| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library | ||
| Alphabetical [« »] dniem 9 dniu 12 dno 8 do 3727 dobic 1 dobiegajac 1 dobiegal 2 | Frequency [« »] 5302 z 4993 to 4437 ze 3727 do 2569 co 2283 juz 2191 po | Wladyslaw Stanislaw Reymont Chlopi IntraText - Concordances do |
Tom, Rozdzial
2501 3, 32| gospodarzy. Nie ciągnęło jej do matki ni do brata, któren 2502 3, 32| ciągnęło jej do matki ni do brata, któren przemyślnie 2503 3, 32| cholewach.~- Rychtyk, podobni do Olendrów z Grunbacha.~Szeptali 2504 3, 32| kupy i z wolna pociągnął do wsi, rozwlekli się po drodze, 2505 3, 32| jak ta komu bliżej było do chałupy.~Słońce już zaszło 2506 3, 32| które raz po raz obłapiał i do serca przyciskał, a o różności 2507 3, 32| Kiedy zaś już sobie podjedli do sytu, ruszyli gospodarki 2508 3, 32| pusty, Jagustynka poleciała do swoich, Józka też z Witkiem 2509 3, 32| i rozeźlona, rzuciła się do roboty, robiła, co ino jej 2510 3, 32| się odsuwała. Aże przyszło do tego, że kiej w stodole 2511 3, 32| sieczki, chwycił ją wpół, do sąsieka przypierał mamrocząc 2512 3, 32| przypierał mamrocząc cosik i do jej warg chciwie sięgając...~ 2513 3, 32| sprzeciwiła się, nie miarkując, do czego idzie i dając się 2514 3, 32| i pokończywszy obrządki, do chałupy poszła.~W progu 2515 3, 32| izb drzwi stały wywarte do sieni i w obu już się paliły 2516 3, 32| mściwe oczy przyskakiwały do siebie kiej noże ostre, 2517 3, 32| się ślepiami, znowu gotowe do kłótni, do bitki nawet, 2518 3, 32| znowu gotowe do kłótni, do bitki nawet, bych całą złość 2519 3, 32| na drugiej.~Na szczęście, do tego nie przyszło, bo Jagusia 2520 3, 32| po kolacji wyniesła się do matki.~Wieczór był ciemny, 2521 3, 32| od ludzi. Jaguś niby to do matki zmierzała, a jęła 2522 3, 32| cieniu stojali, przytuleni do siebie i o Bożym świecie 2523 3, 32| wymijać, kierując się prosto do matki, ale przed domem spotkała 2524 3, 32| wszystkie psy, uciekała do chałupy.~A wieczór cichy, 2525 3, 32| zaświergoliła tęskną nutą, jakby do wtóru tym szeptom i całunkom, 2526 3, 33| się otwierały podnosząc do słońca ciężkie, zwilgocone 2527 3, 33| wszystkim, co znowu się budziło do życia zaś gdziesik z ziemie, 2528 3, 33| przed chałupami, to po wodę do stawu wypadały rozdziane 2529 3, 33| Lipcach wracało z wolna do dawnego, jakoby po tej burzy 2530 3, 33| bowiem lenili niecoś poranić, do późna nieraz wylegując się 2531 3, 33| jeszczech niejeden często gęsto do karczmy zaglądał, niby to 2532 3, 33| chytał za łby i przyginał do ziemie, do ciężkiej, znojnej 2533 3, 33| łby i przyginał do ziemie, do ciężkiej, znojnej pracy 2534 3, 33| jarmarek w Tymowie, to mało kto do roboty wychodził, szykując 2535 3, 33| co jeno kto miał jeszcze do przedania, śpiesznie wyprowadzał, 2536 3, 33| zachorzał po powrocie i do garnka nie było co wstawić.~ 2537 3, 33| Bieda ano popędzała, a do żniw, do nowego, było jeszcze 2538 3, 33| ano popędzała, a do żniw, do nowego, było jeszcze daleko.~ 2539 3, 33| z jakąś sprawą przyszła do proboszcza, trafiła rychtyk, 2540 3, 33| przykazywał ostro ruszać do Tymowa.~Westchnęła żałośnie, 2541 3, 33| stała zamknięta i drogi do cna opustoszały, bo kto 2542 3, 33| sielnie sfrasowana wróciła do domu.~Mieszkała za kościołem, 2543 3, 33| ściany i dach, przypierające do okopconego komina.~Dojrzała 2544 3, 33| jak tu z gołymi rękoma iść do niego?~- Weź parę jajków.~- 2545 3, 33| Matka wszystkie ponieśli do miasta; kacze ino zostały.~- 2546 3, 33| wczoraj rzekłam, że nic mi do waju. Wróci twój z wojska, 2547 3, 33| jajek kaczych, powlekła się do organisty.~Ale nieletko 2548 3, 33| tłukło, że przyciskała się do drzew, zapłakanymi oczyma 2549 3, 33| przekładała go zza gorsu do rąk i aż w róg chustki zawinęła.~ 2550 3, 33| drzwi stały powywierane do pustych izb, że tylko w 2551 3, 33| i na lince przywiązałem do kołka! - tłumaczył się płaczliwie 2552 3, 33| ksiądz wypasł: Poszedłem do dnia po konie: gniady leżał, 2553 3, 33| dobrych pacierzy zawołano ją do izby. Organista rozmamłany 2554 3, 33| słowa prażyły kiej baty i do ziemi przyginały. Mocowała 2555 3, 33| Hanki nie było: pojechała do miasta jeszcze wczas rano; 2556 3, 33| nie uwierzy, stęsknił się do ciebie, łacno wmówisz, co 2557 3, 33| zechcesz. Mateusz się znarowił do twojej pierzyny, ale przeciek 2558 3, 33| miła. Pomiarkuj sobie i do głowy weź, coć mówię, wuj 2559 3, 33| wszystkiej mocy, pięściami do siebie wygrażając.