| Table of Contents | Words: Alphabetical - Frequency - Inverse - Length - Statistics | Help | IntraText Library |
| Cyprian Norwid Pierscien Wielkiej-Damy Czyli Ex-Machina-Durejko IntraText CT - Text |
Jeden z bocznych salonów Willi Harrys.
...Wiesz zatem nieledwie że wszystko:
Lubo, nadto, zostawiam i notę
Numerami uporządkowaną,
Tak jak mąż mój niegdyś to czynił,
Ze zapomnień mych się uśmiechając -
Gdy porządku uczył mię jak dziecię...
- Dwie go rzeczy szczególniej bawiły:
To jest moja pozorna niepamięć
I moja pozorna zabobonność.
- Tamtą i tę pozornymi zowie
(Lub tak nazywać je sobie życzę) -
Co do drugiej jednakże nadmienię,
Że - sprawdzającemu się przeczuciu
Nie dać wiary - jest niepodobieństwem!
Pierścień ten, rzecz zaprawdę
zmysłowa
(Do której nie przywiązuję ceny),
Gdy zginął mnie, wraz miałam przeczucie,
A którego sprawdzenie nadeszło,
Właśnie gdy odnajdowałam zgubę.
- Że nie od pierścienia to zależy,
Lecz w przeczuciu istnieje - toć wiem ja,
Dosyć posiadając filozofii,
By przyczyną nie nazywać trafu.
Jakiż związek ma
pierścień z akacją,
Którą wczora burza starła w piasek,
Jakby śniegiem zasypując ścieżkę
Kwiaty białymi ?...
A oto właśnie tejże chwili
Odebrałam telegram... lecz wróćmy
Do uporządkowania zatrudnień,
Tak jak uczył mię był mąż mój drogi!
Nie notatkę
dałaś mnie, lecz telegram -
Więc naprzód mówmy już o tym punkcie,
Zapisanym (jak widzę) w instrukcji...
- Cóż nauczyć chcesz mnie o Szelidze?
Którego raz - kiedyś, gdzieś - widziałam
I odtąd słyszałam tylko ciągle,
Że wielbi cię - żeś dlań nieczuła:
I że odtąd zwiedza Morze-Martwe
Tudzież gruzy spalenisk dokoła...
Więcej zaś nic sama o mm nie wiem!
Mieć sobie będę zawsze do
wyrzucenia,
Że popełniłam coś podobnego do
kłamstwa,
Ale ta Szeligi ziemska-miłość,
Niekiedy podobna do uporu,
Dała mnie myśl nasunąć mu wieści
O możliwym moim zamążpójściu.
- Odtąd telegram tylko raz, ze Smyrny,
Przysłał mnie ten, arcynieczytelny!
"Wracając do Ziemi, nawiedzę ją..."
Skrócenia konieczne są w telegramie,
"Do Ziemi" - znaczyć ma: do dóbr swoich,
"Ją" - znaczy ciebie, nie zaś
ziemię...
Słowem, wraca - i zechce cię odwiedzić.
Należałoby ci tylko spiesznie
"Możliwe" twe spełnić
zamążpójście,
Zamieniając zmyślenie na wieszczbę!
- Wówczas, jak ją zowiesz, "ziemska"-miłość
Upornego Szeligi - zapewne
Przemieniłaby się w coś innego -
Bo muszą też być i inne czucia
Dla rozmaitości we wszech-świecie,
I nie tylko sama, jak ją zowiesz,
"Ziemska"-miłość... tyle ci
natrętna!...
Na boku zostawmy to... i wróćmy
Do dziennego prac naszych porządku.
Gdyby więc, pod twoją
nieobecność,
Szeliga przybył -
Przyjmjak najgrzeczniej
Lecz nie uroń w rozmowie ani słówka
Zbliżonego najmniej do nadziei -
Całej to zręczności twej polecam:
Nie chcę, aby mnie co bądź wiązało,
Odkąd się oddałam obowiązkom
I znalazłam wielkie dobro: spokój!
Mak-Yks Panią Hrabinę chce widzieć...
Nikogo nie przyjmę przed wyjazdem -
Mak-Yks! - jakbym też go zapomniała...
