, siła na siłę, gnietli 2736 2, 25| chłopem, pięść na pięść, siła na siłę, gnietli się tak ano, 2737 2, 25| powściekani, że strach było na nich patrzeć, tak byli okrwawieni, 2738 2, 25| a mimo to rzucający się na całe kupy.~Tak się ano przepierali 2739 2, 25| dojrzawszy Borynę skoczył na niego, chycili się wpół, 2740 2, 25| już byli wywiedli w bór.~Na to właśnie nadleciał Antek, 2741 2, 25| wielce, więc przystanął na skraju boru, by złapać nieco 2742 2, 25| jastrzębimi ślepiami, nikto na nich nie baczył, wszystkie 2743 2, 25| się krzepko, padli właśnie na ziemię, tarzając się kiej 2744 2, 25| coraz częściej stary był na spodzie, czapa mu zleciała, 2745 2, 25| kurek, porwali się obaj na nogi, Antek też się podniósł 2746 2, 25| do góry i padł kiej kloc na ziemię...~Antek oprzytomniał, 2747 2, 25| twarz, głowę miał prawie na pół rozłupaną, żyw był jeszcze, 2748 2, 25| strasznym głosem, porwał go na ręce, przytulił do piersi 2749 2, 25| posłyszało i przybiegło na ratunek; złożyli pobitego 2750 2, 25| ratunek; złożyli pobitego na gałęziach i jęli śniegiem 2751 2, 25| poredzili. Antek zaś przysiadł na ziemi, targał się za włosy 2752 2, 25| osmalił, a Antek zwalił się na niego jak piorun.~Próżno 2753 2, 25| i odrywać, boby zabijał na śmierć...~Bitka się skończyła 2754 2, 25| ciężej rannych i przenosiły na sanie, a było ich niemało, 2755 2, 25| Mateusz żywą krew oddawał i na krzyż narzekał, a insi też 2756 2, 25| ale że górę wzięli, to i na ból nie bacząc pokrzykali 2757 2, 25| ojca, podtrzymywał mu głowę na wybojach i raz wraz bełkotał 2758 2, 25| rozlewać, ktoś znów krzykał na cały bór, się rozlegało, 2759 2, 25| że niejeden zataczał się na drzewa i potykał o lada 2760 2, 25| niechby się kto sprzeciwił, na proch by starli, na cały 2761 2, 25| sprzeciwił, na proch by starli, na cały świat by się porwali.~ 2762 2, 25| szumiał sennie i sypał na nich rosisty opad osędzielizny, 2763 3, 26| nizinne. Kokoty zaczęły piać na wyprzódki gdziesik po wsiach 2764 3, 26| kiej oczy śpiączką morzone.~Na wschodzie zaś, jako zarzewie 2765 3, 26| kajś niekaj wydzierały się na jaśnię czuby drzew, oprzędzone 2766 3, 26| oprzędzone mgłami, a gdzie znów, na wyżach, jakieś pola szare, 2767 3, 26| się w martwe siności, że na niebie poczynały gorzeć 2768 3, 26| dźwigała się coraz widniej na światłość, zaś wsie, potopione 2769 3, 26| zórz rozgorzałych i padnie na świat, któren dolegiwał 2770 3, 26| kiedy dobrodziej ma wznieść na Podniesienie Hostię Przenajświętszą - 2771 3, 26| wschodów rozdzwaniał się na świat cały.~Wraz i drugie 2772 3, 26| czajki zakwiliły jękliwie na moczarach.~Boćki też wzięły 2773 3, 26| światem.~W ten czas właśnie, na wzgórzu piaszczystym pod 2774 3, 26| Powracała ona z żebrów, na któren to chleb Jezusowy 2775 3, 26| dziadowskim w ręku, z tobołkami na plecach, obwieszona różańcami.