| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] niejednym 4 niekaj 54 niekajs 10 niekiedy 117 niekiej 36 niekto 4 niektóra 5 | Frequency [« »] 118 kuba 118 poszla 117 cicha 117 niekiedy 116 nogi 116 skoro 116 szly | Wladyslaw Stanislaw Reymont Chlopi IntraText - Concordances niekiedy |
Tom, Rozdzial
1 1, 2 | wyciągała się coraz dłużej, niekiedy podnosiła łeb i porykiwała 2 1, 2 | cicho było we wsi, psy tylko niekiedy poszczekiwały, a tu i ówdzie 3 1, 5 | trwożniej tętniło życie samo - a niekiedy przed chałupami albo i w 4 1, 5 | daleką... daleką...i kiedy niekiedy głuchy, żałosny ryk tłukł 5 1, 5 | gdzie stały, a trafiał się niekiedy i taki, któren po cichu 6 1, 5 | za kominem poskrzypiwały niekiedy, a z drugiej strony domu 7 1, 5 | końca w koniec, że tylko niekiedy słychać było ryki krów, 8 1, 6 | rozmowy - uśmiechała się ino niekiedy, że się to jej jarmark przypomniał, 9 1, 10| wątek przez płochy i tylko niekiedy, choć i z nieśmiałością, 10 2, 13| padać, prószyło jeszcze niekiedy, ale tak jakby kto worek 11 2, 14| długo tak trwała, ino kiedy niekiedy spod sinych powiek wysuła 12 2, 15| ino na szczytach, drygał niekiedy, niby ta wiecha na wietrze.~- 13 2, 15| tak popędzał, że ledwie niekiedy ukradkem ino leciał któren 14 2, 16| roziskrzonych śniegach - ledwie niekiedy, czasami, od dróg zgubionych 15 2, 19| siedziały muzykanty pobrzękujący niekiedy, jakby od niechcenia, bo 16 2, 21| przerażająca, że tylko ptak jaki niekiedy załopotał wskroś mroków.~ 17 2, 24| od przytajonych żarów. a niekiedy z porozwalanych kup siana 18 2, 24| przyginały się z szumem, że niekiedy gałęź jakaś chlastała go 19 2, 25| ziemią od świtu do nocy, zaś niekiedy, jeśli z burych topieli 20 3, 26| śpiewania, rozlegały się niekiedy od obór tęskliwe ryki bydła, 21 3, 26| głosy, że ziemia stawała niekiedy w takiej cichości a zadumaniu, 22 3, 26| okna. Psy, ujadały na nią niekiedy, ale obwąchawszy i jakby 23 3, 26| ćwierkały wróble fruwając niekiedy pod nawami ze źdźbłami w 24 3, 27| drugich uprzątań, rzucając niekiedy przyczajone spojrzenia na 25 3, 27| drzewcami, przechodziły niekiedy kobiety, bo widziała czerwień 26 3, 27| przed Łapą, któren kiedy niekiedy pojadał razem z nimi.~Jagna 27 3, 27| Jedli z wolna spozierając niekiedy spod łbów.~Darmo Józka trzepała 28 3, 27| po wodzie i za ptakami; niekiedy wozy turkotały, pełne ludzi 29 3, 27| i do starego zaglądając niekiedy.~Ale cóż, leżał jak zawżdy, 30 3, 28| spokój, pogadywała jeno niekiedy a lękliwie, że to już z 31 3, 28| tłukły się w ciemnościach, a niekiedy buchał w komin, aż głownie 32 3, 28| przed świętami!