|
Niejasna w
mieście krążyła wiadomość
O
niepokojach w prowincji, czy wojnie,
Czy
że wyjechać ma Cesarz-Jegomość
W nocy -
wyjechać, jak można, spokojnie,
By
tłum przywyknął czuć go i z daleka
Lub
czcić w postaci zwykłego człowieka.
Inni
twierdzili, że wieść ta źle głosi,
Na
zwykłe bowiem łowy się zanosi,
Przeto,
iż dawno cesarska prawica
Oszczepem
w puszczy nie raczyła śledzić,
Gdzie lega
niedźwiedź lub gdzie zlega lwica:
W czym
nierad Adrian dawał się uprzedzić.
Inni
nareszcie tę powietrza zmianę
W zamku, i
co zeń wywiało za ścianę,
Przypisywali
wschodnim pewnym gościom,
Lub z
okrętami przyszłym wiadomościom.
-
Wieść każda w Rzymie, niż gdziekolwiek więcej,
Ma
różnokształtnych ust swych sto tysięcy,
Które
brukową najprzód tętnią wargą,
W
jaśniejsze potem urastając głosy,
Oklaskiem
dalej stają się, lub skargą,
Myślami Cara, i zowią się: Losy.
Acz bywa, że nim tę przebiegną
gamę,
Nie poznawają się i mszczą
same.
Cesarz, jak zwykle, w bukszpanowym
chłodzie,
Z odkrytą głową,
spoczywał w ogrodzie.
Obyczaj, który, w dnie najmniej pogodne
Chował, nie znosząc nic na nagim
czole -
Skąd poruszenie głowy miał
swobodne:
Nie takie wzroku, iż szukał
kryć wolę,
Drażliwość w spokój
mędrca przyoblekać,
Także, iż lubił
zgłębiać i nie czekać -
Dwie żądze, które zgodzić z
sobą trudno.
Było to wszakże, gdy
wszech-wiedzę państwa
Zdobył - część jego
ludną i nieludną,
Używającą prawa i
poddaństwa,
Naocznie zwiedził, w wielkich dwóch
podróżach
Wolę i ludzi poznał wewnątrz
żywych,
A o okopach myśląc i przedmurzach,
Świat tworzył, linii
nienawidząc krzywych,
Przeto iż dłuższe, a
ceniąc je bardzo,
Jako uczeńsze i słodsze w swych
ruchach.
Więc był jak którzy chwalą to,
czym gardzą.
- Przy tym - nadeszła i wieść
o rozruchach -
Te Adrian ważył mało.
Na marmurze
Stołu przed ławą, gdzie Cesarz
spoczywał,
Leżały zwitki, tabliczki i
róże
Białe, a widno, że idąc je
zrywał
I w palcach miesił, co może czas
skraca -
Stał także kubek sycjońskiej
roboty
Z tetrafarmaku1 resztką, złota taca
Niżej - miednica i nalewek złoty.
Sam
był do kolan obrzucon opończą,
Której
brzeg strzępy z nici złotych kończą;
Gdy Artemidor za
znakiem mu danym
Siadał na
stołku kością wykładanym
I zdał
się słuchać, lecz uważał szczerze.
Cesarz tak
mówił: "Jako w Antimaku
Z Kolofon2 więcej czytam niż
w Homerze,
Dziejów zaś
szukam od pierwszego znaku
Historii - nie
zaś od Salustyjusza;
Tak lubię z
gruntu każdy przedmiot badać,
Nie lada
połysk brać do animusza.
Wiedzieć
albowiem na to, aby władać,
Inna jest,
niźli dla wulgarnej sławy -
Skąd samej
nawet astrologii męty
Nie są nam
obce - ani jakie wstręty
Płaskie
mieliśmy dotknąć się tej sprawy."
Tu
przemilkł - rękę wyciągnął ku tacy,
Bawiąc
się jadłem, jak to czynią ptacy
W klatkach,
mający smaki pogardliwe
Dla zbytku
strawy - lub syci próżniacy.
- Że jednak
skromny był więcej w jedzeniu
Niż w
duchu, rękę powrócił leniwo
I mówił
dalej:
"Ten -
chodzący w cieniu,
Z laską,
nieledwie długą tak jak krzywą,
Charonowego
posługacz okrętu3 -
Jak się
ma?"
"Jazon
- wyrzekł nie bez wstrętu
Koryntczyk -
wczoraj wiedzieć dał mi nocą,
Iż
niespodzianą złożon jest niemocą -"
Tu przeszła
chwila milczenia - aż znowu
Cesarz pół
sobie, pół do gościa rzecze:
"Hellada! -
wy ją znacie, tak, z narowu,
Jam odgadł
- ja ją podnoszę i leczę."
