|
Wieści,
co pierwej krążyły po Rzymie
W sposób
nie dosyć jasny i czytelny,
Zaczęły
postać przybierać i imię:
Z Bretanii
pono generał naczelny
Severus
Julius wrócić miał niebawem,
Także
legiony z dawna nie widziane
Cesarza
wolą ściągano, czy prawem
Nowym? - Te
nocą nieraz, jako ścianę
Równą,
księżyca bielmem wyjaśnioną,
Napotykałeś,
ustępując z drogi,
A
czułeś ścianę gmachu poruszoną,
Mierzonych
kroków masy szmer złowrogi.
- Orły, co
w bramę głową pochyloną
Szły na
chorągwiach, wojenne machiny
Skrzypiące
w marszu: cały system żywy
Energii, tudzież zagład i perzyny,
Elastycznością swą, miarą
i siłą
Przerażał wszystko, co się
doń zbliżyło -
Tak że widz w sobie powtarzał
zdumiony:
"Bóg
to Rzymianom wymyślił legiony!"
1
Niektóre
domy wraz drzwi zamykały
Same, lub
wiatru osobnym podmuchem,
Nim
żołnierz otarł je ramieniem z skały.
Innych na
dachy legion ciągnął duchem,
Porywał
oczy, kwiaty z rąk padały.
Moc
jakaś pierwej szła przed szeregami
Tych
obnażonych kolan i tych ramion,
I grzyw na
hełmach - a wodzowie sami
Zdali
się trzymać ją w literach znamion,
I
magnetycznie giąć tymi członkami,
Kutymi w
miedzi błyszczącej obręcze;
Zbierać
je w chmury, w grzmot - rozwijać w tęczę.
Dramy
aż naszej osoby to czuły;
Zofia
nieznośną była dla służebnej;
Struny
się liry nietykanej psuły;
Mag z
lekarstwami swymi - tak potrzebny,
Jak
niewidzialny dla ciężkiej słabości;
Barchob, zmieniony
jak nie swa osoba -
Odprawujący
niemo natłok gości;
Mistrz
Artemidor, wzywany co doba
Do cesarskiego
gmachu lub ogrodu;
Pomponius
nawet, odwłoka zachodu
Około
uczty w Villa Pomponiana,
Zmieniony
nieco –
Więc
- Elektra-diwa
Sama -
wśród tylu ruin niezachwiana,
Tylekroć
więcej świetna - i szczęśliwa!
Nikt
wszakże jasno nie widział przyczyny
Tak niefortunnej
odmiany powietrza -
Mag tylko
mówił - słychać: "Są godziny
Różne - ta cięższa godzina, ta
letsza;
Ta ma rozedrzeć, ta znów
złączyć może."
To mówił mędrzec, skarżąc
się na łoże - -
|