Cóż ty z tego kuzynka chcesz zrobić?
Ja nic - -
on zaś sam co z siebie zrobi ?
Czasu nigdy nie miałam zapytać go.
Dobre to chłopczysko... i lubiący
Nieledwie że pustelnicze życie!
- Raz, widząc go z brodą nie strzyżoną:
"Cóż by to był za śliczny kapucyn
W Ermitażu, pod zielonym drzewem?!"
Pomyśliłam...
Lecz czyli to jemu
Przyjdzie na myśl kiedy przed zwierciadłem ?
- Choć zapewne że szczęśliwszym byłby
W cichej celi, hodując sobie kwiaty...
Gdzie znalazłby dobro wielkie: spokój!
To, co
mówisz o człowieka losie,
Przypomina mnie coś kapucynów,
Które zastępują termometry...
Lub tych, co z kart dla dzieci się robi:
Tamte kaptur zdejmują w pogodę,
Lubo się nią wcale nie obchodzą;
Te się wszystkie społem wywracają,
Skoro jeden z nich i jak się potknie!...
Mogłabym
go wreszcie i ożenić -
Przecież małżeństwo... to Sakrament.
- Lecz potrzeba wprzód posażnej panny
Tegoż wieku, wzrostu, i tak samo
Do cichego ułożonej życia...
Naturalną znalazłszy
harmonię
Względów tylu: wieku! wzrostu! mienia!
I temperamentów! i skłonności!...
Jak w gałęziach dwóch jabłoni jednej -
Spytać chce się...
- czemu ? jeszcze w górze
Ponadprzyrodzonych szukać zręczyn?
Jaskółki
dwie, całkiem równe sobie,
Nie sąż przez to samo ożenione -
A jakaż byłaby ludzi wyższość?!
Zawsze
umiesz jakieś... dać pytanie,
O którym pierw z Ojcem Prowincjałem
Radziłabym bardzo ci pomówić...
Niewiele mnie czasu już zostawa!
O Szelidze naprzód - i że jemu...
- Nie uronisz słóweczka nadziei.
Moja
luba! to jest arcyważne -
I że przyjąć go mam jak najgrzeczniej...
Jak to pięknie! że pamiętasz wszystko.
Jak
najgrzeczniej dlatego, by jemu
Czymś osłodzić stanowczą odmowę.
- Miłość bowiem, jakkolwiek bądź ziemska,
Gdy ustaje... to nie jest rzecz miła!...
(Przynajmniej tak sądzę, moja luba!
Że to nie musi być najprzyjemniej...)
Zrobiłam z niej, patrzaj: kapucyna!
Który się wywraca za powiewem...
"Numer drugi: parę
taneczników"...
Cóż to może znaczyć? proszę ciebie...
"Zaprosiłam panny
Z całej pensji, kilku małych chłopców,
I panią Durejko, ochmistrzynię,
Z mężem swoim."
Wszystko jak najgrzeczniej!...
Zapraszalne listy jedne wyszły,
Reszta leży owdzie - wyszlij i te -
Przejrzę tylko, czyli w nie przypadkiem
Nie wtrąciłaś czego innej treści...
Winisz mnie o błahe nieuwagi -
A jednak może i jest niewiele
Kobiet mojego położenia - które
Byłyby w stanie tak dużo rzeczy
Różnorodnych zgodzić i prowadzić.
To - że w mojej Biblii; na rycinie,
Znalazłaś raz, miasto przezroczego
Papieru, bankowy-bilet, z tego
Wyprowadzasz bezzasadne wnioski!...
Fraszki zapomnieć mogę - nie celu:
Są dnie, których godziny wszystkie
Mam rozrachowane jak zegarek
I spisane rzędem w wilię wieczór.
Teraz!... jadę na Zbór-Miłosierny...
Porywa się - zawadza, i rozdziera suknię.
Gdzie... w sukni rozdartej niepodobna
Brać głosu o biednych bez poddasza,
Bo to wyglądałoby na komedię...
To przypadek jest... i bez znaczenia -
Naprędce proszę fioletowy stanik.
