Ksiega
1 1 | młoda dziewczyna. - Białe jej ubranie~Wysmukłą postać
2 1 | ujrzała młodzieńca i z rąk jej wypadła~Suknia, a twarz
3 1 | się, spójrzał, lecz już jej nie było.~Wyszedł zmieszany
4 1 | Podkomorzanki;~Nie zmienia jej talerzów, nie nalewa szklanki,~
5 1 | Nauka dawną była, szło o jej pełnienie!~Lecz wtenczas
6 1 | osoba, przystojna i młoda;~Jej zjawienie się nagłe, jej
7 1 | Jej zjawienie się nagłe, jej wzrost i uroda,~Jej ubiór
8 1 | nagłe, jej wzrost i uroda,~Jej ubiór zwrócił oczy; wszyscy
9 1 | wytryskał rumieniec,~Ilekroć z jej oczyma spotkał się młodzieniec:~
10 1 | brylantów oprawa,~A w środku jej był portret króla Stanisława.~
11 2 | Kochając i nie mogąc otrzymać jej ręki,~Nowa by się w powieści
12 2 | kąpieli ugania~Bawiące się z jej nóżką, tak ona co chwila~
13 2 | już w ogrodzie~Nie było jej; mignęła tylko śród okienka~
14 2 | mignęła tylko śród okienka~Jej różowa wstążeczka i biała
15 2 | żywa jak wiewiórka,~Mam jej portrecik, tylko nie chcę
16 2 | sobie. - Rada była pani,~Że jej dowcip tak bardzo Tadeusza
17 2 | Tadeusza bawił;~Młodzieniec jej nawzajem komplementy prawił.~
18 2 | ciszéj,~I Tadeusz udawał, że jej nie dosłyszy~W tłumie rozmów:
19 2 | uczuł twarzą lubą gorącość jej skroni;~Wstrzymując oddech,
20 2 | Wstrzymując oddech, usty chwytał jej westchnienie~I okiem łowił
21 2 | I okiem łowił wszystkie jej wzroku promienie.~ ~Wtem
22 2 | charcicę Kanię,~Trzykroć jej w samą głowę dał pocałowanie,~
23 3 | domu Jendykowi-~czówna; jej wynalazek epokę stanowi~
24 3 | spłoszona,~I już lekkie jej stopy wionęły nad liściem,~
25 3 | uspokoiły, objąwszy w rączęta~Jej kolana i tuląc główki jak
26 3 | widocznie był wdzięczen jej za pochwał tyle;~Postrzegła
27 3 | ich wartość, tak się słuch jej pieści~Z dźwięcznemi słowy,
28 3 | zarosły, wysłany murawą;~Po jej kobiercach, na wskroś białych
29 3 | Wać Państwu do Zosi? Ja jej ręką rządzę,~Ja sama! Że
30 3 | Na wychowanie Zosi i że jej wyznaczył~Małą pensyjkę
31 3 | więcej przyrzec raczył,~Toć jej jeszcze nie kupił. Zresztą
32 3 | Telimena kończyła: "Byłam jej piastunką,~Jestem krewną,
33 3 | mnie nie będzie myślił o jej szczęściu".~"A jeśli ona
34 3 | dostanie!~Staraliśmy się tyle o jej wychowanie!~Chybaby tu zdziczała". ~
35 3 | dziękować.~Przepraszać, że jej kroków śledziłem ukradkiem,~
36 3 | ukradkiem,~I dziękować, że byłem jej dumania świadkiem;~Tyle
37 3 | Tyle ją obraziłem! Winienem jej tyle!~Przerwałem chwilę
38 4 | tak rozrośniona, że pod jej cieniami~Stu młodzieńców,
39 4 | zebrane~Bruśnice świeże jako jej usta rumiane;~Obok młodzieniec
40 4 | idzie pytać się dębiny,~Kto jej dał patent rosnąć nad wszystkie
41 4 | A jak się popisała? To jej nie nowina.~Nie puści ona
42 4 | maleńką, i zaczął wyliczać jej cnoty.~ ~"Ja biegłem - przerwał
43 5 | podniesione sito;~Do nóg jej biegło ptastwo; stąd kury
44 5 | ciekawość ciśnie,~Wszystkie jej ruchy, rzuty oczu jej uważa,~
45 5 | Wszystkie jej ruchy, rzuty oczu jej uważa,~Słowa jej podsłuchiwa
46 5 | rzuty oczu jej uważa,~Słowa jej podsłuchiwa i drugim powtarza;~
47 5 | włosów, i stroju,~Kazano jej wzdłuż i wszerz przejść