~Wójt 2560 3, 33| wygrażając.~Wójt konie zakładał do wasąga, zagadując niekiedy 2561 3, 33| wasąga, zagadując niekiedy do chłopa z Modlicy siedzącego 2562 3, 33| dzisiaj! - zwróciła się do Tereski, wyłażącej na drogę - 2563 3, 33| Przyznasz się, kiej cię w dybach do kreminału popędzą.~- Złodziejką 2564 3, 33| przezywa! Słyszyta, ludzie! Do sądu podam, jak Bóg w niebie, 2565 3, 33| Zawrzyj pysk, bym cię pierwej do kozy nie zapakował! - krzyknął 2566 3, 33| już wytrzymać.~- Urzędnik do cię mówi, pomiarkuj się, 2567 3, 33| są krzyki. Przywarli się do płota i przetoczyli się 2568 3, 33| zgodził się ich powieźć do miasta, byle się jeno po 2569 3, 33| Kozioł miał łeb rozwalony do kości, jaże mu krew zalewała 2570 3, 33| urągliwie Płoszka zwracając się do narodu.~Stropili się tym 2571 3, 33| już obie strony pojechały do sądów.~Zajrzała zaraz do 2572 3, 33| do sądów.~Zajrzała zaraz do Kozłów, że to Bartek pociotkiem 2573 3, 33| przywiezionych z Warszawy.~Tuliły się do siebie, łapczywie ogryzając 2574 3, 33| ją wzięła. Przeniesła je do sieni, a pozawierawszy drzwi, 2575 3, 33| przed śniadaniem poszedł był do Stacha, Bylicowego zięcia. 2576 3, 33| rzekł stanowczo:~- Zetlałe do cna, samo próchno, nic z 2577 3, 33| wzbronili. Poczekajcie z chałupą do końca sprawy! - radził Mateusz.~- 2578 3, 33| chłopami o wójtowej bitce, do dzieuch zęby szczerzył i 2579 3, 33| zaś przy tym sprawny był do każdej roboty, bo i wóz 2580 3, 33| dziewczyna już go przypuszczała do podufałości rachując, co 2581 3, 33| z podziwem.~Ugięta była do kolan, spod czerwonej chusty, 2582 3, 33| Jagusia! - ledwie jęknął.~- Do swojej żołnierki wróć se 2583 3, 33| mruczał lecąc już prosto do domu. Gniew nim miotał na 2584 3, 33| wstyd, bele się jeno dostać do miodu... - Cięgotki go wzięły, 2585 3, 33| za mitrężenie i zajrzał do Tereski. Właśnie krowę doiła 2586 3, 33| jedli obiad, ale ni razu do niej się nie ozwał, ni nawet 2587 3, 33| po obiedzie wziął się i do niej, dojrzał bowiem jej 2588 3, 33| jeno, by wam kto nagrabił i do chałupy przyniósł. Dyć odparzy 2589 3, 33| wytchnąwszy przypołudnia, poszedł do Kłębów, kaj miał jakąś robotę 2590 3, 33| Tereska latała dzisia z listem do organisty, bych przeczytał. 2591 3, 33| jej nie szczędzą. Nic mi do niej, chociaż mi powinowata 2592 3, 33| pamięta.~- Zaglądałeś to do niego? co?~- Hale, pójdę 2593 3, 33| pójdę sam, to powiedzą, co do Jagny ciągnę:~- Cie! uważny 2594 3, 33| ho, to ino patrzeć, jak do której z wódką poślesz - 2595 3, 33| cięgiem już deliberuję, do której by przepić.~- Prędko 2596 3, 33| Przymierzałem u niejednej, ledwie mi do pół łyst sięgają, jakże 2597 3, 33| już od świtania pucują się do czysta, kosy we wstęgi pletą 2598 3, 33| zapaskami powiewały wrzeszcząc: "Do mnie, Maciuś, do mnie!" 2599 3, 33| wrzeszcząc: "Do mnie, Maciuś, do mnie!" Zaś matki wtórzyły: " 2600 3, 33| mnie!" Zaś matki wtórzyły: "Do Kasi przódzi, Maciusiu, 2601 3, 33| Kasi przódzi, Maciusiu, do Kasi! Syrek i mendel jajków 2602 3, 33| i mendel jajków przyłożę do wiana! Do Kasi!" ~Rozpowiadał 2603 3, 33| jajków przyłożę do wiana! Do Kasi!" ~Rozpowiadał uciesznie, 2604 3, 33| odpuścić, a kto, jak dzieuchy, do stawu poszły myć garnki 2605 3, 33| Mateusz zabrał się zaraz do obciesywania podpór do chałupy, 2606 3, 33| zaraz do obciesywania podpór do chałupy, zaś Kłąb fajkę 2607 3, 33| nie zadrzemać, powlókł się do dołu z ziemniakami.~Zaś 2608 3, 33| starczyłoby ziemniaków do nowych!~- Hale, raz na dzień! 2609 3, 33| trzydzieści złotych bierzcie, do równa - supłała z węzełka 2610 3, 33| podzieje?~Wszystko to przyszło do głowy Kłębowej, gdy mąż 2611 3, 33| poszła przynaglać dziewczyny do pośpiechu.~Kapustę mieli 2612 3, 33| i chłopakami wzięli się do podpierania chałupy.~Ale 2613 3, 33| strzegący języka.~Doszli też do Borynów.~Józka skrobała 2614 3, 33| oczy.~- Sam tu, chłopy! Do mnie! Bij psubratów! bij! - 2615 3, 33| takim opuszczeniu, kieby już do grobu złożony i trawą porosły.~ 2616 3, 33| przez spowiedzi zamrze, do piekła idzie?~- Prawda. 2617 3, 33| kościele.~- To i gospodarz by do piekieł poszli? - przeżegnał 2618 3, 33| Panem Jezusem sprowadzali do niego. Powiedali ta różnie 2619 3, 33| przódzi, a nawet nieraz i do karczmy pod ręce się wiedli.~ 2620 3, 33| jadą z Bogiem!... co wama do nich? - przekładał drugi.