~ 2776 3, 26| Słońce się już było podniesło na parę chłopów, że dojrzał 2777 3, 26| płaty śniegów, żółte bazie na poniektórych drzewach trzęsły 2778 3, 26| ziemic, tęsknie czekających na pługi i ziarno, i to wrzenie 2779 3, 26| ciemnic, poczynając wiarę na lepszą dolę, na obfitsze 2780 3, 26| poczynając wiarę na lepszą dolę, na obfitsze zbiory i na 2781 3, 26| dolę, na obfitsze zbiory i na wytęsknionej szczęśliwości 2782 3, 26| sygnaturka zaświegotała na lipieckim kościele kiej 2783 3, 26| kiej ten ptaszek zwołujący na modlitwę, ocknęła stara 2784 3, 26| ocknęła stara z nagła padając na kolana.~...iżeś swoją świętą 2785 3, 26| jawiły się przed nią jakby na dłoni, leżały nieco w dole 2786 3, 26| dochodził coraz żywiej, stał na kraju wsi przy drodze, którą 2787 3, 26| szła, a naprzeciw prawie, na drugim końcu kościół wznosił 2788 3, 26| oknami i złotym krzyżem na bani, a wpodle niego czerwieniły 2789 3, 26| wzgórza i poćwiartowane na działki. Pola wiły się i 2790 3, 26| porozdzielane krętymi miedzami, na których gęsto rozrastały 2791 3, 26| chwili rodów i poczynań.~Jeno na polach mało gdzie dojrzał 2792 3, 26| co, dzień taki wybrany, a na rolę mało kto ciągnie... 2793 3, 26| zagonów, zlazła z drogi na ścieżkę ciągnącą się za 2794 3, 26| Juści, że tak pusto było na polach, aże dziw brał! Przecie 2795 3, 26| błotna, ale nie zwracała na to uwagi wpatrując się z 2796 3, 26| to nie gospodarz pierwszy na Lipce?... ale cosik przyżółta, 2797 3, 26| dobrodziejowi przygrywa na organach...~Rozmyślała wpatrując 2798 3, 26| lubością, ale już ich nie było na drodze: ciołek wyrwał się 2799 3, 26| wyrwał się z rąk, skoczył na pole i podniósłszy ogon 2800 3, 26| podniósłszy ogon rwał ku wsi na przełaj, a Żyd z rozwianym 2801 3, 26| przyglądając się gonitwie.~- A i na Kłębowych morgach ni żywej 2802 3, 26| ale nie było już czasu na pomyślunki: wieś była już 2803 3, 26| sobie tyla, że musi starczyć na pochowek.~Przeciech od dawnych 2804 3, 26| wsi swojej, w chałupie, na łóżku zasłanym pierzynami, 2805 3, 26| wszystkie. Całe życie zbierała na chwilę oną świętą i ostatnią.~ 2806 3, 26| ostatnią.~Miała ci już u Kłębów na górze skrzynię, a w niej 2807 3, 26| albo i łóżko? Kątem zawżdy, na barłogu jakim, to w obórce, 2808 3, 26| i władne, nie wyrzekała na dolę, bo wiedząca była dobrze, 2809 3, 26| że wszystko urządzenie na świecie z woli Bożej pochodzi, 2810 3, 26| czas ostatni przychodzi na nią, to wzięła sobie przypominać, 2811 3, 26| te kilkadziesiąt złotych na pochowek... a może i starczy 2812 3, 26| pochowek... a może i starczy na mszę świętą przy trumnie, 2813 3, 26| by ksiądz eksportował na cmentarz.~Gdzieby zaś to 2814 3, 26| tym i wszystkich pieniędzy na to jedno by nie starczyło!~ 2815 3, 26| Westchnęła żałośnie podnosząc się na nogi.~Dziwnie jednak zasłabła, 2816 3, 26| nadziei.~Ale wraz spadła na nią troska: kto to przyjmie 2817 3, 26| to przyjmie do chałupy na ten czas skonania?~- Poszukam 2818 3, 26| Rozmyślała bez żalu wchodząc na drogę biegnącą po grobli 2819 3, 26| chronić staw od wylewów na niskie łąki a kapuśniska.~ 2820 3, 26| rozmodrzonej od nieba wodzie, na brzegach, obrosłych przychylonymi 2821 3, 26| trzepały się z krzykiem gęsi, na drogach zaś, jeszcze nieco 2822 3, 26| z hukiem przewalała się na młyńskie koła; drogi stąd 2823 3, 26| wszystkiego przemogła i wzięła się na lewo, dłuższą nieco drogą.