Mak-Yks za Sługą wchodzi sam.
Mak-Yks się powtórnie anonsuje -
Pani Hrabino, nieco powolniej...
Niechże wnijdzie, jeśli jest w potrzebie...
Ten młodzieniec wchodził - lecz gdy
zobaczył,
Że dopełniasz ubrania, cofnął się.
Wina jego - a może jest w potrzebie?
Mogłażbyś ubierać się przy ludziach?...
To - nie są ludzie - daj, proszę, szpilkę.
MAK-YKS
który niezupełnie cofnął się był
"To
nie są ludzie"!-ach! nie-o! pani...
(Daruj, iż podnoszę słowa twoje,
Które byłbym pominął, jak może
Wiele innych pominąłem mówień -)
To są "nie ludzie" - pani!... to tylko
Obowiązani tobie, lub arcy
Umiejący cię cenić - nie-ludzie!...
Przy nich można sobie zapiąć guzik
Bez zmylenia rzędu, akuratnie - -
Daruj, przebacz,
pani i kuzynko!
Słowom, które się z ust wydzierają,
Będąc silniejszymi niźli mówca.
Daruj! ale więcej jeszcze powiem:
Bywa, iż ci, co dziś ludźmi nie są,
Pewnego dnia i godziny pewnej
Właśnie że tylko oni zostają...
Od tła to zależąc, nie przedmiotu.
Gdy się tło odmienia, wraz i rzecz z nim.
Mak-Yks! ile zraniłam,
przepraszam:
Uczyniła wyrazów pośpieszność
Sens, którego ani pomyśliłam! -
Miałem ci,
o! pani, nie to mówić -
W innej treści i mało odwłocznej...
*
Lecz ot!...
pękło coś w toku myślenia,
I nie jestem już w stanie dodać nic.
Scenę
zrobiliście, lub robicie,
Dla jednego błahego wyrazu,
Dla sposobu-mówienia, na świecie
Przyjętego - - a który nie jest Jej,
Wcale nie Jej... zaręczam to panu.
- To jest wyrażenie niewłaściwe,
Mimowolnym przejmowane tchnieniem
Od ogólnej świata atmosfery,
Która, bez nas, naszą rządzi mową...
Panie! ja
szczerości nadużyłem,
Wyrzucając niewstrzymalne słowa,
I jeżeli to słabość, że muszę,
Nie skończywszy rozmowy, stąd odejść:
To słabość ta jest tylko ma własna,
Osobista - - i nie należąca
Do "ogólnej atmosfery świata,
Która, bez nas, naszą rządzi mową!"
Mak-Yks! ja chcę... przyjdź dzisiaj wieczór.
Pani - kuzynko moja - - zapewne.
[Wychodzi.]
Zaskoczona zostałaś zdarzeniem,
Wychodzącym za porządek-dzienny
I nie zanotowanym w książeczce -
Świat albowiem nasz jest coś
podobnym
Do tych miernych artystów... co, ledwo
Wyrobiwszy parę charakterów,
Całą przyszłość sztuki chcą nakłonić
Do zamknięcia się w ich korporacji!
-Utyskują!... że Cezar Shakespearea
Za wielki jest o głowę dla sceny...
Alić kto od drugich chce postępu,
Winien ciągle on sam postępować!...
Racz mnie nie zaprzątać...
czasu nie mam...
Instrukcję ci zostawiłam całą -
Porywa się - wychodzi - zatrzymuje u drzwi i powraca, mówiąc
Jeszcze coś...
Zapomniałam mej książki
Do nabożeństwa - biorąc w zamian
Zeszłoroczny miejski kalendarzyk!
Oto książka twoja - - do widzenia.
O! ty... z zeszłorocznym kalendarzem
W ręku - i z rozdartą twoją suknia,
Lecz z oczyma niebem błękitnymi!
Jesteś święta!... umiem cię podziwiać -
Kto inny w ironię obróciłby
Usterki twe - - mnie są one cenne.
Wzieram przez nie, jak ów więzień, który
Przez szczeliny jasne patrzy w okno,
Czy wolniejsi są ludzie na ziemi?!