~ 2621 3, 33| o niej, a insze zaś już do karczmy się przebierały 2622 3, 33| poredził szwargotać, tak cosik do nich zaszprechował, jaże 2623 3, 33| słowo. Zadami się wykręciły do chłopów, rechocąc między 2624 3, 33| już przeżywiali ode żniw do żniw. Taki kawał wybranej 2625 3, 33| Głowili się niemało, nawet do księdza szli po radę. Nie 2626 3, 33| jarzyny mdlały pożółkłe, trawy do cna wypalało po ugorach, 2627 3, 33| chałupy się skryły i jakby do ziemi przycupnęły, dachami 2628 3, 33| chciała ich przemóc i zmusić do posłuchu. Nie dali się, 2629 3, 33| nią podmówiony, wzywał ich do się, a do zgody i posłuszeństwa 2630 3, 33| podmówiony, wzywał ich do się, a do zgody i posłuszeństwa napominał. 2631 3, 33| Jagusię cięgiem przyzywała do pomocy. Ale i córka nie 2632 3, 33| często wieczorami zaglądał do niej, niby to na poredy, 2633 3, 33| końca patrzą. Co mi tam do nich! ~Juści, mało to ją 2634 3, 33| podobało, a nieraz, kiej do miasta pojechała, cały dzień 2635 3, 33| sobie schować na później, do sposobnej pory, bo jeszcze 2636 3, 33| rdza przeźre, i kamień jeno do czasu wytrzyma, a nie dopiero 2637 3, 33| które często zaglądały do karczmy, że nie było komu 2638 3, 33| polnych.~Ostatnie stada do obór ściągały; od wsi, z 2639 3, 33| zaczął.~- Byłam, ale mnie do niego nie puścili.~- Tegom 2640 3, 33| dziecko mocniej przycisnęła do siebie.~- Powiedział, że 2641 3, 33| Wiecie, przyszedłem dzisiaj do was całkiem po przyjacielsku. 2642 3, 33| ciszej jeszcze.~Odwróciła się do niego.~- Dać wykup, to go 2643 3, 33| już se poredzi, choćby i do tej Hameryki... nie zgonią...~- 2644 3, 33| zgonią...~- Jezus, Maria! Do Hameryki! - krzyknęła bezwolnie. - 2645 3, 33| wypędzając.~- Kiej przychodzi, do koni zagląda, obroku im 2646 3, 34| świątkach umajenia chałup do cna nie przewiędły, kiej 2647 3, 34| prześmiechując się radośnie do wszyćkiego, witał się z 2648 3, 34| nawet dzieciom, co się były do niego garnęły, głowiny przygładzał 2649 3, 34| przygładzał poczciwie, zaś do kobiet pierwszy zagadywał, 2650 3, 34| ostatnią potrzebę schowany.~- Do cna ustałem, dzień jaki 2651 3, 34| prześcigi jęli go zapraszać do swoich chałup. ~- Na tymczasem 2652 3, 34| przyjmie mnie kto potem, do tego przystanę na dłużej.~ 2653 3, 34| na dłużej.~I żwawo ruszył do Borynów.~Juści, co Hanka 2654 3, 34| torby i odzipnął nieco, do starego się wybrał.~- A 2655 3, 34| przebierał się pod gałęziami do chorego, któren leżał w 2656 3, 34| Chory naraz zwrócił się do niego.~- Poznajecie mnie, 2657 3, 34| smutnie, zabierając się do mleka, które mu narządziła, 2658 3, 34| Jagustynką, zaś Pietrek pojechał do lasu: zwozi Stachowi drzewo 2659 3, 34| uwierzyłem.~- Bo to i nie do wiary! Zrazu nikto nie powierzył. 2660 3, 34| list i kazał mu z nim iść do dziedzica. Nawet Weronka 2661 3, 34| czasem tak bele co i nie do składu powie, jako ten niespełna 2662 3, 34| wspomnieli. Wstępowałem do miasta.~- Toście go może 2663 3, 34| niedawno, nie puścili me do niego. Bóg wie, kiej go 2664 3, 34| zaraz opowiadać jego rady co do słowa.~- Rada dobra, ale 2665 3, 34| A widzicie, ziarnko do ziarnka i zbierze się miarka. 2666 3, 34| całując ją w głowę, bo mu się do nóg rzuciła z podzięką.~- 2667 3, 34| to Jagusia?~- Dyć jeszcze do dnia pojechała do miasta 2668 3, 34| jeszcze do dnia pojechała do miasta z matką i z wójtem. 2669 3, 34| z wójtem. Powiadały, co do rejenta, stara pono gront 2670 3, 34| chłopaki?~- Przez złość do nich, że to chcą działów. 2671 3, 34| Józine łóżko, ale wolał iść do stodoły.~- Pieniądze dobrze 2672 3, 34| Pomogę wam, wstąpię jeno do pana Jacka i przed zmierzchem 2673 3, 34| głową i poszedł już prosto do Stachowej rudery.~Pan Jacek 2674 3, 34| zapłać... zaraz cię Mateusz do ostrego kantu wyrychtuje... 2675 3, 34| nie bój się...~- Jakby do żywej osoby mówi - szepnął 2676 3, 34| złuszczoną korę sosny.~Polazł do najgrubszej, zwalonej na 2677 3, 34| ci radę! co? Żydy by cię do miasta wywiezły, a tak Pan 2678 3, 34| Wyminął ich jakoś i pognał do wsi z całych sił, jaże koniowi 2679 3, 34| jużeśmy z Gulbasiakiem jechali do dom, aż tu przed Borynowym 2680 3, 34| ze strachu w las pognał do komornic, które susz zbierały. 2681 3, 34| imię Ojca i Syna, to jedźże do wójta powiadomić!~- Wójt 2682 3, 34| pytał ktoś zaglądając do wasąga.~- Śpik go zmorzył 2683 3, 34| to sprawka, on pierwszy do psich figlów!~- Rzemieniem 2684 3, 34| z pół roku nie przypuści do siebie.