~ 2824 3, 26| sienie i okna. Psy, ujadały na nią niekiedy, ale obwąchawszy 2825 3, 26| swojaczkę, wracały legać na przyzby w słońce.~A ona 2826 3, 26| od drzew nagich padający na ziemię, że jakby jej nikto 2827 3, 26| Słońce się już ano podniesło na pół drogi do południa i 2828 3, 26| poskrzypiwały pługi, ciągnięte na rolę.~- Na jarmarek musiały 2829 3, 26| pługi, ciągnięte na rolę.~- Na jarmarek musiały pojechać 2830 3, 26| chałupa, szczytem do drogi, na starą modę.~Za nim też Płoszków 2831 3, 26| Za nim też Płoszków dom, na dwie strony zamieszkany.~ 2832 3, 26| i pofarbowały ramy okien na niebiesko.~A tam znów, w 2833 3, 26| kieby u jakiego Olendra na koloniach a lepiej nie było.~ 2834 3, 26| wszystkie jako ten pacierz na pamięć wiedziała. Ale wszędy 2835 3, 26| pusto.~- A chłopa to ni na lekarstwo nigdzie. Nic, 2836 3, 26| lekarstwo nigdzie. Nic, jeno na sądy poszły albo na zebranie 2837 3, 26| jeno na sądy poszły albo na zebranie je zwołały.~Tłumaczyła 2838 3, 26| wchodząc do kościoła otwartego na rozcież.~Po mszy już było, 2839 3, 26| ciężkie wzdychy rwały się na kościół albo to jakie słowo 2840 3, 26| lampki płonącej, uwieszonej na sznurze przed wielkim ołtarzem, 2841 3, 26| chłodach murów i uciekały chyżo na świat jasny.~Zmówiła jeno 2842 3, 26| ten letki chleb Jezusowy na zdrowie nie poszedł, bo 2843 3, 26| zdrowie nie poszedł, bo coś mi na księżą oborę patrzycie... - 2844 3, 26| plebanii, bezmyślnie patrząc na księży dom. Na ganku stojał 2845 3, 26| bezmyślnie patrząc na księży dom. Na ganku stojał bociek na jednej 2846 3, 26| Na ganku stojał bociek na jednej nodze i jakby naglądał 2847 3, 26| przeróżnych.~Dopiero wzmógłszy się na siłach chyłkiem ruszyła 2848 3, 26| cebratek, sień wywarta była na przestrzał, że dojrzała 2849 3, 26| ledwie wykrztusiła.~- A na wieki! Kto tam? - ozwał 2850 3, 26| prędko Kłębowa ukazując się na progu z pełną zapaską piszczących 2851 3, 26| ludzie, jakoście jeszcze na Gody pomarli, nie wiada 2852 3, 26| zbierał się do kancelarii na przewiady. Siadajcież... 2853 3, 26| Wybrała je starannie z zapaski na ziemię, zaroiły się kiej 2854 3, 26| dziobami~Kłębowa wyniesła na deseczce posiekanego jajka 2855 3, 26| będą - zauważyła siadając na przyzbie.~- Juści, a z wielkiego 2856 3, 26| chudzina jeno się potoczyła na ścianę i z jękiem padła.~- 2857 3, 26| jest, tak!~Wyprostowała się na te wspominki, a po wynędzniałej 2858 3, 26| świnie! - krzyknęła naraz na gęsi: - Pilusie, pilu, pilu, 2859 3, 26| całym stadem, z matkami na czele, ruszyły w opłotki.~- 2860 3, 26| przyniesła osolonego wrzątku na miseczce, w któren stara 2861 3, 26| skargą? A do tego zawziął się na cały naród, że ni jednego 2862 3, 26| karać nie pokarzą, jeśliby na to przyszło, ale nikto o 2863 3, 26| wszystkich ano z boru wygnali... Na swoim postawili, a po sprawiedliwości, 2864 3, 26| ojca.~- Jezus! zakatrupił, na śmierć?!~- Na śmierć, a 2865 3, 26| zakatrupił, na śmierć?!~- Na śmierć, a stary do dzisiaj 2866 3, 26| gorzałkę do chałup nieśli.