~Przegadywały niekiedy, pilnie zajęte, aż i całkiem 33 3, 28| dobrać najsprawniej, że tylko niekiedy spoglądała przez wrótnie 34 3, 28| było prawie pusto, jeno niekiedy przebiegały rozczapierzone 35 3, 29| za nimi odszczekując się niekiedy, a grożąc chłopakom, bo 36 3, 29| dzieuchy z naręczami szczap, a niekiedy ukazywały się nad stawem 37 3, 30| opłyniętych niebieskością, bił niekiedy chłodnawy, ziemią przejęty 38 3, 30| przychylonymi. Pojaśniał ją niekiedy, wtedy podnosiła na niego 39 3, 31| izbie ostała nasłuchując niekiedy za dziećmi, bawiącymi się 40 3, 31| ledwie już zipiąc, wybuchała niekiedy wśród jęków:~- O mój kasztan 41 3, 31| niedojrzane, wiater też przewiał niekiedy, zatargał drzewiny, rozwiał 42 3, 31| i chodził niestrudzenie, niekiedy jeno przysiadając po miedzach, 43 3, 32| żałośnie, łzę jaką puszczając niekiedy, a we świat zamglony tęsknie 44 3, 32| nie dał się zażyć z mańki. Niekiedy, już nad samiutką krawędzią, 45 3, 32| zielonych, że zatrzęchły się niekiedy. Słońce co ino miało się 46 3, 32| dokąśliwego chwytu.~Tylko niekiedy prostowała się nagle, jako 47 3, 32| Jaguś o Antku myślała niekiedy, a częściej Jasiowe oczy 48 3, 32| żaby zaczynały rechotać, a niekiedy zabłąkało się jękliwe kwilenie 49 3, 32| zarechotały wielkim chórem, niekiedy jeno przerywanym, a drugie, 50 3, 33| gęsiego nad drogą mignęła niekiedy między drzewami.~Lipce ścichły 51 3, 33| zakładał do wasąga, zagadując niekiedy do chłopa z Modlicy siedzącego 52 3, 33| chodził za nimi, jąkając niekiedy swoje.~Pan Jacek zaś siedział 53 3, 33| słońce zapatrzone, że jeno niekiedy z trześni Bylicowych spadał 54 3, 33| szorujących po ścianach i w okno niekiedy zaglądających.~- Macieju! - 55 3, 33| już niedojrzanych buchały niekiedy jazgotliwe śpiewki pastusze 56 3, 34| pies warknął na muchy, a niekiedy rozświegotane jaskółki śmignęły 57 3, 34| żabie rechotania i huczały niekiedy głosy bąków, po sadach słowiki 58 3, 35| baraszkującym w podwórzu, niekiedy drzewa zaszumiały i sad 59 3, 35| niedzielna cichość, że tylko niekiedy słychać było głosy, kura 60 3, 35| czasem stawała za nim, niekiedy szła w podwórze, a wracając 61 3, 35| rwały się jej z piersi, a niekiedy łzy kapały z zaczerwienionych 62 3, 35| stanęły bez ruchu, jeno niekiedy zatrzęsła się jaka gałązka 63 3, 35| się wzbił za nimi, że jeno niekiedy zabielała jakaś kapota.~ 64 3, 35| nieustępliwie.~Zaś la ochoty bili niekiedy o ziem dębowymi lagami, 65 3, 36| dymiące, rzeka przebłyskiwała niekiedy spod sinych przesłon oroszone 66 3, 36| piędź za piędzią, tylko niekiedy przystawał któryś kosę naostrzyć 67 3, 36| przy gospodarzu, ziewnął niekiedy i szedł się połasić do Jagny, 68 3, 36| przepaście nieprzejrzane.~A niekiedy, jakby wyrywając się ze 69 3, 36| księżycowych brzaskach, zadrgały niekiedy, jakby się im dzień marzył, 70 3, 36| rozglądając się nieprzytomnie, a niekiedy gmerząc palcami we świetle, 71 3, 36| skiby, plątał we wyrwach, niekiedy się nawet przewracał, jeno 72 3, 36| brony a letko! - wołał niekiedy niby na parobka.~I tak przechodził 73 3, 36| niezmordowanie, przystając jeno niekiedy, bych odpocząć i kości rozciągnąć, 74 4, 37| różańca, ale pacierz jeno niekiedy przychodził na wargi, boć 75 4, 37| trzymał się dzisiaj Józki, a niekiedy biegał dokoła chałupy i 76 4, 37| barzej ścichło, że tylko niekiedy zatrzęsło się jakieś drzewo 77 4, 37| pieśnie, co nabrzmiewały niekiedy takim strasznym krzykiem, 78 4, 37| lutość ściskała serca; to niekiedy cichły w przejmujących, 79 4, 37| się nad nimi, a popłakując niekiedy...