~- Po Jagusi to i 2685 3, 34| i nieśpieszno mu będzie do swojej.~- Psiachmać, la 2686 3, 34| przedzierając się z pięściami do Grzeli - któren tak szczeka, 2687 3, 34| mu korale zwoziła? ona go do karczmy ciągała? ona po 2688 3, 34| kryjomo ćwiartek nie wynoszę do Żyda ni z komory niczegój 2689 3, 34| jak zwyczajnie: wszyscy do sąsiadów szli kupiąc się 2690 3, 34| na drugą stronę, niby to do Macieja, ale dojrzawszy 2691 3, 34| tego wieczora zaglądała do niej.~Jagustynka musiała 2692 3, 34| dziękczynnie.~I dobrze utrafiły, bo do późna w noc stary Płoszka 2693 3, 34| przeciw niemu. Płoszka nawet do chałup zachodził i niby 2694 3, 34| nie bardzo mu basowali, do karczmy pociągnął. Było 2695 3, 34| swojego ryja chciał wsadzić do koryta! - przerwał mu mamrot 2696 3, 34| krętanina: szykowali się do kościoła, a dziewczyny, 2697 3, 34| biegały kiej oparzone jedne do drugich przymierzać stroiki, 2698 3, 34| tataraków.~A przykładali się do roboty wszyscy zarówno, 2699 3, 34| więc śpiesznie szykować do kościoła.~Witek jeno ostał 2700 3, 34| przestrogę zaciągnął boćka do dołu po ziemniakach, zaś 2701 3, 34| ołtarzem, a sam poleciał do Macieja, leżącego w sadzie, 2702 3, 34| kiej się jako tako ustawili do procesji, czyniąc wskroś 2703 3, 34| dobrodzieja.~Powiedli się do pierwszego z prawej strony 2704 3, 34| z prawej strony ołtarza, do Borynów; droga się w mig 2705 3, 34| powietrzu i ku blademu niebu do słońca się podnosiła.~Aż 2706 3, 34| ździebko, powiódł naród do młynarzowego ołtarza.~Upał 2707 3, 34| pod dachy, nawet psy gnały do chałup, bydło wyrywało z 2708 3, 34| spływające z radosnym bełkotem do stawu.~Leciuchny wiaterek 2709 3, 34| dobrodziejów na poczęstunek do Żyda bo zawdy raźniej w 2710 3, 34| nie chciał, gorzałkę pił i do picia Nastkę i kamratów 2711 3, 34| ciasnota, to przenieśli się do żydowskiej stancji, gdyż 2712 3, 34| bez nas, to i my weźmy się do swojego przez niego - powiedział 2713 3, 34| już dzień mogą pojechać do aktu, a nawet mówili, co 2714 3, 34| powietrza prosto zbraknie do dychania w Lipcach i z torbami 2715 3, 34| z torbami pójdziemy albo do Hameryki.~- A ojce jeno 2716 3, 34| Liszkach a nasi ich wykupili co do jednego, że zaś w Górkach 2717 3, 34| ozgniewam, to rzucę wieś i do miasta pójdę, tam lepiej 2718 3, 34| mi się już takie życie i do grdyki idzie...~Grzela, 2719 3, 34| chciała ich bić i siłą do domu zabierać, jeno co się 2720 3, 34| umor, zaś Jędrzych pijany do cna ryczy w kominie.~Nie 2721 3, 34| gospodarze zebrali, poszli do dziedzica i przełożyli, 2722 3, 34| go innym końcem stawiać do pionu.~- To gadajże, Mateusz, 2723 3, 34| sposób, a to samo wyjdzie... Do Miemców iść całą gromadą 2724 3, 34| znowu za te pogrozy wsadzą do kreminału! - wybuchnął Grzela.~- 2725 3, 34| ciągłe bunty na parę lat do kryminału... że to wszystko 2726 3, 34| chowa!~Ani sposób już było do nich mówić, tak ich ponosiło.~ 2727 3, 34| podleskie! - zawołał przepijając do Grzeli.~Pili gęsto i taka 2728 3, 34| rozchmurzył i przystał znowu do nich, bych go nie posądzili 2729 3, 34| się podniósł i wołał:~- Do karczmy, chłopcy, nogi wyprostować, 2730 3, 34| kieliszki, gospodarze często do się przepijali, a raili 2731 3, 34| wsadzić w ziemniaki, a ta do mnie z pyskiem.~- Wypędzić 2732 3, 34| lat!... Przed kościołem do krwi ukarali, krowami wywieźli 2733 3, 34| zagłuszą...~- Przepijcie no do mnie, a cosik waju rzeknę...~- 2734 3, 34| ani rozeznał, kto mówił i do kogo; tylko jeden grubachny 2735 3, 34| przechodził bowiem cięgiem od kupy do kupy, to do karczmy zaglądał 2736 3, 34| cięgiem od kupy do kupy, to do karczmy zaglądał i wszędy 2737 3, 34| Jagustynka przedarłszy się do środka ujęła się wpół i 2738 3, 35| te dnie od Bożego Ciała do niedzieli nie przeszły letko 2739 3, 35| przeciwko Miemcom, nawołując do przepędzenia ich z Podlesia.~ 2740 3, 35| na Miemców.~- Hale! co im do łbów strzeliło! Mało to 2741 3, 35| Jak będziesz niewolił do nowego buntu, to cię strażnikom 2742 3, 35| ani sposobu było im trafić do rozumu; zawrzeszczały każdego, 2743 3, 35| Grzela, nie trafisz z niemi do rozumu: trza by każdą sprać 2744 3, 35| zaraz poszedł na ogrody do proboszcza siedzącego przy 2745 3, 35| swoje, to ja już pojadę do dziedzica i będę go namawiał.