~A na trzeci dzień jakoś, w niedzielę, 2867 3, 26| trudno było nosa wyścibić na dwór. Zbieraliśmy się właśnie 2868 3, 26| Gulbasowe chłopaki poczęły na wsi krzyczeć: "Strażniki 2869 3, 26| cały sąd, rozłożyli się na plebanii. No, że już i nie 2870 3, 26| swojego, a wszystkie kiej na spowiedzi przyświarczały 2871 3, 26| się prosi o obróbkę, czas na orki, czas na siewy, czas 2872 3, 26| obróbkę, czas na orki, czas na siewy, czas na wszystkie 2873 3, 26| orki, czas na siewy, czas na wszystkie roboty, a robić 2874 3, 26| tam dochtory, gdzie chto na śmierć chory!~Zmilkły wyczerpane 2875 3, 26| zapatrzyła się wskroś sadu na daleką topolową drogę, wiodącą 2876 3, 26| nowinki kiej kamienie spadały na nią i przejmowały duszę 2877 3, 26| Złe się tutaj osadziło na dobre czy co?~- Juści, że 2878 3, 26| czy co?~- Juści, że jakby na to przychodziło!~- A może 2879 3, 26| przewiny idą, stają się na wszystkich oczach!...~Już 2880 3, 26| Nieszczęście takie padło na cały naród i Boryna też 2881 3, 26| strachliwie - jako Jagusia już się na dobre z wójtem sprzęgła... 2882 3, 26| dojrzeli wlekącą się na wieś do znajomków, powróciła 2883 3, 26| wieczerzanych miskach.~Łyżka na nią czekała i miejsce, juści 2884 3, 26| grdykę łapie, tak cicho na wsi! - zauważyła w końcu 2885 3, 26| będzie miał kto zmówić ni na mszę dać... - potwierdziła 2886 3, 26| Pozwolicie, gospodyni, to bym ano na górkę poszła, kości me bolą 2887 3, 26| Marcycha chorzała w zapusty na krosty... ziąb był taki, 2888 3, 26| jutro a zaniesie się na górę...~- Pierzynę... wasza 2889 3, 26| pastwiskach uścibała... byle mieć na ostatnią skonania godzinę...~ 2890 3, 26| skarżyła się Jezusowi kochanemu na krzywdę swoją...~Noc musiała 2891 3, 26| ano kury piać zaczynały na północek albo i na odmianę.~ 2892 3, 26| zaczynały na północek albo i na odmianę.~ 2893 3, 27| chuścinę, że to ziąb był na świecie galanty.~Zajrzała 2894 3, 27| Zajrzała za opłotki na drogę czarniawą, rosami 2895 3, 27| strachliwie pod płotami.~Powróciła na ganek i z trudem przyklęknąwszy, 2896 3, 27| bełkotaniem.~Kokoty piały już na umor i ptaszyny różne zgwarzały 2897 3, 27| wieprzka, któren usiłował na przednie kulasy się zwlec, 2898 3, 27| spaśny był wielce, zwalił się na gruby zad i jeno chrząkającym 2899 3, 27| Portki tak ciężą, że ci i na kulasy niełacno; jak nic 2900 3, 27| kulasy niełacno; jak nic ma na cztery palce słoniny. - 2901 3, 27| porzuciwszy przed progiem na przynętę świńskiego jedzenia 2902 3, 27| się a ziewał, nie bacząc na syczące nań gąsiory.~- Hale! 2903 3, 27| jaskółki, siedzące rzędem na kalenicy, zaświegotały pieściwie.~- 2904 3, 27| jeszcze do stodoły, gdzie na klepisku okryte słomą leżały 2905 3, 27| przełazu, wyjrzeć w pola na oziminy.~Zaczęła znowu mówić 2906 3, 27| coraz rzęsiściej, a we wsi, na drogach czynił się ruch, 2907 3, 27| spracowane kości.~Hanka na nic nie baczyła, zstępując 2908 3, 27| ciche, opite radością oczy na pola szerokie, zawarte ścianą 2909 3, 27| jakiej to rośnie wszystko i na świat się jawi...~Nie za 2910 3, 27| Jezus przemienił wszystko na lepsze...~Przeciech na gospodarce 2911 3, 27| wszystko na lepsze...~Przeciech na gospodarce jest znowu, na 2912 3, 27| na gospodarce jest znowu, na ziemi.