48 5 | kręci się po darni.~Widać z jej ruchów, w jakiej strasznej
49 5 | i owad łowić.~ ~Nie mógł jej swej pomocy Tadeusz odmowić;~
50 5 | najbliżej, do Zosi,~Nalewa jej do szklanki, talerze przynosi,~
51 5 | zalotów skora;~Gorszy się, że jej suknia tak wcięta głęboko,~
52 5 | Chłod duszy ogrzać znowu jej wzroku promieniem:~Już ten
53 5 | bez nakręcenia nie chciał jej zostawić,~Dręczył kluczem
54 5 | Znajoma tylko starym; Klucznik jej probował~Nieraz w zwadach
55 6 | Tem smutniejszą, że dźwięk jej w mgłę bez echa wsiąka;~
56 6 | Obmyślmy więc środki,~Jak się jej pozbyć, bo stąd mogą urość
57 6 | ubogą,~Hodować, wychowanie jej opłacał drogo.~Chciał ją
58 6 | Przyjąłem, hodowałem, myślę o jej losie.~Dość mnie nudzi ta
59 6 | tymczasem tkacz z góry~Zrzuca jej nitki srebra, złota i purpury,~
60 7 | wdzięczność na świecie? ~- nie ma jej w Dobrzynie.~Bracia! chcecie
61 8 | rzekł Sędzia. ~"Nikt jej nie uprosi -~Przerwał prędko
62 8 | Mimowolnie; poglądał z trwogą na jej postać,~Stała blada, bez
63 8 | nieszczęsną oszukał,~A jużeś pod jej bokiem nowych ofiar szukał!~
64 8 | istocie dobre serce miała.~Żal jej było, że inną śmiał Tadeusz
65 9 | trzymał szpadę~I ostrzem jej kierował swych drabów gromadę,~
66 9 | krzyknąwszy: ~"Jegry! bunt! Jej Bogu!" -~Dobył szpady, broniąc
67 9 | ją zawsze, zginąć rad dla jej obrony.~ ~Już szereg jegrów
68 10| Niechajże przed odjazdem o rękę jej prosi;~Mówiłem z Telimeną;
69 10| Pozostała mi tylko pamiątka jej cnoty,~Jej wdzięków i ten
70 10| tylko pamiątka jej cnoty,~Jej wdzięków i ten oto ślubny
71 10| obaczy,~Może stałością na jej wzajemność zarobię,~Może
72 10| podobać się drugi;~Więzić jej woli nie chcę; prosić o
73 10| Patrzyła błagająca, lice jej bledniało;~A był to taki
74 10| mogła nic przemówić, aż się jej rzuciły~Strumieniem łzy -
75 10| Strumieniem łzy - poznałem, jak jej byłem miły!~ ~*~ ~Pomnę,
76 10| chciałem znowu upaść ojcu jej pod nogi,~Wić się jak wąż
77 10| ukarany srogo!~Nie kochałem jej. Biedna matka Tadeusza,~
78 10| nie był! a dotąd nie mogę~Jej zapomnieć i zawżdy jej postać
79 10| mogę~Jej zapomnieć i zawżdy jej postać kochana~Stoi mi przed
80 10| Było to właśnie wkrótce po jej zaręczynach;~Wszędzie gadano
81 10| Wszędzie gadano tylko o jej zaręczynach:~Powiadano,
82 11| Litwie kąta ziemi,~Gdzie by jej huk nie doszedł; pomiędzy
83 11| był to znak proroczy~O jej losie, widziałem znak na
84 11| panienką.~Właśnie ułan ująwszy jej dłoń lewą ręką~(Prawą miał
85 11| głowie.~Brali ziółka, całując jej ręce, wodzowie.~Zosia znowu
86 11| złożywszy ojcowski całus na jej czole,~Podniosł w górę dziewczynę,
87 11| postawą,~A szczególniej jej strojem litewskim prostaczym;~
88 11| zgadnie~Zawsze instynktem, co jej do twarzy przypadnie),~Dosyć,
89 11| Dane dla Zosi, gdy Sak był jej zalotnikiem);~Na kołnierzyku
90 11| śpieszy się sama~I choć jej pomagają służebne kobiety,~
91 12| na wszystko się zgadza;~Jej rozkazać, mnie słuchać;
92 12| On krok zwalnia, oczyma jej spójrzenie śledzi~I zaśmiał
93 12| zaśmiał się na koniec - rad z jej odpowiedzi,~Stąpa prędzej,
94 Ob| tradycji. Umieszczamy koniec jej kwoli ciekawemu czytelnikowi.~
|