~ 2746 3, 35| któren na gwałt rwał się do spółki, maciora stękała 2747 3, 35| prosięta dobierając się do mleka, to bociek rozganiał 2748 3, 35| szczuć gotowi!... Nawet do matki nie ma iść po co: 2749 3, 35| ją skusił i przyniewolił do grzechu, a już najbardziej 2750 3, 35| spostrzega. Zagadał głośniej do Rocha:~- Mateusz rozpowiada, 2751 3, 35| Prosili, to pójdę z nimi do sąsiadów - powiedział z 2752 3, 35| a głupi naród bałamuci i do złego jeno prowadzi...~- 2753 3, 35| opatrzywszy stójkę, wróciła do izby, zaś Rocho dopiero 2754 3, 35| jakimś czasie znowu zajrzał do izby.~Hanka klęczała na 2755 3, 35| całowała cięgiem dzieci, gadała do źrebaka, gadała do maciory, 2756 3, 35| gadała do źrebaka, gadała do maciory, przedrzeźniała 2757 3, 35| iż czas już się szykować do kościoła. Hej, ponosiło 2758 3, 35| i krzykać zbożom, co się do nóg kłaniały ze chrzęstem, 2759 3, 35| bacząc na nic poleciała do matki.~Nie w porę przyszła, 2760 3, 35| Słyszałeś?! Nie doprowadzaj me do złości przy świętej niedzieli...~- 2761 3, 35| Paczesiów zawziętość buchnęła mu do głowy; postąpił na izbę 2762 3, 35| rozjuszona oglądając się za czym do ręki.~- To sam se je znajdę!~ 2763 3, 35| sam se je znajdę!~Skoczył do skrzynki kiej ryś, jednym 2764 3, 35| Rzuciła się z wrzaskiem do obrony, próbowała go tylko 2765 3, 35| cóż, kiej przypięła się do niego niby pijawka i biła 2766 3, 35| z rąk, skoczyła za komin do drąga z obleczeniem i zdzierając 2767 3, 35| jęła je wyrzucać przez okno do sadu...~- Precz z moich 2768 3, 35| go za rękę rzekł:~- Chodź do mnie. Nic tu teraz po tobie...~- 2769 3, 35| wodą, poleciał śpiesznie do kościoła, gdyż sygnaturka 2770 3, 35| znajomych zaglądało po drodze do chorej, jaże Jagna drzwi 2771 3, 35| wyszła z wiadrem po wodę do stawu.~Wtedy Mateusz się 2772 3, 35| przyjść jeszcze po obiedzie, do kościoła zamierzał iść, 2773 3, 35| siedzi nad wodą, przystąpił do niej.~Wiadro stało nabrane, 2774 3, 35| Mateusza coraz silniej ciągnęło do niej, że wziąłby ją był 2775 3, 35| Antek - przyszło jej naraz do głowy.~Powróciła do domu, 2776 3, 35| naraz do głowy.~Powróciła do domu, pełna cichych i radosnych 2777 3, 35| nawet nikt nie zajrzał do chorej.~Wnet ci rozgwarzyła 2778 3, 35| i rojno, gdyż zasiadano do obiadów pod drzewami, w 2779 3, 35| po drugiej stronie domu do gotowania strawy.~Dopiero 2780 3, 35| czas po obiedzie zajrzała do nich Hanka, jeno że jakaś 2781 3, 35| Pokrótce i Mateusz przyleciał do Szymka.~- Pójdziesz z nami 2782 3, 35| Szymka.~- Pójdziesz z nami do Miemców? - pytał.~- Gront 2783 3, 35| ciąga... a siedź se choćby do jutra! - rozgniewał się, 2784 3, 35| opłotki, przyłączył się do niej, nawet nie spojrzawszy 2785 3, 35| chciałaby cię odciągnąć do swojej Marysi.~- To tam 2786 3, 35| raki zimują! Że mi to nawet do głowy nie przyszło...~- 2787 3, 35| Juści, wójt trąba, głowy do niczego nie ma i wyprawia 2788 3, 35| koła bez luśni.~Doszli wraz do chałupy; na ganku siedziała 2789 3, 35| któryś ostrugując kij.~- Do powiatu wezwał go naczelnik; 2790 3, 35| sołtys.~- Cóż on tu ma nam do rozkazywania? Niech se strażnikom 2791 3, 35| Jadam całe dwa roki chodził do Woli, nauczycielowi dowoziłem, 2792 3, 35| tego wyszło, co na książce do nabożeństwa przeczytać nie 2793 3, 35| pluł i prężył się kiejby do skoku.~W godnym porządku 2794 3, 35| poczynają.~Skręcili prosto do zabudowań folwarcznych, 2795 3, 35| Ze sprawą przyszliśmy do was - zaczął Rocho.~- To 2796 3, 35| byście se, pludry, poszły do wszystkich diabłów!~Skoczyli 2797 3, 35| wołali drudzy.~- Grozicie. Do sądu podamy! Znajdziemy 2798 3, 35| Cicho, psiekrwie, kiej naród do was mówi! - zaklął Mateusz, 2799 3, 35| ogarniał chłopów, przyciszał i do spokoju niewolił, ale mu 2800 3, 35| wyciągając pięście. - Mówiliśmy do was po ludzku, poczciwie, 2801 3, 35| huknęli wraz.~Niemcy skoczyli do drągów leżących pod ścianą; 2802 3, 36| rżeniem jął się dobierać do klaczy, Pietrek wyciągał 2803 3, 36| powieda, jako nie chce do cna zgarbacieć przy ciosołce, 2804 3, 36| jakieś dał i pedział, co do dziewięciu niedziel będą 2805 3, 36| rozdziawszy się z drogi pobiegła do Boryny; leżał w półkoszku 2806 3, 36| dni powróci. Odstawili go do guberni, Rocho pojechał 2807 3, 36| kwieciem.~Józka, dowiódłszy ich do kopców, odmierzyła ojcową 2808 3, 36| spencerki, podwinęli portki do kolan, rozstawili się pobok 2809 3, 36| pomogło, susza wciąż trwała.~Do garnków u niejednego nie 2810 3, 36| uszy na wszelkie nowiny, do kos przypięli się z radością.~ 2811 3, 36| Chłopy naśmiały się z tego do woli.