~A kto mocen jest 2913 3, 27| przecierpi, to udźwignie, co ta na nią Panu Jezusowi spuścić 2914 3, 27| i że te ziemie będą ich na wieki.~Trzy niedziele całe, 2915 3, 27| stało, kiej chłopy szły na las...~Nie poszła z inszymi, 2916 3, 27| poszedł; rozumiała, tu na złość staremu zrobił, a 2917 3, 27| dusza ze strachu zakrzepła na ten lity kamień.~Szczęściem, 2918 3, 27| docucili, wywalili się z boru na drogę i powiedali, jak było, 2919 3, 27| stary Bylica, odciągnął na bok i cicho powiedział:~- 2920 3, 27| zabrała dzieci i co było na podorędziu ze szmat, resztę 2921 3, 27| szmat, resztę zaś zdała na Weronczyną opiekę i przeniosła 2922 3, 27| przeniosła się chybcikiem na dawne miejsce, po drugiej 2923 3, 27| cichuśko się wniesła i osiadła na amen.~A stróżowała pilnie: 2924 3, 27| Gdzie zaś to był i czas na długie lamenty i wyrzekania, 2925 3, 27| tylachne gospodarstwo wzięła na swoją głowę!~Przeciech sama 2926 3, 27| sama ostała kiej ten kierz na rozdrożnym wywieisku, jeno 2927 3, 27| byli kowalowie, zawzięci na nią, że niech Bóg broni; 2928 3, 27| któren był swoje zamysły na Jagnę powziął i bez to sielnie 2929 3, 27| nawet dobrodziej, rychtowany na sprzeciw przez Dominikową.~ 2930 3, 27| urastając we wszystkich oczach na niemały podziw i uważanie.~- 2931 3, 27| śpiesznie, a bijąc w piersi na dokończenie pacierza.~Zeźliła 2932 3, 27| przy tym i Józce, że słońce na chłopa, a ona się wyleguje.~- 2933 3, 27| wyleguje.~- Jeno z oka spuścić na ten pacierz, a wszystkie 2934 3, 27| Mamrotała rozpalając ogień na kominie.~Wywiedła dzieci 2935 3, 27| kominie.~Wywiedła dzieci na ganek i wetknąwszy im po 2936 3, 27| poszła zajrzeć do Boryny.~Ale na ojcowej stronie było jeszcze 2937 3, 27| była ostawiła wieczorem: na pasiatoczerwonej pościeli 2938 3, 27| strzepując pierzynę bardziej na nogi, że to gorąco było 2939 3, 27| się przetrze i rozbłyśnie na jedno oczymgnienie.~Westchnąwszy 2940 3, 27| nie przecknęła; leżała ano na bok, twarzą na izbę, pierzynę 2941 3, 27| leżała ano na bok, twarzą na izbę, pierzynę snadź z gorąca 2942 3, 27| białej poduszce spływając na ziemię kiej ten len najczystszy, 2943 3, 27| zajrzała w lusterko, wiszące na okiennej ramie; cofnęła 2944 3, 27| doktora, któren go obejrzał, na papierku cosik przepisał, 2945 3, 27| Wiadomo jest, że kiej kto na śmierć choruje, to żeby 2946 3, 27| mu ta często odmieniali na głowie zmoczone szmaty, 2947 3, 27| dziwota, że ciągnęło na świat, że chciało się jej 2948 3, 27| że chciało się jej lecieć na te ugrzane przypołudnia, 2949 3, 27| przypołudnia, pomiędzy ludzi, na wolność, to zdawała pilnowanie 2950 3, 27| więc i to musiała wziąć na swoją głowę i o chorego 2951 3, 27| kowalowie mało dziesięć razy na dzień zaglądali, to jeno 2952 3, 27| garści trza mu było wyrywać i na każdym kroku pilnować, że 2953 3, 27| północku, lecieć choćby na dziesiątą wieś, jeśli jeno 2954 3, 27| zarobek; chłop był chciwy na grosz i tak zabiegliwy, 2955 3, 27| łóżka wylazła i wełniaki na się wdziała, drzwi skrzypnęły 2956 3, 27| chałupie... Uważajcie pilnie na Hankę, bo jakby chyciła 2957 3, 27| komory? - łypnął ślepiami na małe, zawarte drzwi.~- A 2958 3, 27| zawarte drzwi.~- A wisi na Pasyjce pod oknem.