Ksiega
1 1 | Cieszą się z nadzwyczajnej ich lekkości woły.~ ~Właśnie
2 1 | się nie śmieli;~I zląkł ich się jak dżumy jakiej cały
3 1 | najdawniejszym w świecie,~Jeśli ich nie czytano w francuskiej
4 1 | Na czterech ławach cztery ich rzędy siedziało,~Trzeba
5 2 | Nikt ze słów zawziętości ich poznać nie zdoła;~Pan Rejent
6 2 | przeznaczenie,~Ze strachu od ich oczu nie mógł zwrócić oka~
7 2 | ciekawe historyje prawił~Albo ich powieściami i żarty się
8 2 | jakby w dowództwie~I trzystu ich kreskami rządził wedle woli,~
9 2 | Sopliców karkach;~Ścigałem ich na sejmach, zajazdach, jarmarkach;~
10 2 | ciche, proste i zielone.~Ich liście i woń służą grzędom
11 2 | grzędom za obronę,~Bo przez ich liście nie śmie przecisnąć
12 2 | przecisnąć się żmija.~A ich woń gąsienice i owad zabija.~
13 2 | Ale pływać po liściach, w ich barwie się kąpać.~Słomianym
14 2 | sami;~Niewielki oddzielał ich od słuchaczów przedział,~
15 2 | bo wspólni rodzice~Tak ich kiedyś nazwali mimo lat
16 2 | Chłopy i radzi temu, kiedy w ich jarzynę~Wskoczy chart; niech
17 2 | promienie.~ ~Wtem pomiędzy ich usta mignęła znienacka~Naprzód
18 2 | czem dla roju matki,~Że z ich wybiciem zginą owadów ostatki.~
19 2 | się z rozpaczą pomiędzy ich lica;~I tam za nią mignęła
20 2 | Rejenta z Asesorem o sławne ich charty.~Krótko trwał, lecz
21 2 | we dwa kąty izby rzucił ich od razu;~Chwilę z rozciągnionemi
22 2 | zaniedbuje łowy,~Może do ich wzgardzenia weźmie pochop
23 2 | wy myśliwych,~A sądziłem ich nieraz sądem polubownym.~
24 3 | znajduje zabawę,~Nim rozezna ich wartość, tak się słuch jej
25 3 | godłem panieństwa, bo czerw ich nie zjada,~I dziwna; żaden
26 3 | ludzi nie ochrzczone; a jest ich bez liku.~Ni wilczych, ni
27 3 | najmniejszym kłopotem.~Trzeba ich z sobą poznać. Prawda, bardzo
28 3 | Które zewsząd skupiałam: mam ich dosyć w biorku".~ ~Zaczęli
29 3 | nawet figi,~Wysławiając ich kształty, kwiaty i łodygi -~
30 3 | zmieszały się - nagle~Z ich karków rosną maszty, z grzyw
31 4 | cesarz, ale nie Moskali,~Ich carowie tabaki nigdy nie
32 4 | Zna je ledwie po wierzchu, ich postać, ich lice,~Lecz obce
33 4 | po wierzchu, ich postać, ich lice,~Lecz obce mu ich wnętrzne
34 4 | ich lice,~Lecz obce mu ich wnętrzne serca tajemnice;~
35 4 | głębokie, że ludzie dna ich nie dośledzą~(Wielkie jest
36 4 | się rozrastają na świat ich plemiona;~W niej, jak w
37 4 | szóstym dniu stworzenia~Ojce ich pierwsze, co się w ogrójcu
38 4 | mchy i jary,~Wnętrznej ich okropności rażone widokiem,~
39 4 | rymów porządek,~Ale treści ich miejski nie pojmie żołądek.~
40 4 | niedźwiedzicy.~Prawda, że po ich strzale upadła bez duchu,~
41 4 | Oba szanowni ludzie; co ich szlachta godzą,~To oni na
42 4 | cztery pręty,~Rzekłbyś, że ich nie rusza, tylko ziemię
43 4 | słuchaczom wywodzić:~Jak ich charty bez smycza nie nawykły
44 4 | musieli zgodzić.~ ~Spor ich potem w dozgonną przyjaźń
45 5 | przyszło ożenienie,~Telimena w ich domu miałaby schronienie~
46 5 | trwałaby rozmowa,~Gdyby ich nie przebudził dzwonek z
47 5 | kilku gniewa,~Zaraz się ich ponurość na resztę rozlewa.~
48 5 | się wąsale.~Nie we włości ich szukać, ale po zaściankach:~
49 6 | muszą wygrać: nieraz w ich imieniu~Trwał proces, aż
50 6 | zbiegli od rekruta chłopi,~Gdy ich rząd śledzi w lasach, siedzą
51 6 | i m i o n i s k a.~Teraz ich każda prawie używa rodzina,~
52 6 | sam biały jak królik, lubi ich gromadzić~Wkoło siebie i
53 6 | Wkoło siebie i ręką ciepły ich puch gładzić,~A drugą ręką
54 7 | w Poznańskiem.~Jeździłem ich odwiedzić; więc z panem
55 7 | co słychać o Jenie?~Tu ich strach zdjął, dziwią się,
56 7 | Dobrzyńskich do szlachty, niby to ich godził;~Jeden wciąż wołał: "