~Właśnie dzisiaj na 2812 3, 36| stanęło nad głowami rozpalone do białości, niebo wisiało 2813 3, 36| Dziewczyna często zaglądała do niego, leżał spokojnie, 2814 3, 36| ale co jedno słowo rzekł do rzeczy; to dziesięć całkiem 2815 3, 36| przychodzi, kazała go przenieść do chałupy i przed wieczorem 2816 3, 36| niezadługo dojdę...~Odwrócił się do ściany i więcej nić nie 2817 3, 36| rzędy chłopów, rozdzianych do koszuli kiej te siodłate 2818 3, 36| kumy podufałe przysiadając do cichej pogwary, a między 2819 3, 36| niekiedy i szedł się połasić do Jagny, siedzącej całe godziny 2820 3, 36| bez ruchu i myśli, zgoła do słupa podobnej.~Maciej już 2821 3, 36| odchodziła z płaczem.~Szła do matki, ale ledwie głowę 2822 3, 36| ale ledwie głowę wetknęła do ciemnej izby, ledwie ją 2823 3, 36| raz na Tereskę przywartą do płota i jakby na kogoś czekającą.~ 2824 3, 36| ręce i pohuśtując zajrzała do chorego.~- Antka ino co 2825 3, 36| nowina nie przedarła się do mózgu, gdyż ani się poruszył, 2826 3, 36| spojrzał na nią.~- Może już do wsi wchodzi... może już... - 2827 3, 36| wyjrzał na świat, zajrzał do komory i po długim namyśle 2828 3, 36| Pies radośnie skakał mu do piersi, pogładził go po 2829 3, 36| ścianami stodoły, zajrzał do stajni, poklepując konie, 2830 3, 36| konie, jaże zarżały, potem do krów wsadził głowę, leżały 2831 3, 36| błyszczący pług pod chlewami, do niego pośpieszył i nie doszedłszy 2832 3, 36| tego wora zboże naszykowane do siewu, aż nagarnąwszy tyla, 2833 3, 36| nieprzepartej, bych siać.~Szedł aż do krańca pól, a gdy mu ziemi 2834 3, 36| rozciągnąć, i znowu się brał do tej płonej pracy, do tego 2835 3, 36| brał do tej płonej pracy, do tego trudu na nic, do tych 2836 3, 36| pracy, do tego trudu na nic, do tych zbędnych zabiegów.~ 2837 3, 36| siebie samego rozsiewał do ostatka na te praojcowe 2838 3, 36| gorącymi całunkami przylegały do jego nóg utrudzonych.~- 2839 3, 36| Pódziże, duszko człowiecza, do mnie. Pódziże, utrudzony 2840 4, 37| tak wył, tak ciskał się do drzwi, a kiej mu otworzyli, 2841 4, 37| po drodze.~Doprowadził ją do ojcowego trupa.~Wrzask ci 2842 4, 37| się wnet wszyscy na pole do starego, ale już całkiem 2843 4, 37| gorącym pacierzu.~Zniesiono go do chałupy, probując jeszcze 2844 4, 37| na słońce i spać poszedł do stajni.~A Maciej leżał na 2845 4, 37| ziemi gębą, podobien zgoła do zeschłej na słońcu grudy 2846 4, 37| przystawali w żałobnej cichości, do cna w sobie struchleli z 2847 4, 37| ochfiarnym pacierzem, wziąć się do obrządzania umarlaka. Ochotnie 2848 4, 37| niewiela.~- Któż to jej zażywa do syta! Coby największy dziedzic, 2849 4, 37| A jemu Jagusia zapiekała do żywego mięsa, dzieci też 2850 4, 37| ostało po kim, to byście się do siódmego potu wydzierali 2851 4, 37| Jambroż.~Jaguś wnet wpadła do izby i stanęła w pośrodku 2852 4, 37| zapytała nagle, przystępując do niego.~- Juści, co nie do 2853 4, 37| do niego.~- Juści, co nie do ślubu go rychtujem, a jeno 2854 4, 37| ślubu go rychtujem, a jeno do trumny.~Nie mogła jeszcze 2855 4, 37| A z wieczora zaglądałam do niego, to leżał se cicho 2856 4, 37| niźli kwartał! A komu nie do zdrowia, to lepsza prędka 2857 4, 37| żal, co Antek nie zdążył do żywego.~- Nie dzieciuch, 2858 4, 37| po Jambroża.~- Chodźcie do kościoła, przywieźli do 2859 4, 37| do kościoła, przywieźli do chrztów czworo dzieci.~- 2860 4, 37| niedziela, zabrał się wnet do roboty; wszelaki porządek 2861 4, 37| ostro Pietrka przysłanego mu do pomocy.~Dzień się już był 2862 4, 37| westchnął żałośnie, zazierając do środka przez wywarte drzwi 2863 4, 37| uwijał się i śpieszył aż do potu z obrządzaniem umarłego, 2864 4, 37| już byli łóżko wynieśli do sadu i pościele porozwieszali 2865 4, 37| przyniesła jałowcowych jagód do wykadzenia izby.~Jeno nie 2866 4, 37| końcu chciała już posyłać do miasta Pietrka na przewiady.~- 2867 4, 37| sumę i Jambroż zbierał się do kościoła, przykazując Witkowi 2868 4, 37| ruch, ludzie już przeszli do kościoła, zaś u Borynów 2869 4, 37| radością i same łzy cisnęły się do oczów.~- Świętaś ty i rodzona! 2870 4, 37| gorąco bierąc się z powrotem do pacierza.~Kajś w pobliżu 2871 4, 37| gęsto przysiadać kobiety do zezuwania trzewików, zaś 2872 4, 37| Hanka śpiesznie powróciła do chałupy.~Boryna już był 2873 4, 37| był, wyczesany i ogolony do czysta, jeno na policzku 2874 4, 37| odlatują.