|
Na plac z
rozbiegu ulic wydarzony
Szerokie
wrota pracowni rzeźbiarza
Otworzył
człowiek pyłem ubielony -
I jak gdy
słońca kto obieg uważa
Wigilie
licząc, od wschodu do zmierzchu
Baczył
- a potem włosów wstrząs! kędziory,
Po sobie
pojrzał i z rękawów wierzchu
Owiał
pył - - ziewnął - wraz wyjrzał i wtóry,
Nie mniej w
tuniki fałdach ubielony,
Jakby, z
posągi gdy bywał, wziął na się
Obyczaj boski
Olimpijskiej strony,
Tracąc go w
miarę, jak schodzi żyć w czasie -
Za nimi dwoma z cieniu wyzierały
Antinousa biusty marmurowe,
Smutne - jak gdyby płakać wiele
miały,
Lecz, nie skończony mając wzrok i
głowę,
Zapominały albo nie umiały -
Gdy żywi taką toczyli rozmowę:
"Dijoskifilos biustów robi dwieście
Antinousa - dwadzieścia Cesarza -
Co będzie potem? - rozesłał po
mieście
Ludzi: z tych każdy chodzi a uważa,
Gdzie brak? - i zaraz z posągiem tam
idą,
Lub, że przyjść mają,
zapisują kredą."
"Fidias - czy robił tak?" -
ozwał się z cieniu
Głos, jakbyś dłutem
śliznął po kamieniu
Greckim, kryształy w swej mającym
mące,
Podobne soli, stal odbijające.
Co rzekłszy, wyjrzał: był to
człowiek blady,
Ale bez-barwą czerstwą i
przytomną.
"Nie mam w Fidiasa dziś
wstępować ślady" -
Najstarszy odrzekł z
wykwintnością skromną.
"Choćby dlatego - młodszy wraz
dopowie -
Że Fidias bóg był, gdy my - nie
bogowie!"
"Sens
tego słowa bóg - to jego nuta,
Pokąd
o bogach mowa - lecz co pewna,
To to,
że Fidias-bóg używał dłuta,
Tudzież
marmuru, złota, kości, drewna -
Dalej -
że pono za cel nie brał owej
Natury -
albo z drugiej ją połowy
Zachodził,
która że jest idealna,
Więc
nieskończona i niewyczerpalna -
I
stąd mógł robić wieki - do dziś może!"
"Komu?"
"Tym,
którzy byliby innemi!"
Tu
dał się słyszeć szmer i gwar na dworze,
Lektykę
bowiem stawiano na ziemi,
Ciężką,
z wonnego budowaną drzewa,
Pstrą
miedzianymi gwiazdy i gwoździami,
A jako
ptaszę z gniazda, nim zaśpiewa,
Wychyli
głowę, z takimi ruchami
Elektry-diwy
wyrastały lica;
Zaczym
Pomponius rękę poniósł prawą
Ku niej -
pierścieniem rzymskiego szlachcica
Świetną
- i Florus ze swą, niby z ławą
Szeroką,
skoczył: lecz Elektra zgadła
Obu i,
niźli spostrzegli, wysiadła.
"Sto biustów warta!" 1 - Lucius rzekł, a
owi,
Którzy lektykę nieśli,
zawołali,
Pot ocierając2: "Niechaj żyją zdrowi!-
Sto biustów warci!" - Rzeźbiarze witali
Gości, lecz rozruch w pracowni był
taki,
Iż mało baczył kto, gdzie
posąg jaki.
Ciskane tylko słychać było
słowa:
"Zeus! - Antinous! - oto Zofii
głowa! -
Pies-Alcybiada! - Venus krótko-szatna! -
Natchnienie! - znawstwo! - amator! -
spektator •
Ten, ów, filozof - sztuka niepopłatna -
Bez-plamny
marmur - divus Imperator!" –
- - - - -
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
|