~- Dłutam 2959 3, 27| sieni głos Hanki, klucz na miejscu powiesił i za czapkę 2960 3, 27| niekiedy przyczajone spojrzenia na męża, i tak zawżdy chodziła 2961 3, 27| izbie, by się nie natknąć na jego oczy, wciąż rozwarte.~ 2962 3, 27| puszyć bogactwem, i rozpierać na swoim, to i za tym by nie 2963 3, 27| budząc złość i chęć robienia na sprzeciw.~Juści, że i 2964 3, 27| żadnego parobka, choćby na lekarstwo!~Że już ni miejsca, 2965 3, 27| były jeno strachem i męką; na ostatku zaś ukrzywdził 2966 3, 27| dusza pęczniała żalem na przypominki... ale miała 2967 3, 27| o każdym zmierzchu czeka na nią i wypatruje... że jest 2968 3, 27| płotów przyciska, do karczmy na poczęstunek ciągnie i rad 2969 3, 27| ci on i sponiewierał na ostatku! Jakże - całą noc 2970 3, 27| przy starym, nawet spał na jej łóżku, krokiem się prawie 2971 3, 27| zmiłowanie:~Nie spojrzał na nią, ojca jeno widział a 2972 3, 27| nasłuchując, co tamta wyszczekuje na odzew.~- A pyskuj, póki 2973 3, 27| naraz, kiej ta chmura padnie na słońce, się wszystek 2974 3, 27| potem za to obnoszących na ozorach?~Odbiegła strojów 2975 3, 27| włosy, smutnie spozierając na wieś, w słońcu już całą 2976 3, 27| dymów buchały w górę, zaś na drodze, po drugiej stronie 2977 3, 27| oczy w górze, wysoko, gdzie na modrym niebie pasły się 2978 3, 27| jedna za drugą, i gdziesik na samo dno duszy spływały.~ 2979 3, 27| ponosi, że oto poszłaby na kraj świata, gdzie oczy 2980 3, 27| pięknie tej dziedziczki na śniadanie! - wrzasnęła znowu 2981 3, 27| miejsce w pośrodku przed ławą, na której jedli, Pietrek siedział 2982 3, 27| a pobok niego przykucał na ziemi Witek, Józka zaś pojadała 2983 3, 27| porozumiewawczo spoglądając na Józkę.~- Przyniosłeś to 2984 3, 27| Juści, same nie wydołamy, a na gwałt trza je przebierać.~- 2985 3, 27| rozrzucać!~- Pietrek jutro na południe ma skończyć wywózkę, 2986 3, 27| się ino obraniał!~Rzucił na skrzynię cały pęk wilgotnych 2987 3, 27| me ino... - Obejrzał się na gospodynię, wybierającą 2988 3, 27| było... Wypatrzyłem, że na noc przed gankiem ostaje... 2989 3, 27| późną nocą, kiej już wszyscy na plebanii spali... i jużem 2990 3, 27| zabrawszy dzieci siadła z nimi na ganku, by je wyczesać i 2991 3, 27| do czysta zaprowadziła je na słomę przed doły, by się 2992 3, 27| parkocących garnków i wróciła na dawne miejsce modląc się 2993 3, 27| miejsce modląc się półgłosem na koronce, że to na książce 2994 3, 27| półgłosem na koronce, że to na książce nie umiała.~Dzień 2995 3, 27| miodem ciekące, otwierały się na światło niby te dzioby pisklęce...~ 2996 3, 27| galanto, że już muchy wyłaziły na ogrzane ściany, a czasem 2997 3, 27| pokazywała, z brzękiem padając na stokrotki, patrzące spod 2998 3, 27| modliła się żarliwie, bacząc na dzieci, a i do starego zaglądając 2999 3, 27| czasu po ździebku z dnia na dzień, jako to zboże kłosne 3000 3, 27| Hance się jeno wydawało, co na jej głos poruchuje wargami,


1-500 | 501-1000 | 1001-1500 | 1501-2000 | 2001-2500 | 2501-3000 | 3001-3500 | 3501-4000 | 4001-4500 | 4501-5000 | 5001-5500 | 5501-6000 | 6001-6068

IntraText® (V89) Copyright 1996-2007 EuloTech SRL