~Gotowy ci już był do pożegnań znajomków a powinowatych 2875 4, 37| a powinowatych i gotowy do onej drogi dalekiej.~Już 2876 4, 37| izbie i w sieniach, zaś do okien cisnęło się tyla dzieci 2877 4, 37| wyżalając, nad sierotami.~Jeno do Jagusi nikto nie przystępował 2878 4, 37| opuszczenie, że uciekła do sadu i zaszywszy się w gęstwę, 2879 4, 37| już doskwierało zgoła nie do zniesienia. Parno się przy 2880 4, 37| stronie stawu.~- Pewnikiem do księżego byka! - ozwała 2881 4, 37| na postronku.~- Młynarz do niego jeszczek lepiej ryczy, 2882 4, 37| nieszpory, rozeszły się do domów, a Hanka posłała za 2883 4, 37| kowalem, bych szedł z nią do proboszcza ugodzić się o 2884 4, 37| spoconą łysinę, przywołał do siebie kobiety i jął wypytywać 2885 4, 37| przytakiwała Hanka.~- Tak mu do mojego, jak wołu do karety! 2886 4, 37| Tak mu do mojego, jak wołu do karety! Przyjrzyjcie mu 2887 4, 37| byka, któren rwał się już do krowy jak wściekły. - Co 2888 4, 37| idźcie z Bogiem - zwrócił się do kobiet, widząc, że przywstydzone 2889 4, 37| stronę. - A jutro eksporta do kościoła! - wołał jeszcze 2890 4, 37| przechwalał.~Kobiety zaś poszły do organisty, boć to i z nim 2891 4, 37| pastwisk, kiej powróciły do chałupy.~Przed gankiem stojał 2892 4, 37| pykając fajeczkę godził go do rznięcia drzewa na Stachową 2893 4, 37| poszedł.~A pan Jacek wszedł do nieboszczyka i mówił długi, 2894 4, 37| w niego - wyrzekł potem do Hanki. - Dobry to był człowiek 2895 4, 37| nami w powstaniu, przystał do partii dobrowolnie i gnatów 2896 4, 37| nad nami... - gadał jakby do siebie, a chociaż nie rozumiała 2897 4, 37| któren był właśnie wchodził do sieni.~- Coś harny dzisiaj! 2898 4, 37| rozradowany, to przysiadł do żony i jął szeptać. - Dobra 2899 4, 37| wielgie rzeczy idzie.~Zajrzał do zmarłego, pokręcił się tu 2900 4, 37| poleciał, wyciągając chłopów do karczmy na naradę.~Zmierzch 2901 4, 37| zachodu.~A kiej się już do cna zrobił wieczór i pokończyli 2902 4, 37| ściągała na świat, więc już do cna przycichło, gdzie spać 2903 4, 37| jakby się miało na odmianę.~Do późna w noc śpiewali przy 2904 4, 37| Jagata, bych już czuwać do rana.~I śpiewali zrazu rozgłośnie, 2905 4, 37| się leniwie z pól, zajrzał do izby, prosto w Borynową 2906 4, 37| przecknął, nie porwał się do roboty ni drugich do niej 2907 4, 37| się do roboty ni drugich do niej zapędzał, leżał se 2908 4, 37| stwór, a wraz z nimi spływał do izby cichy brzęk i szum, 2909 4, 37| nogi.~Pobiegła z krzykiem do stajni.~- Pietrek! Wstawaj! 2910 4, 37| się w kałużach.~Zajrzała do krów i świnie wypędzała 2911 4, 37| pieniądze i miał zaraz jechać do miasteczka, ale już z bryczki 2912 4, 37| światem; widzisz go, sam gotów do złego, to myśli, co i drugie 2913 4, 37| Hanka zaś wzięła się ostro do roboty, tyla bowiem gospodarka 2914 4, 37| ją sama Hanka sprowadziła do izby probując uspokoić a 2915 4, 37| coś niecoś, włożyli Borynę do trumny, Mateusz zabił ją 2916 4, 37| z cicha przyśpiewując, do kościoła, kaj już Jambroż 2917 4, 37| płaczem, a Hanka ozwała się do Jagustynki oprzątającej 2918 4, 37| powiedła wszystkich za przełaz do okopywania ziemniaków, jeno 2919 4, 37| równo, rzęsiście i spokojnie do samej nocy, że z lubością 2920 4, 37| chyliły się coraz niżej, jakby do nóg przypadając gospodarzowi 2921 4, 37| się te judasze poprawią do trzech niedziel i pokutę 2922 4, 37| Mocno proboszcz powiadał, do serca i tak napominająco, 2923 4, 37| za wszystkich... I wołał do zgody. Wołał do sprawiedliwości. 2924 4, 37| I wołał do zgody. Wołał do sprawiedliwości. Wołał do 2925 4, 37| do sprawiedliwości. Wołał do pomiarkowania się w grzechach, 2926 4, 37| było wszystko urządzone do potrzeby, wzdłuż ścian ciągnęły 2927 4, 37| kobiety, wyskrzybując miski do czysta i strzegąc się Hanki, 2928 4, 37| gwarzyli stowarzyszając się do upodoby, świarcząc sobie 2929 4, 37| przepijając, a co skorsi do kieliszka wymykali się chyłkiem 2930 4, 37| dzisia zgoła niepodobny do siebie. Juści, co pił tyla 2931 4, 37| się nagle i wyszedł prędko do sadu; Witek potem powiedział, 2932 4, 37| stary siedział za chałupą do późna i płakał...~Juści, 2933 4, 37| kowala kieliszek, przepił do wszystkich i powiedział 2934 4, 37| wszystkich i powiedział do Hanki:~- Jeśli komu żal 2935 4, 37| niecoś i zagadywał, ale jak do tego muru, żaden bowiem 2936 4, 37| Kiedyż to dziedzic przyszedł do wsi z przyjacielstwem, kiedy?