57 7 | z wami ruszyć wolę,~Gdy ich nie można zgodzić na obior
58 8 | jedna, druga~Błysnęła; już ich tysiąc, już milijon mruga.~
59 8 | Sławian: Lele i Polele;~Teraz ich w zodyjaku gminnym znów
60 8 | przepaściach powietrza osadził ich brzemię;~Potem wagi złociste
61 8 | Wskazywał palcem miejsca i drogę ich jazdy.~ ~Dziś mało go słuchano,
62 8 | że prawie wszyscy,~Ile ich zapamiętać można, Czartoryscy,~
63 8 | przerwał te rozprawy,~Godząc ich po francusku. Co tam gadał,
64 8 | kochanków śledzi,~Podsłuchał ich rozmowę, gniewa się, szamoce,~
65 8 | mój zdobili świetny,~Potem ich powieszono u podnoża Etny".~ ~
66 8 | spotkać się pierwszy, zostawił ich w tyle~I biegł przed resztą
67 9 | chrapali tak twardym snem, że ich nie budzi~Blask latarek
68 9 | bagnety~Stoją drabi. - Poznał ich Gerwazy, niestety!~Moskale!!! ~ ~
69 9 | szlachty; Major, ku większej ich męce,~Kazał pierwej pozdzierać
70 9 | nich łupinę!~Oj, weźcież ich na munsztuk, bo też szlachta
71 9 | Moskale cofają się, Maciek ich wygania~Na dziedziniec. ~ ~
72 9 | wił się śród Moskali,~Ten ich w pół ciała rzeza, tamten
73 9 | śladem,~Jegry, przypuściwszy ich, sypnęli kul gradem.~Legł
74 9 | rzuca rannych; Chrzciciel ich dobija.~ ~Stodoła już daleko;
75 9 | szeregiem jegrów i kosą ich kraje,~Zawołali z radością: "
76 9 | biegą na Moskali;~Nadaremnie ich Robak z Maćkiem wstrzymywali.~ ~
77 9 | biegną dziedzińcem, Gerwazy ich torem;~Wpadają we drzwi
78 9 | otworem,~I Gerwazy do gumna na ich karkach wjechał,~Zniknął
79 10| zbiegło~Z południa, już ich stado pół niebios obległo~
80 10| unoszą głowy~Za Niemen, gdzie ich czeka zastęp narodowy;~My
81 10| nie możem uwieńczyć,~Toćby ich, Panie Bracie, przynajmniej
82 10| drwiłem z magnatów~I z córek ich, i nie dbam o arystokratów;~
83 10| głowie~I w sercu miałem, kto ich imiona wypowie!~Stolnik!
84 10| źle strzelają! - Na widok ich klęski~Złość mię znowu porwała. -
85 11| sąsiedztwa kucharzy;~Pięciu ich było; służą, on sam gospodarzy.~
86 11| kilku, tłum żołnierzy;~Lud ich otacza, patrzy, ledwie oczom
87 11| chłopiętami czubił,~Zawsze ich zbił; więc ilekroć do zamku
88 11| głowę, milczkiem słuchał ich rozmowy~I podał im nareszcie
89 11| równą pozyskali sławę;~Równa ich była rączość, równa była
90 11| Która im wspominała i młode ich lata,~I dawne ich miłostki;
91 11| młode ich lata,~I dawne ich miłostki; więc ze łzami
92 12| traktował gromadę;~Zebrawszy ich za stołem na dwa staje długim,~
93 12| jakoweś zdarzenie;~Gest ich sztucznie wydany, farby
94 12| liczne szlachty grono:~Pewnie ich przed sejmikiem na ucztę
95 12| Gładzi kieszeń, bo kreski ich już ma w kieszeni.~ ~Lecz
96 12| pytali nazwiska potrawy,~Ani ich zastanowił ów sekret ciekawy;~
97 12| Dobrzyńscy". ~ ~"Ale, ale, o ich naczelniku -~Rzekł Jenerał -
98 12| twoi poddani,~Nie śmiałbym ich urządzić bez woli ich pani.~
99 12| śmiałbym ich urządzić bez woli ich pani.~Teraz, kiedy już mamy
100 12| mej śmierci Bóg wie komu ich zostawię;~Jestem żołnierz,
101 12| byłam za córkę przybrana,~W ich domu hodowana i za mąż wydana.~
102 12| włościan wyswobodził,~A Moskal ich podatkiem potrójnym ogłodził.~
103 12| Już Woźny przeczytał ich trzysta,~Aż gdy przyszedł
104 12| i żebrze oczyma;~Jeżeli ich odprawię, biedni będą płakać;~
105 12| często w obozie~Cieszył ich i rozrzewniał ten śpiew
106 12| mimo przeszli, pokornie ich prosi;~Czasem zamyśla zręcznie
107 Ob| śmiesznością okryć, a wprowadzić na ich miejsce tytułowanie podług
108 1 | ten świat nie ma ucha,~Gdy ich co chwila nowina przeraża~
109 1 | zgonu życzą straże,~Wrogi ich wabią z dala jak grabarze,~
110 1 | losami~I wtenczas łza ta ich lica nie splami.~ ~Dziś
111 1 | ręki~Te księgi, proste jako ich piosenki!~ ~Tak za dni moich,
|