~W Borynowej izbie już 80 4, 37| Zaś poniektóry jeszcze niekiedy wyciągnął tę żałobną nutę 81 4, 37| Wieczór był cichy, tylko niekiedy wiater przegarnął i zaszumiały 82 4, 38| jak wody przewalały się niekiedy ze strony na stronę, bijąc 83 4, 38| rozmodlonym pacierzem, a niekiedy śpiew buchał od ołtarza, 84 4, 38| cichości świata...~Że tylko niekiedy co tam ktoś grzbiet prostował, 85 4, 38| leciały pobok, szczerząc niekiedy kły i odszczekując lipeckim, 86 4, 38| jeno łyżki skrzybotały, a niekiedy kajś pod strzechą zaświegotała 87 4, 38| zwiew pociągał z pól, a niekiedy zaszemrały liście i ptak 88 4, 39| osypywali ziemniaki, zrywała się niekiedy piosneczka i szła z wiatrem 89 4, 40| gwiazdy zaglądały w okna i niekiedy poszumiały drzewa, gdyż 90 4, 40| prochy zmiatała, więc jeno niekiedy rwało się jej z piersi jakieś 91 4, 40| tak surowo, że choć tylko niekiedy rzucił jakie słowo, a Pietrkowi 92 4, 40| światełka chałup, staw mruczał niekiedy jakby wzdychając, a wszędy 93 4, 41| słonecznej ulewie, że jeno niekiedy zaruchały się cichuśko zielone 94 4, 41| Dziesięć roków - szeptał niekiedy, drętwiejąc w strachu:~Mrok 95 4, 41| chałupie, indziej w obórce, a niekiedy i prosto pode płotem. Cóż 96 4, 42| się zapamiętał w pracy, niekiedy jeno prostował grzbiet, 97 4, 42| obory, jak u Borynów!~A niekiedy nabierając oddechu ogarniał 98 4, 42| a jeno później zaglądała niekiedy do weselników, bo Mateusz 99 4, 43| słyszała jak przez sen, że niekiedy ktosik z domowych zaglądał 100 4, 43| różne sposoby, aby choć niekiedy posłyszeć jakie słowa o 101 4, 43| przyjeżdża, przyjeżdża - szeptała niekiedy, porywając się nagle jak 102 4, 43| jeszcze po jednej stronie i niekiedy szły stamtąd ściszone odgłosy 103 4, 43| mróz przechodził kości; niekiedy nagrzany leciuśki powiew 104 4, 43| na wszystko, szepcąc jeno niekiedy niby te gorące słowa nieskończonego 105 4, 44| wielkiej cichości, tylko niekiedy co tam ktoś westchnął, podrapał 106 4, 45| tak doskwierało, że jeno niekiedy co ta ktoś wyjrzał za nimi 107 4, 45| nich, szczękały statki, a niekiedy długi, wesoły śmiech dochodził.~- 108 4, 45| spieczonych ugorów pociągało niekiedy jakby z wywartego pieca.~ 109 4, 45| bezwolnie, a zaglądał do nich niekiedy na krótką chwilę i odchodził 110 4, 45| upalnej cichości sypał się niekiedy chrzęst obwisłych kłosów, 111 4, 48| dróżkę i spacerował trącając niekiedy głową w obwisłe, ciężkie 112 4, 48| buchały kiej płomienie, a niekiedy przez długie chwile wrzały 113 4, 48| ni jednego słowa, tylko niekiedy krzyżowały się ich spojrzenia 114 4, 49| był srogi piasek, że tylko niekiedy co tam któraś zawziętsza 115 4, 49| twarzy posiniaczonej, a niekiedy wzniesła się pierś niby 116 4, 49| potoki oślepiającej jasności.~Niekiedy sypał rzadki grad trzeszcząc 117 4, 49| dzwonienie na Anioł Pański, a niekiedy dochodziły turkoty wozów,