- Mistrz
Artemidor pobladł. - "Jeśli komu,
Literaturę
poznać dawszy, skryją
Ziarna jej -
gości jak przyjaciel w domu
I je - wie,
jaką rzecz, lecz nie wie, czyją,
Grecja-bo nie
jest kilka świątyń, ani
Pieśń
jej" - Koryntczyk, jak góral z otchłani
Znanej mu, ale
bardzo niebezpiecznej,
Wychyleń,
wzrok niósł wkoło niestateczny.
"Grecji ja
uczę ludy: od Eufratu
Aż do
Brytańskiej wyspy - ja to starą
Helladę
dzisiaj pokazuję światu!" –
"Przez
nią jest światło" - Koryntczyk rzeki z wiarą.
- - - - -
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
"Egipt?
- tym samym Adryjan akcentem
Ciągnął
- przykryta rzecz czasowym mętem:
Egipt jest
wcale nie to! - w księgach Judy,
Gdzie
różne baśnie są - także i cudy,
O
Abrahamie mówią, iż ten syna
Miał
ofiarować. - Są, co byli dalej
W
ofiarowaniu -"
Tu mu
poszła ślina
Do ust i
kaszlnął, mówiąc: "Cóż? - azali
Antinousa
krwi nie poświęcono?"
4
Tu
wstał - i znowu legł, lecz inną stroną,
I znów
obrócił ciałem: "By znać rzeczy
Ludów, trza
każdy mieć jak swój na pieczy."
Więc
Artemidor na to: "Mało komu
Dano jest
mieszkać wśród wielkiego domu,
Nie
zostawując próżni."
"Są
studia ciekawe,
W których
powołam was, filozofowie,
By kilka
kwestii wytoczyć na ławę -
Tylko mi
jeszcze wstrętnym bywa zdrowie
Wątpliwe"
- przy tym dodał od niechcenia:
"A
lubię rzeczy wywodzić z korzenia -
A te mi Żydy bredzą swe marzenia -
A nie tą drogą iść ma - jest u Żyda
To, że niesforny umysł ma i krzywy,
I nieporządny - nie zna inżynierii,
Ni planów - jakoż do prac jest leniwy.
Zwierz dziki, gdy go zamkniesz w
menażerii
I jeść mu dawasz dobrze - z wolna -
z wolna
Truchleje - jednak drga w nim chuć
swywolna.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
- - - - - - - - -
Mniemam - że i ta Chrześcijan
doktryna
Nie jest w swej pierwszej legendzie. -
Może by
I tego dotknąć przyszła
już godzina,
Bacząc, gdzie błędu wina,
gdzie potrzeby -
W Jeruzalemie miejsce zmartwychwstania
Jupiterowi należy właściwie:
Ten jest
albowiem, który się nie kłania,
Mocny-bóg
- dalej, i to bez-treściwie,
O
wykonaniu Chrystusa co bają,
Tam Venus
miejsce mieć ma - a powoli
Uobyczają
się i przyzwyczają5
-
Nim
tnę, uważać zwykłem, ile boli
I
pokąd ? - bystrzy tak lekarze krają -
Cóż?
- czy nie kocham Hellady?"
Te
słowa
Lubo
donośniej rzekł, głos mu nie służył,
I sam to
może poczuł, że nadużył
Głosu
- więc sięgnął, gdzie go boli głowa,
Przymrużył
powiek i powstał leniwo,
W czym
Artemidor zdążył mu co żywo,
I poszli
długim ciennikiem z bukszpanu,
Coraz to
ciche zatrzymując kroki - -
O
myśli ludzka! - ty, co przeczysz Panu,
Świadczyć
Mu musisz przez błąd swój głęboki!
A ty,
coś prawdę poprawiał lub winił,
Gdybyś
na skryte jej popatrzył cele,
Spytałbyś
siebie, sfrasowany wiele,
"Ja,
com pracował tak - cóżem uczynił? -"
Czekaj - z
Wenerą twoją w Betlejemie,
Aż Wół i Łukasz, i te
Rafaele
Przyjdą - położyć
się czołem na ziemię,
Wdzięki waszego zniósłszy
ideału
Nie ukazami - lecz twórczo, pomału –
Tak - żeby Fidias przed Familią-Świętą
Rafaelowską stanął6, a Jupiter
Świętego Pawła głowę
baczył ściętą,
Spokojną; Merkur - druk
składany z liter;
Neptun - Kolumba, co w krzyżowym znaku
Kotwicę znalazł na morza nieznane,
Na Ewangelią burze pokiełznane7;
Pallas - Joannę d'Arc żeby w szyszaku
Jej zobaczyła z mieczem na rumaku;
Herkules - żeby pary-wynalazcę
Ujrzał, Eskulap, z
wężem swym na lasce -
Mojżeszowego węża zoczył
z miedzi -
Wszystkie by siły wasze,
najporządniej,
Do mimowolnej doszedłszy spowiedzi,
Znikły - pozostał rząd
- i pył nierządny -
|