|
Syn
Aleksandra stał przed Zofii łożem,
Grecki
mającym kształt - perskie kolory -
I te jej
słowa mówił:
"Mag jest
chory -
Któż
może zdrów być? - sami często mnożym
Choroby, to jest,
chcę mówić - cierpienia."
Zofia
rzuciła okiem na służebną,
A raczej
bielmem oka, bez wejrzenia:
Czy szyje
- rzecz jej cale niepotrzebną -
Zwyczaj to
wszakże, od czasu do czasu
Na
niewolnice okiem tym spozierać,
Jakoby
pracę śledząc, bez hałasu - -
Nie - by
się na tej czujności miał wspierać
Interes
żyda, jak gdzie w domu biednym -
Lecz
że się zwyczaj taki stał powszednym.
To
Egipcjanka czując, nim się stało,
Sunęła
żwawiej swoją ręką małą.
Syn
Aleksandra błędnym okiem rzucił,
Czy
tuż stojącej liry nie wywrócił? -
I
wyszedł - Zofia, na to bacząc mało,
Zasnęła
-
Chwilkę,
ktoś idąc, zanucił:
(Śpiew
przechodnia1)
- - - - - - - -
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
"Tam
Hektor, gdy swojej nie znalazł jedynej,
Ku progom znów
wrócił, służebnic wołając:
Ej! mówcież
mi, dziewki, słowami szczerymi,
Andromaka gdzie
znikła łabędzio-szyja? -
U mych-że
sióstr? - w szaty świąteczne ubranych -
Czy gwoli
próśb wyszła z Trojanki drugimi
Ukoić gniew
bujnie-warkoczej Atenę? -
Ej! -
mówcież mi, dziewki, słowami szczerymi - -"
Zofia, gdy pierwsze
usłyszała słowa,
Do sługi
rzekła: "Stało się wybornie,
Iż
gość odeszedł, bo jestem niezdrowa."
- Tu Egipcjanka,
kłoniąc się pokornie,
Rzecze:
"Udatność naśladując bogów,
Na palcach
sunął od łoża do progów" -
I szyć
poczęła z niezwykłym pośpiechem,
Gdy pani uchem
szła za pieśni echem.
|