~- 2937 4, 37| Święta prawda! Chodźta do karczmy, tam się naradzim.~- 2938 4, 37| klatce i co trocha leciała do Hanki, ale widząc, jako 2939 4, 37| kręcił ogonem i jakby się do kogoś przyłaszał, że już 2940 4, 38| się z półkoszków i krzykał do pieszych, gdzie znowu śpieszył 2941 4, 38| ogarniać się przystojnie do kościoła, chłopi rajcowali 2942 4, 38| chłopaki cisnęły się łakomie do kramów i bud, a głównie 2943 4, 38| kramów i bud, a głównie do katarynki grającej, na której 2944 4, 38| przystrojony i z pyska podobny do starego Miemca, czynił takie 2945 4, 38| kulasy drygały, a jakby do wtóru i dziady usadowieni 2946 4, 38| we dwa rzędy, od kruchty do placu, jęły wyciągać swoje 2947 4, 38| kiej wezbrany potok lunął do kościoła i tak go napchał, 2948 4, 38| gorąc podnosił się już nie do wytrzymania, żywy ogień 2949 4, 38| było docisnąć choćby nawet do drzwi kościelnych, to stanęły 2950 4, 38| szklana tafla rozpalona do białego, a roztrzęsione 2951 4, 38| znajomego Lipczaka, przystawał do niego i przyjacielsko zagadywał, 2952 4, 38| Hankę zobaczył i zaraz się do niej przecisnął.~- Wrócił 2953 4, 38| zapłać! - schyliła mu się do nóg. - Może Rocho jakoś 2954 4, 38| za niego.~Poszedł dalej do Jagusi, siedzącej wpodle 2955 4, 38| to jeno prześmiechnął się do niej i zawrócił do swoich.~ 2956 4, 38| prześmiechnął się do niej i zawrócił do swoich.~Poleciała za nim 2957 4, 38| spóźnione - szepnął Pietrek do Hanki.~- Świece juchy będą 2958 4, 38| Bych was wytracili co do jednego kiej psy wściekłe...~ 2959 4, 38| sposób było się komu brać do pacierzów, bo jeno kupili 2960 4, 38| dziw duszy nie zgubił.~- Do cna miętki naród, na oko 2961 4, 38| go sprowadził na odpust do pomocy.~- Stary sknerzy 2962 4, 38| wyjściu, gdy przecisnęła się do niej Balcerkówna z wielką 2963 4, 38| Ślepa, ale jeszcze trafi do Szymkowych kudłów.~- Boże 2964 4, 38| Boże broń, bych się i do drugich nie dorwała...~Jagustynka 2965 4, 38| dziesiątkę i rzekła:~- Przyjdźcie do nas na obiad, dziadku! Do 2966 4, 38| do nas na obiad, dziadku! Do Borynów!~Dziad podniósł 2967 4, 38| częsty grosz sypał mu się do czapy.~Hanka przystanęła 2968 4, 38| dziadami, rękę wyciągał do przechodniów i jękliwie 2969 4, 38| na czoło i przebrała się do niego z tyłu od wozów, pod 2970 4, 38| dyć...~- Chodźcie mi zaraz do domu! Jezus, taki wstyd! 2971 4, 38| między wozy.~- Zaraz mi do domu. Że to wstydu nie macie!~- 2972 4, 38| chociaż zmęczony i zgrzany do ostatniej nitki, miętosił 2973 4, 38| z osobna, przekrzykiwał do znajomków, stowarzyszał 2974 4, 38| stowarzyszał się i cisnął do kramów, przy których wrzało 2975 4, 38| kukiełkami. Kajś Żyd nawoływał do cukierków, zaś jeszcze indziej 2976 4, 38| przycichać; kto pociągał do karczmy kto już zabierał 2977 4, 38| karczmy kto już zabierał się do domu, a drudzy, zmożeni 2978 4, 38| przy tym i wieś zasiadła do misek, to się już prawie 2979 4, 38| kogo? - zapytał kusztykając do niej.~- Nie widzieliście 2980 4, 38| wielce poszła już prosto do domu i rozpowiedziała o 2981 4, 38| nie spadnie, że przystał do dziadów, a co nam będzie 2982 4, 38| drugiego każdy poredzi, ale do pomocy nikto nieskory.~- 2983 4, 38| dziadować.~- To go se sprowadź do chałupy i żyw, kiejś taka 2984 4, 38| teraz miarkuję, coś go do tego sama przyniewoliła.~- 2985 4, 38| Właśnie byli zasiadali do obiadu pod drzewami, Hanka 2986 4, 38| pokrzywdzili?~- Zaszedłem do nich wczoraj z wieczora, 2987 4, 38| skóry bym takich obłupiał, do żywego mięsa - pogadywał, 2988 4, 38| Żniwna pora, to pilno wam do roboty - zaśmiał się Pietrek.~- 2989 4, 38| głównie, bych się napatrzyć do syta owym wstęgom, paciorkom 2990 4, 38| kumami, któren zaś szedł do kościoła lebo i siedział 2991 4, 38| wymodlił się i nawzdychał do woli, napatrzył onym pozłotom, 2992 4, 38| gnietąc się jedna przez drugą do bud, abych chociaż się dotknąć 2993 4, 38| zaraz, i chodzili od kramu do kramu trzymając się wpół, 2994 4, 38| dokąd idzie.~Przysunął się do niej Mateusz i szepnął pokornie:~- 2995 4, 38| ku niemu, roześmiał się do niej, ale że patrzeli w 2996 4, 38| było go już nikaj, poszedł do kościoła, gdyż przedzwonili 2997 4, 38| się jej spyta.~Przystąpił do nich Szymek z Nastusią, 2998 4, 38| wyelegantowany, prosty, wygolony do czysta, w kapelusie na bakier 2999 4, 38| Jakże, na drugą stronę do matki i się wyprowadzę. 3000 4, 38| jedno.~- Jaguś, przyjdź do karczmy, będzie dzisiaj